Prezydent podpisał ustawę budżetową nie biorąc pod uwagę - choćby dla zachowania pozorów praworządności - udokumentowanych zastrzeżeń wobec sposobu uchwalenia budżetu. Co z tym może zrobić opozycja? Może zapytać TK. Ale tam dominują nominaci PiS, nie jest też jasne, czy w ogóle mamy jeszcze Trybunał Konstytucyjny

Prezydent Andrzej Duda podpisał w piątek 13 stycznia ustawę budżetową.

„Doszedł do wniosku, po zapoznaniu się ze wszystkimi opiniami, wyjaśnieniami, także ze strony marszałków Sejmu i Senatu, że głosowanie 16 grudnia nad ustawą budżetową w sali kolumnowej odbyło się zgodnie z przepisami i regulaminem Sejmu. Nie zostały naruszone żadne standardy obowiązujące w parlamencie.

Tym samym prezydent uznał, że nie ma żadnych przeszkód formalnych i prawnych, aby podpis pod ustawą budżetową złożyć” – oświadczył  rzecznik prezydenta Marek Magierowski.

Wielu prawników i konstytucjonalistów nie ma wątpliwości, że głosowanie nad budżetem w Sali Kolumnowej było nielegalne, a szczególnie fałszywie brzmi zdanie o „nienaruszeniu żadnych standardów”.

Wszystkie zarzuty o łamaniu regulaminu Sejmu i Konstytucji publikowało już OKO.press i inne media. Ich lista jest trudna do podważenia, są dowody, nagrania audio i wideo.

Prezydent te wszystkie zarzuty świetnie zna, ale jednak nie zdecydował się wysłać ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnej dla kontroli prewencyjnej.

To zaskakująca decyzja. Nawet kalkulacja polityczna podpowiadałaby, by tak uczynić.  TK opanowany przez nominatów PiS z pewnością rozstrzygnąłby, że wszystko jest w porządku. A od orzeczeń TK nie ma odwołania.

Dlaczego PiS i jego notariusz, prezydenta Duda, zdecydowali inaczej? Możliwe jest wyjaśnienie, że chodziło o pokazanie opozycji i opinii publicznej (zarówno „swoim” jak i „przeciwnikom”), że władza się nie cofa i jest pewna swoich racji.

Byłby to zatem pokaz siły triumfującej większości parlamentarnej, która chce pokazać, że nic jej nie powstrzyma we wprowadzaniu nieliberalnej demokracji.

Decyzja prezydenta korespospondowałaby z groźbami pod adresem opozycji w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego i Mariusza Błaszczaka.

Czy Trybunał to trybunał

Teraz ustawę budżetową wyśle do TK opozycja. Jeśli tak się stanie, Trybunał zapewne uzna, że budżet został uchwalony zgodnie z konstytucją. Problem jest jednak głębszy: obecny kształt, obsada i tryb działania Trybunału Konstytucyjnego – wynik serii ustaw naprawczych PiS – sprawia, że konstytucyjność samego Trybunału jest łatwa do podważenia. Wiele wskazuje na przykład na to, że na gruncie Konstytucji, a nawet uchwalonego przez PiS prawa, nie można uznać Julii Przyłębskiej za prezes Trybunału.

Nawet gdyby zatem TK ocenił, że tryb uchwalenia 16 grudnia budżetu i kilku innych ustaw w Sali Kolumnowej, był niezgodny z prawem, takie orzeczenie może być zasadnie uznane za obarczone nieusuwalnymi wadami prawnymi. A więc nie niosące skutków prawnych.

Polska stała się krajem demokracji niekonstytucyjnej.

Nie ma kto pilnować, czy rządząca akurat większość działa zgodnie z konstytucją. Hulaj dusza, konstytucji nie ma. To znaczy jest, ale tylko na papierze.

Obywatel do sądu? Sąd zapyta Trybunału

OKO.press pyta dr Ryszarda Piotrowskiego, konstytucjonalistę, co mogą w tej sytuacji zrobić obywatele, którzy uznają, że tak wadliwie uchwalone ustawy naruszają ich interesy. Czy mogą odwołać się do sądu, włącznie z Sądem Najwyższym.

Dr.Piotrowski: „W sytuacji konkretnego sporu przed sądem, może pojawić się problem, czy uchwała budżetowa została prawidłowo uchwalona. Od sądu będzie zależeć, czy uzna, że to jest argument, który podlega ocenie sądu.

Czy sąd może wnikać w jaki sposób to, co jest w Dzienniku Ustaw, zostało stworzone? Nawet jeżeli by przyjął, że to jest jego kompetencja, może zachować się rozmaicie. Może skierować pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego, dotyczące zgodności ustawy z Konstytucją ze względu na tryb jej przyjęcia.

Ewentualnie może próbować rozstrzygnąć ten problem samodzielnie, choć  byłoby działanie odrobinę awangardowe – uważa dr. Piotrowski.

W rezultacie takiego samodzielnego rozstrzygnięcia może się pojawić zagadnienie prawne postawione Sądowi Najwyższemu. A Sąd Najwyższy ma  możliwość skierowania pytania prawnego do Trybunału Konstytucyjnego, lub rozstrzygnięcia sprawy według własnego uznania.

Kluczową figurą w tym wszystkim jest zatem Trybunał Konstytucyjny. Dlatego jego poglądy, wynikające z jego obecnego składu, mają znaczenie pieczęci legitymizującej to wszystko, co stało się na Sali Kolumnowej”.

OKO.press upewnia się: „Jeśli TK stwierdzi, że nie doszło do żadnych naruszeń, że głosowanie było prawidłowe, to nie ma od tego już żadnej możliwości odwołania?”

Dr Piotrowski: „Tak, oczywiście. Orzeczenia Trybunału są ostateczne i powszechnie obowiązujące”.

Klamka więc zapadła

Rządząca większość może uchwalić wszystko i decyzją kontrolowanego przez siebie Trybunału Konstytucyjnego nadać każdej swojej decyzji walor niepodważalnej konstytucyjności.

Jeżeli wszystko jest konstytucyjne, to nic nie jest konstytucyjne.

W takiej rzeczywistości musi nauczyć się żyć zdecydowana większość społeczeństwa nie głosująca na PiS.

 

 

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Redaktor w OKO.press. Inżynier elektronik, który lubi redagować. Kiedyś konstruował układy scalone (cztery patenty), w 1989 roku zajął się pisaniem i redagowaniem tekstów w „Gazecie Wyborczej”. W latach 80. pomagał w produkcji i dystrybucji „Tygodnika Mazowsze” i w prowadzeniu podziemnej Wszechnicy „Solidarności”. Biegle zna pięć języków, trzy – biernie. Kolekcjonuje wiedzę na każdy temat. Jego tekst „Zabić żubra” rozpoczął jeden z najgłośniejszych cykli w OKO.press.


Masz cynk?