0:00
07 października 2021

Czexit, antyimigrancka retoryka i zjednoczona opozycja. Lekcja dla polskiej opozycji?

Dwa opozycyjne bloki idą do wyborów, by odsunąć od władzy skorumpowanego populistę Andreja Babiša, nazywanego niekiedy czeskim Donaldem Trumpem. Czesi przed wyborami do sejmu testują rozwiązanie, które być może w wyborczej walce z Jarosławem Kaczyńskim czeka polską opozycję

Wydrukuj

Przed kilkoma miesiącami publicyści wieszczyli, że na czele czeskiego rządu stanie 41-latek z dredami – charyzmatyczny lider partii Piratów Ivan Bartoš, a dni dotychczasowego premiera Andreja Babiša, według rankingu Forbesa z 2020 roku czwartego najbogatszego Czecha, rządzącego od 8 lat jako wicepremier i później premier, są już policzone.

Trend jednak się odwrócił. O tym za chwilę, a na początek kilka słów o frekwencji – według opublikowanego w poniedziałek 4 października sondażu przeprowadzonego przez firmę Median w piątek i w sobotę do lokali wyborczych, w których Czesi wybiorą 200 posłów, chce pójść 71 proc. respondentów. Jednak w komentarzu do wyników sondażu można przeczytać, że deklarowana chęć wzięcia udziału w głosowaniu jest zwykle wyższa niż rzeczywista. Przed czterema laty w wyborach 20 i 21 października frekwencja wyniosła 60,48 proc.

Kto ma szanse

Według wspomnianego sondażu największym poparciem cieszy się obecnie rządzące ugrupowanie ANO (Akcja Niezadowolonych Obywateli) premiera Andreja Babiša, na które oddać głos chce 25,2 proc. wyborców. Dalej jest konserwatywno-chadecko-liberalna koalicja Spolu (Razem) na którą chce głosować 20,9 proc. wyborców. Tuż za nią jest liberalno-progresywna i proeuropejska koalicja Piraci i Burmistrzowie (Piráti a Starostové) z deklarowanym poparciem na poziomie 19,4 proc. Czwartym poparciem cieszy się antyimigrancka i antyeuropejska, mająca na sztandarach referendum w sprawie Czexitu, partia SPD, czyli Svoboda a přímá demokracie (Wolność i Demokracja Bezpośrednia) Tomio Okamury, czesko-japońskiego przedsiębiorcy.

Na progu wyborczym balansują rządzący obecnie z Andrejem Babišem socjaldemokraci (ČSSD, czyli Česká strana sociálně demokratická) z poparciem 5,6 proc. Swojej przyszłości nie mogą być też pewni komuniści z KSČM (Komunistická strana Čech a Moravy), na których oddanie głosu deklaruje 4,4 proc. wyborców. Choć komuniści oficjalnie do rządu Andreja Babiša nie weszli, wielokrotnie wspierali go w głosowaniu. Ostatni raz uratowali mu skórę 3 czerwca, kiedy to nie wzięli udziału w głosowaniu w sprawie wotum nieufności dla rządu. Podobnym poparciem (4,5 proc.) cieszy się koalicja Trikolóra, Svobodní, Soukromníci (Trójkolorowi, Wolni, Właściciele), która deklaruje, że będzie bronić normalnego świata, wolności, dobrobytu i czeskich portfeli. Trikolóra to eurosceptyczne ugrupowanie odwołujące się do tradycyjnych wartości, założone przez Václava Klausa młodszego (ostatecznie wycofał się z polityki), syna byłego prezydenta Václava Klausa (słynącego z antyunijnych poglądów, a ostatnio idola czeskich koronasceptyków).

Ten krótki wykład o politycznym planktonie – z perspektywy obecnych sondaży – był potrzebny, bowiem najprawdopodobniej od wyniku, jaki osiągną ugrupowania balansujące na progu wyborczym, zależeć będzie, kto zostanie czeskim premierem. Zwłaszcza, że podobne liczby przynosi opublikowany 3 października sondaż przygotowany przez STEM, z którego wynika, że ANO cieszy się poparciem 27,3 proc. wyborców, koalicja Spolu – 21,4 proc., koalicja Piráti a Starostové – 17,4 proc., SPD Tomio Okamury – 12,3 proc. W tym sondażu na progu wyborczym balansują komuniści – 6,5 proc. i socjaldemokraci – 4,4 proc. Sondaż STEM daje 5,7 proc. poparcia ugrupowaniu Přísaha, czyli Przyrzeczenie, które na sztandarach ma walkę z korupcją.

Andrej Babiš w podatkowym raju

Tylko czy sondażom wieszczącym zwycięstwo Andreja Babiša można teraz wierzyć? Oba zostały przeprowadzone przed tym, jak w niedzielę w czeskich mediach gruchnęła informacja o wynikach śledztwa przeprowadzonego przez Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (ICIJ). Śledztwo dziennikarzy wykazało, że Andrej Babiš – przypomnijmy: czwarty najbogatszy człowiek w Czechach, z majątkiem wycenianym przez Forbesa na 74 mld koron, właściciel Agrofertu, potentata na rynku rolno-spożywczym, i części mediów, które ochoczo kupował, by zamknąć usta krytykującym go dziennikarzom – w 2009 roku nabył luksusowe nieruchomości na francuskiej Riwierze o wartości 15 milionów euro przez spółki zarejestrowane w rajach podatkowych. Dzięki temu miał uniknąć podatków.

Andrej Babiš wyjaśniał, że jego działanie nie było nielegalne i miało miejsce przed jego wejściem do polityki. Podważał także ustalenia dziennikarzy biorących udział w śledztwie, których określił mianem “lewicowo-marksistowsko-proimigranckich”. W środę jednak Czeskie Radio, powołując się na francuskich dziennikarzy, ujawniło, że Andrej Babiš korzystał z rajów podatkowych także będąc premierem. Nie sposób ocenić, jak te rewelacje wpłyną na poparcie dla ugrupowania ANO, na czele którego stoi premier.

6 października w Czechach rozpoczęło się głosowanie dla osób, które są w izolacji lub kwarantannie i według czeskiego prawa nie wolno już publikować sondaży. Niektórzy wróżą, że śledztwo Pandora Papers utopi Andreja Babiša. Warto jednak pamiętać, że to nie pierwszy zarzut korupcyjny, stawiany temu politykowi. Agrofert pełnymi garściami czerpie unijne dotacje, narażając premiera Babiša na zarzut korupcji. Komisja Europejska wzywała już czeskiego premiera do usunięcia konfliktu interesów, a czeska policja postawiła Babišowi zarzuty wyłudzenia unijnej dotacji w wysokości 2 mln euro na ośrodek konferencyjno-rekreacyjny Bocianie Gniazdo (Čapí hnízdo).

Mimo wielotysięcznych ulicznych protestów, w których Czesi jeszcze przed pandemią koronawirusa żądali dymisji premiera, ten nadal jest liderem sondaży. Zresztą sam Andrej Babiš bagatelizował te największe uliczne demonstracje w Czechach po 1989 roku, tłumacząc je po prostu ładną pogodą, która zachęciła Czechów do wyjścia na świeże powietrze.

Wyższe emerytury uratują premiera?

Premier chętnie posługuje się argumentem portfela. Podczas sejmowej dyskusji nad odwołaniem swojego rządu chwalił się zwiększeniem pensji nauczycieli, policjantów, strażaków czy pielęgniarek. "W 2009 roku średnia emerytura wynosiła 10 045 koron czeskich miesięcznie (równowartość ok. 1823 zł). Przyszły ODS i TOP 09, a efekt był taki, że na koniec 2013 roku średnia emerytura wynosiła 10 962 koron (ponad 1990 zł)", wyliczał Babiš.

Premier przypomniał, że w momencie gdy został premierem w 2017 roku średnia emerytura wynosiła 11 745 koron (ok. 2132 zł), a w marcu 2021 roku było to już 15 351 koron (ok. 2787 zł). Zaznaczył również, że każda osoba powyżej 85. roku życia dostała dodatkowo tysiąc koron. W grudniu 2021 roku każdy czeski senior dostał jednorazowo 5 tys. koron (ok. 907 zł) z powodu pandemii COVID-19. W roku 2022 średnia podwyżka czeskich emerytur będzie wynosić 758 koron (ok. 137 zł). Podczas niedzielnej debaty w telewizji CNN Prima, podczas której opozycja krytykowała Babiša za podwyżki dotykające Czechów, ten obiecał dopłaty do rachunków za prąd.

Czeski serwis fact-checkingowy Demagog.cz zweryfikował stan 50 najważniejszych obietnic, które zgłosił Andrej Babiš tuż po tym, jak objął urząd premiera. 22 zostało spełnionych, 13 spełniono częściowo, a 15 nie dotrzymano.

Fotel premiera może uratować dla Babiša wejście do sejmu ugrupowań, które teraz balansują na granicy progu wyborczego. Po pierwsze może liczyć na wejście z nimi w koalicję (jak dotychczas z socjaldemokracją) lub wsparcie w głosowaniach bez wejścia do rządu (jak było z komunistami). Po drugie, im więcej partii znajdzie się w parlamencie, tym mniej mandatów w sejmie da dwóm opozycyjnym koalicjom ich wynik.

Andrej Babiš ma jeszcze jednego asa w rękawie. Jest nim popierający go czeski prezydent Miloš Zeman, dlatego Babiš może liczyć po wyborach na otrzymanie misji stworzenia nowego rządu. Nawet jeśli mu się to nie powiedzie, może przy wsparciu prezydenta przedłużać funkcjonowanie swojego gabinetu, jak to zresztą miało miejsce po wyborach w 2017 roku.

Opozycja w dwóch blokach

Babiša chce odsunąć od władzy opozycja, która idzie do wyborów w dwóch blokach. To jeden ze scenariuszy, który przeciwko Prawu i Sprawiedliwości planuje też polska demokratyczna opozycja. Pierwszy blok, czyli koalicję Spolu tworzą trzy partie dobrze znane na czeskiej scenie polityczne - prawicowy ODS, konserwatywno-liberalny TOP 09 i chadecy z KDU-ČSL. Na jej czele stoi polityk ODS Petr Fiala, politolog i były rektor Uniwersytetu Masaryka w Brnie. Drugą koalicję tworzą uchodząca za liberalną i progresywną partia Piraci pod wodzą Ivana Bartoša oraz Burmistrzowie (Starostové), czyli ruch polityczny skupiający czeskich samorządowców, który uchodzi za polityczne centrum. Tym razem oba ugrupowania na poziomie krajowym testują scenariusz, który w ostatnich wyborach samorządowych dał im zwycięstwo w województwie ołomunieckim.

Zdaje się, że pomysłem powszechnie popieranym przez wyborców opozycji, którzy chcą odsunąć od władzy Andreja Babiša, jest wspólny rząd obu ugrupowań. Warto jednak – także w polskiej perspektywy – zauważyć z jakimi problemami muszą mierzyć się obie opozycyjne koalicje.

Spolu tworzą partie odmienne ideologicznie, co najłatwiej zilustrować tym, że w Parlamencie Europejskim zasiadają w różnych ugrupowaniach. ODS podobnie jak Prawo i Sprawiedliwość zasiada w grupie Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, a KDU-ČSL i TOP 09 są – podobnie jak np. Platforma Obywatelska i PSL – w Europejskiej Partii Ludowej. Europoseł ODS Alexandr Vondra jest przeciwnikiem nacisków ze strony KE na Polskę z powodu łamania praworządności. - Przede wszystkim powinna skupić wszystkie swoje siły na jak najszybszym wyjściu z kryzysu wywołanego pandemią COVID-19, a nie zajmować się tym, czy jakiś kraj członkowski realizuje taką lub inną reformę sądu – przekonywał.

Za to np. jedna z liderek SPOLU, a od 2019 roku przewodnicząca partii TOP 09 Markéta Pekarová Adamová jest zwolenniczką ułatwienia Polkom przeprowadzenia legalnego w Czechach zabiegu aborcji. - Bezpieczna aborcja jest zawsze lepszym rozwiązaniem niż ryzykowny zabieg przeprowadzony w podziemiu – uważa Markéta Pekarová Adamová. Andrej Babiš zręcznie gra – co było widać podczas niedzielnej debaty w CNN Prima News – ideologicznymi różnicami poszczególnych partii tworzących Spolu, zwracając np. uwagę na różnice w stosunku do przyjęcia euro. Warto dodać, że w przywoływanej dwugodzinnej debacie kandydatów na premiera w telewizji CNN Prima News politycy nawet słowem nie zająknęli się na temat kopalni Turów, co tylko pokazuje, że polsko-czeski spór - na przekór zapewnieniom polskiego rządu - w czeskiej kampanii wyborczej pełni rolę marginalną.

Podobnie zresztą szef ANO punktował koalicję Piratów z Burmistrzami. Podczas wspominanej już debaty Babiš nazwał ją połączeniem lewicowych neomarksistów z partią prawicową. Przy okazji zaatakował Piratów, że reprezentują interesy Brukseli a nie Pragi, oraz opisał Piratów jako partię, która zamiast zajmować się konkretnymi problemami Czechów debatuje nad wprowadzeniem do parlamentu toalet dla trzeciej płci. Zwraca także uwagę, że ugrupowanie ma dwóch liderów i wyborcy nie wiedzą, który z nich zostałby premierem po ewentualnym zwycięstwie.

Oczywiście sensem - co rozważa także polska opozycja - obu opozycyjnych koalicji jest kumulacja głosów, które mogłyby się zmarnować w przypadku startowania pod własnych szyldem, gdyby któraś z partii znalazła się pod progiem wyborczym. Doskonale ilustruje to wrześniowy sondaż STEM, pokazujący poparcie dla konkretnych partii tworzących koalicję. W przypadku partii tworzących SPOLU gdyby nie stworzyły koalicji tylko ODS z 11,5 proc. znalazłby się w sejmie. Na TOP 09 głosować chciało 4,1 proc. wyborców, a na chadeków – 3,8 proc. Niepewny byłby także los koalicjantów Piratów, czyli STAN, na których wedle wrześniowego sondażu oddać głos chciało 6,9 proc. wyborców.

Przeciw koalicji może przemawiać natomiast zapowiedź prezydenta Miloša Zemana, że jako premiera wskaże lidera zwycięskiej partii, a nie koalicji.

"Nie pozwólmy na dyktat Brukseli"

Czwartą siłą polityczną w Czechach według sondaży jest antyimigrancka, nacjonalistyczna i antyeuropejska partia SPD, na czele której stoi Tomio Okamura. Ugrupowanie żąda referendum w sprawie Czexitu, chce zdelegalizować w Czechach islam i zamknąć Czechy przed Afrykańczykami. Lider SPD był także przeciwnikiem przyjęcia przez Czechy grupy ponad setki Afgańczyków ewakuowanych z Kabulu, wśród których byli tłumacze i współpracownicy czeskich żołnierzy oraz ich rodziny.

Okamura zbija również kapitał polityczny u koronasceptyków i przeciwników szczepień przeciw COVID-19. Na swoim oficjalnym koncie na Instagramie Okamura chwali twardą politykę prezydenta Andrzeja Dudy wobec UE. Umieścił tam słowa Andrzeja Dudy: „Jestem prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy”. Wypowiedź polskiego prezydenta opatrzył komentarzem: „To jest właściwe podejście. Nie pozwólmy na dyktat Brukseli”.

Choć partia Okamury zasiada już w czeskim sejmie, w tym momencie ugrupowanie to nie ma większego wpływu na czeską politykę. Nie można być jednak pewnym, że po najbliższych wyborach partia ANO nie będzie zmuszona zabiegać o jej głosy.

Lokale wyborcze w Czechach będą otwarte w piątek (8 października) od 14:00 do 22:00 i w sobotę (9 października) od 08:00 do 14:00. Czesi wybiorą 200 posłów. W Republice Czeskiej koniec kadencji sejmu nie pokrywa się z końcem kadencji senatu. Czesi sejm wybierają na 4 lata, a senat na 6, przy czym co dwa lata wymieniają ⅓ jego składu. Najbliższe wybory do senatu odbędą się w 2022 roku.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne