0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AFPAFP

Pierwsze dni nowego konserwatywnego rządu w Londynie pod przewodnictwem premier Liz Truss upłynęły pod znakiem żałoby narodowej. Koniec epoki Elżbietańskiej to z definicji początek nowej epoki. W piątek 23 września nowy rząd ujawnił swoje gospodarcze plany na ten nowy rozdział. Zapowiada się (nie)ciekawie.

Rząd zapowiada historycznie wielkie obniżki podatków dla najbogatszych: w sumie około 45 miliardów funtów obniżek podatków korporacyjnych, płacowych i dochodowych, bezpośrednio skoncentrowanych na najbogatszych kilku procentach społeczeństwa. Ogólnie rzecz biorąc, te obniżki podatków i wzrost wydatków (rząd będzie subsydiował energię) przewyższają te wprowadzone w czasie pandemii i wysyłają dług publiczny w proporcji do PKB na wzrostową trajektorię.

Skala jest olbrzymia: szacuje się, że to największa obniżka podatków od pół wieku.

Uzasadnieniem tej hojności jest stymulowanie wzrostu gospodarczego. Wszystko to w sytuacji wysokiej, 10-procentowej inflacji i zacieśniania polityki pieniężnej poprzez podnoszenie stóp procentowych przez Bank Anglii.

Biorąc pod uwagę skalę proponowanych zmian, fakt, że propozycje nazywane są „minibudżetem”, brzmi jak ironiczny żart. Ten pakiet jest raczej „mega”, a przy tym jest też okrutny, błędny i niebezpieczny. Brakuje mu również legitymacji demokratycznej. Już tłumaczę dlaczego.

Przeczytaj także:

Okrutny

Okrucieństwo tych rozwiązań wynika z ich niesłychanej regresywności. W obliczu wysokiej inflacji i związanego z nią kryzysu kosztów życia, z nierównymi skutkami polityki zaciskania pasa prowadzonej przez torysów od 2010 roku i konsekwencjami wywołanego przez nich Brexitu, oraz na tle sił strukturalnych i technologicznych nagradzających nielicznych nieproporcjonalnie bardziej niż wielu, rozwiązania zawarte w tym pakiecie porzucają i tak już nadszarpnięte pojęcie sprawiedliwości i solidarności społecznej.

Najwięcej zyskają milionerzy z Londyńskiego City, którym rząd dodatkowo zniósł nałożony w ramach UE limit na premie.

Na dodatek, dramatyczne wyliczenia sugerujące, że na tych rozwiązaniach zyskają tylko najbardziej zamożni, zaniżają regresywność tego pakietu, z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, Bank Anglii będzie zmuszony podnieść stopy procentowe mocniej i szybciej (więcej na ten temat poniżej). Najsłabiej sytuowani w społeczeństwie odczują ciężar pogorszenia koniunktury gospodarczej – m.in. wzrostu bezrobocia – podczas gdy klasa średnia ucierpi z powodu wyższych kosztów kredytów hipotecznych (w Wielkiej Brytanii kredyty udzielane są na stałych stopach procentowych, ale tylko na okres kilku, zwykle 2 czy 3, lat).

Po drugie, nastąpi dalsze pogorszenie się stanu usług publicznych i infrastruktury, które już są w dramatycznym stanie. Aby dług publiczny znalazł się na zrównoważonej ścieżce, będą potrzebne ogromne cięcia wydatków, porównywalne ze wciąż odczuwalnymi oszczędnościami George'a Osborne'a w 2010 roku. Biedniejsze 95 proc. społeczeństwa polega na tych usługach w większym stopniu niż osoby na samej górze.

Jeśli polityka ta zostanie wdrożona, nie zrobi nic z coraz większym ubóstwem podczas największego od lat spadku realnych dochodów — czyli właśnie w czasie, gdy ubezpieczenie i solidarność społeczna są najbardziej potrzebne. Konsekwencje dla zaufania publicznego i polityki w perspektywie długoterminowej są jednoznacznie negatywne.

Błędny

Pakiet jest też oparty na błędnych założeniach o tym, jak wpłynie on na wzrost gospodarczy. Oczywiście, w pewnych okolicznościach obniżki podatków mogą stymulować działalność gospodarczą. Lecz nadzieja na pobudzenie wzrostu dzięki tym rozwiązaniom jest w obecnej sytuacji fantazją.

Na poziomie empirycznym badania pokazują, że obniżenie podatków dla bogatych nie ma wpływu na wzrost ani zatrudnienie – historycznie rzecz biorąc, bardziej progresywna polityka obniżania podatków jest lepsza. Mówiąc szerzej, ekonomiści zgadzają się, że chociaż Wielka Brytania ma wiele problemów, ogólne obciążenie podatkowe nie jest jednym z nich.

Na poziomie teoretycznym trudno jest wymyślić wiarygodne powody, dlaczego w wyniku tego pakietu mogłoby nastąpić pobudzenie wzrostu. Prawdą jest, że niższe podatki mogą zwiększyć wydatki najbogatszych, którym więcej zostanie w kieszeni, ale — biorąc pod uwagę potrzebę kontrolowania inflacji — efekty te będą musiały zostać zrównoważone przez ściślejszą politykę pieniężną. Jakikolwiek wpływ na podaż pracy z pewnością nie istnieje dla osób zarabiających powyżej 150 tys. funtów. Tak bardzo oczekiwany przez rząd wzrost wydajności z pewnością zostanie zniweczony przez wzrost ryzyka i niepewności spowodowany tym pakietem. Co do tego jest wśród ekonomistów niebywały wręcz konsensus. Nic dziwnego, że minister finansów Kwasi Kwarteng zaoferował niewiele, jeśli chodzi o wyjaśnienie logiki swojej polityki.

Niebezpieczny

Idee Kwartenga i Truss są również, a może i przede wszystkim, niebezpieczne. Najważniejszą kwestią jest to, że prowadzą politykę fiskalną na bezpośrednim kursie kolizyjnym z polityką pieniężną.

Bank Anglii wyraźnie mówił o potrzebie schłodzenia popytu, aby powstrzymać wzrost cen. Polityka fiskalna tylko dodała gazu do ognia: obniżka podatków pobudzi wydatki, a ostre spadki kursu funta przełożą się na wyższą inflację produktów z importu.

Bank Anglii nie będzie miał wyjścia, jak tylko ostro podnosić stopy procentowe – w końcu po to jest niezależny bank centralny. Jednak to makroekonomiczne przeciąganie liny między bankiem centralnym a ministerstwem finansów z pewnością pociąga za sobą ogromne ryzyko i zmienność dla gospodarki. Co gorsza, może w pewnym momencie przekształcić się w pokusę dla rządu do ograniczenia niezależności Banku, z potencjalnie katastrofalnymi konsekwencjami.

Co więcej, w pewnym momencie rynki mogą zacząć testować wypłacalność brytyjskiego długu publicznego, zwłaszcza biorąc pod uwagę niekompetencję rządzących sygnalizowaną przez te propozycje.

Reakcja rynku dała już tego poczucie: funt osiągnął historycznie najniższy poziom wobec dolara (1.035 dolara za funta), koszty obsługi długu znacznie podskoczyły, a giełda notuje duże straty.

Nieznane wody

Wszystko to jasno pokazuje, że „minibudżet” naprawdę stawia Wielką Brytanię na nowej, wysoce nieortodoksyjnej ścieżce polityki gospodarczej.

A jednak ten znaczący krok został podjęty z zasadniczo zerową legitymacją demokratyczną. Polityka rządu jest na wiele sposobów bezpośrednio sprzeczna z manifestem Partii Konserwatywnej z ostatnich wyborów (wygranych pod przewodnictwem Borisa Johnsona). To, co z pewnością jest jedną z najbardziej dramatycznych i ryzykownych zmian w polityce makroekonomicznej za życia wielu brytyjskich wyborców, zostało ogłoszone przez premier wybraną przez zaledwie 0,1 proc. populacji (członków partii konserwatywnej) oraz przez ministra finansów, który dwa tygodnie temu był szerzej nieznany.

Wielka Brytania już od kilku lat staje się mniej przewidywalna i coraz bardziej niestabilna, czego kulminacją był brexit. Po śmierci Królowej Elżbiety – opoki i symbolu stabilności – kraj wypływa na nieznane, wzburzone wody.

;
Łukasz Rachel

Adiunkt ekonomii, University College London

Komentarze