„Płonie samo serce, jeden z najdzikszych fragmentów Puszczy Solskiej. Nigdy wcześniej nie było tutaj tak dużego pożaru” – mówi Michał Korga z Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego. Ogień zajął już ponad 500 hektarów, podczas akcji zginął pilot samolotu gaśniczego.
Lasy Państwowe mówią o 500 hektarach lasu w woj. lubelskim zajętego przez ogień (stan na godz. 18:00, 6 maja). Akcja gaszenia pożaru jest jednak bardzo skomplikowana. Płonie podmokły, gęsty las, do którego trudno jest wjechać sprzętem. Wieje wiatr, przez który ogień może zapłonąć w innych częściach lasu. Na obrazie satelitarnym widać ogień i dym na ok. 900 hektarach — podała w południe Fundacja Wolne Rzeki.
Pierwszy dzień akcji gaśniczej zakończył się tragicznie. 5 maja podczas lotu nad płonącym lasem rozbił się samolot typu dromader. Pilot nie przeżył.
W środę przed południem w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa w Warszawie zwołano sztab kryzysowy. Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński i szefowa resortu klimatu Paulina Hennig-Kloska łączyli się z premierem z Biłgoraja (woj. lubelskie). Komendant główny Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Wojciech Kruczek podawał, że w akcji bierze udział 101 zastępów – to 372 strażaków. Ściągnięto zastępy z Lubelszczyzny i innych części Polski. Strażaków wspiera około 50 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.
Do akcji aktualnie skierowanych jest sześć samolotów dromaderów i sześć śmigłowców gaśniczych – podają Lasy Państwowe. Komenda Główna Policji dodaje, że w gaszenie pożaru zaangażowane dwa policyjne śmigłowce S-70i Black Hawk.
„Załogi śmigłowców działają w oparciu o przekazywane ze sztabu współrzędne punktów, co pozwala na szybkie i skuteczne reagowanie i realizowanie zrzutów wody z wykorzystaniem zbiorników Bambi Bucket, dokładnie docierając tam, gdzie dostęp z ziemi jest ograniczony lub niemożliwy. Dotychczas zrealizowano 50 takich zrzutów. Liczy się czas i maksymalna efektywność” – informuje policja na X.
„Jutro przewidujemy podobną pogodę, podobny wiatr jak dzisiaj po południu” – mówił podczas posiedzenia sztabu kryzysowego dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, prof. Robert Czerniawski. „Pogoda nie sprzyja i tak będzie do godzin wieczornych jutro” – podkreślił.
„Występuje bardzo wysoka temperatura i bardzo niska jak na tę porę roku wilgotność ściółki leśnej – na terenie województwa lubelskiego jest to poniżej 10 proc., co samo w sobie stwarza zagrożenie pożarowe” – komentowała Paulina Hennig-Kloska. „Dodatkowym zagrożeniem jest silny wiatr. To wszystko sprawia, że podjęliśmy nadzwyczajne środki prewencyjne. W wielu miejscach wprowadziliśmy zakazy wstępu do lasów czy parków narodowych. Na terenie województwa lubelskiego dotyczy to Roztoczańskiego Parku Narodowego, który znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie akcji ratowniczej gaszenia pożaru” – dodała.
„Sytuacja na miejscu jest tragiczna” – mówi w rozmowie z OKO.press Michał Korga z Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego. „Warunki nie sprzyjają gaszeniu pożaru ze względu na silne porywy wiatru. Las jest przeschnięty, łatwo zajmuje się ogniem. Problemem jest też specyfika drzewostanów, w których panuje pożar – są to lite drzewostany sosnowe o dość dużym zwarciu, co powoduje szybkie przemieszczanie się ognia. Na miejscu jest wiele zastępów straży pożarnej, próbują ugasić ogień z powietrza. A co się dzieje w środku? To trudno ocenić, bo sytuacja jest dynamiczna. Byłem przed chwilą w miejscu, skąd można zobaczyć ten las z góry i nie wygląda to dobrze” – relacjonuje.
„Płonie jeden z większych kompleksów leśnych w Polsce. Płonie samo serce, jeden z najdzikszych fragmentów Puszczy Solskiej. Jedna z ostatnich i priorytetowych ostoi głuszca, a także innych rzadkich gatunków ptaków. Nigdy wcześniej nie było tutaj tak dużego pożaru” – podkreśla Michał Korga. Na razie jednak, na zaznacza, trudno ocenić, w jakim stopniu przyroda się obroni. Nie wiadomo też, jak pożar wpłynie to na polską populację głuszca.
W całej Polsce mamy jedynie ok. 500 osobników tego skrajnie zagrożonego wyginięciem gatunku. Poza Puszczą Solską ich ostojami są Puszcza Augustowska i Karpaty. Ale płonący, cenny przyrodniczo las, jest domem również dla innych chronionych gatunków ptaków: bociana czarnego, puszczyka uralskiego, orlika krzykliwego, cietrzewia, sóweczki, włochatki, dzięcioła białogrzbietego i dzięcioła czarnego. Żyją tam także bobry, wilki, rysie, wydry, chronione nietoperze i żółwie błotne.
To obszar Natura 2000, teren parku krajobrazowego, część Kotliny Sandomierskiej, która sąsiaduje z Roztoczem. Tereny podmokłe, torfowiska i bory bagienne.
Na razie nie wiemy, co było bezpośrednią przyczyną wybuchu pożaru. Trwa sezon nielegalnego wypalania traw, który co roku przyczynia się do pożarów w lasach – choć nie zawsze na taką skalę, jaką obecnie widzimy w Puszczy Solskiej. Nie pomogły wysokie temperatury – upalne jak na maj, sięgające 27 stopni Celsjusza.
Michał Korga zwraca uwagę, że na tym terenie (podobnie jak i w całej Polsce) trwa susza.
„Tegoroczna zima była piękna, ale od kiedy zniknęła pokrywa śniegu, nie było żadnych opadów deszczu. Nie spadła praktycznie ani kropla. Ale ten pożar nie wybuchł tylko dlatego, że mamy suchą wiosnę – wybuchł dlatego, że susza ciągnie się u nas od lat” – komentuje.
O złudnej nadziei, jaką dała zima, mówił w OKO.press ekohydrolog dr Sebastian Szklarek.
„Śnieg oczywiście utrzymywał się długo w wielu miejscach, ale to była cienka warstwa. Kiedy zaczęła topnieć, to nie była taka ilość wody, jakiej potrzebowała przyroda. Dało to trochę wilgoci na starcie, ale ta zima nie odbudowała zasobów, tym bardziej że mrozy w większości części kraju wystąpiły jeszcze przed opadem śniegu. Ziemia najpierw zdążyła się zmrozić, przez co woda nie przesiąkała, dopiero potem dopadał śnieg, co utrudniło uzupełnienie wód podziemnych na początku opadów. A marzec nie dość, że był ciepły, to jeszcze ekstremalnie suchy, w kwietniu nie było lepiej” – wyjaśniał.
W marcu średnia suma opadów wyniosła 10,8 mm na metr kwadratowy – to zaledwie 29 proc. normy z lat 1990-2020. 4 maja, kiedy rozmawialiśmy z Sebastianem Szklarkiem, zagrożenie pożarowe występowało w lasach w całej Polsce. 6 maja, kiedy płonie Puszcza Solska, północ kraju na mapach jest zaznaczona na niebiesko – ryzyka nie ma. Trudna sytuacja nadal utrzymuje się jednak na południu i wschodzie kraju.
„W dłuższej perspektywie problem leży jednak głębiej – osuszone siecią rowów torfowiska i lasy będą płonąć, dużo łatwiej o powstanie pożaru, gdy woda znajduje się metr pod poziomem gruntu, niż przy powierzchni” – komentuje Fundacja Wolne Rzeki. Eksperci zwracają uwagę na to, że w całym kraju osuszane są torfowiska – nasz naturalny magazyn wody. Interweniują tam, gdzie mokradła są osuszane rowami melioracyjnymi, apelują o zasypywanie rowów melioracyjnych.
Jak się okazuje, próbowali interweniować również w Nadleśnictwie Józefów, na którego terenie leży Puszcza Solska. „Dwa lata temu prowadziliśmy rozmowy z Nadleśnictwem Józefów dotyczące potencjalnego projektu odtwarzania retencji w zmeliorowanych lasach i mokradłach. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, poza miłymi rozmowami nadleśnictwo nie było realnie zainteresowane współpracą” – podają Wolne Rzeki. Wysłaliśmy w tej sprawie pytania do Nadleśnictwa, czekamy na odpowiedzi.
To niestety nie wszystko – to samo Nadleśnictwo 9 lutego, a więc na trzy miesiące przed wybuchem pożaru, zwróciło się do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie o pozwolenie na odstrzał 35 bobrów i rozbiórkę 7 tam bobrowych w leśnictwach Dębowce i Kalina. Takie działania dopuszcza prawo. Bobry są chronione tylko częściowo, a więc RDOŚ może wydać tzw. „derogację” – pozwolenie na odstrzał i niszczenie siedlisk.
Przeciwko planom Nadleśnictwa zaprotestowali społecznicy ze Stowarzyszenia Nasz Bóbr i Akcji Demokracji. Stworzyli petycję, pod którą podpisało się 12 670 osób.
„Poważne wątpliwości i poczucie absurdu budzi połączenie wniosku nadleśnictwa z realizacją unijnego projektu za miliony złotych dotyczącego przywrócenia lub utrzymania funkcji retencyjnej bagien, torfowisk i innych terenów podmokłych. Projekt zakłada budowę zastawek w celu podniesienia poziomu wody. Bobry wykonują tę samą pracę nieodpłatnie, z materiału naturalnego, bez ingerencji człowieka” – czytamy w petycji.
31 marca Nadleśnictwo Józefów wycofało wniosek. RDOŚ informował wtedy, że i tak przychylał się do wydania decyzji odmownej.
Profesor Michał Żmihorski, biolog, zastępca dyrektora Instytutu Ochrony Środowiska, skomentował w mediach społecznościowych: „Sam pomysł, by w czasach rosnącego zagrożenia pożarowego i dramatycznego deficytu wody tępić bobry, wydaje mi się skrajnie nieodpowiedzialny. Z takim podejściem i kadrami zarządzającymi środowiskiem naturalnym jesteśmy bez najmniejszych szans w zderzeniu z rozpędzającymi się zmianami klimatu”.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze