USC w Warszawie wyrok NSA zrealizuje, choć wciąż nie wie jak. Donald Tusk mówi, że się nie da, a w ogóle to rząd ma ustawę o statusie osoby najbliższej. „Idźcie do urzędów. Domagajcie się wykonania wyroku” – zachęca adw. Anna Mazurczak
Pierwszy test przejdzie Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Warszawie. To on w piątek 20 marca został zobowiązany wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego do zarejestrowania małżeństwa Jakuba i Mateusza zawartego w Berlinie. Ma to zrobić w terminie 30 dni, nawet jeśli ustawodawca nie dostosuje formularzy do par jednopłciowych. W ostateczności w rubrykę „kobieta” ma wpisać drugiego z małżonków, a nieścisłości odnotować na odwrocie dokumentów.
We wtorek 24 marca w odpowiedzi na pytania OKO.press zastępczyni naczelnika wydziału organizacyjnego USC poinformowała nas, że kierownik „podejmie działania zgodne z wyrokiem NSA”.
„Aktualnie Kierownik USC m.st. Warszawy występuje do organów nadzoru o wskazanie, w jaki sposób zrealizować wyrok NSA. Ze względu na specyfikę działania USC, niezbędne są uzgodnienia z właściwymi ministerstwami i urzędem wojewódzkim – m.in. niezbędne są zmiany w systemie rejestracji aktów stanu cywilnego” – informuje nas warszawski urząd.
O tym, co dalej rozmawiamy z adw. Anną Mazurczak, jedną z pełnomocniczek Jakuba i Mateusza, którzy jako pierwsza para jednopłciowa w Polsce mają szansę otrzymać krajowy dokument potwierdzający, że są dla siebie mężami, a nie obcymi osobami.
Anton Ambroziak, OKO.press: W jakim sensie wyrok NSA jest przełomowy?
Anna Mazurczak, adwokatka: Orzeczenie NSA jest praktycznym zastosowaniem wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z listopada 2025 roku. To kropka nad i.
Trybunał w Luksemburgu powiedział Polsce, że jeśli nie ma żadnych przepisów regulujących sytuację par tej samej płci, to jest zobowiązana rejestrować zagraniczna akty małżeństw jednopłciowych. NSA potwierdził to założenie.
Sąd podał też dokładną instrukcję, w jaki sposób urzędnik stanu cywilnego ma zarejestrować małżeństwo Jakuba i Mateusza w polskich aktach stanu cywilnego. Co dalej?
Sprawa wraca do Urzędu Stanu Cywilnego w Warszawie. Kierownik USC jest zobowiązany dokonać transkrypcji, czyli przeniesienia jeden do jednego, zagranicznego aktu małżeństwa do polskiego rejestru. NSA powiedział, że nie ma znaczenia, czy wzór aktu małżeństwa zostanie dostosowany w ciągu 30 dni. Najwyżej drugiego mężczyznę trzeba wpisać w rubrykę „kobieta”.
To, czego się obawiam, to szczelność systemów teleinformatycznych. Nawet najbardziej przychylni urzędnicy mówią, że istnieje blokada, która nie pozwala na wprowadzenie do systemu małżeństwa dwóch osób, których numer PESEL wskazuje tę samą płeć. Nie wiem, czy to możliwe, aby kierownik USC wydał sam papier, potwierdzający fakt zarejestrowania małżeństwa w Polsce.
To jak w zasadzie powinien zachować się kierownik USC?
Wszystkie organy administracji publicznej są związane prawem Unii Europejskiej i jego interpretacją dokonaną przed TSUE w listopadzie. Jeżeli na przeszkodzie stosowania prawa UE stoi ustawa, ustawy nie powinno się stosować. Urzędnicy są związani prawem unijnym.
Tylko że są związani tym prawem od listopada, a jednak wszyscy czekali – albo na ruch ustawodawcy, albo wyrok NSA.
To kwestia mentalności. W Polsce panuje przekonanie, że prawo międzynarodowe ma zastosowanie, gdy potwierdzi to krajowy sąd. Orzeczenia NSA mają ogromne znaczenie dla świadomości urzędników.
Przeanalizujmy najpierw pozytywny scenariusz – kierownikowi USC w Warszawie udaje się zarejestrować akt małżeństwa dwóch mężczyzn. O co Jakub i Mateusz mogą się wówczas ubiegać?
Moim zdaniem z wyroku Trybunału w Luksemburgu wynika, że mogą domagać się wszystkich praw związanych ze swobodą przepływu osób w UE. Obecnie jest mało dziedzin prawa, które nie podlegają pod jurysdykcję UE, przykładem jest tu prawo rodzinne np. adopcja dzieci. Natomiast kwestie podatków, dziedziczenia, ubezpieczenia społecznego, ubezpieczenia zdrowotnego, są uregulowane na gruncie prawa unijnego. I w tych obszarach Jakub i Mateusz jako małżonkowie posługujący się polskim aktem małżeństwa mają prawo oczekiwać równego traktowania.
Jak w praktyce mają tego dochodzić?
Dokładnie tak jak pary różnej płci. Jeśli żądam objęcia małżonka ubezpieczeniem zdrowotnym, zgłaszam to w ZUS-ie i oczekuję, że ZUS na podstawie rejestru PESEL dowie się, że jestem w związku małżeńskim, i z tego tytułu obejmie go ubezpieczeniem. Jeśli toczy się sprawa spadkowa po moim małżonku, to dołączę do wniosku o stwierdzenie nabycia spadku polski akt małżeństwa. A gdy zadeklaruję przekazanie darowizny na żonę lub męża, to zgłaszam to do urzędu skarbowego i oczekuję zwolnienia od podatku.
Ministerstwo rodziny już poleciło ZUS-owi, żeby wypłacał parom jednopłciowym wszystkie świadczenia przysługujące dziś małżonkom, ale nie wszystkie instytucje dostaną takie okólniki. Co, jeśli któryś z urzędów odmówi uznania prawa wynikającego z faktu zarejestrowana małżeństwa i powoła się np. na art. 18 Konstytucji.
Wtedy będziemy chodzić do sądu. Warto jednak przypominać, że rząd ma wiele narzędzi, którymi może zabezpieczyć wykonanie wyroków TSUE i NSA. Pismo resortu rodziny to dobry przykład. Minister finansów mógłby np. wydać ogólną interpretację podatkową, wiążącą wszystkie urzędy skarbowego w Polsce, w której wskazałby, że w sprawach podatkowych, które są regulowane prawem Unii Europejskiej, małżeństwo zawsze oznacza małżeństwo, niezależnie od tego, kto je zawarł.
Piłka jest więc po stronie rządu.
Tylko że rząd nie jest jednolitym tworem. Resorty zarządzane przez Lewicę będą kuły żelazo, ale Koalicja Obywatelska nie kwapi się do wykonania wyroku. Minister Maciej Berek, zaufany człowiek Donalda Tuska, odpowiedzialny w rządzie za proces legislacyjny i workflow, powiedział wprost, że mimo wyroku NSA nie ma ustawowych podstaw, żeby urzędnicy dokonywali transkrypcji. Koniec kropka.
To jest nieprawda. Prawo UE wiąże urzędników bez względu na to, czy rząd będzie zmieniać ustawy, czy nie będzie ich zmieniać. Nikt nie oczekuje zresztą od rządu proaktywnej postawy, tu chyba nie mamy złudzeń. Mówimy tylko: usuńcie przeszkody, a urzędnicy sobie poradzą.
Tylko że część polskiego rządu nie chce usuwać barier, a raczej zablokować lub zawęzić stosowanie wyroku. Minister Berek mówił, że w myśl orzeczenia TSUE urzędnicy powinny weryfikować, czy pary, które zgłaszają się po transkrypcję, realnie żyją za granicą, czy tylko wyjechały tam wziąć ślub.
Trybunał Sprawiedliwości orzekł w ramach swojej jurysdykcji. A to oznacza, że może orzekać tylko w sprawach par, które faktycznie skorzystały ze swobody przepływu osób w UE. Ale już polskie urzędy i sądy administracyjne muszą podejmować decyzje także na podstawie prawa polskiego, a to zakazuje dyskryminacji obywateli Polski. W mojej ocenie rejestrowanie wyłącznie małżeństw, w których doszło do swobody przepływu, naruszałoby zakaz dyskryminacji.
Premier Donald Tusk powiedział, że aby uniknąć „wojny domowej” oraz konfliktu między polskim i europejskim prawem, trzeba wprowadzić ustawę o statusie osoby najbliższej.
Ustawa o statusie osoby najbliższej nie wprowadza nowej instytucji prawa rodzinnego. A umowa zawierana przed notariuszem nie wpływa na stan cywilny. Z wyroku TSUE wynika wprost, że państwo polskie jest zobowiązane uznać zmianę stanu cywilnego na małżeński.
Za to w wyrokach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które odnosiły się do obowiązku uregulowania związków par tej samej płci, wskazano wprost, które obszary powinna obejmować krajowa ustawa. I np. ustawa o statusie osoby najbliższej nie zawiera prawa do dziedziczenia z ustawy – tylko na podstawie testamentu, a testament pary tej samej płci mogą spisać już teraz.
Trybunał w Strasburgu jasno zakomunikował, że instytucja, która ureguluje sytuację prawną par tej samej płci, nie może być rozwiązaniem typu umownego. Umowa nie jest więc wykonaniem ani wyroku ETPC, ani tym bardziej TSUE. To mydlenie ludziom oczu.
Do tego dochodzi bałagan w wymiarze sprawiedliwości. Ci, którym wyrok NSA się nie podoba, pytają, czy on w ogóle jest ważny, skoro w składzie sędziowskim zasiadał sędzia, który został „nieprawidłowo powołany”.
Przyznam, że nie wiem, ile razy mamy kłaść prawa osób LGBT+ na ołtarzu wąsko rozumianej praworządności. TSUE jest obsadzony prawidłowo, a to jego wyrok jest wiążący.
Co byś w takim razie radziła innym parom, które zastanawiają się, czy po wyroku NSA jest sens iść do urzędów i walczyć o transkrypcję zagranicznych aktów małżeństw?
Tak, idźcie do urzędów i domagajcie się wykonania wyroku, który jest wiążący. Będę to powtarzać do znudzenia – wyroki sądów międzynarodowych wykonuje się nie tylko poprzez zmianę ustaw. Owszem, zmiany byłyby potrzebne, ale naprawdę wystarczy rozporządzenie uzgodnione między ministerstwem cyfryzacji i MSWiA, które odblokuje systemy teleinformatyczne.
W idealnym świecie wprowadzilibyśmy równość małżeńską, znowelizowali kodeks rodzinny i opiekuńczy pochodzący z lat 60-tych, który nie odzwierciedla tego, w jaki sposób dziś zbudowane są rodziny i nie chodzi tylko o tęczowe rodziny. Żyjemy bardzo daleko od idealnego świata, ale to nie znaczy, że nie da się zrobić nic. I to niezależnie od tego, kto jest prezydentem.
Najpierw byłaś pełnomocniczką Jakuba i Mateusza, w 2024 roku dołączyłaś do Departamentu Równości Katarzyny Kotuli w KPRM, żeby o równość walczyć ramię w ramię z politykami, a nie przed sądami. Teraz znów wróciłaś do roli adwokatki. Czego cię nauczyła ta droga?
Będę zawsze powtarzać, że na szczeblu dyrektorskim w administracji rządowej jest mnóstwo kompetentnych, mądrych osób, które chcą stosować prawo Unii Europejskiej. To ludzie, którzy mają świadomość tego, że uregulowanie sytuacji prawnej par tej samej płci powinno być jednym z priorytetów rządu. To się nie dzieje, bo nie ma woli politycznej, a nie dlatego, że nie ma komu robić. Dołączając do pracy w rządzie, byłam przekonana, że argument prawa Unii Europejskiej jest decydujący. A okazuje się, że nie jest.
Dlaczego?
Mogę się tylko domyślać. Chodzi o uprzedzenia i kalkulację polityczną, choć według mnie nietrafioną. Pewnie jestem bardzo naiwną osobą, ale wierzę, że przestrzeganie praw człowieka temu rządowi zawsze się opłaci.
Patrząc na tę polityczną niemoc, zastanawiam się, na ile litygacje strategiczne przed europejskimi sądami mają sens. Po każdym kolejnym wyroku najpierw jest ogromny entuzjazm, ale bardzo szybko pojawia się rozczarowanie, bo politykom nie spieszy się z wykonywaniem tych wyroków. Życie toczy się dalej, a ludzie nadal nie mają żadnych praw.
Są dwa powody, dla których wierzę w sens litygacji. Po pierwsze, trzeba tworzyć preteksty do wprowadzania zmian. Politykowi, który jest przychylny sprawie, łatwiej oprzeć się na wyroku sądu międzynarodowego – tak jak zrobił to wiceminister pracy i rodziny, wnioskując do ZUS o objęcie małżonków tej samej płci zabezpieczeniem społecznym.
Po drugie, te wyroki bardzo zmieniają społeczną świadomość. Są komunikatem dla tęczowych rodzin, szczególnie dzieciaków, że rodzina, którą tworzysz, jest okej, jest warta ochrony tak samo jak każda inna. To pomaga zbudować minimalne poczucie bezpieczeństwa w tym okropnym homofobicznym świecie. Widzę też ogromną zmianę świadomości wśród sędziów, którzy na przestrzeni ostatnich 10 lat zmienili zdanie. Orzekają w sposób, który dekadę temu wydawał im się nie do pomyślenia, a dziś jest oczywistością.
Pierwsze małżeństwo par tej samej płci w Polsce – liczysz na odwagę polityka czy urzędnika?
Chyba programisty, który usunie blokadę w systemie teleinformatycznym. Odważne urzędniczki i urzędnicy już są, gdy tylko będą mieć fizycznie taką możliwość, dokonają transkrypcji.
Nie sądzę też, żeby od polityka w tej sytuacji wymagana była odwaga, wystarczy wykonać wyrok i nie przeszkadzać.
Koalicja Obywatelska nie chce „wojny światopoglądowej” z prawicą, która w uniesieniu apeluje, żeby wysłać wyrok NSA do Trybunału Konstytucyjnego, bo godzi w art. 18 i świętość małżeństwa. I podnosi panikę, że najpierw pozwolimy na ślub dwóch mężczyzn, a potem zgodzimy się na związki międzygatunkowe. Taka to jest dyskusja.
Ja bym oczekiwała od rządzących, że będę więcej rozmawiać ze swoimi wyborczyniami i wyborcami niż z prawicą. Prawicy do niczego nie przekonają, prawda? A myślę, że warto posłuchać ludzi, którzy na nich głosowali. Ci raczej nie mieliby wątpliwości, czy wyroki TSUE i NSA wykonać.
Jakich kolejnych litygacji można się spodziewać?
Kolejny krok to akty urodzenia dzieci w parach jednopłciowych. Mamy uchwałę składu siedmiu sędziów NSA sprzed 7 lat, w której jest mowa o tym, że nie wolno rejestrować zagranicznych aktów urodzenia, w których są dwie matki. A dokumenty tożsamości dla dzieci urodzonych w takich rodzinach trzeba wydawać na podstawie zagranicznych aktów urodzenia. W praktyce ten system nie działa. Jest coraz mniej urzędów, które wydają dokumenty dzieciakom zagrożonym bezpaństwowością, na podstawie zagranicznych aktów urodzenia.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie, rozpoznając jedną ze spraw, w której figurują dwie matki, dwa lata temu zwrócił się do NSA z pytaniem, czy aby ta uchwała 7 sędziów jest nadal aktualna, skoro są tak duże problemy w uzyskaniu dokumentów tożsamości dla dzieci. Myślę, że możemy spodziewać się w tej sprawie szybkiego rozstrzygnięcia przed NSA.
Mam nadzieję, że w ten sposób otworzy się ścieżka do uznawania rodziców tej samej płci w Polsce.
Ta strategia, o której rozmawiamy, jest super, bo pozwala tworzyć wyłomy w prawie i zwiększa presję na instytucje i polityków, natomiast nie jest odporna na ciosy. Łatwo sobie wyobrazić, że tak jak skrajna prawica przez lata brała na cel szpitale i lekarzy wykonujących aborcję, tak teraz będzie uderzać w urzędników, którzy wpisali w akty stanu cywilnego małżeństwo jednopłciowe.
Oczywiście boję się takich sytuacji, ale boję się i robię. Nie widzę alternatywy. Od lat jestem zdania, że równość małżeńską w Polsce wprowadzimy poprzez uznawanie małżeństw tej samej płci zawieranych za granicą. Nie wierzę w rychłą zmianę legislacyjną, niezależnie od tego, kto jest prezydentem.
Wierzę za to w prawo Unii Europejskiej i presję międzynarodową. Wierzę, że angażowanie się w postępowania sądowe ma sens.
Moja rola jest służebna. Prawdziwą pracę na co dzień wykonują organizacje społeczne. Ja tylko dostarczam narzędzi, które można wykorzystać, żeby tę zmianę przeprowadzić. A politykom staram się dostarczać pretekstu, żeby ruszyć z miejsca.
Ile par w Polsce mogłoby skorzystać z transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw?
Liczyliśmy to na piechotę, gdy pracowałam jeszcze w KPRM. Nie mieliśmy danych z całej Unii Europejskiej, ale myślę, że chodzi o nie więcej niż tysiąc par.
LGBT+
Prawa człowieka
Sądownictwo
Donald Tusk
Naczelny Sąd Administracyjny
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej
małżeństwa jednopłciowe
Naczelny Sąd Administracyjny
Urząd Stanu Cywilnego
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Komentarze