0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ukraiński żołnierz stoi obok anteny systemu szerokopasmowego Starlink w Bachmutie 9 lutego 2023 r., w trakcie rosyjskiej inwazji na Ukrainę. (Zdjęcie: YASUYOSHI CHIBA / AFP)Ukraiński żołnierz s...

Wdrożone właśnie przez firmę Space X, należącą do Elona Muska, rozwiązania zakładają, że na terytorium Ukrainy mogą być używane tylko zarejestrowane i zweryfikowane terminale – a te, używane przez armię rosyjską, nie są. Ponadto nie mogą one być używane w ruchu, jeśli prędkość przekracza 75 kilometrów na godzinę. Eliminuje to więc użycie ich na platformach latających.

Rosjanie muszą wykorzystać inne sposoby sterowania swoimi dronami. To oznacza, że zagrożenie dla strony ukraińskiej się zmniejsza, ale nie znika. Zasadniczym problemem dla Ukrainy jest kampania przeciwko infrastrukturze energetycznej i ciepłowniczej – a tu od dawna prowadzone są ataki na cele nieruchome takie jak elektrownie, ciepłownie czy stacje transformatorowe. Bliżej linii frontu używane są bezzałogowce sterowane radiowo lub przewodowo.

Ponadto samo wyłączenie dostępności niezweryfikowanych (czyli w większości: używanych przez Rosjan) terminali przyniosło falę wiadomości o problemach wojsk rosyjskich, świadczącą o tym, że najwyraźniej własne systemy łączności były często zastępowane właśnie Starlinkiem.

Rosji nie udało się wprowadzić na dużą skalę nowoczesnych własnych radiostacji jak R-187 Azart ani zapewnić własnej, porównywalnej ze Starlinkiem, łączności satelitarnej. System oferowany przez Gazprom najwyraźniej działa – ale nieporównywalnie słabiej, zwłaszcza że Space X wystrzeliło ponad sześć tysięcy satelitów, Gazprom Space Systems posiada ich…pięć, wszystkie na orbicie geostacjonarnej.

Przeczytaj także:

Na któtka metę decyzja Space X jest więc dla Ukrainy korzystna.

Zmniejsza zagrożenie ze strony dronów oraz sprawić może, że działania lądowe Rosji staną się trudniejsze, właśnie z uwagi na problemy w łączności. Jednak oznacza to zależność od decyzji zagranicznego przedsiębiorstwa i jej prezesa.

A jeśli Musk się rozmyśli?

Można wyobrazić sobie scenariusz, w którym obecna administracja amerykańska, dążąc do wymuszenia na Ukrainie zawarcia pokoju lub rozejmu za wszelką cenę, doprowadzi do wyłączenia Starlinka stronie ukraińskiej, albo co gorsza, będzie to decyzja samego Muska.

Nie jest to scenariusz nieprawdopodobny. Już w roku 2022 doszło do sporu pomiędzy Muskiem a władzami Ukrainy, gdy Musk promował swój „plan pokojowy” i jako środek nacisku wykorzystał kwestię finansowania usługi, częściowo finansowanej przez SpaceX.

W tym samym roku Musk odmówił Ukrainie użycia Starlinka do sterowania dronami mającymi zaatakować cele na Krymie. W roku 2024 doszło z kolei do spięcia – także na tle finansowym, bo i Polska finansuje użycie Starlinków w Ukrainie – pomiędzy Muskiem a polskim ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim.

Taki rodzaj zależności od zewnętrznego podmiotu jest na dłuższą metę nie tylko niekorzystny, ale wręcz nieakceptowalny. Dotyczy to nie tylko tej jednej usługi, ale systemów łączności w ogóle.

Co więcej, korzystanie z usług zewnętrznego dostawcy oznacza dalsze czynniki ryzyka, związane z bezpieczeństwem informacji. Stąd też siły zbrojne USA korzystają oprócz zwykłego Starlinka z jego wojskowej odmiany o nazwie Starshield, która dodatkowo zapewnia także zdolności w zakresie obserwacji ziemi, uzupełniając typowe wojskowe i wywiadowcze systemy. Jednakże, co warto zauważyć, także w zakresie łączności – usługi SpaceX nie zastępują u Amerykanów dotychczasowych systemów, jedyne je uzupełniają. Nie da się zresztą wykluczyć, że w razie zmiany ekipy rządzącej w Waszyngtonie, znaczenie usług Muska spadnie.

Z polskiej perspektywy najważniejszym wnioskiem wynikającym z casusu wojennego użycia internetu satelitarnego jest właśnie kwestia kontroli i uniknięcia uzależnienia się od jednego dostawcy.

Jesteśmy w lepszej sytuacji niż Rosja, czy Ukraina

W zakresie łączności wojskowej na szczęście jesteśmy w sytuacji lepszej niż Rosja czy Ukraina: stare radiostacje były od lat 90. zastępowane nowymi, w tym przenośnymi R3501 czy plecakowymi produkowanymi w Radmorze. Oprócz nich nabywano także amerykańskie urządzenia np. AN/PRC-117 czy AN/PRC-158.

Ponadto modernizacja systemów łączności i dowodzenia dotyczyła także sił morskich, obrony powietrznej czy dowodzenia artylerią. Wraz z wejściem do NATO używane są też – na niektórych samolotach i okrętach łącza wymiany danych taktycznych.

Nie jest to jednak proces zakończony, a o deficytach świadczyły zauważane na zdjęciach z ćwiczeń kupowane przez żołnierzy radiostacje cywilne (w tym chińskie baofengi). To nie oznacza jednak, że sytuacja jest już bezpieczna – przeciwnie.

Łączność to nie tylko same siły zbrojne, ale także szersza sfera odporności państwa,

a więc służby mundurowe, administracja i organy oraz podmioty ochrony ludności i obrony cywilnej – a tu potrzeby są wręcz gigantyczne.

Kluczowa jest w tej sferze zdolność do sprawowania kontroli nad żywotnie ważnymi systemami łączności – zarówno nad ich stroną sprzętowa, oprogramowaniem (zwłaszcza pod kątem jego bezpieczeństwa) oraz możliwościami eksploatacji oraz dokonywania zmian i modernizacji – bez tego zawsze będzie istnieć ryzyko obcej ingerencji.

Łączność nerwem armii

Nie bez powodu łączność określa się nerwem armii. Przekazywanie meldunków i rozkazów umożliwia bowiem skuteczne dowodzenie i reagowanie na zmieniającą się sytuację na polu bitwy.

W przeszłości, gdy wojska przemieszczały się pieszo lub konno a pole bitwy faktycznie było polem – łatwą w identyfikacji przestrzenią o ograniczonym rozmiarze, podstawą komunikacji byli łącznicy – żołnierze wysyłani w celu przekazania ustnej lub pisemnej informacji. Szczególną funkcję pełniła także komunikacja wizualna jak wyróżniające się mundury oraz sztandary jednostek.

Stąd też historyczne mundury potrafią być zaskakująco kolorowe (jak choćby brytyjskie czerwone bluzy) i do dziś obowiązującą zasadą jest obrona sztandaru jednostki wojskowej – a sankcją jego utraty „wskutek słabości ducha bojowego” jest do dziś rozwiązanie jednostki.

Na morzu do łączności używano znaków w postaci flag, a wiadomości przesyłano za pomocą łodzi i okrętów.

[caption id=„” align=„aligncenter” width=„518”] Międzynarodowy Kod Sygnałowy opisuje procedurę sygnalizacji alfabetu Morse'a flagami lub rękoma. Znaki proceduralne są także do stosowania aldisem – jest odrędny rozdział o sygnalizacji Morse'm światłem. MKS INTERCO https://msi.nga.mil/api/publications ...[/caption]

Meldunki ciężarkowe

Rewolucja przemysłowa, wywołane nią zmiany społeczne oraz postęp techniczny sprawiły, że zwiększała się zarówno wielkość sił zbrojnych, jak i tempo ich przemieszczania – początkowo pociągami, później samochodami i wozami bojowymi. Pojawienie się nowych środków łączności, najpierw przewodowej jak telegraf i telefon a później bezprzewodowej – czyli radia, pozwoliło na efektywne przekazywanie wiadomości, a zarazem umożliwiło dalsze zwiększanie tempa działań oraz obszaru, na którym mogą być prowadzone bez potrzeby kłopotliwego rozwijania przewodów telefonicznych i telegraficznych.

Artyleria w wieku XVIII mogła ostrzelać te cele, które były widoczne wzrokowo z poziomu ziemi. Wiek XIX przyniósł wynalazek balonu obserwacyjnego, utrzymywanego na uwięzi. Znajdujący się w jego gondoli obserwatorzy mogli poprzez telefon polowy przekazywać informacje o wykrytych celach oraz o miejscu upadku pocisków, korygując na bieżąco ogień dział.

Następnym krokiem było zastosowanie do tego celu samolotu, który już jednak łączności przewodowej nie mógł prowadzić. Podczas I wojny światowej czy w lotnictwie II Rzeczypospolitej informacje zebrane przez załogę przekazywano w postaci meldunku złożonego po wylądowaniu lub pisemnej informacji (tzw. meldunku ciężarkowego) zrzuconego na ziemię, co z kolei zajmowało czas. A to mógł wykorzystać przeciwnik.

Pokładowa łączność radiowa umożliwiła znów szybkie przekazywanie wiadomości. Czas od wykrycia do zaatakowania celu skrócił się do czasu niezbędnego na podjęcie decyzji, przekazanie rozkazów oraz samo użycie uzbrojenia. Możliwe stało się także przekazywanie informacji do samolotów będących już w powietrzu, na przykład dyżurujących nad polem walki. Ten system znany jest do dziś, choć samoloty obserwacyjne zastąpiły najpierw śmigłowce, dziś wypierane przez bezzałogowe statki powietrzne.

Łączność radiowa zmieniła także inne formy działań. Obrona powietrzna – choćby podczas Bitwy o Anglię w 1940 roku – nie byłaby skuteczna bez przekazywania pilotom myśliwców informacji o położeniu przeciwnika. Podczas działań na morzu wczesne wykrywanie obcych okrętów pozwalało na skuteczne kierowanie tam własnych sił – lub uniknięcie zagrożenia. Ponadto już podczas II wojny światowej zaczęto stosować łączność radiową jako sposób kierowania uzbrojeniem. Tak powstały bomby szybujące, takie jak amerykańska Azon czy niemiecka Fritz X.

Wreszcie, bez łączności radiowej nie byłoby możliwe prowadzenie dalekiego rozpoznania przez grupy rozpoznawcze, działające dziesiątki kilometrów za linią frontu – bez tego elementu wysyłanie ich na teren przeciwnika nie miałoby sensu, wobec braku możliwości przesyłania meldunków.

Radzieckie Barsy

W okresie powojennym łączność radiowa jako element niezbędny w działaniach wojska ulegała dalszej ewolucji. Jednym kierunkiem było jej upowszechnienie. Z punktu widzenia wojska, oprócz braku przewodów najważniejszą zaletą jest skalowalność i elastyczność tego rodzaju łączności. Wystarczy dobrać odpowiednie parametry transmisji – a więc częstotliwość i moc oraz posiadać adekwatne urządzenia, aby móc prowadzić łączność międzykontynentalną lub też umożliwić porozumiewanie się żołnierzom używających indywidualnych radiostacji.

Oczywiście: wszystko ma swoją cenę i należy mieć na uwadze ograniczenia związane z rozchodzeniem się fal radiowych o różnych parametrach. Stąd też ręczna radiostacja może zapewnić komunikowanie się na odległości do kilku kilometrów, a zasięg mogą ograniczać choćby budynki czy roślinność (np. gęsty las, zwłaszcza iglasty). Aby móc zapewnić łączność na dużych dystansach, niezbędne są urządzenia o większych mocach, większych antenach i najlepiej adekwatnie rozstawione. Znaczna część łączności działa bowiem na zasadzie linii wzroku, a więc nadajnik i odbiornik muszą się „widzieć”.

Rozwiązaniem łączności dalekodystansowej może być także wykorzystanie szczególnych cech propagacji fal, na przykład odbicia się ich od górnych warstw troposfery. Tak powstały całe łańcuchy łączności tworzone przez stacje pośrednie, na przykład radziecki system BARS, gdzie stacje (w tym rozmieszczone w Polsce) dzieliły setki kilometrów. Inną formą zwiększania zasięgu, stosowaną do dziś, jest użycie samolotów jako stacji pośredniczących (retranslatorów). Taką funkcję pełnią między innymi amerykańskie samoloty E-6 TACAMO przeznaczone do łączności z okrętami podwodnymi czy E-11, wspierające łączność taktyczną.

Globalna łączność

Stąd był już tylko krok do użycia sztucznych satelitów jako platform zapewniających globalny zasięg łączności. Oczywiście oznaczało to kolejne problemy, oprócz zalet: optymalnym miejscem dla satelity telekomunikacyjnego jest orbita geostacjonarna 35 800 km nad powierzchnią ziemi – a więc terminal musi się połączyć z satelitą na takim dystansie i odebrać od niego sygnał.

Stąd też początkowo łączność wymagała dużych, a więc kłopotliwych w użyciu anten i terminali nadawczo-odbiorczych a oprócz tego należało mieć własne satelity. Z czasem, zwłaszcza w przypadku mocarstw jak USA – łączność satelitarna stała się jednym z powszechnie używanych systemów łączności dalekiego zasięgu.

Z drugiej strony, zmieniały się wymagania w zakresie treści przesyłanych drogą radiową. O ile pierwotnie były to komunikaty telegraficzne nadawane alfabetem Morse’a oraz łączność głosowa, wraz z postępem w zakresie systemów uzbrojenia pojawiło się zapotrzebowanie na przesyłanie innych komunikatów. Zwykła radiostacja nie umożliwiała przesyłania obrazu. Samolot rozpoznawczy przenoszący analogowe aparaty fotograficzne musiał wylądować (lub zrzucić zasobniki), zdjęcia musiały zostać wywołane i poddane analizie.

Ale pojawienie się najpierw analogowej telewizji a później kamer cyfrowych pozwalało przesyłać na stanowisko dowodzenia także obraz. Z drugiej strony, pojawiać się zaczęły – początkowo w działaniach na morzu – łącza wymiany danych (np. Link-11, czy Link-16), pozwalające przesłać dane zebrane przez radar lub inne urządzenia do zbierania informacji. Dzięki temu załogi poszczególnych okrętów czy samolotów mogły nie tylko widzieć na ekranach cele wykryte przez własne radary, ale także te, które wykryły inne włączone w system radary oraz przekazywać swoje dane innym.

Zalety takich rozwiązań okazały się przydatne także dla wojsk lądowych i współczesne radiostacje zapewniają także możliwość transmisji danych. Stąd też doszło do przeskoku jakościowego: zamiast tradycyjnych urządzeń analogowych, niezbędne są urządzenia cyfrowe. One jednocześnie sprawiły, że możliwe stało się tworzenie całych systemów zarządzania polem walki.

Komputerowe dowodzenie

Umożliwiają one wspomagane komputerowo dowodzenie pododdziałami czołgów, piechoty zmechanizowanej czy artylerii oraz wspierających je sił. Przykładem takiego systemu jest używany w Polsce od lat system Topaz, wdrażany w artylerii od 2002 roku. Takie systemy pozwalają przede wszystkim na łatwe śledzenie położenia sił własnych oraz zdobytych informacji o przeciwniku – prezentując je na mapie cyfrowej.

Do tego możliwe jest wymienianie innych informacji, na przykład zdjęć czy filmów oraz wiadomości tekstowych oprócz tradycyjnej łączności głosowej. Są to więc funkcjonalności podobne do tych, które oferują zwykłe smartfony – tylko zamiast wysłania pinezki na mapie i zdjęcia miejsca, do którego ma trafić znajoma osoba, wskazuje się cel do bombardowania.

Hopping częstotliwości

Oczywistą różnicą wynikającą z przeznaczenia jest także konieczność zabezpieczenia łączności przed przeciwnikiem. Wraz z postępem technologicznym znaczenia nabierał wywiad łączności – a więc wykrywanie wrogich emisji i w miarę możliwości przechwytywanie i poznawanie treści przekazów przeciwnika. Oczywistą metodą jest szyfrowanie i kodowanie wiadomości, tak aby przeciwnik nie mógł poznać ich treści, jednak to nie wystarczy.

Zagrożenie powstaje już z samą chwilą emisji sygnału – przeciwnik może go wykryć i ustalić miejsce nadawania. Stąd też praktykuje się unikanie emisji (tzw. ciszę radiową). Jest to jednak nie zawsze możliwe – informacje muszę być przekazywane. Stąd też innym sposobem jest szybka zmiana częstotliwości, na której prowadzona jest łączność – tzw. hopping częstotliwości, przy czym mowa o zmianach następujących kilkaset razy na sekundę: 100 to bardzo mało, pożądana liczba zmian to co najmniej 300. I znów, wymagane są do tego urządzenia cyfrowe.

Ponadto dzięki technice cyfrowej możliwe jest tworzenie radiostacji definiowanych cyfrowo – obróbka sygnału następuje w urządzeniach elektronicznych, a nie analogowych, można więc zaprogramować radiostację do pracy w określonym trybie.

Ukraina musiała się dostosować w biegu

Siłą rzeczy, współczesna łączność wojskowa to przedsięwzięcie drogie i skomplikowane – a zarazem jego sprawność i bezpieczeństwo są dosłownie sprawą życia i śmierci. Jeśli w roku 2026 wojsko używa ciężarówek z roku 1976, jest to mniej wygodne – ale jeśli samochody są sprawne, mogą się przydać. Ale użycie pięćdziesięcioletnich radiostacji jest równoważne z wywieszeniem wielkiej flagi „strzelajcie tutaj”. Podobne rezultaty może przynosić użycie radiostacji pozbawionych zabezpieczeń – choć tanich i łatwo dostępnych.

Z tym właśnie problemem zderzyła się armia ukraińska, która musiała odpierać najpierw hybrydową, a później pełnoskalową agresję znajdując się w trudnej sytuacji sprzętowej i organizacyjnej. Powoli reformowana armia regularna, powstające od 2014 formacje ochotnicze i paramilitarne, wreszcie masowa mobilizacja od 2022 roku miały do dyspozycji zasoby odziedziczone po ZSRR uzupełniane dostawami z Zachodu, właśnie konstrukcje uzupełnione sprzętem – choćby dronami – pozyskiwanymi na rynku cywilnym.

Do czego jest przydatny Starlink?

W przypadku łączności zaistniało podobne zjawisko. Siły zbrojne Ukrainy wykorzystują do łączności i zarządzania polem walki aplikacje takie jak Delta czy Kropyva instalowane na komercyjnych urządzeniach, tabletach czy smartfonach. Wykorzystywano też komunikatory takie jak Signal czy inne cywilne aplikacje. To wszystko wymagało jednak dostępu do sieci internetowej. I tutaj szczególnie przydatny okazał się Starlink.

Nie jest to urządzenie nowe, jeśli chodzi o zasadę działania, wykorzystującą rój satelitów na niskich orbitach okołoziemskich – tak działał choćby znacznie wcześniejszy system Iridium, zapewniający jednak tylko połączenia telefoniczne oraz wąskopasmowy przesył danych. Teraz satelitów na orbicie jest znacznie więcej, większa jest też przepustowość łącza.

Same terminale satelitarne są niewielkie, łatwe w rozstawieniu i transporcie. Mogą także zapewnić łączność w ruchu. Ponadto mogą być używane tam, gdzie innej infrastruktury nie ma lub została zniszczona. Wreszcie ich użycie pozwala zmniejszyć zagrożenie ze strony urządzeń do walki radioelektronicznej, przeznaczonych przede wszystkim do zakłócania wojskowej łączności radiowej. Ponadto łączność internetowa, jaką zapewnia Starlink obejmuje także szyfrowane komunikatory – co również podnosi jej bezpieczeństwo.

Masowe ich użycie zarówno do łączności wojskowej, jak i również cywilnej stało się więc substytutem innych systemów łączności, także po stronie rosyjskiej, pomimo sankcji.

Sterowanie bezzałogowcami

Ponadto oprócz pierwotnego przeznaczenia, znalazły zastosowanie jako urządzenia łączności pojazdów bezzałogowych. Początkowo były to bezzałogowe pojazdy nawodne stosowane przez Ukrainę. Okazało się jednak, że podobne zastosowanie dla tych terminali znalazła Rosja, omijając nałożone sankcje. W roku 2024 odnotowano przypadek użycia drona Szahed-136 z terminalem satelitarnym, zaś w roku 2026 Rosja użyła przeciwko Ukrainie samolotów bezzałogowych BM-35.

Wcześniej do łączności z dronami próbowano używać komercyjnych sieci GSM, w tym modemów z ukraińskimi kartami SIM. Takie rozwiązania pozwalają bowiem na zachowanie łączności z dronem poza zasięgiem łączności radiowej – po to, by przekazał on do operatora zdobyte dane rozpoznawcze (np. Obraz z kamery), lub by móc zdalnie nim sterować na przykład, by zaatakować wykryty podczas lotu cel.

Użycie terminala Starlink w takiej roli oznacza, że przy pomocy komercyjnie dostępnego cywilnego sprzętu powielono koncepcję już zastosowaną: samoloty bezzałogowe takie jak Amerykańskie Predatory czy Global Hawki są sterowane za pośrednictwem łączy satelitarnych – tylko że są to systemy wojskowe, nad którymi użytkownik ma pełną kontrolę. I to właśnie kontrola jest w sprawie Starlinków najważniejszym problemem.

;
Na zdjęciu Michał Piekarski
Michał Piekarski

Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego

Komentarze