Sodomici? Ludzie nienormalni? Nie po Bożemu? Nikt już tak nie mówi o LGBTQ. Zakazuje tego nawet rządowa strona pełnomocnika ds. równego traktowania. Słowa Błaszczaka o poznańskim Marszu Równości to anachroniczne wzbudzanie nienawiści. Słowa polskiego ministra obrony nie są normalne, w XXI wieku z takich uprzedzeń trzeba się leczyć

„W Poznaniu kolejna parada sodomitów, którzy próbują narzucić swoją interpretację praw i obowiązków obywatelskich na innych. Ważne było to, że motorniczy tramwajów nie zgodzili się na to, żeby ich tramwaje były z flagami homoseksualistów.

To świadczy o tym, że jednak w narodzie polskim jest pewność tego, że to wszystko, co jest skonstruowane po Bożemu, to jest normalne. A jeżeli ktoś próbuje nam narzucić coś, co normalne nie jest, to wtedy spotyka się z oporem.

To bardzo dobrze o tych ludziach świadczy” – powiedział 12 sierpnia 2018 roku w Radiu Maryja minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Chodzi o wydarzenia z Poznania, gdzie na czas odbywającej się tam 11 sierpnia Parady Równości autobusy i tramwaje zostały ozdobione tęczową flagą. Po kilku godzinach MPK Poznań flagi zdjął.

W tej zdumiewającej wypowiedzi Mariusz Błaszczak w niezwykle agresywny sposób dyskryminuje osoby nieheteroseksualne. W ustach ministra resortu siłowego takie słowa brzmią nie tylko anachronicznie, ale także groźnie.

Sodomici?!

Dziwi, że w XXI w., w 2018 roku, ktokolwiek używa jeszcze tej – delikatnie mówiąc – archaicznej nazwy. Nawet w Kościele katolickim – słowo „sodomici” wywodzi się z Biblii – prawie nikt już nie używa tak pejoratywnego i absurdalnego określenia na związki homoseksualne.

Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia słowo „sodomia” tylko raz, i to w odniesieniu do „tradycji katechetycznej”.

Nie tłumaczy także, czym „grzech sodomii” jest: „Tradycja katechetyczna przypomina również, że istnieją »grzechy, które wołają o pomstę do nieba«: krew Abla, grzech Sodomitów, narzekanie uciemiężonego ludu w Egipcie, skarga cudzoziemca, wdowy i sieroty, niesprawiedliwość względem najemnika”.

Według Słownika Języka Polskiego PWN

„sodomita” to zresztą nie osoba homoseksualna, ale zoofil: „sodomia – zboczenie seksualne polegające na uprawianiu stosunków płciowych ze zwierzętami”.

„Sodomita” jest  określeniem dyskryminującym, powielającym stereotypy i uprzedzenia sprzed lat, które łączą homoseksualizm z zoofilią (lub pedofilią, kazirodztwem, nekrofilią itp).

Dr Krzysztof Śmiszek, prawnik Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego, komentuje: „Minister Błaszczak znany jest z tego, że miesza sprawy LGBT do swojej polityki. Połączył kiedyś zamachy terrorystyczne z osobami LGBT [OKO.press pisało o tym tutaj].

Dobrze by było, gdyby minister Błaszczak powstrzymał swój język, bo wypowiadanie tego typu słów stoi w jawnej sprzeczności z konstytucyjnymi wolnościami i prawami obywatelskimi, do których należy wolność zgromadzeń, czyli np. parady równości.

Po drugie, jeszcze niedawno minister Błaszczak, gdy był szefem MSWiA, przekonywał, że nie ma wzrostu przestępstw z nienawiści [OKO.press pisało o tym tutaj]. A jego słowa zachęcają do atakowania mniejszości i podsycają nienawiść wobec grupy, która i tak nie ma łatwo”.

Homoseksualizm to nie zaburzenie

Minister Błaszczak najwyraźniej nie zapoznał się z informacjami na stronie internetowej swego kolegi z rządu – pełnomocnika ds. równego traktowania. Można się z niej dowiedzieć, że walka o równe prawa dla osób nieheteronormatywnych to coś zupełnie innego niż „narzucanie swojej interpretacji praw i obowiązków”.

Rządowa strona stwierdza – jak przystało na XXI wiek – że osoby nieheteroseksualne nie są chore czy nienormalne, a kto myśli inaczej, ulega „społecznym uprzedzeniom od wieków zakorzenionym w kulturze zachodniej”.

Na stronie pełnomocnika – w 2016 roku został nim Adam Lipiński – czytamy:

„Homoseksualność, wbrew obiegowej opinii, była uważana za chorobę przez stosunkowo krótki okres. Termin ten pojawił się w literaturze medycznej pod koniec XIX wieku. W 1870 roku  Carl Friedrich Otto Westphal, niemiecki neurolog i psychiatra, opisał homoseksualność jako rodzaj zaburzenia.

Niewiele ponad 100 lat później, w 1973 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wykreśliło homoseksualność z listy zaburzeń psychicznych DSM (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders). Decyzja ta była poprzedzona badaniami trwającymi ponad trzy dekady”.

Na rządowej stronie zamieszczono też opinie Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego i Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego.

Stanowisko Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego

„Psychologowie, psychiatrzy i inni specjaliści zajmujący się zdrowiem psychicznym zgadzają się co do faktu, że homoseksualność nie jest chorobą, zaburzeniem psychicznym czy problemem emocjonalnym. Ponad 35 lat obiektywnych, dobrze zaprojektowanych badań naukowych wykazało, że homoseksualność, sama w sobie, nie wiąże się z zaburzeniami psychicznymi lub emocjonalnymi czy społecznymi problemami.

Homoseksualność niegdyś była uważana za chorobę, ponieważ specjaliści zajmujący się zdrowiem psychicznym i społeczeństwo dysponowali nierzetelnymi, opartymi na uprzedzeniach, informacjami”.

Stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego

„Polskie Towarzystwo Seksuologiczne jest zaniepokojone krzywdzącym wpływem społecznych uprzedzeń na funkcjonowanie psychiczne i społeczne osób homoseksualnych i biseksualnych oraz jest świadome niechlubnej roli, jaką w podtrzymywaniu tych uprzedzeń odegrała niegdyś nauka, która przez ponad sto lat (do 1973 r. w USA i do 1991 r. w Europie) uznawała homoseksualność za zaburzenie psychiczne. Ówczesne mniemanie o patologicznym charakterze homoseksualności okazało się niepoparte faktami naukowymi, lecz oparte na społecznych uprzedzeniach od wieków zakorzenionych w kulturze zachodniej. Dlatego też homoseksualność została wykreślona z obu najważniejszych klasyfikacji zaburzeń psychicznych – DSM i ICD”.

Gdyby minister Błaszczak zajrzał na stronę internetową swojego kolegi z rządu dowiedziałby się, że homoseksualizm to nie „nienormalność”, nie choroba i nie zaburzenie. I nie zoofilia. A on sam ulega uprzedzeniom i krzywdzi sporą grupę obywateli.

Równe traktowanie to nie „interpretacja”

Rządowa strona potwierdza, że słowa Błaszczaka to przykład skrajnej dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Minister Błaszczak podpada po wszystkie trzy jej formy, jakie opisuje pełnomocnik Adam Lipiński:

  • Naruszenie czci i godności osób nieheteroseksualnych, przyzwolenie na takie zachowania, na przykład

używanie wulgarnych czy poniżających sformułowań, porównywanie osób homoseksualnych do osób popełniających przestępstwo związane z seksualnością człowieka;

  • Stereotypowe postrzeganie osoby nieheteroseksualnej jedynie prze pryzmat jej prawdziwej lub wyobrażonej seksualności;
  • Zachęcanie innych do dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, utrwalanie postrzegania stereotypowego (np. w praktyce nauczania na ten temat).

Na stronie pełnomocnika znajdziemy także całą listę dokumentów, traktatów, konwencji, których Polska powinna przestrzegać, a z których wynika, że dyskryminacja ze względu na orientację seksualną jest niedopuszczalna w krajach UE.


Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”.
W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym