0:00
Prawa autorskie: Przemek Wierzchowski / Agencja GazetaPrzemek Wierzchowski...
15 grudnia 2021

Apel 17 redakcji w obronie prawa do informacji publicznej. Nieoczekiwanie TK Przyłębskiej odwołał rozprawę [AKTUALIZACJA]

"Nie możemy się na to zgodzić" - stwierdza 17 redakcji ogólnopolskich mediów w obawie, że tzw. TK "wybije zęby ustawie o dostępie do informacji publicznej, a obywatelom odbierze gwarantowane przez art. 61 konstytucji prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne". Zobacz, co mieliśmy stracić.

Wydrukuj

[AKTUALIZACJA] Tuż po rozpoczęciu rozprawy 15 grudnia po 11.00 Trybunał odłożył ją na nieustalony jeszcze termin. Oficjalnym powodem było zaplanowane na godz. 11 w Sejmie głosowanie, na którym musiało być dwóch posłów PiS - Arkadiusz Mularczyk i Marek Ast. Mieli reprezentować Sejm na rozprawie w twz. TK, bo to sejmowa ustawa została zaskarżona. Dopiero dziś podano, że pismo o takiej decyzji Sejmu wpłynęło do TK Julii Przyłębskiej 14 grudnia wieczorem.

Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej miał 15 grudnia 2021 kolejny raz wystąpić w usługowej roli wobec autorytarnej polityki władz PiS prowadzonej przez Jarosława Kaczyńskiego. Krystyna Pawłowicz jako sędzia sprawozdawca zaskarży - w imieniu pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Manowskiej - niektóre artykuły ustawy o dostępie do informacji publicznej, uznając je za niekonstytucyjne. W składzie orzekającym znalazło się miejsce dla Stanisława Piotrowicza, a wniosek popierający złożył minister-prokurator Zbigniew Ziobro.

Uznana za niekonstytucyjną (w części) ustawa przestanie de facto obowiązywać, co doraźnie uchroni Tadeusza Rydzyka przed karą za nieudzielenie informacji publicznej, ale w szerszej perspektywie odbierze społeczeństwu obywatelskiemu, w tym mediom, kluczowe narzędzie kontroli władzy.

W tej sytuacji kilkanaście redakcji ogólnopolskich wydało oświadczenie, które przyjmuje formę apelu, choć nikt z nas nie wierzy, że wyrok tzw. TK może być inny, niż ma być. Kierujemy go przede wszystkim do opinii publicznej.

[AKTUALIZACJA] Okazało się jednak, że PiS cofnął się przed wydaniem kontrowersyjnego wyroku. Być może jest to kolejny - po odłożeniu głosowania nad Lex Czarnek - wyraz naratsających w partii władzy obaw przed "narażaniem się" znaczącej części opinii publicznej, a w tym przypadku mediom.

"Apel w obronie prawa do informacji publicznej

15 grudnia Trybunał Konstytucyjny zdecyduje o losie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Jeśli zgodzi się ze skargą Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Manowskiej, wybije ustawie zęby, a obywatelom odbierze gwarantowane przez art. 61 Konstytucji RP prawo do wiedzy o działaniach władzy. Bezkarnie ignorować pytania obywateli/lek, aktywistów/ek i dziennikarzy/rek będzie mógł nie tylko o. Tadeusz Rydzyk, ale też politycy i urzędnicy na wszystkich szczeblach administracji. W szczególności media stracą narzędzie kontrolowania władzy i rozliczania jej z błędów, co stanowi jedno z naszych najważniejszych zadań.

Bez ustawy o dostępie do informacji publicznej nie dowiedzielibyśmy się o milionowych dotacjach dla o. Rydzyka, reprywatyzowanych w Warszawie kamienicach, listach poparcia dla neoKRS czy podejrzanym zakupie respiratorów.

Odebranie nam prawa do informacji publicznej to kolejny krok władzy do zmonopolizowania medialnego przekazu, a tym samym kolejnego ograniczenia demokratycznego państwa prawa. Nie możemy się na to zgodzić.

Fakt, Forum, Fundacja Grand Press, Gazeta Wyborcza, Gazeta.pl, Magazyn Press, Newsweek, OKO.press, Przegląd, Polityka, Radio TOK FM, Rzeczpospolita, Towarzystwo Dziennikarskie, TVN24, Wirtualna Polska, Wprost".

Niektóre z redakcji, z którymi rozmawialiśmy zbierając - razem z Łukaszem Lipińskim z Tygodnika "Polityka" podpisy - deklarowały poparcie dla inicjatywy i zapowiadały, że opublikują własne krytyczne komentarze, ale nie chciały poprzeć apelu ze względu na "inflację inicjatyw dziennikarskich".

Faktycznie jest to trzecia tego typu akcja środowiska dziennikarskiego w ostatnim półroczu (patrz dalej), ale - naszym, organizatorów zdaniem - dotyczy fundamentalnej sprawy. Likwidacja prawnej gwarancji dostępu obywateli i obywatelek do informacji publicznej to podważenie jednego z filarów państwa prawa i demokracji.

Wspólny głos dziennikarzy pokazuje, że media - i to różne pod względem ideowego profilu czy charakteru - występują razem jako podmiot życia publicznego.

Bo rywalizując o czytelników, widzów czy słuchaczy, służymy im wszyscy wszystkim, a decyzja TK uderzy w ich obywatelskie prawo do - jak to ujmuje Konstytucja RP - "informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne".

Sceptycy zwracali też uwagę, że już obecnie władze nie przestrzegają ustawy, więc wyrok TK niewiele zmieni w praktyce.

Niewiele może jednak znaczyć wiele.

Daniel Flis poprosił kilkoro dziennikarzy z różnych mediów o wskazanie tekstów śledczych, których by nie było, gdyby władze nie udostępniły autorkom i autorom informacji publicznej. Uzbierała się niezła lista tematów: pieniądze na dzieła Rydzyka, reprywatyzowane kamienice w Warszawie, listy poparcia do neoKRS, straty państwa na "biznesie na respiratorach", finansowanie partyjnych i prywatnych interesów z z publicznych pieniędzy m.in. Polskiej Fundacji Narodowej, śmierć Igora Stachowiaka, gigantyczne rekompensaty dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, finansowanie z publicznych wielu przedsięwzięć Kościoła, w tym inicjatyw ks. Dymera, oskarżanego o przestępstwa seksualne...

Co nam daje ustawa?

Przypomnijmy, że ta ustawa – fundamentalna dla przejrzystości polityki władz i tym samym dla kontrolnej roli mediów – gwarantuje „każdemu” prawo do żądania „każdej informacji o sprawach publicznych”. Organy władzy publicznej i samorządowej mają obowiązek „niezwłocznego” udzielenia odpowiedzi. Ten obowiązek nie obejmuje jedynie „informacji niejawnych oraz o innych tajemnic ustawowo chronionych”.

Ustawa przedstawia szeroką definicję tego, o co mamy prawo pytać: "Każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnieniu na zasadach i w trybie określonych w niniejszej ustawie",

co działa na korzyść obywatelek i obywateli, bo trudno - zgodnie z prawem - odrzucić nasze pytanie twierdząc, że jakaś informacja nie spełnia wskazanego kryterium.

Kluczowy jest też art. 2, który stwierdza, że "od osoby wykonującej prawo do informacji publicznej nie wolno żądać wykazania interesu prawnego lub faktycznego". Oznacza to, że obywatele i obywatelki mają prawo pytać o wszystko, co ich zainteresuje, o ile dotyczy to spraw publicznych i nie jest objęte tajemnicą.

Szeroko też opisane są uprawnienia, jakie mamy:

  • uzyskania informacji publicznej, w tym uzyskania informacji przetworzonej w takim zakresie, w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego;
  • wglądu do dokumentów urzędowych;
  • dostępu do posiedzeń kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów.

