Viktor Orbán nie zawsze był sojusznikiem Rosji, ale odkrył, że Węgrzy są skłonni zaakceptować naruszanie rządów prawa, póki ich standard życia się poprawia. Węgierski medioznawca wyjaśnia OKO.press, jak jego kraj odwrócił się od Unii i trafił w objęcia Władimira Putina. To ostrzeżenie dla Polaków

18 września 2018, w dniu, w którym prezydent Andrzej Duda składał wizytę w Białym Domu, rządzący trzecią kadencję premier Węgier Viktor Orbán spotkał się z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem. Debatowali m.in. o rozwoju węgierskiego programu atomowego.

Tę najprawdopodobniej przypadkową zbieżność dat można traktować symbolicznie – oto

liderzy dwóch spośród najbardziej skonfliktowanych z Unią Europejską krajów szukają oparcia u przywódców, którzy nie tylko nie cenią demokracji, ale aktywnie zwalczają demokratyczne instytucje.

W ciągu ostatnim sześciu lat Orbán spotkał się z Putinem już siedem razy. Żaden inny lider UE nie spotyka się tak często z rosyjskim przywódcą.

Jedynym konkretnym owocem wizyty Andrzeja Dudy w Waszyngtonie było powtórne podpisanie deklaracji, pod którą dziesięć lat wcześniej złożyli ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oraz sekretarz stanu w administracji Busha Condoleezza Rice. A co Viktor Orbán osiągnął w Moskwie? OKO.press zapytało o to dziennikarza i medioznawcę Krisztiána Simona, który obecnie zajmuje się sprawami Węgier na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim.

Unia krytykuje Orbána, ten szuka oparcia u Putina, Kaczyńskiego i innych populistów.
„Tydzień przed tym spotkaniem Parlament Europejski przyjął raport eurodeputowanej Judith Sargentini, co w praktyce oznacza uruchomienie wobec Węgier procedury Artykułu 7.” – przypomina Simon.

„Głosowanie dowiodło, że nawet dotychczasowi sojusznicy Orbána odwrócili się od niego. Pozostała z nim głównie skrajna antyimigracyjna prawica”.

Ta, chociaż wciąż stanowi europejski margines, rośnie w siłę. Spotykając się z Putinem Orbán chce udowodnić, jak znaczącą pozycję zajmuje, nie tylko swoim wyborcom, głowom europejskich państw i Brukseli, ale też właśnie takim partiom jak Alternatywa dla Niemiec (AFD) czy współrządząca we Włoszech Liga Północna. „Spekuluje się, że chciałby stworzyć w PE nową koalicję, kiedy zupełnie odwróci się od niego Europejska Partia Ludowa (EPL). Prawdopodobnie zaprosiłby do niej ludzi Kaczyńskiego”.

EPL, największe ugrupowanie w Parlamencie Europejskim, skupia środowiska centroprawicowe – należą do niej m.in. niemieccy chadecy Angeli Merkel czy Platforma Obywatelska. Od miesięcy trwają spekulacje, czy frakcja ostatecznie pożegna się z Orbanem. „W EPL myśleli, że pozwoli im zbudować wizerunek twardych przeciwników migracji, który zabierze wyborców radykałom takim jak AFD. Jednak jego obecność staje się coraz bardziej toksyczna”.

„Nawet jeśli w głosowaniach Węgry idą po linii EPL, to Budapeszt uważany jest za konia trojańskiego Rosji w UE i NATO. Wiele razy słyszeliśmy, jak wypowiadały się przeciwko sankcjom wobec Rosji, a w ubiegłym roku starały się powstrzymać ukraińską kandydaturę do Sojuszu”.

Rosyjski atom dla Węgier

Poza aspektem symbolicznym, wizyta odnosiła się przede wszystkim do współpracy gospodarczej.

Kiedy Polska podnosi problem energetycznego uzależnienia Europy od Rosji i związanych z tym zagrożeń, Węgry chcą się pod tym względem jeszcze bardziej zbliżyć do Putina.

Najgłośniejszym celem wizyty węgierskiego premiera w Moskwie było przypieczętowanie współpracy nad budową dwóch nowych reaktorów w elektrowni atomowej Paks, ok. 100 km na południe od Budapesztu. Koszt tej inwestycji to 12 mld euro, z czego 10 mld pochodzi z kredytu od Rosji.

„Według plotek Orbán chciał zaangażować w rozbudowę środki z wolnego rynku i Europy Zachodniej, ale Putin na to nie pozwolił. Oficjalna wersja jest taka, że elektrownia korzysta z rosyjskiej technologii, więc to logiczne rozwiązanie, by oprzeć się na Rosji”. Większość informacji dotycząca projektu jest objęta tajemnicą. Krytycy rozbudowy twierdzą, że za 10-20 lat ceny produkcji prądu w Paks będą o wiele przewyższać stawkę rynkową.

Jak zauważa Simon, Węgry są energetycznie uzależnione od Rosji, zarówno pod względem dostaw gazu, jak i technologii atomowej. Orbán chce jeszcze bliższej współpracy ze wschodnim partnerem i zabiega o przedłużenie do Budapesztu budowanego przez Gazprom rurociągu Turkstream, a także przeniesienie na Węgry głównej siedziby Międzynarodowego Banku Inwestycyjnego.

Jak opozycjonista Orbán rusofilem został

Wiele z regulacji wprowadzanych na Węgrzech nawiązuje do rosyjskich rozwiązań. Węgierski dziennikarz wskazuje tutaj ustawę o organizacjach pozarządowych, według których NGO korzystające z międzynarodowych dotacji muszą się rejestrować jako zagraniczne agencje (tą samą drogą chce iść PiS, powołując Narodowy Instytut Wolności).

„Orbán nie może sobie pozwolić na taki zamordyzm jak w Rosji, ale cały czas sprawdza, jak daleko może się posunąć i ile wytrzyma jego elektorat – jest sprytnym autokratą”.

Orbán nie zawsze sympatyzował z Rosją. W czasie transformacji zasłynął jako przeciwnik stacjonowania radzieckich wojsk na Węgrzech, a przed wyborami 2010 roku krytykował współpracę lewicowego premiera Gordona Bajnaiego z Putinem. „Jednak na którymś etapie Orbán zorientował się, że wzrost gospodarczy niekoniecznie związany jest z liberalną demokracją. Kiedy zaczynał karierę pod koniec lat 80., atmosfera «końca historii» sprzyjała przekonaniu, że liberalna demokracja jest naturalnym kierunkiem rozwoju. Potem, za swojej pierwszej kadencji, nie prowadził jeszcze skandalicznej polityki”. Co go ku niej pchnęło?

Gospodarka może rosnąć bez demokracji? „Ludzie to kochają”

„Na początku XXI w. nauka zaczęła się jednak skupiać na krajach takich jak Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA, gdzie obserwowano poważne problemy z korupcją czy prawami człowieka, a jednak odnosiły spektakularne sukcesy ekonomiczne”. To wtedy, zdaniem węgierskiego medioznawcy, Orbán zakwestionował sens kontynuowania eksperymentu z demokratyzacją Węgier na rzecz autorytaryzmu. „Do dziś lubi się powoływać na działanie rynku”.

„Np. kiedy zamykana jest gazeta nieprzychylna jego gabinetowi, ogłasza się, że węgierski naród nie chce czytać krytycznych wiadomości – chociaż cały rynek reklamowy kontrolowany jest przez rząd”.

Simon zgadza się ze stwierdzeniem, że Węgrzy są skłonni zaakceptować naruszanie rządów prawa, dopóki ich standard życia się poprawia. Premier Mateusz Morawiecki zdaje się wyciągać z tej strategii wnioski, kiedy mówi, że jego partia rozumie europejskość w Polsce jako „podnoszenie stopy życia do poziomu Europy Zachodniej”.
„Wielu Węgrów nie obchodzi to, czy w ich kraju działają wolne media i organizacje pozarządowe, póki mogą wyjść do knajpy na parę piw. Głosy religijnej klasy średniej też są kupowane: jeśli masz trójkę dzieci, to praktycznie nie płacisz podatków, masz szansę na wsparcie przy kupnie domu. Ludzie to kochają”.


Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. Dla OKO.press pisze o protestach, polityce ekonomicznej i wpływie gospodarki na życie każdego z nas. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!