Chwalińska walczy o Paryż z „rosyjskimi rakietami”. Tenisistki z orderami Putina brylują na kortach
Maja Chwalińska sensacyjnie wywalczyła miejsce w finale Rolanda Garrosa, wchodząc jednocześnie do tenisowego topu. W elicie będzie sąsiadowała z rosyjskimi zawodniczkami, które w Paryżu z sukcesami reprezentowały neutralne barwy i kraje przybranego obywatelstwa
Można mówić jedynie o szoku. Trudno inaczej opisać reakcje po awansie Mai Chwalińskiej do finału Rolanda Garrosa. To jeden z czterech turniejów zaliczanych do kalendarza prestiżowego Wielkiego Szlema. Poza paryskim wydarzeniem, nazywanym również French Open, są w nim US Open, Australian Open i Wimbledon. We wszystkich mogą występować zawodniczki klasyfikowane przez WTA – największą światową organizację kobiecego tenisa.
Dlaczego możemy mówić o wielkim zaskoczeniu? Maja Chwalińska do tej pory z trudem przebijała się przez rundy kwalifikacyjne największych imprez, podczas których zawodniczki z czołówki są rozstawione i zwolnione z obowiązku uczestnictwa w najwcześniejszych fazach rywalizacji. Jej ostatnie wyniki również nie wskazywały na możliwość wystrzału formy. W tym roku nasza tenisistka może pochwalić się co prawda jedną wygraną, chodzi jednak o niższy rangą turniej WTA 125.
Chwalińska pokazuje, że tenis bywa brutalny, ale i piękny
Notowana na 114. miejscu rankingu WTA nie powalała więc zjawiskową formą, kilkukrotnie odpadając na etapie jednej szesnastej finału turniejów, w których brała udział. Na możliwość spektakularnego sukcesu nie wskazywały też jej poprzednie starty. Do tej pory jej największym osiągnięciem w grze pojedynczej była druga runda Wimbledonu z 2022 roku. W zeszłym sezonie doszła też do pierwszej rundy turnieju zasadniczego Australian Open. W 2023 roku Chwalińskiej zabrakło na tym samym turnieju. Wcześniej jej menadżer Piotr Szczypka szukał dla niej taniego noclegu wśród mieszkającej w Melbourne Polonii.

Komentarze