Precyzyjnie opisane są osoby, które mamy prawo prześwietlić naszymi pytaniami:

  • organy władzy publicznej;
  • organy samorządów gospodarczych i zawodowych;
  • podmioty reprezentujące zgodnie z odrębnymi przepisami Skarb Państwa;
  • podmioty reprezentujące państwowe osoby prawne albo osoby prawne samorządu terytorialnego oraz podmioty reprezentujące inne państwowe jednostki organizacyjne albo jednostki organizacyjne samorządu terytorialnego;
  • podmioty reprezentujące inne osoby lub jednostki organizacyjne, które wykonują zadania publiczne lub dysponują majątkiem publicznym, oraz osoby prawne, w których Skarb Państwa, jednostki samorządu terytorialnego lub samorządu gospodarczego albo zawodowego mają pozycję dominującą w rozumieniu przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów, a także
  • organizacje związkowe i pracodawców.

Co się nie podoba Manowskiej, a o co naprawdę chodzi

Wśród zaskarżonych przez Małgorzatę Manowską, pierwszą prezes Sądu Najwyższego, przepisów jest bat na oporną władzę, czyli art. 23: „Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Generalnie Manowska zarzuca ustawie brak precyzji używanych pojęć takich jak „władze publiczne” czy „osoby pełniące funkcje publiczne”, a także naruszanie prawa do prywatności i ochrony danych osobowych. Manowskiej nie podoba się też zapis, że osoba żądająca informacji nie musi tłumaczyć, dlaczego to robi:

„Ustawa nie przewiduje możliwości weryfikacji, w jakim celu dana osoba domaga się udostępnienia danych” – kwestionuje I prezes SN, kluczowy dla demokratycznej kontroli zapis.

Trybunał Konstytucyjny ma tu wystąpić w roli "naprawiacza prawa", które ma lepiej służyć interesom władzy. Partia prawicowych populistów nie chce pozostawać pod kontrolą mediów i szerzej społeczeństwa obywatelskiego, wyrok TK ma sprawić, że będzie mogła - już teraz legalnie - ignorować obywatelskie prawo do zadawania pytań. Przy pomocy tzw. TK partia Kaczyńskiego idzie drogą na skróty zmieniając ustawy bez czytania ustaw w Sejmie, weta Senatu i towarzyszącej im publicznej debaty. Nie mając - jak Victor Orbán - większości zdolnej zmieniać konstytucję, używają tzw. TK do wydawania orzeczeń naruszających ducha lub literę Konstytucji RP.

Trzeci raz zabieramy głos

To trzecia w ostatnim półroczu wspólna akcja środowiska dziennikarskiego, we wszystkich OKO.press miało swój udział. List w obronie TVN z lipca 2021 był inicjatywą dwóch dziennikarzy Wojciecha Czuchnowskiego z "Gazety Wyborczej" i Mariusza Jałoszewskiego z OKO.press.

My, dziennikarze polskich mediów, protestujemy przeciwko działaniom rządu Zjednoczonej Prawicy uderzającym w niezależność stacji TVN. Deklarujemy, że nie pozwolimy na niszczenie wolności mediów w naszym kraju i wzywamy światową opinię publiczną do interwencji. TVN jest największą w Polsce niezależną od władzy telewizją o charakterze ogólnokrajowym. Rządząca od 2015 roku partia Prawo i Sprawiedliwość wraz z koalicjantami wielokrotnie atakowała TVN za materiały pokazujące nadużycia władzy i broniące demokracji w Polsce. Publiczne i prorządowe media wielokrotnie piętnowały dziennikarzy TVN i prowadziły przeciwko stacji kampanię propagandową.

W ostatnich miesiącach rząd PiS przeszedł od słów do czynów. Nie przedłuża TVN koncesji na nadawanie, a w Sejmie forsuje ustawę, która ma zmusić właściciela stacji do sprzedania swoich udziałów podmiotowi przychylnemu władzy. Dzieje się tak mimo licznych ostrzeżeń i apeli, także zagranicznych, o zaniechanie ataku na stację.

W szóstym roku swoich rządów łamiąca demokratyczne standardy władza skutecznie przejęła już publiczne media, przekupiła lub po prostu kupiła część mediów prywatnych i zastrasza procesami dziennikarzy. Atakuje również wciąż niezawisły wymiar sprawiedliwości.

Rząd zjednoczonej prawicy lekceważy prawa i podstawowe wartości demokratyczne obowiązujące w Unii Europejskiej. Wszędzie tam, gdzie ma taką możliwość, depcze przejawy niezależności. Zneutralizowanie TVN i podporządkowanie jej państwu ma ma być jednym z ostatnich etapów przejęcia kontroli nad ostatnimi instytucjami, które patrzą władzy na ręce i bronią demokratycznych wartości takich jak jawność, tolerancja oraz równość wobec prawa. 32 lata po obaleniu w Polsce komunizmu historia zatacza koło. Rządząca partia podnosi rękę na media, których wolność jest warunkiem funkcjonowania demokracji. Nie możemy się na to zgodzić.

Nie zgadzamy się na życie w świecie, gdzie prawda nie ma głosu. Naruszałoby to samą podstawę etyki naszego zawodu i dziennikarskiego powołania. Jeśli rząd uciszy niewygodną stację, to samo spotka pozostałe wolne media. Tej walki nie można przegrać. Byłaby to klęska demokratycznej Polski

28 lipca 2021”

Ostatecznie podpisało go 1044 dziennikarek i dziennikarzy. Tak mocny głos środowiska przyczynił się w jakimś stopniu do wycofania się władz z Lex TVN i przyznania koncesji TVN24.

Inną formułę zastosowaliśmy we wrześniowym apelu "Dziennikarze na granicy", w którym domagaliśmy się dopuszczenia mediów do pracy w terenie zakazanym przez stan wyjątkowy. Tym razem podpisywały redakcje, a dokładniej redaktorzy i redaktorki naczelne.

Dziennikarze na granicy!

Wprowadzony przez rząd RP stan wyjątkowy na całej długości granicy Polski z Białorusią wyklucza działalność mediów. Przepisy dopuszczają swobodne poruszanie się tam osób i podmiotów świadczących szereg usług i prowadzących działalność gospodarczą – z wyłączeniem dziennikarzy i organizacji społecznych. Musi to budzić sprzeciw.

Stwierdzamy, że działania władz są sprzeczne z zasadą wolności słowa, stanowią też przejaw niezgodnego z prawem prasowym utrudniania pracy dziennikarzom i tłumienia krytyki prasowej.

Informujemy władze Rzeczpospolitej i opinię publiczną, że nie zgadzamy się z zakazem pracy dziennikarzy w terenie przygranicznym. Oznacza on odebranie nam możliwości wypełniania misji naszego zawodu, a społeczeństwu konstytucyjnego prawa do informacji.

1

Jednym z motywów zakazu jest – jak wynika wprost z wypowiedzi polityków – większy „komfort pracy” przedstawicieli władz i służb, co jednak oznacza działanie bez kontroli czwartej władzy i pozbawienie społeczeństwa niezależnych od polityków informacji.

Opieramy się tu na opiniach, jakie na naszą prośbę przygotowało grono wybitnych prawników i prawniczek (dr Anna Rakowska-Trela, prof. Ryszard Piotrowski, prof. Ewa Łętowska, a także Helsińska Fundacji Praw Człowieka – będziemy je publikować jedno po drugim). Przypominamy też, że Rzecznik Praw Obywatelskich 6 września 2021 oceniając rozporządzenie o stanie wyjątkowym podkreślił, że obecność mediów jest szczególnie uzasadniona w sytuacjach, które „wiążą się bezpośrednio z podstawowymi prawami człowieka”, a wyłączenie dostępu do informacji publicznej dla dziennikarzy „zwiększa ryzyko niekontrolowanego rozprzestrzeniania się nieprawdziwych i niezweryfikowanych informacji lub spekulacji, w szczególności w mediach społecznościowych”.

Zgodnie z podpisaną przez Polskę Europejską Konwencji Praw Człowieka „każdy człowiek ma wolność otrzymywania informacji bez ingerencji władz publicznych, zaś rolą dziennikarzy w państwie demokratycznym jest informowanie społeczeństwa o sprawach budzących istotne zainteresowanie społeczne”.

Władze przekonują, że sytuacja na granicy niesie zagrożenia dla Polski. Tym bardziej konieczna jest obecność mediów (i organizacji społecznych), które mają obowiązek przedstawienia społeczeństwu niezależnej oceny wydarzeń, w tym postępowania władz, m.in. informując, czy cudzoziemcy, którzy znaleźli się na granicy są traktowani zgodnie z zasadami humanitaryzmu oraz prawa międzynarodowego.

2

Nawet jeżeli uznać, że pas przygraniczny jest rejonem potencjalnego konfliktu militarnego, to właśnie w takich obszarach najbardziej pożądana jest obecność mediów i organizacji pomocowych. Eliminowanie ich jest niedopuszczalne i niezgodne ze standardami demokratycznego państwa.

Apelujemy do rządu, by zmienił zapis i dopuścił media do rejonu objętego stanem wyjątkowym.

Media uczestniczące w akcji – niezależnie od wybranej przez siebie formy pracy – deklarują solidarność w reakcji na działania władzy ograniczające nasze zawodowe prawa.

3

Protestujemy przeciw działaniom Komendanta Policji z Białegostoku wobec dziennikarzy Onetu, którzy 3 września 2021 r. wjechali na teren objęty stanem wyjątkowym. Niezatrzymywani przez służby, dojechali aż do Usnarza Górnego. Kiedy Onet wyemitował nagrany materiał, z dziennikarzami skontaktował się rzecznik a następnie Komendant Policji z Białegostoku i zaprosił do siebie, żeby „po cichu załatwić sprawę”. Okazało się, że był to „podstęp”, ośmieszający służby państwowe. Dziennikarzom zarekwirowano nagranie i usłyszeli zarzuty karne.

4

Prosimy opinię publiczną o zrozumienie i poparcie naszych działań. Celem inicjatywy nie jest przeciwdziałanie decyzji o wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Nawet jednak gdyby ta decyzja była w pełni uzasadniona, nie oznacza to, że jej realizacja ma się odbywać bez kontroli społecznej.

Naszym celem jest – tylko i aż – realizacja prawa dziennikarzy do pracy na rzecz opinii publicznej, zadbanie o to, by prawda o wydarzeniach, zwłaszcza budzących tak duże zainteresowanie i kluczowych dla demokracji dotarła do społeczeństwa.

Opublikowane oświadczenie podpisało 30 redakcji mediów ogólnopolskich oraz dziennikarskich organizacji.

Do naszej inicjatywy mogą przyłączać się kolejne polskie media, w tym lokalne. Czekamy pod adresem: [email protected]

Wszystkie obywatelki i obywateli prosimy o rozpowszechnianie informacji o niej.

Ogłoszone pod budynkiem Sejmu, Warszawa, 14 września 2021 o 11:00

Ostatecznie list podpisały 44 redakcje, w tym wszystkie - poza Polsatem i Interią oraz mediami publicznymi - największe w Polsce portale, stacje telewizyjne, radiowe, dzienniki i tygodniki.

W sondażu Ipsos dla OKO.press we wrześniu 2021 59 proc. badanych uznało, że "to źle, że na mocy stanu wyjątkowego władze zakazały dziennikarzom pracy w regionie przy granicy z Białorusią". Dobrze - odpowiedziało 35 proc.

Wiele mediów - w sposób mniej lub bardziej ukryty - prowadziło relacje ze strefy zakazanej przez stan wyjątkowy, m.in. OKO.press opublikowało reportaż z Hajnówki.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne