Najważniejszym wydarzeniem 2017 roku – także dla społeczności LGBT, było pełzające rozmontowanie państwa prawa oraz likwidacja trójpodziału władzy. W 2018 roku znacznie trudniej będzie o pozytywne wyroki dla spraw wnoszonych przez osoby LGBT w sądach poddanych politycznej presji. Organizacje społeczne będą dalej nękane, a media będą się cenzurować

Rok 2017 nie przyniósł pozytywnych zmian dla społeczności LGBT. Rząd PiS jej problemami interesował się nieznacznie – co w obecnej sytuacji należy przewrotnie ocenić raczej pozytywnie. Za poprzedniego rządu PiS w latach 2005-2007 była próba wprowadzenia „zakazu propagandy homoseksualnej” w szkołach, a homofobiczna mowa nienawiści była w debacie publicznej normą.

Jednak rosnące przyzwolenie rządzących na przemoc wobec inności oraz wobec osób, które nie zgadzają się z kierunkiem polityki rządu, wywiera jednak coraz bardziej widoczne piętno na osobach LGBT. Rok 2018 może nasilić te zjawiska.


OKO.press poprosiło ekspertów i aktywistów o podsumowanie w swoich dziedzinach 2017 roku i prognozy na nadchodzący 2018 rok. Nie zawsze mamy dla naszych czytelników i czytelniczek dobre wieści. Jednak czujemy obowiązek, by alarmować, gdzie możemy spodziewać się punktów zapalnych.

O tym, co przez ten rok spotkało społeczność LGBT dla OKO.press pisze Mirka Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii.

Mirka poprosiła też o oceny i prognozy kilka osób działających z i dla społeczności:

  • Roberta Biedronia, prezydenta Słupska
  • Magdę Dropek, portal QUEER.PL i Fundacja Równość.org.pl
  • Chabra, prezesa Kampanii Przeciw Homofobii
  • Justynę Samolińską z partii Razem
  • Patryka Chilewicza, redaktora naczelnego Vogule Poland, założyciela Trzeba.com.

Demontaż demokratycznego państwa za chwile się skończy i PiS będzie miał więcej czasu na „zajmowanie” się sprawami „drugorzędnymi” jak np. prawa mniejszości.

Władza – jedna – bo trójpodział władzy został już całkiem rozmontowany – z większą swobodą będzie mogła korzystać ze swojego aparatu do nękania niewygodnych organizacji i działaczy, a obywateli LGBT zastraszać i symbolicznie pokazywać, gdzie ich miejsce. Jednak zanim o perspektywach na 2018, kilka słów o wydarzeniach z 2017, które według mnie były istotne dla społeczności LGBT w Polsce.

Nadaktywny Minister Ziobro

Zdecydowanie najbardziej aktywną w kwestiach LGBT osobą w rządzie w 2017 roku był minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Jeszcze w 2016 roku publicznie krytykował wyrok sądu w sprawie drukarza z Łodzi, który odmówił wykonaniu rollup’u dla fundacji zajmującej się tematyką LGBT. Drukarz argumentował, że nie wykona zlecenia, ponieważ nie chce przyczyniać się do „promocji ruchów LGBT „.

W lipcu 2016 roku Sąd Rejonowy w Łodzi uznał, że drukarz popełnił wykroczenie i ukarał go grzywną 200 zł. Chwilę później głos w sprawie zabrał minister Ziobro publikując na stronie Ministerstwa oświadczenie, w którym mogliśmy przeczytać m.in. iż: „Sądy są zobowiązane strzec konstytucyjnej wolności sumienia, a nie ją łamać. Mają stać na straży praw i wolności obywateli, w tym także wolności działalności gospodarczej, a nie narzucać im przymus. Żadne ideologiczne racje nie uzasadniają naruszania tych fundamentalnych zasad”.

Po oświadczeniu ministra do postępowania przyłączyła się Prokuratura Okręgowa w Łodzi i sprawa trafiła raz jeszcze do sądu, który ponownie uznał drukarza za winnego.

