Posłanka PiS dane o "syndromie poaborcyjnym" czerpie od "dr Speckhardfa". Nikt taki nie istnieje, ale rozwikłaliśmy zagadkę tajemniczych badań. Pochodzą z 1985 roku, opierają się na rozmowie z 30 kobietami po aborcji, wybranymi, bo... przeżywały stres. Religijna prawica jak zwykle naśladuje amerykańską, ale albo nie zrozumiała, co czyta, albo nie czytała

„Szkoda, że zaślepieni w swoim przekazie pomijacie Państwo prawdziwe skutki aborcji, które zostały opisane już w 1985, przez dr. Speckhardfa na Uniwersytecie Minnesota” – napisała posłanka PiS Anna Sobecka w liście do „Wysokich Obcasów”.

Sprzeciw Sobeckiej wzbudziła okładka i artykuł gazety. Na okładce aktywistki Aborcyjnego Dream Teamu – Natalia Broniarczyk, Karolina Więckiewicz i Justyna Wydrzyńska – wspierające kobiety w aborcji farmakologicznej, występują w koszulkach z hasłem „Aborcja jest OK”.

Hasło szczególnie oburzyło Sobecką. Posłanka przytoczyła dane na temat rzekomych skutków aborcji wśród badanych kobiet. I tak:

100 proc. – doświadczało smutku, poczucia utraty;

92 proc. – przeżywało poczucie winy;

85 proc. – było zaskoczonych intensywnością smutnych przeżyć postaborcyjnych;

81 proc. – odczuwało obniżone poczucie własnej wartości;

81 proc. – miało świadomość doznania krzywdy;

81 proc. – wciąż myśli o abortowanym dziecku;

73 proc. – cierpiało na depresję;

73 proc. – czuje się nieswojo w obecności niemowląt i małych dzieci;

73 proc. – odczuwa niemożność rozmawiania 0 przeżytej aborcji;

69 proc. – przeżywa niechęć do współżycia seksualnego;

65 proc. – miało tendencje samobójcze;

61 proc. – zaczęło nadużywać alkoholu;

31 proc. – podejmowało próby samobójcze;

23 proc. – przeżywało skrajnie ciężkie poczucie winy.

Po jakimś czasie posłanka poprawiła pisownię – chodziło jednak o doktora Speckhardta. Szokujące dane pozostały bez zmian.

Kim jest doktor Speckhardt i czy rzeczywiście już w 1985 roku odkrył straszną prawdę o aborcji? Sprawdziliśmy.

Głuchy telefon pseudonauki

Badania, na które powołuje się Sobecka, są popularne wśród polskichobrońców życia„. Badania „dr Speckhardt” (okazuje się, że to jednak kobieta) przywołuje na swoim „blogu pro-life” dr inż. inżynierii lądowej Antoni Zięba. Zięba używa dokładnie tych samych słów co Sobecka; całkiem możliwe więc, że posłanka posłużyła się tutaj metodą kopiuj-wklej. A skąd dane wziął Zięba?

W krótkiej bibliografii do swojego tekstu wymienia artykuł Marii Ryś „Natura nie wybacza nigdy”. Psychologiczna analiza zaburzeń występujących po przerywaniu ciąży opublikowany w 1999 roku w „Służbie Życiu”, dwumiesięczniku, którego redaktorem był właśnie Zięba. Zajrzeliśmy do niego.

Dr hab. Maria Ryś z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie przytacza wyliczankę psychicznych skutków aborcji. Jej artykuł jest zapewne źródłem tych danych w polskim obiegu internetowym. Maria Ryś podaje właściwą płeć i nazwisko autorki: Anne C. Speckhard z Uniwersytetu Minnesota. Podaje też liczbę badanych – 30 kobiet, z którymi autorka rozmawiała 5-10 lat po zabiegu. Badanie zostało opisane w dysertacji doktorskiej amerykańskiej badaczki. Sama wielkość próby powinna wzbudzić ostrożność – jest wyjątkowo mała.

Spróbowaliśmy znaleźć tę pracę, ale okazało się to niemożliwe. Do dzieła Speckhard nawiązują głównie strony antyaborcyjne, które zazwyczaj nie podają namiarów na źródła. Wzmiankę o badaniach Speckhard znajdziemy m.in. w „Katolickim podręczniku dla narzeczonych i nowożeńców”. To ta sama wyliczanka, co na polskich stronach, uzupełniona o jeden widowiskowy symptom – 35 proc. kobiet ma doświadczać wizyt fantomowego dziecka.

Choć tekstu dysertacji nigdzie nie ma, na rosyjskiej stronie internetowej jest jej abstrakt. Dowiadujemy się z niego, że:

Psychospołeczne skutki stresu poaborcyjnego są badane dzięki rozmowom z 30 kobietami, które – uwaga – miały silnie stresujące doświadczenia związane z aborcją.

Jeżeli takie było kryterium doboru próby, bardziej zrozumiałe staje się, dlaczego np. 100 proc. kobiet doświadczało utraty a 73 proc. miało depresję. Bo znalazły się badanej grupie dokładnie z tego powodu. Wyciąganie z tego jakichkolwiek wniosków na temat ogółu kobiet, czy wnioskowanie na tej podstawie o istnieniu powszechnego syndromu poaborcyjnego jest absurdem. A to właśnie robi Sobecka. To trochę tak, jak by porozmawiać z kilkoma posłami PiS i na tej podstawie stwierdzić, że cała ludzkość wierzy w geniusz polityczny Kaczyńskiego.

Syndrom, którego nie ma

A co wiadomo o autorce badania? Okazuje się, że w latach 80. i na początku 90. jej publikacje odegrały pewną rolę w budowaniu nowej strategii ruchu antyaborcyjnego. Przeżywał on kryzys po tym, jak dostęp do aborcji na życzenie stał się w USA powszechny, co umożliwił wyrok Sądu Najwyższego z 1973 roku. Religijni przeciwnicy legalizacji aborcji, wspierani przez prezydenta Ronalda Reagana, usiłowali przekonać Amerykanów i Amerykanki, że aborcja ma dramatyczne skutki dla zdrowia psychicznego kobiet i należałoby jej z tego powodu zakazać. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA) rozprawiło się z ta koncepcją publikując w 1992 duży przegląd badań, który pokazywał, że nic nie wskazuje na istnienie takiego syndromu. Dziś syndrom poaborcyjny nie jest przez naukę uznawany za istniejące zaburzenie. Ruchy antyaborcyjne na całym świecie wzorują się jednak na strategii religijnej prawicy z USA.

Anne C. Speckhard wciąż jest aktywna, ale zmieniła specjalizację. Teraz zajmuje się psychologią terroryzmu na prestiżowym katolickim Uniwersytecie Georgetown. Pisze na ten temat bardzo liczne i bardzo długie książki. Poza tym interesuje się telepatią, leczeniem na odległość i jasnowidzeniem (to wszystko „być może jest w naszym zasięgu”). Pisze też powieści sensacyjne z przedziwnymi okładkami.

Wciąż twierdzi, że syndrom poaborcyjny istnieje, ale zdecydowanie zrewidowała swój pogląd: występuje on rzadko, a wielu kobiet aborcja nie ma żadnego niekorzystnego wpływu na ich psychikę. „Błędem jest wyciągać wnioski z badań o niewielkiej próbie i twierdzić, że wszystkie kobiety cierpią z powodu aborcji. Nauka tego po prostu nie potwierdza” – pisze Anne Speckhard na swoim blogu.

Aktualizacja 24.02.2018. Namiary na abstrakt pracy Speckhard jeszcze przed publikacją tego tekstu podał w komentarzu pod poprzednim artykułem o liście Sobeckiej Marcin Zamojski. Przeoczyłem ten komentarz, ale chętnie oddam sprawiedliwość panu Marcinowi – znalazł źródło rewelacji Sobeckiej szybciej ode mnie.

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym