Odkąd telewizja Republika opowiada głównie o samej sobie, stacji udało się odbudować zasięgi utracone w kwietniu. Agata Szczęśniak ogląda dla was prawicową telewizję, żebyście Wy nie musieli tego robić
„Jak się coś dzieje, wszyscy przełączają się na Republikę” – ogłosił w poniedziałek 18 maja 2026 Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny stacji. Należałoby sprecyzować: jak się coś dzieje w Republice, to wszyscy przełączają na Republikę. Od ponad tygodnia głównym tematem Republiki jest Republika. I było tak, nawet zanim funkcjonariusze policji weszli do mieszkania Sakiewicza.
Żadnemu innemu tematowi Republika nie poświęca tyle czasu i uwagi, co samej sobie. Nawet Donaldowi Tuskowi!
Telewizja raz przedstawia się jako ofiara „kryptodyktatury Tuska”, raz jako potęga zdolna rozgrywać geopolityczne szachy. Ostatnio jednak głównie jako ta pierwsza. Widzowie 24 godziny na dobę obserwują odliczanie do solidarnościowej demonstracji pod prokuraturą (środa, 20 maja godz. 09:30). Z anteny wylewają się paski: „Skoordynowany atak na Republikę”, „Terror i atmosfera strachu w państwie Tuska – masowe nękanie dziennikarzy Republiki”. To w związku z fałszywymi alarmami, które sprowadziły policję do siedziby stacji i mieszkania jej naczelnego.
Nękanie nękaniem, ale kasa musi się zgadzać. To nie tylko standardowe wezwania do wspierania stacji przelewem. Michał Rachoń zachwala: „Republika to po prostu dobra inwestycja. Jesteśmy firmą technologiczną”.
A dziś (19 maja) powiązany z Republiką portal konsumencki Goryla szuka producenta bokserek, żartując sobie z doniesień o szczegółach interwencji u Sakiewicza. Według TVN24 funkcjonariusze mieli zastać naczelnego stacji bez spodni. A więc nastąpiła już pierwsza próba monetyzacji „ataków na Republikę”.
Opowiem wam, jak przez ostatnie 10 dni Republika opowiadała o samej sobie. Wcześniej jednak istotny kontekst. Może najistotniejszy.
Z tekstu dowiesz się:
Żeby zrozumieć, dlaczego te dni były dla Republiki tak ważne, trzeba zerknąć do danych o oglądalności stacji telewizyjnych.
W styczniu 2025 Republika wyprzedziła TVN24 i w kolejnych miesiącach słusznie chwaliła się tytułem „najczęściej oglądanej stacji informacyjnej w Polsce” (oczywiście przy ryzykownym założeniu, że prezentuje widzom informacje). W kwietniu jednak pożegnała się z pierwszym miejscem na podium.
Udział Republiki w rynku (we wszystkich grupach wiekowych) spadł spektakularnie: o 15,66 proc. w ujęciu rok do roku.
Jeszcze gorzej było wśród widzów telewizji naziemnej – w tej grupie udział Republiki zmniejszył się aż o 20 proc. w porównaniu z 2025 rokiem. A zdawałoby się, że to grupa najbardziej przywiązana do tej stacji – osoby starsze mieszkające na wsi lub w miastach do 50 tys. mieszkańców. W grupie komercyjnej (16-59 lat) Republika była dopiero na dziewiątym miejscu, nawet za TV Puls i TVN7.
Od początku roku Republika zmaga się też z odpływem reklamodawców. W kwietniu straciła 17 proc. z nich w porównaniu z marcem 2026.
Co ciekawe, tąpnięcie oglądalności Republiki nastąpiło po wyborach na Węgrzech, które odbyły się 12 kwietnia. Może widzowie uznali, że stacja związana z PiS-em, który jawnie popierał przegranego Orbána, nie jest najlepszym źródłem wiedzy o tym, co i dlaczego wydarzyło się na Węgrzech?
Ostatnie dni to jednak powrót na pierwsze miejsce: według Nielsen Audience Measurement w piątek 15 maja 2026 Republika wyprzedziła TVN24, TVP Info, wPolsce24 i Polsat News. Podobnie w sobotę i niedzielę. To samo w poprzedni weekend.
Co więcej, w piątek Republika wyprzedziła nawet stacje ogólnotematyczne: TVN, TVP1 i TVP2. Czyli: widzowie chętniej oglądali relację z tego, jak policja weszła do domu Sakiewicza (więcej o tym piszę niżej), niż seriale i tradycyjne programy rozrywkowe.
„Każda próba uderzenia w Republikę kończy się dokładnie odwrotnie: jeszcze większym wsparciem widzów i jeszcze większą oglądalnością” – słyszymy w programie „Dzisiaj”.
„Jeżeli ktoś zaczyna być przedmiotem zainteresowania całego świata, to dobrze czy niedobrze dla telewizji, czy to dla telewizji jest opłacalne, czy nieopłacalne?” – pytał przed tygodniem Michał Rachoń. Dyrektor programowy Republiki jest jedną z gwiazd stacji – jego poranne programy ogląda codziennie około 400 tys. widzów, nie licząc odtworzeń na YouTubie.
„Przedmiot zainteresowania całego świata”, o którym mówi, to Zbigniew Ziobro.
W niedzielę 10 maja TVN24 opublikowało zdjęcie byłego ministra sprawiedliwości na lotnisku. Było jasne, że Ziobro opuścił Węgry. Na pytanie, gdzie jest i co planuje, odpowiada wieczorem Republika. Nadaje trwający 37 minut wywiad z Ziobrą, ogłaszając, że został on „komentatorem politycznym”. „W Stanach warto bywać” – drwi Ziobro.
Stacja zanotowała oglądalność bliską wcześniejszych rekordów – i nic dziwnego. Każdy, kto choć minimalnie interesuje się polityką, chciał zobaczyć byłego ministra sprawiedliwości z uśmiechem uciekającego przed sprawiedliwością (26 zarzutów prokuratorskich).
Dziś wiemy (ustalenia Radia Zet), że Ziobro wyleciał do USA z Mediolanu w dniu zaprzysiężenia nowego węgierskiego rządu, którego szef Péter Magyar zapowiedział, że nie utrzyma azylu dla polskiego byłego ministra. Zaś przyznanie Ziobrze wizy zatwierdził wiceszef Departamentu Stanu, Christopher Landau (ustalenia Reutersa).
Następnego dnia Ziobro ponownie pojawia się w Republice. W trakcie konferencji prasowej rzecznika prokuratury krajowej Przemysława Nowaka Republika pokazuje Ziobrę, znów stojącego na tle krzaków. Ten występ skomentowałyśmy z Dominiką Sitnicką w najnowszym odcinku „Programu Politycznego”. Ziobro nie wypowiedział słowa. Widzowie zobaczyli tylko, jak drapie się po głowie i ogląda za siebie.
Ciąg dalszy tekstu pod wideo.
Gdy konferencja się skończyła, Ziobrę „zdjęto”, a komentarz wygłosił Tomasz Sakiewicz. Być może były jakieś praktyczne powody i Ziobro musiał sobie pójść, ale wyglądało to tyleż komicznie, co symbolicznie.
Zainteresowanie Republiką – zarówno prokuratury, jak i opinii publicznej – jest zrozumiałe, bo stacja po raz kolejny wkracza na terytorium zarezerwowane dla państwowej dyplomacji. Działa jak samozwańcza soft power. Nie stosuje się do ram nakreślonych przez rząd, lecz sama określa, co jest racją stanu Rzeczpospolitej.
Co prawda, szczegóły zaangażowania Republiki w podróż Ziobry za ocean nie są znane, ale o dojściach stacji do administracji Trumpa wiadomo nie od dziś.
Również nie od dziś Republika prowadzi własną politykę zagraniczną. Pisałam o tym kilka razy. Na przykład tutaj:
Już tego dnia Ziobro zaczyna jednak schodzić na drugi plan (a przypominam: jest poniedziałek 11 maja, czyli tydzień temu).
Co prawda na antenie co chwilę można usłyszeć o blamażu oraz kompromitacji rządu Donalda Tuska i prokuratury Waldemara Żurka. „Gang Olsena”, „patafian” – przekrzykują się publicyści Republiki, wyśmiewając prokuratorów i śledczych, którym nie udało się dopaść Ziobry.
Oglądający stację słyszą historię zupełnie na opak: Ziobro jest ścigany, bo kupował wozy strażackie, którymi była ostatnio gaszona Puszcza Solska, i respiratory, które teraz stoją bezczynnie, bo NFZ nie ma pieniędzy. „Mamy pierwszą w historii ucieczkę bez ucieczki i poszukiwanie bez poszukiwania” – opowiada wbrew faktom prezenter. Republika twierdzi, że Ziobro wcale nie jest ścigany. Tymczasem to, że nie ma międzynarodowego nakazu aresztowania, nie znaczy, że były minister sprawiedliwości nie jest poszukiwany (przez polskie służby) – wysłano za nim list gończy.
Jeszcze tego dnia rano Przemysław Czarnek, zarzucony przez dziennikarzy pytaniami o ucieczkę Ziobry, denerwuje się, że to sprawa „absolutnie trzeciorzędna”. Urządzając spektakl wokół Ziobry, Republika zepsuła Czarnkowi i PiS-owi odpalenie kolejnej sekwencji ofensywy antyrządowej (tym razem pod hasłem: „Gdzie są pieniądze Polaków?”).
Wieczorem Czarnek pojawia się w programie „Gabinet Sakiewicza”. Tydzień wcześniej był tam Mateusz Morawiecki, więc zaproszenie „kandydata PiS na premiera” wygląda na próbę dochowania frakcyjnej symetrii. Tyle że przez 22 minuty z 34 (tyle trwa program) Czarnek musi rozmawiać o Ziobrze. Oraz o Sakiewiczu. Czyli wedle własnych słów zajmować się sprawą „absolutnie trzeciorzędną”.
Już wtedy jednak Ziobrę zaczyna przykrywać coś innego. Sakiewicz zostaje bowiem wezwany do prokuratury jako świadek, choć podejrzewa, że może to być podstęp i dostanie zarzuty za pomoc ściganemu (art. 239 kodeksu karnego, czyli przestępstwo poplecznictwa). I właśnie kwestia „ścigania” Sakiewicza jest głównym tematem rozmowy z Czarnkiem, i z dnia na dzień staje się kwestią pierwszoplanową w Republice.
Przy okazji: Sakiewicz twierdzi, że nie dał Ziobrze legitymacji dziennikarskiej, przyznaje jednak, że mu płaci. Bo gdy ktoś jest „top one” (Ziobro), to ludzie będą chcieli go oglądać.
Już tydzień temu Republika informuje, że wzmacnia procedury bezpieczeństwa. Jest poniedziałek 11 maja 2026. Do interwencji w mieszkaniu Sakiewicza jeszcze cztery dni.
W wejściu zostaje opuszczona roleta, by utrudnić dostanie się do stacji. Pierwszą ofiarą tych zabezpieczeń okazuje się nie żaden służbista wrogiego systemu, lecz pracowniczka Republiki, która wychodząc, uderza się w głowę.
Pozwólcie na szczegółową relację z jednej tylko godziny na antenie Republiki.
Zaczyna się program, który prowadzą Magdalena Bałkowiec i Jakub Maciejewski. Na ekranie pasek: „Jeśli zamkną nam usta, ty będziesz następny”. Rozmowa dotyczy ucieczki Zbigniewa Ziobry.
Około godz. 16:25 Republika informuje, że pod siedzibą stacji jest policja. Pojawia się pasek: „Akcja służb Tuska pod siedzibą Republiki”.
Chwilę wcześniej Republika relacjonuje jednocześnie dwa wydarzenia: połowę ekranu zajmuje konferencja prasowa kończąca szczyt w Bukareszcie z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego, drugą połowę – Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz podpisujący książkę „Reset”. Teraz Rachoń i Cenckiewicz znikają, ich miejsce zajmuje widok z góry na parking, na którym stoją: wóz policyjny i wóz strażacki. Po parkingu chodzi funkcjonariusz rozmawiający przez telefon.
„Monitorujemy tę sprawę, choć będzie deprecjonowana, państwo też będziecie zapewniani, że to nic takiego, ale liczne sygnały dostajemy, że siłowe rozwiązanie, takie jak rząd Tuska zastosował wobec mediów publicznych, jest rozważane także i wobec naszej telewizji.
Jesteśmy więc szczególnie czujni, a w sytuacji kryzysowej liczymy na państwa wsparcie. Tak jak na Westerplatte: będziemy się trzymać 24 godziny, a potem będzie odsiecz, żeby wolnych mediów w Polsce jednak nie rozbijać” – mówi prowadzący program Jakub Maciejewski.
Współprowadząca przypomina, że na 20 maja 2026 Sakiewicz został wezwany do prokuratury w sprawie ucieczki Zbigniewa Ziobry do USA. Ewidentnie obecność służb Republika wiąże ze swoim zaangażowaniem w pomoc Ziobrze.
„Jeśli by się kiedykolwiek zdarzyło, że sygnał stacji zostanie wyłączony, to nie będzie przypadek, żaden pożar, akcja spontaniczna, tylko element jakiejś gry hybrydowej tej kryptodyktatury” – ostrzega Maciejewski.
O 16:46 prowadzący łączą się z komendą stołeczną policji. Rzecznik policji wyjaśnia, że funkcjonariusze „realizują określone czynności. W trosce o bezpieczeństwo mieszkańców. To wszystkie informacje, które możemy przekazać na ten moment”.
Następnego dnia, w piątek 15 maja 2026, przed godz. 14:00 policja wchodzi do mieszkania Tomasza Sakiewicza przy ulicy Wiktorskiej w Warszawie.
Jak relacjonuje naczelny: „Przeszukali mi mieszkanie, nie mając żadnego nakazu”. Policja skuła przebywającą na miejscu asystentkę, która miała tam przebywać, bo mieszkanie „jest jednym z lokali redakcyjnych”. Sakiewicz twierdzi, że z tego względu naruszono tajemnicę dziennikarską.
Sześć godzin później w oficjalnym komunikacie interwencję opisuje policja. Miała ona otrzymać zawiadomienie o zagrożeniu życia dziecka przebywającego w tym lokalu. 11 minut później policjanci dzwonili już do mieszkania.
„Reakcja policjantów była zdecydowana, ale jednocześnie w pełni adekwatna do możliwego zagrożenia. Patrol, który udał się na miejsce, mając na względzie bardzo istotny w takich sytuacjach upływ czasu, podjął decyzję o wejściu do mieszkania. W środku miała przebywać osoba w kryzysie emocjonalnym”.
A skucie asystentki?
„Nie chciała się przedstawić i nie współpracowała z policjantami w celu jak najszybszego wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego zdarzenia. Mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki” – piszą policjanci.
Policja twierdzi też, że przebywający w lokalu mężczyzna (czyli Sakiewicz) był „nastawiony konfrontacyjnie wobec policjantów”. To, że faktycznie tak było, można zweryfikować, oglądając nagrania, które upublicznił i emitował w Republice sam Sakiewicz. Ani przez chwilę nie przyjmuje on do wiadomości, że policjanci mogą mówić prawdę i rzeczywiście otrzymali zgłoszenie o zagrożeniu czyjegoś życia. Od początku jest przekonany, że to on jest celem.
Przez cały weekend Sakiewicz/Republika i policja prowadzą równoległe opowieści.
O swoich krokach policja informuje z kilkugodzinnym opóźnieniem (ale konsekwentnie). Publikuje zgłoszenie, które było podstawą interwencji, zatrzymuje (w piątek późnym wieczorem) 53-letniego mężczyznę podejrzanego o wysłanie tego fałszywego zgłoszenia. Wypuszcza mężczyznę i ogłasza, że jego dane osobowe zostały wykorzystane w sposób nieuprawniony.
Republika: „masowa akcja zastraszenia!”, „chcą nas zniszczyć!”. Zaproszony przez Rachonia Wojciech Cejrowski ogłasza bez wątpliwości: „Komuna wróciła!”.
Jednak ta interwencja, o której mówi cała Polska, nie była ani jedynymi, ani pierwszymi odwiedzinami policji u Sakiewicza. Już dzień wcześniej, w czwartek 14 maja, około godz. 18:00 policjanci zapukali do jego drzwi. Powód był ten sam: zgłoszenie o rzekomej próbie samobójczej 13-latka. Wtedy Sakiewicza nie zastali.
A sprawa się rozkręca. Z godziny na godzinę informacji o fałszywych alarmach i wykorzystaniu telefonów powszechnie znanych osób jest coraz więcej (wg rzeczniczki MSWiA: 12). Nieznani sprawcy mieli zamawiać pizzę dla pracowników Telewizji Republika z numerów Sławomira Cenckiewicza (byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego) oraz Sławomira Mentzena, posła, jednego z liderów opozycyjnej Konfederacji. Doszło do tzw. spoofingu.
Domaganie się wyjaśnień przez Republikę wydaje się uzasadnione. A zbywanie przez rzeczniczkę MSWiA sprawy komentarzem „to nie pierwszy raz, kiedy w Polsce mamy do czynienia z kaskadowymi informacjami ws. fałszywych alarmów dot. podłożenia ładunków wybuchowych” – niewystarczające. Gdy Michał Rachoń twierdzi, że proceder ten „trwa od grudnia 2023 roku”, opinia publiczna ma prawo się niepokoić. Zwłaszcza że można znaleźć przykłady uporczywego nękania wcześniejsze niż rok 2023, a jego ofiarą padały (za rządów PiS) aktywistki, w tym Klementyna Suchanow i Marta Lempart czy Bart Staszewski.
Tyle że jednocześnie sypie się opowieść Republiki o tym, że to „niezależne medium antysystemowe” jest celem ataków skoordynowanych przez Donalda Tuska i Marcina Kierwińskiego (szef MSWiA).
Nękane są bowiem również osoby zupełnie z Republiką niezwiązane. A także konkurencja Republiki, czyli telewizja wPolsce24.
W niedzielę 17 maja 2026 streamer Dawid „Bonkol” Bączkowicz opowiedział, że od dwóch lat jest nękany w podobny sposób: „Służby przyjeżdżały do mnie o KAŻDEJ porze, pod praktycznie KAŻDYM pretekstem (chodzi o powód wezwania ich): morderstwo, próby ataków terrorystycznych czy próby wysadzenia samolotu”. Podobnie jak Jan Adryański, znany w sieci pod pseudonimem SouShibo.
„Od 1 stycznia do 30 kwietnia 2026 roku łącznie było 1116 zgłoszeń zagrożenia życia ludzkiego. W 1084 przypadkach była to informacja prawdziwa, gdzie ludzkie życie było zagrożone. 618 osób wymagało natychmiastowej hospitalizacji. Mówimy tylko o niecałych 5 miesiącach tego roku. Policja zawsze interweniuje, gdy zagrożone jest życie” – mówił w „Kropce nad i” Moniki Olejnik w TVN24 minister Kierwiński.
„Pozdrawiam pana Tadeusza i wszystkich pracowników tej pizzerii” – w poniedziałkowym wydaniu „Dzisiaj” Danuta Holecka dziękuje Halo Pizza z ulicy Puławskiej w Warszawie. To właśnie stamtąd miała być zamawiana pizza dla pracowników Repuliki.
Można by zażartować, że Koalicja 15 października miała swoją pizzerię Manię Smaku w Jagodnie, a Republika ma Halo Pizzę w Warszawie.
W poniedziałek Republika spuszcza z tonu, widać wyraźny narracyjny zwrot. Nie opowiada już tylko o sobie jako o terroryzowanej ofierze, wykazuje pewne oznaki solidarności z innymi nękanymi osobami i zwraca uwagę na nieskuteczność służb. Określenie „zwraca uwagę” nie oddaje tonu, w jakim jest to podawane: tonu histerycznego i doprawionego fundamentalną nieufnością wobec służb polskiego państwa.
Nie jest jednak wykluczone, że ważne pytania o to, czy państwo jest w stanie ograniczyć działalność osób wzniecających fałszywe alarmy i wyciągnąć konsekwencje wobec tych stosujących spoofing, znikną wobec pytania elektryzującego: co miał na sobie Tomasz Sakiewicz w momencie interwencji?
„Problem polega na konieczności wypikselowania znacznej liczby klatek, od szyi w górę i od pasa w dół, gdyż jedna z osób była niekompletnie ubrana – wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Antoni Skiba”.
„Zdaje się, że ostatnią linią obrony przed ujawnieniem nagrań policji i innych kompromitujących policjantów działań, jest to, że byłem w czasie siłowego wtargnięcia do mojego mieszkania w t-shircie i bokserkach. Niestety osobnicy, którzy wdarli się do mojego biura-mieszkania w Warszawie nie dali mi czasu na przebranie się. Nie mam żadnego problemu, żeby opublikować te nagrania w takiej formie jak były w oryginale” – pisze sam Sakiewicz.
Ciekawe, czy do Republiki zgłosi się jakiś producent bokserek.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze