Prawa autorskie: Tomasz Pietrzyk / Agencja GazetaTomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
17 kwietnia 2021

Chaos w odchodzeniu od węgla. Rząd chce przejmować odkrywki, żeby odciążyć gigantów energetycznych

„Przełomowy projekt” – tak o restrukturyzacji energetyki pisze Ministerstwo Aktywów Państwowych Jacka Sasina. Eksperci przekonują, że pomysł rządu jest bardzo kosztowny i nieopłacalny

„Kierujemy do prac rządowych przełomowy projekt transformacji energetyki” - ogłosił Jacek Sasin, wicepremier oraz minister aktywów państwowych. „Planujemy wydzielenie do osobnego podmiotu elektrowni węglowych Enei, PGE oraz Taurona” - tłumaczył. Z piątkowego komunikatu MAP dowiadujemy się, że ten krok ma pomóc osiągnąć cele klimatyczne i wypełnić postanowienia Polityki Energetycznej Polski do 2040.

Fundacje ClientEarth i Instrat już pod koniec ubiegłego roku przeanalizowały przecieki dotyczące rządowych planów energetycznych. W raporcie „Monopol węglowy z problemami” wyliczyli, że pomysł z wydzieleniem aktywów węglowych będzie bardzo kosztowny i nieopłacalny. Dziś nadal przekonują, że takie rozwiązanie nie pomoże w sprawiedliwej transformacji.

Narodowa agencja przejmie aktywa i część długów

Główne założenie planu restrukturyzacji energetyki to utworzenie Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE). Będzie to państwowa spółka, która przejęłaby od gigantów energetycznych 70 bloków węglowych i kopalnie węgla brunatnego, czyli dwie odkrywki: Bełchatów i Turów.

NABE nie przejmie jednak elektrociepłowni opalanych węglem, bo, jak czytamy w komunikacie MAP, „planowana jest ich modernizacja w kierunku źródeł nisko i zeroemisyjnych”.

Dzięki temu PGE, Tauron i Enea pozbywają się coraz mniej wartych aktywów węglowych. Jak wyliczają autorzy raportu „Monopol węglowy z problemami”, kompleks Turów stracił w 2019 r. ponad 60 proc. wartości. Bełchatów – 24 proc.

Jak tłumaczy MAP w komunikacie prasowym, dążenie do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych i budowa nowych niskoemisyjnych jednostek wytwórczych będą bardzo kosztowne. Skala tych nakładów do 2040 roku może sięgać nawet 1,6 bln zł. MAP wylicza: inwestycje w sektorach paliwowo-energetycznych kosztować będą 867-890 mld zł, a nakłady w samym sektorze wytwórczym mogą sięgać 320-342 mld zł.

„Przeprowadzenie tak skomplikowanego i kosztownego procesu nie jest możliwe bez zaangażowania koncernów energetycznych”– podkreśla Jacek Sasin. Ministerstwo zaznacza także, że dziś spółki energetyczne mają problem z pozyskaniem środków na zielone inwestycje, bo „banki nie chcą udzielać finansowania podmiotom, które mają w swym portfolio aktywa węglowe”.

NABE nie będzie budować nowych jednostek, tylko modernizować już istniejące do momentu ich wyłączenia. Ma również zapewnić Polsce bezpieczeństwo energetyczne. „Taka koncepcja wydzielenia aktywów węglowych przyczyni się do przyspieszenia tempa transformacji energetycznej”– podkreśla Jacek Sasin.

Bilans zysków i strat takiego rozwiązania przeprowadzili eksperci z Instratu i ClientEarth, opierając się na wstępnej wersji koncepcji NABE z jesieni 2020.

„Analiza kosztów i przychodów dla każdego bloku węglowego uwzględnionego w planie restrukturyzacji wykazała, że nawet przy niezwykle optymistycznych założeniach NABE do 2040 r. wygeneruje 31,1 mld zł strat, zamiast deklarowanych 3,6 mld zł dodatnich przepływów pieniężnych”

– czytamy na stronie Instratu.

Jak dowiedziało się OKO.press, zobowiązania finansowe, jakimi obciążone są elektrownie, mają zostać podzielone między spółki energetyczne i NABE. Nowa Agencja ma powstać na bazie spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna.

Chaos w odchodzeniu od węgla

PGE, która w październiku opublikowała swoją strategię do 2050 roku, chce inwestować w OZE. Do 2030 roku chce zredukować emisję CO2 o 85 proc., a 50 proc. produkowanej energii ma pochodzić z odnawialnych źródeł. Żeby to zrobić, musi pozbyć się elektrowni i odkrywek – najchętniej, jak podkreśla prezes spółki Wojciech Dąbrowski, do końca 2021 roku.

To jednak jest mało realne. Nawet resort aktywów w komunikacie informuje, że proces wydzielania aktywów węglowych powinien zakończyć się w przyszłym roku.

„O tej koncepcji słyszymy już od roku i od tego czasu sprawa niewiele posunęła się naprzód” - ocenia Wojciech Kukuła, prawnik z Fundacji ClientEarth.

„2022 rok może być realny, Pamiętajmy jednak, że koncentrację elektrowni węglowych w nowym podmiocie gospodarczym musi zatwierdzić UOKiK” – dodaje.

Ważny głos będzie miała także Komisja Europejska, od której zależy, czy Polska dostanie wsparcie finansowe dla dalszego utrzymywania elektrowni na węgiel. A to – jak przekonują eksperci – może być trudne.

„Projekt NABE jest precedensowy. Państwo ma przejąć część długów giełdowych spółek, wspomóc finansowo okrojone koncerny energetyczne i jednocześnie ubiega się o nowe dopłaty dla elektrowni węglowych” – komentuje Wojciech Kukuła.

„To wszystko wpada w reżim pomocy publicznej. Moim zdaniem, Komisję Europejską coraz trudniej będzie nabrać na kolejną zgodę na działanie, które z transformacją ma niewiele wspólnego, bo polega na dalszym finansowaniu sektora węglowego.

To, co może pomóc polskiemu rządowi w Brukseli, to ambitniejszy scenariusz odchodzenia od węgla. Komisji zależy przede wszystkim na szybszej dekarbonizacji i tutaj jest największe pole do ewentualnych ustępstw” – dodaje.

Co więcej, eksperci podkreślają, że koncepcja NABE nie zgadza się z Polityką Energetyczną Polski do 2040. Przede wszystkim PEP2040 w ogóle utworzenia Narodowej Agencji nie przewiduje. Nie zgadzają się też daty wyłączenia ostatnich elektrowni węglowych.

Według wstępnej wersji planu restrukturyzacji z 2020 r. (w komunikacie z 16 kwietnia nie ma na ten temat szczegółów), jako ostatnie zostaną wyłączone bloki w Opolu, Kozienicach i Jaworznie. Miałoby się to wydarzyć w 2037 roku. Choć – jak wyliczyli eksperci z Instratu i ClientEarth – wszystkie elektrownie w ostatnich latach funkcjonowania będą już nierentowne.

Dla przykładu: niedawno oddany do użytku blok B7 w Jaworznie przestanie się opłacać jeszcze w tym roku. A będzie funkcjonować przez kolejne 17 lat. PEP2040 jest jeszcze mocniej prowęglowy i zakłada, że elektrownie miałyby w Polsce działać jeszcze po 2040 r. Które z tych terminów okażą się wiążące i realne? Tego wciąż nie wiadomo.

Zarówno NABE jak i PEP2040 nie zgadzają się też z unijnymi celami neutralności klimatycznej.

„W 2030 sami produkujemy z węgla więcej energii elektrycznej, niż zgodnie z oceną Komisji Europejskiej produkować powinna cała Unia” – mówi Paweł Czyżak, analityk z Instratu. „Szanse, że KE udzieli zgody na coś takiego są marne, ale w mojej ocenie jest to zabieg polityczny – jeśli KE odmówi, Polska zrzuci winę za wszystkie własne zaniedbania w obszarze energetyki i klimatu na Unię. W tym np. zwolnienia pracowników koncernów energetycznych. Co rodzi oczywiście niebezpieczeństwo wzrostu nastrojów nacjonalistycznych i antyunijnych” – zaznacza.

Eksperci z Instratu i ClientEarth uważają, że lepszym rozwiązaniem byłoby utrzymanie aktywów węglowych w portfelach spółek giełdowych. To dałoby pewność, że spółka kieruje się dobrem inwestorów, przez co będzie dążyła do szybszego wyłączania elektrowni węglowych.

Co plan rządu oznacza dla pracowników elektrowni i odkrywek?

Jak dowiedział się portal WNP, w NABE zatrudnienie ma znaleźć 32,2 tys. osób. Bogdan Tkocz, wiceprzewodniczący komitetu protestacyjno-strajkowego w grupie Tauron, w rozmowie z WNP zaznaczał, że pierwsze bloki podlegające pod NABE mają zostać wyłączane w 2025 roku.

„Co się stanie z ich załogą? Będziemy mieli do czynienia z dostosowaniem zatrudnienia do pracy bloków jeszcze pracujących” – mówił.

Te same zastrzeżenia znalazły się w liście związkowców z PGE i Taurona do premiera Mateusza Morawieckiego. Pracownicy boją się, że zatrudnienie w jednostkach, które przejdą pod NABE, będzie jedynie czekaniem na likwidację zakładu. Bez perspektyw na przyszłość.

„Dociera do nas podprogowa informacja, skrzętnie pomijana w wypowiedziach autorów wspomnianej rewolucyjnej transformacji, że dla nas nie ma w tym momencie dalszych perspektyw, a o innowacjach i rozwoju w zgodzie z ekologią i w oparciu o nowoczesne technologie możemy zapomnieć" - czytamy w liście.

Związkowcy piszą także, że pracownicy żyją w niepewności, a zamiast obietnic o „rewolucji w energetyce” woleliby konkrety. Zapowiadają, że jeśli premier nie zaproponuje miejsca i terminu rozmów, „spotkanie może mieć miejsce w sposób nieplanowany z tysiącami pracowników naszych firm”.

Co z węglem kamiennym?

Koncepcja utworzenia NABE nie bierze pod uwagę kopalni węgla kamiennego, które w większości podlegają pod Polską Grupę Górniczą. Dla nich ma zostać ustanowiona osobna ścieżka, wypracowana w porozumieniu z górnikami.

„Większość kopalni węgla kamiennego - za wyjątkiem lubelskiej Bogdanki, będącej częścią grupy Enea, oraz kopalni Taurona - nie funkcjonuje w ramach grup energetycznych i stąd dwutorowe działania rządu” – tłumaczy Kukuła. „Zgodnie z ostatnimi informacjami, wszystkie państwowe kopalnie węgla kamiennego miałyby zostać objęte postanowieniami tzw. umowy społecznej, która w dalszym ciągu jest negocjowana pomiędzy Ministerstwem Aktywów Państwowych oraz górniczymi spółkami i związkami zawodowymi” – mówi.

Istotnym elementem projektu umowy społecznej dla górnictwa węgla kamiennego jest nowa pomoc publiczna dla tego sektora. W założeniu kopalnie miałyby dostawać dopłaty do redukcji wydobycia nawet do 2049 r.

„Tutaj sytuacja jest jeszcze bardziej patowa niż w energetyce, bo prawo unijne wprost zakazuje przyznawania takiej pomocy dla kopalni, które nie zamknęły się do końca 2018 r. Inne państwa członkowskie się do tego dostosowały i trudno spodziewać się, żeby Bruksela zgodziła się tutaj na odstępstwo dla Polski” – komentuje prawnik z ClientEarth. Zaznacza jednocześnie, że do górnictwa już dopłacamy. I to wcale nie małe kwoty: program pomocowy na lata 2015-2023 zakłada aż 13 mld zł dopłat z budżetu państwa.

Eksperci zauważają też, że plan dotyczący górnictwa węgla kamiennego to kolejny projekt, który nie zgadza się z koncepcją NABE. Według wersji NABE z jesieni elektrownie miały się wyłączyć w 2037 roku. Tymczasem węgiel miałby być wydobywany do 2049 roku. „Kto by go kupował przez te 12 lat?” – zastanawia się Paweł Czyżak.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne