Nie zarząd ZNP, ale nauczyciele w ankietach przygotowanych przez związkowców podejmą decyzję o tym, jaką akcję protestacyjną podjąć jesienią. Poznamy ją 16 września. Wiele wskazuje na to, że kwietniowy strajk się nie powtórzy, ale nauczyciele i rodzice chcą przedstawić porozumienie dla edukacji. Wśród postulatów: odchudzenie podstaw, zwiększenie nakładów

Los jesiennego strajku w oświacie wciąż nie jest przesądzony. Formalnie od kwietnia 2019, gdy Związek Nauczycielstwa Polskiego autonomicznie podjął decyzję o zawieszeniu strajku, nauczyciele pozostają w sporze zbiorowym.

Aby reaktywować strajk nie trzeba ponownie przechodzić przez zawiłe i czasochłonne procedury, które narzuca ustawa o sporach zbiorowych. Według prawników ZNP wystarczyłoby przeprowadzenie akcji referendalnej, w której nauczycielki, nauczyciele i pracownicy niepedagogiczni odpowiadaliby na pytanie o chęć dołączenia do strajku.

Jednak z badania przeprowadzonego przez prof. Michała Bilewicza dla Ogólnopolskiego Międzyszkolnego Komitetu Strajkowego wynika, że nauczyciele nie są gotowi na powtórkę wiosennej mobilizacji.

66 proc. z ponad 7 tys. badanych uważa, że protestować trzeba, ale tylko 43 proc. byłoby gotowych do ponownego podjęcia strajku.

Ten komunikat odczytały struktury związkowe. 26 sierpnia 2019 prezydium ZNP ogłosiło, że to nauczyciele zdecydują o formie jesiennego protestu. Ankiety w tej sprawie papierowo i elektronicznie trafią do 25 tys. placówek oświatowych w kraju. Głosować będą zarówno członkowie związków zawodowych, jak i nauczyciele oraz pracownicy niepedagogiczni niezrzeszeni w ZNP.

Jak mówi OKO.press Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP, pomysłów na protest jest wiele: „Dziś możemy powiedzieć, że najmocniejszą propozycją jest strajk, a najłagodniejszą – manifestacja. Pomiędzy znajdziemy wiele innych wariantów”.

Ostateczną decyzję poznamy 16 września, a to oznacza, że jeśli nauczyciele opowiedzą się za strajkiem to wybuchnie on – podobnie jak wiosną – na finiszu kampanii wyborczej.

Na stole wciąż leży też pomysł międzysektorowego protestu. Oprócz nauczycieli wzięliby w nim udział rezydenci, osoby z niepełnosprawnościami i ich opiekunowie. Te grupy własne akcje protestacyjne chcą rozpocząć w październiku 2019, także przed wyborami do Sejmu i Senatu.

Dlaczego nauczyciele nie chcą już strajkować?

43 proc. poparcie dla strajku w badaniu OMKS to najlepszy komentarz do wiosennych doświadczeń. To, co zniechęca nauczycieli do powtórki to:

rozczarowanie słabą pozycją w negocjacjach z rządem pomieszane z relatywnie wysokimi kosztami, które ponieśli nauczyciele biorący udział w akcji protestacyjnej.

Z badania zleconego przez OMKS wynika, że nie chodzi tylko o koszty finansowe. Lęk związany z utratą części pensji był najtrudniejszym elementem strajku, ale istotne były też koszty środowiskowe, czyli głównie presja otoczenia, której poddani byli strajkujący. Ponad połowa nauczycieli stwierdziła, że bardzo często stykała się z obraźliwymi wypowiedziami pod własnym adresem. Tylko 2 proc. stwierdziło, że nic takiego nie słyszało. Ważnymi „hamulcowymi” były też niedociągnięcia organizacyjne. Nauczycielom szybciej siadało morale, bo w doskwierała im zwyczajna nuda.

Ale to nie jedyne minusy wiosennej akcji protestacyjnej. To, co miało być jej największą siłą – newralgiczny dla szkolnego kalendarza termin obejmujący egzaminy i klasyfikację uczniów  – szybko stało się batem. Nauczyciele padli ofiarą politycznego szantażu.

Rządzący zręcznie przedstawili strajkujących jako tych, którzy traktują uczniów jak mięso armatnie i niweczą ich trud edukacyjny. Jednocześnie siebie postawili w roli obrońców dzieci i młodzieży.

Niewątpliwie strajkującym udało się pokazać, że nauczyciele, walcząc o wyższe płace, walczą szerzej – o kształt polskiej edukacji. Ale strategia komunikacyjna nauczycieli trafiała głównie do mieszkańców dużych miast. I to nie tylko dlatego, że to duże miasta skupiają wyborców partii opozycyjnych.

Dla znacznej części rodziców, uczniów i szerzej – lokalnych społeczności obserwujących bezprecedensowy kryzys w oświacie – sens protestu nie był zrozumiały. Rząd umiejętnie wykorzystał fakt, że system wynagradzania nauczycieli w Polsce jest skomplikowany. W niezliczonej ilości konferencji, wywiadów i komunikatów prasowych słuchaliśmy o miliardach złotych dorzuconych do subwencji, podwyżkach sięgających 17 procent i uśrednionych wysokościach zarobków nauczycieli, którzy w teorii mają zarabiać nawet 6 tys. zł brutto.

Równolegle związki zawodowe i sami nauczyciele mówili o kwotach dwu/trzykrotnie niższych i opowiadali o pauperyzacji zawodu. Swoje historie przedstawiali pedagodzy z miast, którzy z trudem wiążą koniec z końcem. I jest to prawda, ale prawda o dużych miastach, w których koszty utrzymania często przekraczają zarobki, a nauczyciele odpływają ze szkół do innych sektorów.

Uczciwie trzeba też mówić o tym, że na wsi i w mniejszych miejscowościach zarobki nauczyciela uzupełnione o dodatki z Karty Nauczyciela, a także prestiż związany z wykonywaniem zawodu wciąż są obiektem westchnień.

I tych niuansów w opowieści o losie polskiego nauczyciela na pewno zabrakło.

Nie tylko pensje. ZNP tworzy „porozumienie dla edukacji”

ZNP jako formalny organizator strajku również podsumował kwietniowe doświadczenia. Po krytyce, która spadła na zarząd w związku z decyzją o zawieszeniu akcji protestacyjnej po 21 dniach protestu, teraz ZNP chce usprawnić komunikację i szerzej włączyć nauczycieli w proces decyzyjny.

„Wykorzystamy do tego najnowszą technologię. Do wiadomości oświatowych będą mieć dostęp nie tylko nauczyciele zrzeszeni w związku, ale wszyscy, którzy śledzą nasz kanał na facebooku lub zainstalują bezpłatną aplikację, którą stworzyliśmy”

– mówi OKO.press Kaszulanis.

Drugim filarem ma być zaangażowanie rodziców. „Chcemy przekonać ich, że mamy wspólny cel: lepszą szkołę dla dzieci i młodzieży. Współpraca z rodzicami będzie dominującym wątkiem debaty edukacyjnej, którą organizujemy 31 sierpnia w Warszawie” – dodaje rzeczniczka ZNP.

Sobotnie spotkanie ekspertów, związkowców i nauczycieli będzie punktem wyjścia do stworzenia szerokiego planu naprawy polskiej oświaty. O kierunku reformowania szkół na podstawie badań w 70 krajach opowie Adreas Schelicher, ekspert OECD, który prowadzi słynne testy kompetencji uczniów – PISA.

ZNP przedstawi też wyniki badania ankietowego przeprowadzonego wśród nauczycieli i rodziców przez Polską Akademię Nauk. Kaszulanis: „Opowiemy o tym, co nam wszystkim w szkole się nie podoba i o jakiej szkole marzymy. O tym samym będziemy też debatować w panelach. Chcemy też zredagować projekt szerokiego porozumienia dla edukacji, pod którym podpis będzie mógł złożyć każdy, komu na sercu leży dobro polskiej szkoły. Wśród postulatów na pewno znajdą się:

  • odchudzenie podstawy programowej;
  • zwiększenie nakładów na edukację;
  • poszerzenie autonomii szkół i nauczycieli”.

Rząd pozoruje dialog ze środowiskiem oświaty

Pewne jest, że konfliktu nie rozwiążą negocjacje prowadzone z przerwami od stycznia 2019 roku. 21 sierpnia podczas kolejnej tury rozmów związków zawodowych z ministrem edukacji, temat wynagrodzeń w ogóle się nie pojawił. Zamiast tego Dariusz Piontkowski zaproponował debatę o nadmiernym obciążeniu nauczycieli obowiązkami administracyjnymi oraz zmianą systemu wynagrodzenia nauczycieli.


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Piotr Krajewski

    Bardzo dobry artykuł! Jednak autorem badania nie był tylko Michał Bilewicz. Myślę, że powinien Pan wymienić także nazwiska współautorek. Joanna Grzymała-Moszczyńska
    Katarzyna Jaśko
    Tomasz Besta
    Katarzyna Rakowska

  2. Mariusz Was

    Strajku nie będzie bo:
    – część nauczycielek i nauczycieli ma konserwatywne poglądy (ocierające o bigoterię)
    – zawód jest sfeminizowany, kobiety nauczycielki mają często dobrze zarabiających mężów
    – w małych gminach nauczyciele boją się narazić środowisku (sąsiedzi, ksiądz, wójt….)
    – nie ma popytu na nauczycieli (poza dużymi miastami i to nie wszystkich przedmiotów)
    – brak determinacji (to nie górnicy czy pielęgniarki)
    – brak poparcia społecznego
    Smutne jest to, że ludzie plujący na nauczycieli, oddają im w opiekę swoje dzieci i liczą, że ci będą wypruwać sobie żyły dla ich pociech. Polska powinna udać się na kozetkę psychoanalityka.

  3. Aleksandra Sala

    Strajk miałby szansę powodzenia, gdybyśmy mieli związki zawodowe z prawdziwego zdarzenia, jak na przykład we Francji. Tam rząd trzęsie portkami przed związkami, bo wie, że jesli do strajku ruszy jedna grupa zawodowa to natychmiast popierają ją inne za pomocą strajku solidarnościowego.
    Ja nie przystąpię więcej do strajku, gdyż nie ma on sensu w obecnych warunkach, gdy rząd potrafi w ciągu jednej nocy zmienić obowiązujące prawo (oświatowe to mały pikuś, skoro potrafi nocą nawet grzebać przy Trybunale Konstytucyjnym) a rano prezydent (sic!) Duda podpisuje od ręki, jak leci. I tak ja, oraz inni nauczyciele, którzy z procedur maturalnych szkolili się przez wiele dni (jest ich calutka, dość gruba "książka") zostali w maju zastapieni przez przypadkowych ludzi z ulcy, którym urządzono kilkunastominutowe szkolenia ( tak, jak kiedyś szkolono politruków w innej epoce). Nasz profesjonalizm okazał się tyle wart, że mógł bez trudu zostać zastąpiony kompletnym jego brakiem. Społeczeństwo (którego większa część dawno już straciła lub nie zyskała umiejętnosci krytycznego myślenia i rzeczowego osądu) zostało bez trudu przez rzadowe szczekaczki zmanipulowane i nastawione przeciwko środowisku nauczycielskiemu.

    Jednak wniosek wyciagnęłam: w roku szkolnym 2019/20 będę pracować jak najlepiej umiem . Ale tylko w ramach pensum i godzin, które ono obejmuje. Żadnych zajęć dodatkowych, żadnych wydarzeń edukacyjnych, żadnego zostawania po lekcjach dla uczniów i rodziców (na to jest czas podczas zebrań z rodzicami). Żadnych e-maili, żadnego wysłuchiwania o sytuacji rodzinnej. Będę rzetelnie wypełniać swoje godziny dydaktyczne i nic ponad to. Po 30 latach bycia nauczycielem, dyżurnym psychologiem, artystą-amatorem, altruistą, wychowawcą (często "zamiast" biologicznych rodziców), czasem sponsorem- mam dość. Nie, to żadne wypalenie zawodowe. Po prostu włączył mi się zdrowy rozsądek. Po 30 latach. Cóż. Lepiej późno, niż wcale.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press