We wrześniu 2017 roku Minister Ziobro zdecydował o wniesieniu w tej sprawie kasacji do Sądu Najwyższego. Sprawa jest w toku, ale po wymianie składu sędziowskiego w SN, wiemy jakiej decyzji możemy się spodziewać.

Akcja Hiacynt

Innym przykładem nadaktywności ministra Ziobro jest okólnik, wysłany przez Prokuraturę Generalną do Prokuratorów Regionalnych z poleceniem zbierania z Urzędów Stanu Cywilnego informacji o osobach, które zawarły za granicą małżeństwo z osobą tej samej płci i zgłosiły ten fakt w USC, aby dokonać transkrypcji (zapisu) w swoich aktach stanu cywilnego.

Co prawda rzecznik Prokuratury Krajowej tłumaczył, iż celem zbierania takich danych jest jedynie „stanie na straży polskiego porządku prawnego”, jednak trudno się dziwić, że osoby LGBT z dużą nieufnością podchodzą do tego typu działań. Wszelkiego rodzaju rejestry „mniejszości” mogą być wykorzystywane w późniejszym czasie do nieznanych w tym momencie celów.

Wielu z nas wciąż ma w pamięci PRL-owską Akcję Hiacynt, w trakcie której służby zbierały informacje o homoseksualnej orientacji mężczyzn, a potem używały ich do szantażu.



Homofobia i transfobia w polskich szkołach

O trudnej sytuacji młodzieży LGBT w polskich szkołach wiemy od dawna. Badania pokazują, że często takie osoby doświadczają różnych form przemocy. Kadra szkolna niejednokrotnie nie radzi sobie z sytuacją, przynajmniej nie w taki sposób, aby wspierać tych, którzy tego potrzebują.

Częstą reakcją szkoły jest obciążenie odpowiedzialnością za rozwiązanie problemu samych ofiar – które bardzo często muszą po prostu zmienić miejsce nauki. W 2017 roku miało miejsce kilka wydarzeń, które boleśnie przypomniały nam o aktualności tego problemu.

We wrześniu dowiedzieliśmy się o tragicznej śmierci 14-letniego Kacpra. O sprawie zrobiło się głośno po wywiadzie, jakiego udzieliła mama Kacpra dla regionalnej telewizji Nova TV, w którym na pytanie dziennikarki o powody dręczenia syna, odpowiedziała: „że miał inną orientację, że się inaczej ubierał, ktoś mu groził, że go pobije”.

Pomimo licznych apeli osób prywatnych i organizacji, ministra edukacji Anna Zalewska nie odniosła się w żaden sposób do tego wydarzenia. Nie wspominając już działaniach, które miałyby systemowo przeciwdziałać homofobicznej przemocy w szkole.



Zawiodły zresztą nie tylko władze. Część mediów, które podjęły ten temat, bardziej skupiła się na dociekaniu, jakiej orientacji był chłopak, niż na rzetelnej analizie problemu przemocy. W niektórych materiałach można było przeczytać dokładny opis sposobu, w jaki zostało popełnione samobójstwo, a w programach telewizyjnych obejrzeć zbliżenia miejsca, w którym zginął chłopiec. „Gazeta Wyborcza” przeprowadziła w tej sprawie „śledztwo dziennikarskie”. Dziennikarze udali się do rodzinnej miejscowości chłopca i przeprowadzili wywiady z jego bliskimi pytając mamę i dziadka chłopca, czy są pewni, że Kacper był gejem.

Publicznie zabieranie głosu lub relacjonowanie samobójczej śmierci obciążone jest niezwykłą odpowiedzialnością (naruszanie prywatności rodziny lub osoby zmarłej, wywołanie „efektu Wertera”). Światowa Organizacja Zdrowia przygotowała specjalny przewodnik dla mediów jak odpowiedzialnie relacjonować o samobójczych śmierciach. W przypadku samobójstw osób, które mogły być spowodowane m.in. homofobiczną lub transfobiczną przemocą, nie należy pomijać przyczyny samobójstwa. Dziennikarze powinni jednak pamiętać o dwu podstawowych zasadach.

