Rząd znów stawia samorządy pod ścianą. Do 6 proc. podwyżki dla nauczycieli od września 2020 lokalne władze będą musiały dopłacić nawet 700 mln zł. Z wyliczeń Związku Miast Polskich wynika, że w latach 2018-2019 tylko na wzrost wynagrodzeń samorządy z własnej kieszeni wydały 2,1 mld zł. „Już nie mamy z czego dokładać” – mówi OKO.press Marek Wójcik z ZMP

8 stycznia 2020 rząd przedstawił autopoprawkę do projektu subwencji oświatowej. Na zmiany w budżecie na edukację uwagę zwróciła posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Rząd zaproponował, by kwota bazowa nauczycieli w 2020 roku wzrosła o 200 zł, a to oznacza, że uwzględnił w subwencji 6 proc. podwyżkę, którą pracownicy oświaty mają dostać we wrześniu 2020 roku.

Jednocześnie założył, że subwencja wzrośnie zaledwie o 100 mln zł.

„Z wyliczeń, które przygotowaliśmy ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, wynika, że na 6 proc. podwyżkę od września potrzebnych jest 774 mln zł,

a więc w budżecie wciąż brakuje niemal 700 mln zł”

— mówi OKO.press Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Kto dołoży pieniądze?

Już jesienią 2019 roku minister edukacji Dariusz Piontkowski mgliście obiecywał, że we wrześniu 2020 wynagrodzenie zasadnicze w oświacie (bez dodatków) wzrośnie o 6 proc. Po takiej podwyżce nauczyciel dyplomowany (na ostatnim stopniu awansu zawodowego) będzie zarabiał 4 046 zł brutto, a stażysta z najwyższym wykształceniem – 2 948 zł brutto.

Wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela dyplomowanego (brutto)

2007-2019, z prognozą na 2020 rok

Na wykresie widać dwie fale podwyżek: w pierwszych latach rządów PO-PSL (2007-2012), a później w czasach rządów PiS (kwiecień 2018, dwukrotnie 2019). Lata 2013-2017 to okres stagnacji, wzrost w 2017 roku to groszowa waloryzacja. Rok 2020 z prognozą wzrostu o 6 proc. 

Wcześniej ZNP i samorządy alarmowały, że rząd po raz kolejny nie zabezpieczył środków na jej pokrycie. W OKO.press pisaliśmy, że zwiększanie subwencji oświatowej jest niewspółmierne do rosnących wydatków na edukację. W 2018 roku samorządy do oświaty musiały dołożyć aż 23 mld zł z własnej kieszeni. Prognozy Związku Miast Polskich na 2019 rok były jeszcze gorsze. Wydatki na oświatę wzrosły przynajmniej o 6,5 mld zł, a subwencja, która stanowi średnio 95 proc. dochodów na oświatę, wzrosła tylko o 3,8 mld zł.

Oznacza to, że w 2019 roku luka edukacyjna, czyli różnica pomiędzy dochodami samorządów a kosztami prowadzenia placówek oświatowych na pewno przekroczyła 25 mld zł.

Tym razem rząd, posiłkując się danymi z Systemu Informacji Oświatowej, założył, że brakującą kwotę pokryją „oszczędności związane z redukcją zatrudnienia”. Co się za tym kryje? Co roku rząd prognozuje, ile etatów obejmą nauczyciele. Jeden nauczyciel nie równa się jednemu etatowi, bo nauczyciele często pracują w więcej niż jednej szkole. Weryfikacja prognozy do rzeczywistości odbywa się w ciągu roku.

Dziemianowicz-Bąk uważa, że może chodzić o to, że w szkołach brakuje nauczycieli,

więc rząd oszczędza na dramatycznej sytuacji kadrowej i pogorszeniu jakości nauczania.

Nawet jeśli w 2020 roku etatów będzie mniej, to i tak „oszczędności” z tego tytułu nie wystarczą na pokrycie 6 proc. podwyżki. Oznacza to, że po raz kolejny zapłacą za nią samorządy.

Samorządowcy: nie mamy z czego dokładać do szkół

Związek Miast Polskich policzył, że skala niedoszacowania podwyżek dla nauczycieli w kwotach subwencji w latach 2018-2019 wyniosła 2,1 mld zł. „A to oznacza, że tylko do wynagrodzeń dołożyliśmy 21 razy tyle, ile proponuje dziś rząd. 100 mln zł nie wystarczy nawet na pokrycie kosztów związanych ze wzrostem pensji minimalnej pracowników szkolnej administracji i obsługi” — mówi OKO.press Marek Wójcik z ZMP i dodaje, że redukcja zatrudnienia jest celem nie do osiągnięcia.

„Nie wiem, skąd wziął się taki pomysł. Po reformie systemu oświaty w szkołach przybyło oddziałów, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Kiedyś uczniowie trafiali do większych klas w gimnazjach, dziś na siódmą i ósmą klasę zostają w szkołach podstawowych, gdzie oddziały tworzone są nawet dla kilku osób. Nie widzę żadnych dowodów na to, żeby w tym roku miało dojść do redukcji”.

Wójcik zwraca też uwagę, że samorządy powinny mieć autonomię w kształtowaniu zatrudnienia. „Jedyne, czego oczekujemy od rządu, to poważnej rozmowy na temat tego, ile naprawdę kosztuje edukacja w Polsce. A gdy już dojdziemy do konsensusu, liczymy na to, że rząd zagwarantuje na nią pieniądze w budżecie państwa.

My już nie mamy z czego dokładać do szkół.

Na szali jest utrzymanie jakości nauczania na dotychczasowym poziomie” – dodaje przedstawiciel ZMP.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    W 2018 roku po wyborach do samorządów Kaczyński powiedział, że ci którzy nie wybrali pisuarów poczują siłę władzy. Czy już teraz da się wyraźnie odczuć kogo "wadza" pogłaszcze po główkach. Mam nadzieję, że większość z nas pokaże w maju Andrzejowi Dudzie środkowy palec. Pięć lat temu zapowiadał podwyższenie dla wszystkich kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł. i na zapowiedziach się skończyło. Złościmy się, zaciskamy zęby i płacimy. Jak długo jeszcze ta ośmiornica będzie nas dusiła.

  2. Jan Nowak

    200 zł bazowej podwyżki to podwyżka rzędu 900 zł. Rośnie przez to zasługa, ilość otrzymywanych pieniędzy za nadgodziny i zastępstwa. Oraz 13 otrzymywana w kolejnym roku. 50% nauczycieli otrzymuje wynagrodzenie co najmniej na poziomie 4500 zł. Czemu? Ponieważ wynagrodzenie zasadnicze wynosi 3871 zl, natomiast zasługa 20%. Dochodzi premia za wychowawstwo 300 zł oraz motywacyjny, od 100 zł do 1000 zł. Dochodzi do tego 13. Jak ktoś mówi, że jest inaczej to ewidentnie kłamie lub nagina fakty.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press