Minister spraw wewnętrznych przedstawił 30 stycznia 2017 projekt zaostrzenia zasad udzielania ochrony cudzoziemcom. Miałoby to wynikać z zagrożenia terrorystycznego. Tylko, że to nie uchodźcy dokonują zamachów, a sytuacja na polskich granicach jest stabilna


Chodzi nam o bezpieczeństwo. Chodzi nam o to, (...) żeby w Polsce nie dochodziło do takich zdarzeń, z jakimi mamy do czynienia w Niemczech, we Francji, czy w Belgii. A więc mówiąc wprost do zamachów terrorystycznych.

Mariusz Błaszczak, Strona internetowa MSWiS - 30/01/2017

Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta


zbity zegar. Proponowane procedury nie mają nic wspólnego z poprawą bezpieczeństwa.


Podczas konferencji prasowej 30 stycznia 2017 szef MSWiA przedstawił propozycje zaostrzenia przepisów udzielania cudzoziemcom ochrony na terytorium Polski. Największą zmianą ma być wprowadzenie tzw. trybu granicznego. Podlegałyby mu osoby, które:

  • nie mają niezbędnych dokumentów do przekroczenia granicy,
  • składają wniosek o tzw. ochronę międzynarodową z innych powodów niż obawa przed prześladowaniem,
  • składają kolejny wniosek ze względu na nowe okoliczności lub
  • stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Takie osoby miałyby przebywać w strzeżonym ośrodku przez 28 dni, na czas rozpatrywania ich wniosku. „De facto ci ludzie, razem z dziećmi, będą po prostu trzymani w więzieniach (bo tym są ośrodki zamknięte) – mówi w rozmowie z OKO.press Piotr Bystrianin z Fundacji Ocalenie.

Problem w tym, że to Straż Graniczna będzie decydować, czy ktoś składa wniosek z innych powodów niż obawa przed prześladowaniem”.

Minister Mariusz Błaszczak wyjaśnia: „Chodzi nam o bezpieczeństwo. Chodzi nam o to, żeby Polska nie była zagrożona napływem emigrantów z Bliskiego Wschodu, z Azji, z Afryki Północnej, żeby w Polsce nie dochodziło do takich zdarzeń, z jakimi mamy do czynienia w Niemczech, we Francji, czy w Belgii. A więc mówiąc wprost do zamachów terrorystycznych.”

OKO.press sprawdza, kto stał za atakami, na które powołuje się minister spraw wewnętrznych.

To nie ci uchodźcy zabijają w Europie

Za berliński zamach ciężarówką z 19 grudnia 2016, w którym zabitych zostało 12 osób, odpowiadał Anis Amri, Tunezyjczyk i imigrant. Ale nie przybył on do Europy razem z uchodźcami, mieszka tutaj od 2011 roku.

Za serię zamachów w Niemczech, która miała miejsce latem 2016 zwykło się oskarżać osoby, które przybyły ostatnio razem z uchodźcami. Ale to nieprawda.

Jest jeden wyjątek. W  Wurzburgu 19 lipca zabójcą był 17-letni Afgańczyk, który dostał się do Niemiec w 2015 roku. Terrorysta zabił nożem czworo pasażerów pociągu. Dalej już zupełnie inaczej, niż mówi minister Błaszczak.

W Monachium 22 lipca David Sonboly, syn irańskich migrantów zastrzelił 9 osób. Chłopak od urodzenia mieszkał jednak w Niemczech, a jego atak nie był motywowany radykalnym islamem lecz  antyimigranckimi poczynaniami Andersa Breivika

W Reutlingen 24 lipca Syryjczyk zabił Polkę. Od niemieckiej policji OKO.press dowiedziało, że nie był to atak terrorystyczny, lecz  zabójstwo na tle obyczajowym. W Polsce dochodzi do podobnych aktów przemocy raz na trzy dni.

W Ansbach doszło również 24 lipca do samobójczego zamachu. Dokonał go Syryjczyk, który wjechał do Europy w 2013 roku. Zginął tylko on sam.

Jak widać, w Niemczech „uchodźcy-terroryści” zabili 4 osoby. Słownie: cztery. W innych krajach, które wymienia Mariusz Błaszczak nie było ani jednej ofiary uchodźców.

Wszyscy zamachowcy z Francji z listopada 2015 roku byli albo urodzonymi w Europie potomkami emigrantów, albo mieszkańcami Europy od dawna. Faktem jest natomiast, że część z nich przeszła szkolenie bojowe w Syrii.

Zamachowiec, który zabił 87 osób w Nicei wjeżdżając w tłum ludzi ciężarówką mieszkał w mieście od 2005 roku.

Zamachowcy z Belgii, którzy dokonali ataków w marcu 2016 roku, również byli obywatelami UE albo od lat mieszkali w Europie.

We wszystkich wyżej wymienionych zamachach zginęło łącznie 284 osoby (w tym część zamachowców). Sprawcy z fali migracyjnej ostatnich lat, której tak obawia się minister Błaszczak, zabili cztery osoby.

W przeważającej mierze zabijają zradykalizowani Europejczycy, a nie uchodźcy.

Do Polski chcą obywatele Rosji, a nie migranci z Afryki

Dowodów na tezę o zagrożeniu ze strony migrantów z Bliskiego Wschodu próżno szukać również w danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

W 2016 roku wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej w Polsce złożyło 12 tys. osób. Podobnie było rok wcześniej. 80 proc z nich została umorzona.

Większość złożyli obywatele Rosji (głównie narodowości czeczeńskiej) – 9 tys. W zeszłym roku jedynie 390 osób zdaniem UdSC spełniało warunki nadania ochrony międzynarodowej.

Z Syrii i Iraku, czyli z krajów kojarzonych z terroryzmem, ochronę w Polsce otrzymało 61 osób.

„Niemal 100 proc. Syryjczyków starających się w Polsce o ochronę międzynarodową otrzymuje ją, co tym bardziej potwierdza, że rzeczywiście uciekają przed prześladowaniami” – stwierdza Piotr Bystrianin.

Wbrew temu, co wynikałoby z alarmistycznego tonu ministra Mariusza Błaszczaka, sytuacja na granicach wcale się nie pogarsza. W 2015 roku mieliśmy do czynienia z 12 tys. wniosków o nadanie status uchodźcy, więcej niż w 2014 (8 tys.), ale mniej niż w 2013 r. (15 tys.).

I to nie obywatele państw afrykańskich przodują w chęci uzyskania statusu uchodźcy. Od 2009 do maja 2015 o ochronę międzynarodową ubiegało się jedynie 538 Syryjczyków. W tym samym czasie Ukraińcy złożyli 3,6 tys. podobnych wniosków, Gruzini 12,3 tys., a obywatele Rosji 39,2 tys.

Tryb graniczny to kryminalizowanie uchodźców

„Dotychczasowe mechanizmy były wystarczające” – uważa Piotr Bystrianin z Fundacji Ocalenie. Specjalny tryb graniczny wprowadzany był w krajach, które miały problem z dużymi falami migracyjnymi.

„Tryb graniczny stworzono na wypadek sytuacji, w których na granicy pojawia się nagle wielu ludzi i są wśród nich są osoby, które nie uciekają przed prześladowaniem, tylko korzystają na tym, że inni ludzie przed tym uciekają” – stwierdza ekspert.

Tymczasem na polskiej granicy nie mamy do czynienia z masowym ruchem uchodźczym. A z pewnością nie mamy do czynienia z jego przyrostem.

Większość cudzoziemców trafia do Polski z zamiarem rozpoczęcia pracy lub studiów. Jeżeli ktoś chciałby dokonać u nas ataku terrorystycznego, to mógłby skorzystać z takiego sposobu. Siatki terrorystyczne – jak zauważa Bystrianin – to organizacje z dużymi zasobami finansowymi, logistycznymi i rozległymi kontaktami, dzięki czemu mogą przerzucić terrorystów nie szlakiem uchodźczym, tylko turystycznym lub poprzez rzekome starania o pracę.

„Tryb graniczny ma swoje wady. To kryminalizowanie uchodźstwa. Ludzi się traktuje jako potencjalnych przestępców, a w większości są to jednak osoby, które potrzebują ochrony” – mówi Bystrianin.

Ponadto, jak pokazały ostatnie zamachy, siatki terrorystyczne wcale nie muszą nikogo przerzucać do Europy. Prościej jest rekrutować i radykalizować ludzi tu na miejscu.

Bystrianin uważa, że zwiększyć nasze bezpieczeństwo mogłoby raczej zadbanie o skuteczną integrację i przeciwdziałanie dyskryminacji.

Ludzie, którzy mają prawdziwie równe szanse i mogą godnie żyć, są mniej podatni na radykalizację.

„Zamiast zamykać ich w ośrodkach, lepiej ich przyjąć tak, żeby poczuli się jak u siebie w domu i rozwijali współodpowiedzialność  za swój nowy kraj” – wyjaśnia Piotr Bystrianin.

Abonament na wolność słowa

Analityk nierówności społecznych i rynku pracy związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, prekariusz, autor poczytnego magazynu na portalu Facebook, który jest adresowany do tych, którym nie wyszło, czyli prawie do wszystkich.
W OKO.press pisze o polityce społecznej i pracy.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press