W niedzielę o 14.00 kilkadziesiąt tysięcy ludzi zgromadzi się na rondzie Dmowskiego na Marszu organizowanym przez skrajną prawicę. Chwilę później w tym samym miejscu w orszaku opancerzonych transporterów i wojska pojawi się prezydent i premier. Kto jest odpowiedzialny za porządek i bezpieczeństwo? Podobno MON, podobno policja, podobno żandarmeria. Podobno

Kto jest organizatorem tak nagle zorganizowanych uroczystości państwowych? Sprawa nie jest jasna. Na marsz zaprasza premier Mateusz Morawiecki i prezydent Andrzej Duda, ale gdy zadzwoniliśmy do Kancelarii Premiera z prośbą o podanie szczegółów, jako głównego organizatora wskazano Ministerstwo Obrony Narodowej.

Nikt nie potrafi nam odpowiedzieć na pytanie, jak właściwie wyglądać ma rozdzielenie obu imprez.

Marsz Niepodległości, który po wyroku Sądu Okręgowego jest nadal zgromadzeniem legalnym, startuje z ronda Dmowskiego w centrum stolicy o godz. 14.00. Manifestacja rozpocznie się od modlitwy oraz przemówień organizatorów i zaproszonych gości.

Podczas wydarzeń tego rodzaju mija przynajmniej 30 minut zanim tłum ludzi ruszy wyznaczoną trasą. Organizatorzy spodziewają się nawet 100 tysięcy uczestników. Taka liczba osób gwarantuje nawet kilkukilometrową rozpiętość marszu.

Tymczasem o 15.00 również na rondzie Dmowskiego mają rozpocząć się uroczystości państwowe, na które zapraszają prezydent i premier. Ale oficjalnymi organizatorami nie są ani Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, ani Kancelaria Prezydenta, ale MON.

Jak potwierdził minister MSWiA Joachim Brudziński, to MON odpowiada za bezpieczeństwo uroczystości 11 listopada. Co to konkretnie oznacza? Media przez cały dzień spekulują na temat udziału wojska w zabezpieczeniu uroczystości.

W piątek rano Wirtualna Polska podała informację o wojskowych rosomakach, które rzekomo mają kilka godzin wcześniej stanąć na rondzie i zostaną wykorzystane zostaną do ochrony Biało-Czerwonego Marszu „Dla Ciebie Polsko” – tak swoją imprezę dwa dni temu nazwali premier i prezydent.

Wojsko na ulicach

Rzeczniczka MON w rozmowie z OKO.press dementuje doniesienia WP: „Rosomaki biorą udział w pikniku rodzinnym »Służymy Niepodległej« 10 listopada przed Muzeum Wojska Polskiego ( to ok. kilometra od Ronda Dmowskiego).

Po wydarzeniu zostaną tam na następny dzień i będą brały udział w marszu jako element małej defilady. Przejadą przed żołnierzami”. Czyli jednak pojawią się na Rondzie.

W defiladzie oprócz rosomaków weźmie udział kilkadziesiąt innych pojazdów wojskowych m.in. samobieżny moździerz RAK, zestaw przeciwlotniczy POPRAD i wyrzutnia rakietowa LANGUSTA, kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego, orkiestra oraz żołnierze reprezentujący wszystkie formacje Sił Zbrojnych RP.

Dopiero za nimi przejdą uczestnicy marszu.

Jak się wszyscy pomieszczą na jednym rondzie

Zapytaliśmy MON w jaki sposób zatem wszyscy mają się pomieścić na rondzie Dmowskiego, skoro godzinę przed rozpoczęciem takiej defilady znajdować się tam będzie podobno 100 tysięczny tłum.

Rzecznik twierdzi, że wszystkie informacje znajdą się w komunikacie, który wyśle najprawdopodobniej w sobotę 10 listopada. Po tym, jak zwróciliśmy uwagę, że to trochę mało czasu na skuteczne powiadomienie uczestników o tym, co właściwie będzie się działo, usłyszeliśmy:

„My odpowiadamy za organizację ze strony MON. Tak jak powiedział pan minister Błaszczak – marsz zaczyna się o godzinie 15.00. Jeśli chcą państwo informacji na temat przebiegu Marszu Niepodległości [tego co się zaczyna o 14.00 -red.], to proszę się z nimi skontaktować”.

Pytaliśmy również o udział wojska w charakterze innym niż reprezentacyjny. Zdaniem MON, wojsko nie odpowiada za bezpieczeństwo uczestników marszu, ale policję będzie wspomagać Żandarmeria Wojskowa.

Ministerstwo nie wie jednak w jakim zakresie. Czy policja i ŻW będą oddzielać uczestników Marszu Niepodległości od Biało-Czerwonego Marszu premiera i prezydenta? Czy będą prosić o chowanie flag i emblematów organizacji takich jak ONR czy Młodzież Wszechpolska?

MON z takimi pytaniami odsyła nas do Komendy Stołecznej Policji oraz Kancelarii Premiera.

Czy leci z nami pilot?

Te same pytania o udział oraz kompetencje wojska oraz Żandarmerii Wojskowej w wydarzeniach 11 listopada kierujemy do Komendy Stołecznej Policji.

Rzecznik KSP informuje nas, że policja będzie dbać o bezpieczeństwo wszystkich wydarzeń tego dnia w Warszawie. Po szczegółowe odpowiedzi na zadane przez nas pytania kieruje nas jednak do Żandarmerii Wojskowej i MON.

„Permanent fatal error”

W Komendzie Głównej Żandarmerii Wojskowej nikt nie odbiera naszych telefonów. Skrzynka odbiorcza rzecznika wysyła nam wiadomość zwrotną „permanent fatal error”. Równie pomocne jest Dowództwo Garnizonu Warszawa. Sekretariat odsyła do rzeczniczki, która odrzuca połączenia.

Z Ministerstwem Obrony Narodowej rozmawialiśmy już dwa razy. Nie dowiedzieliśmy się więcej niż to, że organizują wojskową defiladę.

Dlaczego wyjaśnienie roli Żandarmerii jest istotne? Chociażby dlatego, że żadna z instytucji nie jest pewna tego, jak to wydarzenie będzie zorganizowane.

Zadania Żandarmerii określa art. 4 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych. To między innymi:

  • ochranianie porządku publicznego na terenach i obiektach jednostek wojskowych oraz w miejscach publicznych,
  • ochranianie życia i zdrowia ludzi oraz mienia wojskowego przed zamachami naruszającymi te dobra.

Oprócz tego na podstawie rozporządzenia ministra obrony ŻW wykonuje czynności ochronne wobec: Ministra Obrony Narodowej, innych osób na podstawie odrębnej decyzji Ministra Obrony Narodowej.

Czy premier poprosił o Żandarmerię

Zgodnie z art. 18 ustawy o policji prezes rady ministrów może na wniosek ministra spraw wewnętrznych i ministra obrony narodowej zarządzić użycie żandarmerii do udzielenia pomocy policji. Dzieje się tak w razie zagrożenia bezpieczeństwa i porządku publicznego, gdy siły policji są niewystarczające lub mogą okazać się niewystarczające, do wykonywania ich zadań w zakresie ochrony i utrzymywania porządku publicznego.

Wtedy żandarmom względem cywili przysługują podobne uprawnienia co policji: mogą legitymować, dawać mandaty, zatrzymywać, używać siły.

Czy żandarmeria będzie się znajdować na miejscu ze względu na braki kadrowe w policji, czy po to, by bronić mienia wojskowego i rządu?

Jeśli MON podaje na Twitterze, że ŻW będzie pomagać policji w ochronie, to dlaczego minister MSWiA Joachim Brudziński twierdzi, że za bezpieczeństwo odpowiada MON, a Komenda Stołeczna Policji twierdzi, że nie ma dokładnych informacji na temat działań ŻW?

Co więcej, jeśli, zgodnie z deklaracjami niektórych polityków PiS, wszystkie flagi i emblematy poza flagami Polski są na prezydenckich obchodach niemile widziane, to zaangażowanie Żandarmerii w nakłanianie ludzi do ich chowania może naruszać neutralność polityczną sił zbrojnych, którą gwarantuje art. 26 Konstytucji.

OKO.press próbowało przez kilka godzin dociec kto i za co odpowiada nie dlatego, że uważamy za prawdopodobne, że ktoś zamierza użyć wojska przeciwko manifestantom, ale dlatego, że chaos organizacyjny wokół tak ogromnego przedsięwzięcia jest niepoważny.

Marsz Niepodległości

W piątek po południu wznowione zostały negocjacje między Stowarzyszeniem Marszu Niepodległości, a Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w sprawie połączenia obu marszy. Według informacji „Gazety Wyborczej” warunkami narodowców jest zgoda na transparenty „Bóg, Honor, Ojczyzna” i przemowy ich działaczy. Pierwszeństwo w przemawianiu miałby jednak Andrzej Duda.

Oczywiście najbardziej problematyczne byłyby jednak emblematy i flagi organizacji związanych z Marszem – ONR, Młodzieży Wszechpolskiej. Trudno sobie wyobrazić, by środowiska narodowe, które cały rok przygotowywały wydarzenie, miałyby zrezygnować z promowania swoich inicjatyw.

Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki mają interes w tym, żeby w celach propagandowych zorganizować sobie wielotysięczny marsz, ale nie mają żadnego interesu w fotografowaniu się na tle zielonych flag ONR – organizacji, która nawet w rezolucji Parlamentu Europejskiego została wymieniona jako neofaszystowska.

Narodowcy: To myślenie życzeniowe

O chowanie flag podczas ewentualnego wspólnego marszu pytamy rzecznika Marszu Niepodległości Damiana Kitę: „To myślenie życzeniowe. Na żadnych imprezach masowych organizatorzy nie są w stanie utrzymać takiej kontroli” – twierdzi.

Co nie znaczy, że rząd nie przygotowuje się wcześniej – zbierając dane o inicjatywach i uczestnikach, którzy zamierzają się pojawić.

„Dochodzą do nas sygnały, że służby dzwonią do organizatorów wyjazdów i żądają udzielania różnych informacji. Policja zaprzecza, ale dostajemy takie sygnały”.


OKO obserwuje służby. Uważnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!