Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaDawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
09 stycznia 2020

Będą podwyżki dla nauczycieli, ale znów kosztem samorządów. „Już nie mamy z czego dokładać”

Rząd znów stawia samorządy pod ścianą. Do 6 proc. podwyżki dla nauczycieli od września 2020 lokalne władze będą musiały dopłacić nawet 700 mln zł. Z wyliczeń Związku Miast Polskich wynika, że w latach 2018-2019 tylko na wzrost wynagrodzeń samorządy z własnej kieszeni wydały 2,1 mld zł. „Już nie mamy z czego dokładać” – mówi OKO.press Marek Wójcik z ZMP

8 stycznia 2020 rząd przedstawił autopoprawkę do projektu subwencji oświatowej. Na zmiany w budżecie na edukację uwagę zwróciła posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Rząd zaproponował, by kwota bazowa nauczycieli w 2020 roku wzrosła o 200 zł, a to oznacza, że uwzględnił w subwencji 6 proc. podwyżkę, którą pracownicy oświaty mają dostać we wrześniu 2020 roku.

Jednocześnie założył, że subwencja wzrośnie zaledwie o 100 mln zł.

"Z wyliczeń, które przygotowaliśmy ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, wynika, że na 6 proc. podwyżkę od września potrzebnych jest 774 mln zł,

a więc w budżecie wciąż brakuje niemal 700 mln zł"

— mówi OKO.press Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Kto dołoży pieniądze?

Już jesienią 2019 roku minister edukacji Dariusz Piontkowski mgliście obiecywał, że we wrześniu 2020 wynagrodzenie zasadnicze w oświacie (bez dodatków) wzrośnie o 6 proc. Po takiej podwyżce nauczyciel dyplomowany (na ostatnim stopniu awansu zawodowego) będzie zarabiał 4 046 zł brutto, a stażysta z najwyższym wykształceniem - 2 948 zł brutto.

Wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli 2007-2019 z prognozą na rok 2020
Wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli 2007-2019 z prognozą na rok 2020

Na wykresie widać dwie fale podwyżek: w pierwszych latach rządów PO-PSL (2007-2012), a później w czasach rządów PiS (kwiecień 2018, dwukrotnie 2019). Lata 2013-2017 to okres stagnacji, wzrost w 2017 roku to groszowa waloryzacja. Rok 2020 z prognozą wzrostu o 6 proc.

Wcześniej ZNP i samorządy alarmowały, że rząd po raz kolejny nie zabezpieczył środków na jej pokrycie. W OKO.press pisaliśmy, że zwiększanie subwencji oświatowej jest niewspółmierne do rosnących wydatków na edukację. W 2018 roku samorządy do oświaty musiały dołożyć aż 23 mld zł z własnej kieszeni. Prognozy Związku Miast Polskich na 2019 rok były jeszcze gorsze. Wydatki na oświatę wzrosły przynajmniej o 6,5 mld zł, a subwencja, która stanowi średnio 95 proc. dochodów na oświatę, wzrosła tylko o 3,8 mld zł.

Oznacza to, że w 2019 roku luka edukacyjna, czyli różnica pomiędzy dochodami samorządów a kosztami prowadzenia placówek oświatowych na pewno przekroczyła 25 mld zł.

Tym razem rząd, posiłkując się danymi z Systemu Informacji Oświatowej, założył, że brakującą kwotę pokryją "oszczędności związane z redukcją zatrudnienia". Co się za tym kryje? Co roku rząd prognozuje, ile etatów obejmą nauczyciele. Jeden nauczyciel nie równa się jednemu etatowi, bo nauczyciele często pracują w więcej niż jednej szkole. Weryfikacja prognozy do rzeczywistości odbywa się w ciągu roku.

Dziemianowicz-Bąk uważa, że może chodzić o to, że w szkołach brakuje nauczycieli,

więc rząd oszczędza na dramatycznej sytuacji kadrowej i pogorszeniu jakości nauczania.

Nawet jeśli w 2020 roku etatów będzie mniej, to i tak "oszczędności" z tego tytułu nie wystarczą na pokrycie 6 proc. podwyżki. Oznacza to, że po raz kolejny zapłacą za nią samorządy.

Samorządowcy: nie mamy z czego dokładać do szkół

Związek Miast Polskich policzył, że skala niedoszacowania podwyżek dla nauczycieli w kwotach subwencji w latach 2018-2019 wyniosła 2,1 mld zł. "A to oznacza, że tylko do wynagrodzeń dołożyliśmy 21 razy tyle, ile proponuje dziś rząd. 100 mln zł nie wystarczy nawet na pokrycie kosztów związanych ze wzrostem pensji minimalnej pracowników szkolnej administracji i obsługi" — mówi OKO.press Marek Wójcik z ZMP i dodaje, że redukcja zatrudnienia jest celem nie do osiągnięcia.

"Nie wiem, skąd wziął się taki pomysł. Po reformie systemu oświaty w szkołach przybyło oddziałów, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Kiedyś uczniowie trafiali do większych klas w gimnazjach, dziś na siódmą i ósmą klasę zostają w szkołach podstawowych, gdzie oddziały tworzone są nawet dla kilku osób. Nie widzę żadnych dowodów na to, żeby w tym roku miało dojść do redukcji".

Wójcik zwraca też uwagę, że samorządy powinny mieć autonomię w kształtowaniu zatrudnienia. "Jedyne, czego oczekujemy od rządu, to poważnej rozmowy na temat tego, ile naprawdę kosztuje edukacja w Polsce. A gdy już dojdziemy do konsensusu, liczymy na to, że rząd zagwarantuje na nią pieniądze w budżecie państwa.

My już nie mamy z czego dokładać do szkół.

Na szali jest utrzymanie jakości nauczania na dotychczasowym poziomie" - dodaje przedstawiciel ZMP.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne