0:00
08 października 2020

„Boję się, że niedługo będę musiała wybierać, kogo przyjąć do szpitala". Relacja z nocnego dyżuru

Szpitalne sale, gdzie w pośpiechu montuje się instalacje tlenowe, oddziały intensywnej terapii, na które przyjmuje się chorych mimo braku pielęgniarek – jesień z koronawirusem będzie ciężka, a pytanie, czy starczy łóżek i respiratorów, pozostaje na razie bez odpowiedzi

Wydrukuj

Jesienny wzrost zachorowań na COVID-19 zaskoczył rząd. Okazało się, że przygotowania do jesiennej strategii walki z koronawirusem były niewystarczające. Gwałtownie powiększa się pulę łóżek dla chorych na COVID w szpitalach, ale większym problemem niż łóżka jest brak personelu. OKO.press pyta lekarzy o sytuację w ich placówkach.

Jest różnie w poszczególnych częściach kraju – na przykład w w Koszalinie w województwie zachodniopomorskim jest zła sytuacja z dostępnością do respiratorów, a Szczecin jest pod tym względem na granicy - to informacje od naszych informatorów (lekarze niestety nie mogą wypowiadać się pod nazwiskiem w obawie przed konsekwencjami służbowymi). Według innych sytuacja np. w Warszawie jest pod względną kontrolą.

Gdzie się kupuje lekarzy?

Lekarka ze szpitala wielospecjalistycznego (to najwyższy, III stopień sieci szpitali covidowych, jest taki w każdym województwie) relacjonuje:

„Właśnie skończyłam dyżur. Ani ja, ani koleżanki nie położyłyśmy się ani razu. Na poprzednim dyżurze miałam ponad 40 osób i to były głównie panie z lekkim katarem. Tym razem na 41 pacjentów 21 wymagało przyjęcia do szpitala, a dwie osoby trafiły na OIOM.

Było tylko jedno miejsce, ale pierwsza pacjentka dostała obrzęku płuc i zmarła zaraz po tym, kiedy tam trafiła, więc kiedy pojawiła się następna, było już wolne.

Na oddziale intensywnej terapii pielęgniarka anestezjologiczna powinna obsługiwać dwa łóżka – tak mówią przepisy. Już teraz w naszym województwie przyjmuje się dodatkowych pacjentów »na trzeciego«"

– mówi nasza rozmówczyni.

A potem będzie trzeba pewnie przyjmować pacjentów i na czwartego. A chory, który nie ma COVID-19, choć wymaga intensywnej terapii, nie może trafić do sali z zakażonymi i leży poza OIOM-em.

Z braku łóżek na oddziale zakaźnym pacjenci z lżejszymi objawami są kładzeni na innych oddziałach – bo tam nie skończono jeszcze montowania instalacji do podawania chorym z niewydolnością oddechową tlenu. W województwie naszej rozmówczyni obradował sztab kryzysowy, który zdecydował o podwojeniu liczby łóżek w szpitalu wielospecjalistycznym.

„Łóżka można kupić, ale gdzie się kupuje lekarzy, pielęgniarki i inny personel?" – pyta retorycznie lekarka. „Boję się, że niedługo będę musiała wybierać, kogo przyjąć do szpitala, a kogo nie".

Ciężka sytuacja jest również w Lubelskiem: "Lekarze ze szpitali i przychodni leżących wokół Lublina dosłownie błagają o miejsce dla pacjentów z COVID-19. Jedna z lekarek z Kraśnika mówiła mi, że wykonała 38 telefonów do szpitala, żeby ktoś przyjął pacjenta na oddział zakaźny. Bez skutku. Podobnych relacji znam kilkadziesiąt. W województwie nie ma już miejsc dla ludzi z koronawirusem. Także izolatorium w hotelu Huzar jest wypełnione po brzegi"

– mówi „Gazecie Wyborczej" ratownik z województwa lubelskiego.

Lekarka ze szpitala wielospecjalistycznego musiała na dyżurze kłaść lżej chorych na innych oddziałach, bo jej jest już całkowicie zapełniony. Miejsce na OIOM znalazło się tylko dlatego, że ktoś umarł.

Liczba łóżek dla chorych z COVID-19 jest wciąż zwiększana – w tej chwili jest ich ok. 9 tys. w całym kraju na 4138 hospitalizacji, a w czwartek 8 października rząd zapowiedział, że zwiększy tę pulę o niemal kolejne 4 tys. łóżek.

Jednak problemem jest brak przeszkolonego personelu i chaos, jaki powodują zmiany w systemie.

Od września trwał proces tworzenia trójstopniowej sieci szpitali, teraz Ministerstwo Zdrowia zapowiada częściowy powrót do idei szpitali jednoimiennych, czyli w całości poświęconych chorym na COVID-19.

Do tego wielu Polaków wciąż ostatecznie lekceważy zalecenia sanitarne. Wracając z dyżuru, nasza rozmówczyni weszła do sklepu, bo po nieprzespanej nocy miała gwałtowną ochotę na czekoladę. Ekspedientki miały maski pod brodą. „Czemu panie nie noszą maseczek, zapytałam. Bo rozmawiamy - padła odpowiedź. Nosem? W całym województwie nie ma łóżek na intensywnej terapii, naprawdę lepiej nosić te maseczki, huknęłam na nie".

Przepisy przepisami, ale zdrowy rozsądek najważniejszy

Jednak z drugiej strony lekarz ze szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej w Warszawie mówi OKO.press, że na razie sytuacja, choć trudna, jest pod kontrolą. Wielospecjalistyczny szpital ma bardzo wielu pacjentów, jego SOR jest mocno obłożony, ale wszystko jest dobrze zorganizowane. Na SOR-ze zasady postępowania są jasno określone. Pobiera się tam wymaz. Jeśli pacjent jest ujemny, to i tak musi czekać 13 dni na drugi ujemny wynik. Jeśli ktoś jest dodatni, nie musi wcale chorować, ale musi się izolować. W 80 proc. izolacja wystarczy.

To SOR decyduje o całym ruchu pacjentów. Poszczególne oddziały szpitala zgłaszają liczbę wolnych miejsc i SOR sprawiedliwie je wysyca. Jeśli szpital odbiera telefony z prośbą o przyjęcie pacjenta z zewnątrz, każda taka prośba rozpatrywana jest indywidualnie. Jeżeli nie ma miejsc w szpitalu dla chorych wymagających kompleksowej opieki, to przejmują je inne szpitale.

„Przepisy przepisami, a my na zasadzie zdroworozsądkowej omawiamy z innymi lekarzami, czy dany pacjent musi mieć nadzór i specjalistyczną opiekę w ramach 3 stopnia COVID [chodzi najwyższy stopień opieki, jaką zapewniają szpitale wielospecjalistyczne]” – mówi nasze źródło w szpitalu MSWiA.

„Nie jest też tak, że jak szpital jest pełen, to chorzy czekają. Wyleczonych wypisujemy sukcesywnie do domu albo do innych, niecovidowych szpitali. Dziennie zwalnia się kilkanaście łóżek. Wbrew pozorom paniki rozsiewanej w niektórych mediach, staramy się ogarniać to wszystko”.

Lek. Łukasz Durajski skończył właśnie dyżur pediatryczny w Szpitalu Bielańskim w Warszawie:

„Wszystko przebiegło bardzo płynnie, bez takiego natężenia pacjentów. Miałem raptem trzy konsultacje, czyli bardzo niewiele, w tym jedno przyjęcie na oddział i żadnego przyjazdu pacjenta z karetką.

Mam jednak pogląd tylko na część pediatryczną SOR-u, nie wiem, jak wygląda ta druga strona, jeśli chodzi o dorosłych. Słyszę jednak, że koledzy są załamani, że jest dramat, jeśli chodzi o organizację.

Dobrze ilustruje to przypadek pacjenta, którego przyjąłem wczoraj. To był pacjent, który od lekarki rodzinnej dostał zalecenia zrobienia RTG i innych badań. Dodatkowo otrzymał skierowanie do dziecięcej poradni kardiologicznej, ale na wszelki wypadek dostał też skierowanie do szpitala. No i oczywiście mama, jak już je dostała, to zdecydowała, że pojedzie. Więc przyjąłem dziecko, miejsca są, nie ma problemu. No ale właśnie, te skierowania "na wszelki wypadek" generują ruch na SOR-ach".

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne