0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...

"Otwarcie galerii handlowych czy częściowe działanie hoteli wydaje się dość oczywiste, jeśli miałyby być podejmowane decyzje ws. luzowania obostrzeń. Przed nami posiedzenie Rady Medycznej, która będzie omawiała kwestię luzowania obostrzeń. Czekamy na dane zakażeń z poniedziałku" - stwierdził we wtorek 26 stycznia rzecznik rządu Piotr Müller w telewizji Polsat News.

W czwartek 28 stycznia na konferencji ministra zdrowia Adama Niedzielskiego dowiedzieliśmy się natomiast, że galerie handlowe, owszem, zostaną otwarte 1 lutego, ale hotele wbrew słowom rzecznika rządu pozostaną zamknięte co najmniej do 14 lutego.

Od 1 lutego:

  • Otwarcie sklepów w galeriach handlowych
  • Zniesienie godzin dla seniorów
  • Otwarcie galerii sztuki i muzeów

W mocy do 14 lutego pozostają:

  • Zamknięte hotele
  • Zamknięte stoki narciarskie
  • Wszystkie osoby przyjeżdżające do Polski komunikacją zbiorową muszą poddać się 10-dniowej kwarantannie, jeśli nie mają negatywnego testu na koronawirusa
  • W zgromadzeniach może uczestniczyć maksymalnie pięć osób
  • Zakaz organizacji wesel i styp
  • Zamknięte siłownie i kluby fitness
  • Zamknięte są restauracje i bary, a posiłki mogą być wydawane tylko na wynos
  • Nauka zdalna w klasach 4-8 szkół podstawowych, szkołach średnich, w technikach i szkołach wyższych

I to mimo tego, że liczba zakażeń nie wzrasta. Ich średnia spada od dwóch tygodni, a liczba hospitalizacji jest najniższa od października.

Obywatele, którzy słuchali rzecznika Müllera i śledzili statystyki, mogli mieć nadzieję nie tylko na otwarcie hoteli, ale również szkół dla starszych uczniów. I sądząc po wpisach w mediach społecznościowych - spodziewali się.

Jednak Niedzielski - znów wbrew sugestiom rzecznika rządu! - stwierdził na konferencji prasowej, że liczba zakażeń nie jest głównym kryterium przy podejmowaniu decyzji o luzowaniu obostrzeń.

Przeczytaj także:

Rządowa kakofonia to już standard

W tym starciu dwóch urzędników rządowych wysokiego szczebla rację ma Niedzielski, ale rządowa kakofonia, która stała się już standardem komunikacyjnym gabinetu Mateusza Morawieckiego, pogłębia społeczną frustrację i prowokuje samowolne otwieranie np. restauracji i klubów - bez żadnej kontroli i przestrzegania standardów sanitarnych.

Tymczasem sytuacja, którą mamy w Polsce jest dość prosta: dopóki nie zaszczepimy co najmniej większości seniorów, dopóty szersze otwarcie gospodarki jest mało prawdopodobne. A, jak wskazywaliśmy w OKO.press, ponad połowa osób w wieku 70 plus nie ma szans na szczepionkę przed kwietniem.

Nie jest wykluczone, że dane dotyczące zakażeń, zgonów i hospitalizacji będą na tyle optymistyczne, że większe otwarcie nastąpi wcześniej, ale będzie to raczej miła niespodzianka, nie oczywistość. I rząd powinien to jasno powiedzieć obywatelom, zamiast łudzić nadzieją na szybki powrót do względnej normalności.

To fakt - oczekiwania stara się studzić minister Niedzielski, ale jak pokazaliśmy wyżej, odpowiadający za komunikację rządu rzecznik Müller mówi rzeczy niespójne ze słowami szefa resortu zdrowia.

Czy rząd dobrze robi, że nie luzuje? Raczej tak

"Jeden parametr w postaci dziennej liczby zachorowań to zbyt mała podstawa do podejmowania ostatecznej decyzji [dot. skali obostrzeń], ostateczne decyzje zawsze obejmują szerszy zakres informacji"

- mówił w czwartek 28 stycznia minister Niedzielski, odnosząc się do dzisiejszej decyzji i do progów bezpieczeństwa zaprezentowanych przez rząd na początku listopada.

Według nich, cała Polska powinna być już strefą żółtą z małą liczbą obostrzeń:

  • mamy średnią tygodniową nowych zakażeń w wysokości 5,5 tys., a więc poniżej 9,6 tys. przypadków ustalonych przez rząd,
  • zbliżalibyśmy się również powoli do etapu regionalnych podziałów na strefy zielone, żółte i czerwone. Ustalona przez rząd średnia w tym przypadku wskazywała liczbę poniżej 3,8 tys. przypadków.

Minister Niedzielski ma rację, że liczba przypadków nie może być jedynym kryterium. Pytanie, dlaczego takie właśnie kryterium sam ustalił w listopadzie.

Jednak skoncentrujmy się na sytuacji tu i teraz. Czy rząd postępuje rozsądnie, nie luzując mocniej obostrzeń? Raczej tak. Z kilku powodów.

  • Nie wiemy jeszcze, jaki skutek pandemiczny przyniesie powrót od 18 stycznia do szkół uczniów i uczennic z klas 1-3.

Jak widać na wykresie nowych zakażeń umieszczonym w pierwszej części tekstu, wzrost zakażeń po okresie świątecznym nastąpił ok. trzech tygodni później. Termin ewentualnych nowych decyzji ustalony na 14 lutego brzmi więc rozsądnie. Dziś nie wiemy bowiem, jak mocno będzie się rozprzestrzeniał obecny już w Polsce brytyjski wariant koronawirusa - groźniejszy, bo bardziej zaraźliwy.

Jak pokazuje przykład szczególnie Wielkiej Brytanii, ale również krajów Europy Zachodniej, jego lekceważenie przynosi fatalne skutki. Na Wyspach dopiero ścisły i drakoński lockdown pozwolił obniżyć dzienną liczbę zakażeń z ok. 60 tys. do ok. 30 tys. przypadków.

  • Rząd, otwierając wcześniej częściowo szkoły, a teraz galerie handlowe, i tak ryzykuje.

Rzeczywiście, tak jak mówił na konferencji minister Niedzielski, nie ma badań potwierdzających szczególny wpływ dużych centrów handlowych na rozprzestrzenianie się wirusa. Ale to nie znaczy, że nie można się w nich zakazić. Im bardziej "normalnie" Polacy będą odwiedzać duże sklepy, im tłumniej i dłużej spędzać tam czas, im bardziej lekceważyć będą zasady dystansu i higieny, tym ryzyko wzrostu zakażeń jest większe.

  • Pandemia koronawirusa to nie tylko fenomen medyczny, ale również społeczny.

Inaczej mówiąc, im powszechniej skłonni będziemy przyjmować, że sytuacja się normalizuje i jest bezpieczniejsza niż była, tym bardziej wzrośnie skłonność do luzowania dyscypliny społecznej, zwiększania mobilności i lekceważenia zasad chroniących nas przed zakażeniem. Otwarcie klubów, barów, restauracji i hoteli mogłoby przynieść taki efekt.

Dokładnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia wczesną jesienią, kiedy po inspirowanym przez rząd ("Tego wirusa nie należy już się bać") wakacyjnym rozprężeniu, Polacy zaczęli się zachowywać się tak, jakby wirusa już nie było. Bardzo szybko przełożyło się to na wybuch drugiej fali pandemii.

Jeśli liczba zakażeń, zgonów i hospitalizacji będzie nadal spadać, być może 14 lutego rząd poluzuje kolejne obostrzenia, ale nie powinniśmy się na to szczególnie nastawiać. W tej chwili najbardziej prawdopodobna opcja, to przedłużenie większości restrykcji do końca lutego.

;

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog po Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce, sondażach, propagandzie. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej" jako dziennikarz od spraw wszelakich, publicysta, redaktor, m.in. wydawca strony głównej Wyborcza.pl i zastępca szefa Działu Krajowego. Pochodzi z Sieradza, ma futbolowego hopla, kibicuje Widzewowi Łódź i Arsenalowi

Komentarze