Po pierwsze: jeśli bliscy osoby, która popełniła samobójstwo, wspominają, że była dręczona homofobicznie lub transfobicznie – dla dziennikarza nie orientacja seksualna czy tożsamość płciowa tej osoby powinna być istotna, ale powód dręczenia. Jakie znaczenie ma czy ktoś był dręczony dlatego, że był np. gejem, czy dlatego, że tylko był tak postrzegany?

Po drugie: odpowiedzi na pytanie, jakiej ktoś jest orientacji seksualnej, może udzielić tylko osoba, której pytanie dotyczy. Spekulowanie na temat czyjejś orientacji lub tożsamości po jej śmierci jest nieetyczne i prowadzi do kuriozalnych zabiegów poszukiwania „dowodów” bycia gejem.

O samobójczych śmieciach nastolatków prawdopodobnie niestety będziemy słyszeć coraz częściej.

Z jednej strony mamy coraz wcześniej emancypującą się i ujawniającą swoją orientację młodzież, a z drugiej otoczenie, które wcale nie stało się przyjaźniejsze.

Brak przeciwdziałania przemocy w szkole wobec młodych osób LGBT jest zaniedbaniem każdej władzy po 1989 roku, a bierność w tej sytuacji jest po prostu przyzwoleniem na taką przemoc.



Działania antydyskryminacyjne już nieobowiązkowe

W minionym roku obserwowalismy też działania, które mogą utrudnić przeciwdziałanie dyskryminacji i przemocy w szkole. Ministra edukacji Anna Zalewska przy okazji „reformy” szkolnictwa zdecydowała o usunięciu jedynego w polskim prawie zapisu odnoszącego się bezpośrednio do działań antydyskryminacyjnych w polskich szkołach. Chodzi o rozporządzenie o nadzorze pedagogicznym – zobowiązywało szkoły do prowadzenia działań antydyskryminacyjnych, które byłyby adekwatne w danej szkole.

A skoro – statystycznie rzecz ujmując – w każdej klasie jest co najmniej jedna osoba LGBT, działania przeciwko homofobii czy transfobii powinny odbywać się w każdej szkole. Mimo, iż w praktyce ten zapis często pozostawał martwy, był jednak doskonałym narzędziem do rozpoczęcia dyskusji o problemie homofobicznej przemocy w szkołach. Niestety, dla ministry Zalewskiej są ważniejsze rzeczy niż przeciwdziałanie dyskryminacji, np. „kształtowanie postaw patriotycznych, obywatelskich, poczucia tożsamości, świadomości narodowej i kulturowej”.

Strach się bać, jakie poczucie tożsamości chce kształtować ministra Zalewska u młodzieży LGBT…

Szkoła skazana za przyzwolenie na homofobiczną przemoc

Jednocześnie w 2017 zapadł pierwszy w Polsce wyrok przeciwko szkole za brak przeciwdziałania homofobii wśród uczniów. Pozew przeciwko szkole złożył Jakub Lendzion, który był prześladowany w szkole, po tym jak powiedział, że jest gejem. Jakub szukał pomocy u wychowawczyni, dyrektorki szkoły, pedagożki, a nawet rzeczniczki praw ucznia. Od tej ostatniej usłyszał, że sam jest sobie winien, bo mógł przecież nie ujawniać swojej orientacji.

W grudniu 2017 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł, że szkoła ma obowiązek chronić każdego ucznia, również przed homofobicznym nękaniem, a w przypadku Jakuba szkoła robiła to nieudolnie. Jako zadośćuczynienie Jakub wybrał przeprosiny, których treść szkoła musiała umieścić na swojej stronie internetowej.

Wyrok w tej sprawie jest niezwykle ważny. Pokazuje homofobicznie lub transfobicznie nękanym uczniom i uczennicom, że szkoła musi ich chronić. Szkołom zaś unaocznia, że brak skutecznych działań zapobiegających przemocy może mieć konsekwencje prawne.

Do Kampanii Przeciwko Homofobii, która prowadziła sprawę Jakuba, zgłaszają się kolejne osoby ze szkolną historią podobną do tej.  W roku 2018 możemy się więc spodziewać kolejnych pozwów przeciwko szkołom.



Wielkie śpiochy

Opozycja parlamentarna zdecydowanie rok 2017 przespała. Mimo wielu zapowiedzi Nowoczesna nie złożyła w Sejmie projektu ustawy o związkach partnerskich. Ostatni komunikat w tej sprawie pojawił się maju 2017 roku, kiedy to posłanka Nowoczesnej Monika Rosa zapowiedziała, że: „w ciągu najbliższych 2 tygodni złożymy projekt ustawy o związkach partnerskich do Sejmu”.

Od Platformy Obywatelskiej usłyszeliśmy natomiast, że zajmowanie się ustawą o związkach partnerskich w czasach rządów PiS jest bezcelowe oraz wzbudza „jedynie papierowe” emocje. Ogromna szkoda, bo każda debata sejmowa jest świetną okazją do debaty publicznej i zwiększania świadomości społecznej na temat sytuacji osób LGBT.

Demontaż państwa prawa i trójpodziału władzy

Najważniejszym jednak wydarzeniem 2017 roku – także dla społeczności LGBT, było według mnie, pełzające rozmontowanie państwa prawa oraz likwidacja trójpodziału władzy. Nie odczuliśmy tego jeszcze jako społeczność wyjątkowo mocno, ale czas zbierania owoców „ciężkiej pracy” PiS z pewnością przyjdzie. I tu czas na moją perspektywę na Nowy Rok.

W 2018 roku z pewnością znacznie trudniej będzie spodziewać się jakichkolwiek pozytywnych wyroków w sprawach dotyczących osób LGBT – ich liczba będzie systematycznie maleć, jeżeli dojdzie do zwiększenia presji władzy na sądy.

Spodziewać możemy się także kolejnych etapów nękania organizacji społecznych: odebrania możliwości zbierania 1 proc., obowiązku wpisywania na „czarne listy” – organizacji finansowanych przez „antypolskich” fundatorów, ingerowania w Marsze Równości/Paradę Równości (jeśli wciąż będą się odbywać), czy nalotów służb na biur.

Niekorzystne dla LGBT zmiany będą miały miejsce także, jeżeli wzrośnie presja władzy na media. Jeżeli media prywatne będą częściej karane za relacjonowanie wydarzeń niezgodnie z przyjętą „linią”, ilość treści dotyczących LGBT może się zmniejszać – w końcu nikt nie lubi tracić pieniędzy… Ten sam efekt przynieść mogą zmiany prawne zwiększające kontrole władzy nad mediami– wtedy oprócz kar pojawią się zakazy.

W 2018 roku spodziewać się możemy również wzrostu skali przemocy wobec wszystkich mniejszości – więc także LGBT.

O perspektywy dla społeczności w 2018 roku zapytałam także inne osoby działające na rzecz równości LGBT, oto ich komentarze.

Magda Dropek, portal QUEER.PL i Fundacja Równość.org.pl

Ostatnie dwa lata nie były dla LGBT łatwe i to się pewnie nie zmieni: szanse na to, że przejdą jakiekolwiek ustawy dotyczące naszych postulatów, są raczej zerowe. Ale nie sądzę też, że wydarzy się coś bardzo spektakularnego anty-LGBT. Do końca listopada miał w Sejmie pojawić się projekt ustawy o związkach partnerskich, który mógłby chociaż podtrzymać dyskusję o związkach i równości małżeńskiej w społeczeństwie, ale słuch po nim zaginął.

Ja ciągle widzę nadzieję w oddolnych działaniach, zwłaszcza poza dużymi miastami, budowaniu ruchu sojuszniczego i przypominaniu na każdym kroku, że nie ma demokracji bez poszanowania praw mniejszości. Żyjemy w takich czasach i w takiej rzeczywistości społeczno-politycznej, że ciężko cokolwiek przewidzieć.

Patryk Chilewicz, redaktor naczelny Vogule Poland, założyciel Trzeba.com

Myślę, że 2018 rok dla polskich środowisk LGBTQ nie będzie łatwy. Wątpię, by prawnie nastąpiły jakieś zmiany – zarówno pozytywne, jak i negatywne. Dla obozu rządzącego nie istniejemy, co jest oczywiście smutne, ale może nam dawać miejsce do dalszej pracy u podstaw. I w tym widzę siłę. W czasach, w których napięcia w kraju są coraz większe, jawni neofaszyści, homofobi, mizogini i antysemici są gloryfikowani, społeczność LGBTQ w Polsce budzi się.

Wyjątkowe sytuacje budzą w ludziach chęć do zaangażowania się w sprawy społeczno-polityczne. O dziwo zła sytuacja (zaniedbania prawne, przemocowy aparat porządku, homofobiczna władza… wymieniać można długo) może sprawić, że współpraca i skuteczność organizacji broniących osób, które nie są cis heteroseksualne będzie większa. Mocno za to trzymam kciuki.

Nie jestem tu optymistą i nie wierzę, że Unia Europejska w 2018 roku zmusi nas do uchwalenia związków partnerskich, nie wierzę też, że prawo dotyczące osób transpłciowych nie będzie dla nich uwłaczające, ale wierzę, że nasz gniew przerodzi się w siłę, która może nie w przyszłym roku, ale w przeciągu kilku najbliższych lat zbierze owoce.

Justyna Samolińska – partia Razem

2018 rok będzie trudny – mamy rząd, dla którego homofobia to część politycznej agendy. Fatalne będą dalsze skutki reformy oświaty, która cofa szkołę o kilka lat w kwestii walki z prześladowaniami nieheteroseksualnych uczniów i uczennic.

W siłę wciąż rośnie skrajna prawica, dla której przemoc to podstawowe narzędzie walki politycznej. Polska oddala się też od UE, głównego sojusznika polskich gejów i lesbijek. Jedyną nadzieją jest fakt, że za tą podłą zmianą nie idą nastroje społeczne – z badań wynika, że społeczeństwo na przekór władzy jest coraz mniej homofobiczne.

Robert Biedroń – prezydent Słupska

Rok 2018 nie będzie się niczym różnił od roku 2017 w kwestiach dotyczących praw osób LGBT. Czyli, nie będzie działo się nic. Przynajmniej na poziomie politycznym, legislacyjnym. Z przykrością muszę stwierdzić, że szumne zapowiedzi niektórych „liberalnych” partii politycznych złożenia projektów ustaw o związkach partnerskich spaliły na panewce i były jedynie jednodniową sensacją.

A to wielka szkoda. Bo pomimo marnych widoków na ich procedowanie, debata publiczna byłaby wypełniona argumentami LGBT. I znów cały ciężar dyskursu wezmą na siebie aktywiści i aktywistki, którzy okazali się znacznie bardziej skuteczni, niż ich reprezentanci w parlamencie.

Chaber – prezes Kampanii Przeciw Homofobii

Rząd będzie próbował utrzymać konserwatywny status quo lub pozbawić grupy, których nie lubi, w tym LGBT, jeszcze większej ilości swobód obywatelskich i poszanowania. Będzie uderzał w organizacje pozarządowe, żeby utrudnić społeczności LGBT dochodzenie swoich praw i otwarte życie. I wydarzy się jedna z dwóch rzeczy: albo im się uda, albo my będziemy się mobilizować – być widoczni, wciągać więcej sojuszników do stawania za nami murem, pokazywać, że jesteśmy elektoratem. I wtedy nie dadzą rady.

A my, krok po kroku, doprowadzimy do stworzenia społeczeństwa, w których osoby LGBT są szanowane i akceptowane.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym