Prawa autorskie: Filip Klimaszewski / Agencja GazetaFilip Klimaszewski /...
22 lipca 2020

Ścigają prokuratora, który nie chciał stawiać zarzutów za Smoleńsk. Izba Dyscyplinarna uchyliła mu immunitet.

Prokurator Józef Gacek, który nie znalazł podstaw do oskarżenia byłego szefa BOR za katastrofę w Smoleńsku, sam teraz dostanie zarzuty karne od prokuratury Ziobry. Na ściganie Gacka zezwoliła powołana przez PiS Izba Dyscyplinarna

Izba Dyscyplinarna przy Sądzie Najwyższym w środę 22 lipca 2020 uchyliła immunitet prokuratorowi Józefowi Gackowi z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. To daje zielone światło radomskiej prokuraturze do postawienia Gackowi zarzutu z artykułu 231 kodeksu karnego, który mówi o niedopełnieniu obowiązków i przekroczeniu uprawnień.

Zarzut z tego artykułu to tzw. przestępstwo urzędnicze, o które można oskarżyć każdego urzędnika lub funkcjonariusza publicznego. Bo jeśli ktoś chce, zawsze jest w stanie postawić zarzut źle wykonywanej pracy.

"To orzeczenie Izby Dyscyplinarnej nie jest zaskoczeniem, bo jej orzecznictwo łączy się z zapatrywaniami prokuratury. Z przykrością patrzę na tę sprawę, bo dotyczy ona świetnego prokuratora, który jako jedyny skutecznie doprowadził do skazania za katastrofę smoleńską. A tymczasem lata pracy specjalnych grup zajmujących się katastrofą nie doprowadziły ani do przełomu, ani znalezienia winnych katastrofy" - mówi OKO.press Jarosław Onyszczuk z zarządu niezależnego stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia. Zarząd stowarzyszenia wyda wieczorem w tej sprawie stanowisko – Gacek jest członkiem Lex Super Omnia.

Janicki nie został oskarżony, więc ścigają teraz prokuratora Gacka

Prokurator Gacek podpadł prokuraturze Ziobry śledztwem w sprawie cywilnego wątku katastrofy smoleńskiej, które dotyczyło przygotowania wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska w kwietniu 2010 roku w Katyniu.

Ten wątek został umorzony, bo nie dopatrzono się poważnych uchybień w organizacji lotu i wizyty obu delegacji. Gacek stał na czele zespołu prokuratorów, którzy się tym śledztwem zajmowali. Z tej sprawy wyłączono wątek dawnego Biura Ochrony Rządu (obecnie SOP), który odpowiadał za ochronę polskich VIP-ów i za sprawdzenie w Rosji pod kątem bezpieczeństwa miejsc, w których mieli być premier i prezydent.

W tym wątku Gacek postawił zarzuty byłemu wiceszefowi BOR Pawłowi Bielawnemu. Sąd w 2016 roku skazał go na karę więzienia w zawieszeniu. Gacek nie znalazł jednak dowodów na ewentualną odpowiedzialność za przygotowanie wizyty w Smoleńsku i Katyniu byłego szefa BOR gen. Mariana Janickiego.

W sprawie Janickiego w 2012 roku zawiadomienie do prokuratury złożył Antoni Macierewicz - jego podkomisja smoleńska miała wyjaśnić katastrofę, ale do dziś nie przedstawiła raportu, ani dowodów na serwowane teorie o przyczynach katastrofy prezydenckiego samolotu.

Teraz radomska prokuratura zarzuca, że Gacek popełnił w swoim śledztwie błędy proceduralne, bo nie rozpoznał w całości zawiadomienia Macierewicza. Jej zdaniem, jeśli nie znalazł dowodów na winę Janickiego, to powinien umorzyć sprawę w tym wątku, by można było to umorzenie zaskarżyć do sądu. Prokuratura zarzuca też, że Gacek powinien zainicjować postępowanie przeciwko Janickiemu w ramach procesu jego zastępcy, czyli Bielawnego.

W listopadzie 2019 roku Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym odmówił jednak uchylenia immunitetu prokuratorowi Gackowi. Uznał, że nie ma dowodów na jego rzekomą winę i uchybienia.

Bo prokurator Gacek nie jest pokorny

Wniosek prokuratury z Radomia jest oceniany przez prawników jako polityczny. PiS i Jarosławowi Kaczyńskiemu zależy bowiem, by jak najwięcej osób obarczyć winą za katastrofę w Smoleńsku, w tym byłego premiera Donalda Tuska. Jak na razie prokuratura Ziobry nie postawiła jednak nikomu spektakularnych zarzutów, nie wiadomo też, kiedy zakończy się główne śledztwo.

PiS nie lubił też byłego szefa BOR gen. Janickiego, którego formację rozwiązano. Na jej miejsce powołano Służbę Ochrony Państwa, do której byli oficerowie mogli przejść po weryfikacji. Obecnej ekipie rządzącej prokuraturą, na czele ze Zbigniewem Ziobrą, mógł też podpaść Józef Gacek. W 2016 roku podwładny Gacka - który sam był wtedy naczelnikiem wydziału - chciał zrobić śledztwo dotyczące nieopublikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego przez premier Beatę Szydło. Gdy dowiedział się o tym ówczesny szef Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Paweł Blachowski, sprawę wyroku przekazano innemu prokuratorowi, który odmówił śledztwa.

Blachowski był wtedy świeżo awansowany przez nowe kierownictwo prokuratury z nadania "dobrej zmiany". Był szefem Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a teraz jest w Prokuraturze Krajowej. OKO.press pisało o jego awansach.

Po odebraniu sprawy wyroku TK Józef Gacek w geście protestu złożył rezygnację z funkcji naczelnika wydziału. Zaprotestowali też śledczy z warszawskiej Pragi. Stanęli w obronie Gacka – 22 osoby podpisały protest.

Kolejni ścigani prokuratorzy i sędziowie

To nie jedyna sprawa, gdy prokuratura Ziobry chce ścigać śledczych za merytoryczne decyzje, do których mają prawo. Pisaliśmy w OKO.press o prokurator Justynie Brzozowskiej, która odmówiła śledztwa w sprawie warszawskiej reprywatyzacji, bo CBA miało bałagan w aktach. Sąd dyscyplinarny również odmówił uchylenia jej immunitetu. Ale jak w przypadku Gacka immunitet Brzozowskiej uchyliła Izba Dyscyplinarna i postawiono jej zarzuty rzekomego niedopełnienia obowiązków. Brzozowska też w przeszłości prowadziła sprawy, które mogły się nie podobać przełożonym i należy do Lex Super Omnia.

Zarzuty karne grożą też byłemu szefowi Lex Super Omnia Krzysztofowi Parchimowiczowi. W absurdalny sposób próbuje się go powiązać z mafią vatowską, tylko dlatego, że w przeszłości zabrał głos w sprawie interpretacji prawa.

Oprócz ścigania niepokornych śledczych za ich procesowe decyzje, prokuratura Ziobry chce również ścigać niepokornych sędziów. Też za decyzje, do których mają prawo.

Zarzuty grożą Igorowi Tulei za to, że wpuścił dziennikarzy na ogłoszenie uzasadnienia orzeczenia w sprawie głosowania przez PiS nad budżetem w Sali Kolumnowej Sejmu w grudniu 2016. To orzeczenie było krytyczne wobec posłów PiS. Na razie Izba Dyscyplinarna odmówiła uchylenia jego immunitetu, ale prokuratura złożyła zażalenia.

Zarzuty grożą ponadto sędzi Irenie Majcher, też za interpretację prawa w sprawie dotyczącej jednej ze spółek z Opolszczyzny.

Zarzuty dostał już sędzia Wojciech Łączewski za sprawę rzekomych kontaktów z fałszywym kontem założonym na Tomasza Lisa na Twitterze. Łączewski jest znienawidzony przez prawicę za udział w wydaniu nieprawomocnego wyroku skazującego na więzienie byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego.

Zarzuty dostał też sędzia Andrzej Sterkowicz za sprawę rodzinną. Sterkowicz wcześniej podpadł „Gazecie Polskiej”. Prowadził procesy cywilne wytaczane związanym z nią dziennikarzom i wydawał niekorzystne dla nich wyroki.

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne