„Polacy, nic się nie stało”. Chociaż senatorowie PiS odrzucili wniosek prezydenta o referendum konstytucyjne, to prezydent i PiS publicznie deklarują wzajemny szacunek i najcieplejsze uczucia. Zebraliśmy powody odrzucenia przez PiS referendum – te kuriozalne i te sensowne – oraz piszemy, jakie są plany konstytucyjne prezesa

Podawane przez polityków PiS powody odrzucenia 25 lipca 2018 wniosku prezydenta o referendum mogą przyprawić o zawrót głowy. Oto wybór:

  • „11 listopada to jest wielkie święto 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Będzie bardzo dużo ważnych uroczystości. Świętowanie tego dnia powinno być radosne” – poseł PiS Janusz Szewczak powiedział to 25 lipca w Polskim Radio 24.

Nas wprawdzie perspektywa zmieniania konstytucji przez PiS napawa smutkiem, ale wątpimy, że poseł PiS podziela nasze odczucia. Jest to jednak absurdalne uzasadnienie odrzucenia wniosku prezydenta.

  • „Przeciwko głosowali senatorowie PO”. To kolejne kuriozalne uzasadnienie, w dodatku podane przez „Wiadomości” TVP.

Ten program powinien dawno już zmienić nazwę, bo obecna wprowadza w błąd: tam jest coraz mniej wiadomości, a coraz więcej czarnego humoru. Oczywiście referendum zatopił PiS. To jego senatorowie w większości (w liczbie 52, czyli ponad połowa Senatu) wstrzymali się od głosu, co w praktyce było tym samym, co głos przeciw. Pisaliśmy o tym obszerniej tutaj.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski mówił nawet „Wiadomościom”: „Liczyłem na to, że senatorowie PO wzniosą się ponad nienawiść (…), że wzniosą się ponad walkę polityczną i nie wyrażą swojej opinii i wstrzymają się od głosu. Podjęli taką decyzję. To też świadczy, że Platforma Obywatelska z tego drugiego członu niewiele zostawiła”.

  • „To wywołałoby spór polityczny”. Tego bezsensownego argumentu użył wicemarszałek Senatu Adam Bielan w TVN24 23 lipca. Mówił: „Moim zdaniem nie byłoby korzystne wpisywać w tę datę 11 listopada kolejny spór polityczny”.

Przypomnijmy, że koalicja rządząca, do której należy partia wicemarszałka Bielana (o zabawnej nazwie „Porozumienie”), wpisuje wszystko w spór polityczny – od Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego zaczynając. Konstytucję również, bo to od jej łamania zaczęły się masowe protesty przeciwko rządom PiS. Wtem nagle spór polityczny stał się problemem.

„Zapowiedź politycznej awantury mieliśmy ze strony opozycji” – dodawał Jacek Sasin, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.

  • „Data była niedobra”. Ten argument podniósł sam prezes Jarosław Kaczyński w TVP Info 26 lipca (tutaj).

Rzeczniczka partii Beata Mazurek napisała na twitterze:

Czy na pewno data była niedobra? Sam prezydent uważał, że ta data jest symboliczna i to zapewne przesądziło o jego decyzji.

  • „Nie chcieliśmy zakłócać obchodów” – mówił w Polskim Radiu 24 senator PiS Waldemar Buda. W jaki sposób by to zakłócało obchody – nie wyjaśnił, a dziennikarz nie zapytał.
  • Koszty byłyby za wysokie, a frekwencja niska. To akurat sensowny argument, ale zdradzał w praktyce przekonanie, że referendum zakończyłoby się frekwencyjną – a więc i polityczną – klapą.

Mówił o tym np. w Telewizji Republika 26 lipca marszałek Senatu Stanisław Karczewski: „Przede wszystkim rozeszło się datę. Dalej niosło to za sobą konsekwencje polityczne, czy również koszty – byłoby to ok. 100 mln złotych. W 2015 roku społeczeństwo nie było zainteresowane ówczesnym referendum – frekwencja wyniosła zaledwie 7,8 proc.”.

Przypomnijmy, że Karczewski ma na myśli bardzo nieszczęśliwe referendum Bronisława Komorowskiego w sprawie okręgów jednomandatowych, którym były prezydent próbował ratować swoją kulejącą kampanię wyborczą.

  • Pytania były zbyt szczegółowe i niekonkretne zarazem. To znów sensowny argument, podnoszony od początku przez opozycję. Użył go w audycji radiowej „Siódma9” (audycji rozgłośni katolickich) Paweł Szefernaker, polityk powszechnie uważany za jedną z najważniejszych osób w kreowaniu przekazu medialnego PIS.

„To wyglądała jak jakaś ankieta, a nie pytania w referendum” – wtórował mu senator Jan Maria Jackowski (PiS) w tygodniku „DoRzeczy”.

  • Nie ma większości w parlamencie, żeby zmienić konstytucję. To prawda. Tym błyskotliwym argumentem posłużył się poseł Marek Suski (PiS), szef gabinetu premiera, 24 lipca w Polsat News. Suski wykazał się przy tym wyjątkowym brakiem entuzjazmu. „Pewnie bym poszedł, bo to jest jakiś obywatelski obowiązek” – powiedział.

PiS przecież kocha prezydenta

Równocześnie jednak politycy PiS – by osłodzić porażkę swemu ulubieńcowi – prześcigali się w komplementach wobec prezydenta. Kaczyński w TVP Info mówił, że Andrzej Duda będzie „z pewnością” kandydatem PiS w 2020 roku.

„Decyzja pana prezydenta, aby rozpocząć intensywną debatę ws. zmian w konstytucji to bardzo dobra decyzja” – mówił marszałek Karczewski.

„Pomysł zmiany Konstytucji, pomysł zapytania Polaków, to jest pomysłem dobrym, pomysłem, pod którym zapewne każdy przedstawiciel PiS od lat by się podpisał” – komentował Szefernaker.

„Prezydent miał szlachetne intencje” – głosił Adam Bielan.

„Wykonał ambitną pracę” – zachwycał się Tadeusz Cymański.

Prezydent też kocha PiS

Ze swojej strony przedstawiciele prezydenta obiecywali, że Andrzej Duda nie zrewanżuje się wetując ustawy PiS – w tym ustawę o Sądzie Najwyższym. I rzeczywiście, podpisał bez żadnej zwłoki. I spokojnie wyjechał na urlop do Juraty.

„Prezydent na pewno nie będzie działał w takim wymiarze, że będzie chciał się na kimś odegrać. Nie, ja sobie tego nie wyobrażam” – mówił sędzia Wiesław Johann, przedstawiciel prezydenta w Krajowej Radzie Sądownictwa.

Winę na Platformę Obywatelską zrzucił także prezydencki minister Paweł Mucha, który wcześniej próbował przekonać senatorów PiS do idei referendum 11 listopada. W telewizji internetowej wPolsce mówił:

„PO zachowała się o tyle w sposób rozczarowujący, że mając w nazwie słowo »obywatelska« zagłosowała przeciwko obywatelskiej inicjatywie oddania głosu Polaków”.

OKO.press może dodać, że potwierdził się całkowicie scenariusz, który przewidywaliśmy przed kilkoma miesiącami – w październiku 2017 roku pisaliśmy, że PiS nie dopuści do referendum. Partia od 2016 roku pracuje nad zmianą konstytucji, ale według planów prezesa Kaczyńskiego ma się to dokonać dopiero po następnych wyborach parlamentarnych.

Sygnał do prac Kaczyński dał 2 maja 2016 roku. Podczas przemówienia w Sejmie przypominał, że w 2017 roku minie 20. rocznica uchwalenia obecnej Konstytucji RP.

„Czy to nie dobry moment na zmiany? Sądzę, że to dobry moment. Wiem, że w tej kadencji pewnie większości konstytucyjnej się nie uzyska. Ale jest jeszcze przyszła kadencja” – mówił.

Według Kaczyńskiego prace nad nowelizacją powinny odbywać się na poziomie partii, a dopiero później w Sejmie.

Prezesowi nie odpowiada także forsowana przez Dudę wizja zwiększenia uprawnień prezydenta, chociaż dopóki prezydentem był jego brat, opowiadał się za systemem prezydenckim.

W 2017 roku PiS rozesłał nawet do setki prawników-konstytucjonalistów kwestionariusz z pytaniami dotyczącymi zmian w konstytucji. Odpowiedziało zaledwie kilku. Ale partia i tak nie planowała, jak ustaliło wówczas OKO.press, ani szerokich konsultacji społecznych, ani referendum.

I tak w tym pisowskim teatrze odgrywane są kolejne akty politycznej groteski. Z pewnością nie są to szczyty światowej dramaturgii i aktorstwa, raczej teatrzyk kukiełkowy na wiejskim jarmarku. Sznurki w każdym bądź razie widać.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press