20 października 2020

Bardzo prosty przewodnik po COVID-19. Po ludzku o tym, co zrobić, gdy mamy wirusa w domu

Mamy w domu COVID-19. Ten tekst jest po to, żeby odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakich mnóstwo zadają nam nasi przyjaciele i znajomi, którzy z koronawirusem jeszcze bezpośrednio się nie zetknęli

Skąd wiedzieliśmy, że to COVID-19?

W szkole naszych dzieci na COVID-19 zachorował jeden z nauczycieli. Szkoła zareagowała wzorcowo i kiedy nauczyciel dostał dodatni wynik testu, natychmiast powiadomiła wszystkich rodziców i sanepid oraz przeszła na nauczanie zdalne. Piątego dnia od momentu kontaktu z wirusem znaleźliśmy się więc na kwarantannie, a raczej w dobrowolnej izolacji, bo przeładowany pracą sanepid już chyba do nikogo nie jest w stanie zadzwonić na czas.

Niestety, nauczyciel zdążył nieświadomie zakazić kilka osób, w tym dwoje moich dzieci, które miały z nim lekcje, oraz Piotrka, który również jest nauczycielem w tej samej szkole i rozmawiał z zakażonym nauczycielem przez zaledwie trzy minuty na korytarzu.

Mamy więc 45 minut ekspozycji na patogen u dzieci i zaledwie 3 minuty u Piotrka. Kiedy pojawiły się pierwsze objawy? U dzieci w czwartym dniu od kontaktu, u Piotrka – w piątym. Jakie to były objawy? To jest najlepsze, bo gdybyśmy nie wiedzieli, jak bardzo różnorodne objawy daje COVID-19 i że faktycznie mieliśmy kontakt z wirusem oraz kiedy dokładnie ten kontakt nastąpił, to nigdy w życiu nie domyślilibyśmy się, że mamy do czynienia z tą samą przyczyną infekcji u trzech osób i że tą przyczyną jest koronawirus.

  • Lena jako pierwsza dostała silnych, migrenowych bólów głowy, którym towarzyszyła senność i osłabienie. Bóle ustąpiły, pozostałe objawy wciąż są obecne (mamy 12. dzień od pierwszego kontaktu z wirusem i ósmy od pierwszych objawów).
  • Adam dostał silnego kataru ze łzawieniem oczu, osłabieniem i sennością. Po jakichś trzech dniach katar ustąpił, ale pozostałe objawy ciągnęły się dłużej.
  • Piotrek ma najsilniejsze objawy, bo przypominają łagodną grypę. Są wśród nich bóle mięśni, stan podgorączkowy, rozbicie, zmęczenie i senność. Stany podgorączkowe ustąpiły po jakichś trzech dniach, pozostałe objawy wciąż są obecne – Piotrek kilkakrotnie kładzie się na drzemki w ciągu dnia, żeby jakoś funkcjonować.

W jaki sposób dostaliśmy się na testy?

Skontaktowaliśmy się z naszą superlekarką Podstawowej Opieki Zdrowotnej, która zleciła nam przeprowadzenie badań genetycznych RT-PCR pod kątem obecności SARS-Cov-2. Warto wiedzieć, że wg nowych zasad lekarze mogą zlecać takie badania, kiedy pacjenci nie mają aż czterech objawów zakażenia COVID-19 (niektórzy lekarze z tego powodu odmawiają chorym skierowania na badania).

Dostaliśmy numerki naszych badań, spisaliśmy je na kartkach razem z nazwiskami, numerami PESEL, adresami zamieszkania i numerami telefonów (każdy to powinien zrobić – to bardzo skraca czas badania).

Każdy z nas przed badaniem musiał być na czczo, bez picia i przed umyciem zębów, a więc z trampkiem w gębie, ale co tam, przecież królowej Elżbiety raczej w punkcie pobrań nie spotkamy.

Czy długo czekaliśmy w kolejce do testów? I tak, i nie.

Jako pierwszy na test pojechał Piotrek. Wybraliśmy dla niego mobilny punkt pobrań Drive&Go-Thru przy Powsińskiej 61 w Warszawie. Podjeżdża się tam własnym samochodem i uchyla okno, a następnie osoba w stroju kosmity pobiera wymaz, wypełnia formalności i voilà. Brzmi nieźle, ale w pobliżu punktu pobrań Piotrek znalazł się w środę ok. godz. 08:00 i już wtedy stała tam pokaźna kolejka, mimo że punkt otwierają o 09:00. Na swoją kolej czekał ponad 3 godziny. Trzeba mieć zdrowie, żeby chorować.

Dzieci i ja na testy ruszyliśmy w niedzielę ze względu na to, że wtedy mniej osób zgłasza się do punktów pobrań. Jeden ze znajomych podpowiedział nam punkt przy szpitalu powiatowym Otwocku. Na miejscu byliśmy o 10:30 i bez żadnej kolejki oddaliśmy próbki do analizy. Tyle tylko, że trudno było znaleźć ów punkt pobrań, bo z białego namiotu przeniósł się do okienka w budynku obok. Ale dla chcącego nic trudnego.

Dla zainteresowanych: właśnie otwarto Mobilny Punkt Diagnostyczny obok Starostwa Powiatowego w Piasecznie i być może nie ma tam jeszcze tłumów. Nie mylić z punktem pobrań przy szpitalu świętej Anny w Piasecznie, gdzie tłumy, owszem, są.

Kiedy dostaliśmy wyniki?

Piotrek dostał wyniki jeszcze tego samego dnia. My – następnego dnia rano. Wyniki są od razu widoczne w portalu pacjent.gov.pl, więc można je sprawdzić samemu.

Co dalej? Nasze wyniki dostała również nasza lekarka oraz sanepid. Na Piotrka i dzieci lekarka nałożyła 13-dniową izolację domową, liczoną od pierwszego dnia wystąpienia objawów. Ja mam gorzej, bo mam wynik ujemny i muszę siedzieć w domu jeszcze 10 dni na kwarantannie po tym, jak reszta rodziny zakończy swoją 13-dniową izolację.

I jeszcze jedna ważna rzecz: po kwarantannie/izolacji zamierzamy wziąć udział w badaniach naukowych https://odporninacovid.pl/. Jest to badanie całogenomowe, ogólnoświatowe, którego celem jest "namierzenie" tych wariantów genetycznych, które mogą determinować ciężki przebieg COVID-19 (lub lekki, ew. bezobjawowy) lub oporność genetyczną na wirusa w ogóle. Gorąco zachęcamy innych ozdrowieńców do wzięcia udziału w tym badaniu!

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne