Siły zbrojne Chin to dwa miliony żołnierzy, z czego 900 tys. w wojskach lądowych, 400 tys. w siłach powietrznych, 250 tys. w marynarce wojennej oraz 125 tys. w wojskach rakietowych. Do tego trzy lotniskowce, 148 niszczycieli, fregat i korwet i ponad 100 jednostek desantowych
Na zdjęciu u góry: Chiński lotniskowiec Shandong wpływa na wody Hongkongu, 3 lipca 2025. To jeden z trzech chińskich lotniskowców. Fot. Peter PARKS/AFP
Hipotetyczna wojna powietrzno-morska na Pacyfiku będzie skutkować dużymi stratami. Jednak będą to straty po obu stronach i ostateczny wynik starcia nie jest przesądzony z góry – nawet patrząc zarówno na liczebność chińskiej armii, jak i jej dynamiczną modernizację.
Nie jest więc wykluczone, że do nowej wojny na Pacyfiku nie dojdzie nigdy, a zarówno Chiny, jak i ich rywale poprzestaną na wyścigu zbrojeń i prężeniu muskułów.
Mocarstwowe ambicje Chińskiej Republiki Ludowej są widoczne na wielu polach, od budowy szybkiej kolei po program kosmiczny, od produkcji samochodów po rozszerzanie stref wpływów. Jednak w sferze bezpieczeństwa jednym z najbardziej fundamentalnych problemów jest potencjał militarny ChRL, zwłaszcza gdyby rywalizacja miała przejść z gospodarki i polityki do działań zbrojnych.
Gdy mowa o siłach zbrojnych komunistycznych Chin, najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest liczebność. W przypadku państwa z populacją miliarda czterystu milionów osób – to nie zaskakuje. Jednak przez wiele dekad o chińskich siłach zbrojnych można było powiedzieć trzy rzeczy: liczne, liczne i liczne.
Wynikało to ze specyficznej sytuacji gospodarczej i międzynarodowej tego państwa. Po przejęciu władzy przez Mao Zedonga w 1949 roku dzięki pomocy radzieckiej rozpoczęto budowę przemysłu zbrojeniowego, który produkował broń radzieckiej konstrukcji: od pistoletów i karabinów po samoloty.
Podjęto także prace nad skonstruowaniem broni atomowej. Jednak kryzys relacji chińsko-radzieckich oznaczał zerwanie współpracy wojskowej (a później nawet epizodyczną zbrojną konfrontację), wobec czego chińska armia pozostała z tym sprzętem, jaki zdołano wdrożyć do produkcji. Nie istniała możliwość zakupu sprzętu i licencji na Zachodzie, prace rozwojowe w branży zbrojeniowej zakłóciła także Rewolucja kulturalna.
Na skutek tego, na ponad trzydzieści lat podstawowym samolotem myśliwskim lotnictwa chińskiego stał się licencyjny MiG-19 (oznaczony w Chinach jako J-6) wyprodukowany w liczbie ponad czterech tysięcy egzemplarzy. Dla porównania: był to typ w lotnictwie radzieckim przejściowy i szybko zastąpiony przez nowocześniejsze maszyny, takie jak MiG-21. Chiny zdołały otrzymać licencję na ten samolot w jego wczesnej wersji – ale nie udało się rozpocząć wielkoseryjnej produkcji.
Także kopiowanie nowszych wariantów tego samolotu okazało się trudne i kończyło się wyprodukowaniem serii 20-30 samolotów. Dopiero w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ruszyła produkcja nowych chińskich pochodnych MiG-21, zarówno na użytek własny, jak i eksport – i trwała ona do początku XXI wieku (a ostatnie eksportowe maszyny powstały w 2013 roku).
To samo zjawisko dotyczyło innych rodzajów uzbrojenia: produkowano sprzęt z lat pięćdziesiątych i próbowano go udoskonalać własnymi siłami. To podejście było skuteczne przy modyfikacji istniejącego sprzętu: przykładowo, powstała udana modyfikacja J-6 do zadań szturmowych, znana jako Q-5.
Przebudowa istniejącej konstrukcji to jednak jest zadanie prostsze niż stworzenie samolotu od nowa. Wobec tego plan budowy własnego ciężkiego myśliwca J-8 trwał ponad dwadzieścia lat i przyniósł rezultaty dopiero w latach osiemdziesiątych. Podobnie samoloty bombowe Tu-16, produkowane w Chinach jako H-6, do dziś są podstawą lotnictwa dalekiego zasięgu – choć w dalece zmodernizowanych wersjach.
To właśnie w tym czasie miała miejsce pierwsze próba modernizacji chińskich sil zbrojnych. Na skutek poprawy relacji z Zachodem od połowy lat siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych możliwe stały się zarówno zakupy podzespołów (np. radarów i silników) oraz całych konstrukcji.
Stąd też do wyposażenia chińskiego lotnictwa za czasów Reagana trafiła partia śmigłowców S-70 Black Hawk, a wcześniej we Francji nabyto śmigłowce SA 321 F oraz później licencję na lżejsze SA 365.
Te zakupy zaowocowały lokalnymi wdrożeniami. Pochodną Black Hawka – powiększoną i o zmienionym zespole napędowym jest śmigłowiec Z-20, zaś wspomniane francuskie maszyny są produkowane w szeregu wersji – lądowych i morskich jako Z-8 i Z-9.
Także w obszarze samolotów bojowych pomoc zachodnia okazała się cenna. Nowy samolot szturmowy JH-7 napędzany był przez licencyjne silniki Rolls-Royce, a uzyskana z Izraela dokumentacja prototypowego myśliwca IAI Lavi okazała się cenna przy konstruowaniu myśliwca J-10.
Do legalnych licencji należy dodać także zauważalny wysiłek włożony w bezlicencyjne kopiowanie całych konstrukcji – to było i jest widoczne zwłaszcza w broni strzeleckiej (bezlicencyjnie skopiowano także polski pistolet maszynowy wz 63).
Masakra na placu Tiananmen 4 czerwca 1989 roku oznaczała zerwanie tych więzi. Jednak tuż po niej otworzyło się nowe okno współpracy – Rosja i inne państwa na terenie byłego ZSRR. Ruszyły zakupy samolotów bojowych – takich jak Su-27, SU-30MKK a później SU-35 czy śmigłowców – zwłaszcza wielozadaniowych Mi-17 i morskich Ka-27.
W przypadku samolotów Su-27 i Su-30 podjęto także ich produkcję na miejscu, oznaczając je J-11 i J-16. Podobna modernizacja dotyczyła także sił lądowych oraz morskich, przy czym stopniowo wdrażano do produkcji także własne opracowania – jak choćby myśliwiec przewagi powietrznej J-20 czy myśliwiec wielozadaniowy J-31. Prowadzone są także prace nad nowymi konstrukcjami.
Obecnie chiński potencjał zbrojeniowy pod względem techniki stoi na trzech filarach:
Zarazem proces przebudowy chińskiej armii nie sprowadzał się tylko do kupowania nowych rodzajów sprzętu. Widoczne było wyciągnięcie wniosków z wydarzeń początku lat dziewięćdziesiątych i odejście od modelu sił zbrojnych, których jedynym atrybutem jest liczebność.
Lata dziewięćdziesiąte i pierwsze dekady dwudziestego pierwszego wieku to okres dynamicznego zmieniania sił zbrojnych – tak, aby były w stanie toczyć walkę z potencjalnym przeciwnikiem dysponującym zachodnim sprzętem i walczącym na zachodni sposób – a więc wykorzystujący przewagę techniczną. Takim przeciwnikiem był zarówno Tajwan, jak i Japonia oraz Stany Zjednoczone.
Z perspektywy strategicznej agresja na Tajwan w celu ostatecznego i siłowego zjednoczenia Chin oznacza bowiem ryzyko konfrontacji właśnie z USA i to na specyficznym obszarze, jakim jest Ocean Spokojny.
Współczesne siły zbrojne Chin Ludowych wciąż są liczebnie duże. Służbę pełni w nich w czasie pokoju dwa miliony żołnierzy, z czego około dziewięciuset tysięcy w wojskach lądowych, czterysta tysięcy w siłach powietrznych, dwieście pięćdziesiąt w marynarce wojennej oraz sto dwadzieścia pięć w strategicznych wojskach rakietowych.
Same liczby dotyczące armii lądowej brzmią groźnie. To między innymi:
wyposażone w 4700 czołgów podstawowych oraz ponad 1200 lekkich i ponad 11 000 bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych.
Liczby te nie uwzględniają wojsk powietrznodesantowych podległych siłom powietrznym oraz piechoty morskiej, wchodzącej w skład marynarki wojennej. Zarazem znaczenie wojsk lądowych dla oceny chińskiego potencjału wojskowego jest – paradoksalnie – najmniejsze.
Teatr działań wojennych Azji Wschodniej i Pacyfiku to rozległe obszary morskie, na których znajdują się liczne archipelagi. To oznacza, że podstawowymi narzędziami działań są siły morskie i lotnicze, a wojska lądowe odgrywają rolę uzupełniającą. Aby bowiem wysadzić desant z morza, należy zagwarantować sobie przewagę w powietrzu, na morzu i pod wodą.
Gdy mowa o chińskim potencjale morskim – rozwijał się on w okresie zimnej wojny dokładnie tak jak lotniczy. Budowano seryjnie – i to w setkach sztuk proste konstrukcje – kutry rakietowe i torpedowe oraz małe okręty podwodne przeznaczone do działań przybrzeżnych uzupełnione nielicznymi fregatami i niszczycielami, również pochodnymi starych konstrukcji radzieckich.
Nie dawało to szans na podjęcie próby choćby skutecznego przejęcia kontroli nad Cieśniną Tajwańską, nie mówiąc o działaniach poza wodami przybrzeżnymi.
Stąd też rozwój chińskiej floty wojennej to nie tylko nabywanie nowych okrętów, ale nabywanie nowych zdolności. W szczególności wielkoseryjna budowa okrętów doprowadziła do budowy oprócz małych kutrów rakietowych, jednostek większych.
W szczególności niepokojące stało się uzyskanie w spektakularny sposób zdolności do budowy i eksploatacji lotniskowców. Tu również pomocna okazała się spuścizna po Związku Radzieckim oraz… handel złomem.
Jeszcze w latach osiemdziesiątych chińska stocznia nabyła wycofany ze służby australijski lotniskowiec Melbourne i zanim okręt został pocięty, jego konstrukcję dokładnie zbadano. Po roku 1990 dwa wycofane ze służby radzieckie lotniskowce: Mińsk i Kijów zostały nabyte z przeznaczeniem na pływające hotele i parki rozrywki i faktycznie trafiły do Chin w tej roli – nie ulega wątpliwości, że także w tym przypadku specjaliści chińscy dokładnie zapoznali się z ich konstrukcją.
Nie wzbudziło więc zdziwienia, że w podobnym celu w Ukrainie nabyty został nieukończony lotniskowiec typu Kuzniecow, zwodowany jeszcze w 1988 roku. Okręt trafił do Chin na początku 2002 roku i przez dekadę trwały prace mające na celu przywrócenie go do pierwotnej roli. Do służby jako Liaoning wszedł w roku 2012.
Na podstawie zdobytych doświadczeń zbudowano drugi lotniskowiec – Shandong, który do służby wszedł w roku 2019. Trzeci okręt – już zaprojektowany w Chinach Fujian wcielono do służby w roku 2025. Liaoning i Shanding mogą przenosić do czterdziestu samolotów i śmigłowców, większy i zaopatrzony w katapulty Fujian – prawdopodobnie ponad pięćdziesiąt.
Podobnie potoczyły się losy samolotów pokładowych: w roku 2004 Chiny zakupiły pozostawiony w Ukrainie prototyp morskiej wersji Su-27 i na tej podstawie przygotowano własną modyfikację lokalnie produkowanych maszyn tej rodziny. Pokładowe myśliwce Chin znane są pod oznaczeniem J-15. Oprócz nich na pokładach lotniskowców bazują także śmigłowce, zbudowany został także samolot wczesnego ostrzegania KJ-600 przeznaczony do bazowania na pokładzie Fujiana.
Posiadanie trzech lotniskowców, na których mogą stacjonować konwencjonalne samoloty myśliwskie, daje Chinom znaczący skok jakościowy. Obecnie bowiem lotniskowce, z których pokładów mogą operować odrzutowe samoloty bojowe, posiada zaledwie siedem państw (Hiszpania, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Japonia, Indie i oczywiście USA), przy czym część państw z tej grupy może używać tylko samolotów o skróconym/pionowym starcie i lądowaniu takich jak F-35B czy wychodzące już z eksploatacji AV-8B Harrier.
Chiny szybko więc nie tylko dołączyły do tego elitarnego klubu, ale zajęły w nim jedno z czołowych miejsc – większość wymienionych państw posiada jeden lub dwa tego rodzaju okręty, Chiny zaś są na drugim miejscu po USA, które mają jedenaście lotniskowców (oraz dziesięć okrętów desantowych mogących pełnić funkcję lekkich lotniskowców dla F-35B).
Ten potencjał uzupełnia także pozostała część floty: aż 148 niszczycieli, fregat i korwet, a więc okrętów pełnomorskich, zdolnych walczyć z okrętami nawodnymi, podwodnymi i lotnictwem. Ta liczba nie uwzględnia mniejszych i słabiej uzbrojonych jednostek w tym kutrów rakietowych czy patrolowców.
Wreszcie siły desantowe to dwanaście dużych okrętów desantowych (w tym cztery z dużym pokładem lotniczym, na których może bazować dwadzieścia osiem śmigłowców) i około stu dwudziestu mniejszych jednostek desantowych różnych typów (a dalsze 234 kutry desantowe znajdują się na stanie wojsk lądowych).
Ponadto sporymi zasobami jednostek pływających dysponuje paramilitarna straż wybrzeża oraz rezerwowa formacja tzw. milicja morska, która może zmobilizować jednostki cywilne np. kutry rybackie do zadań pomocniczych. Te siły wspomagają samoloty bazowania lądowego.
Siły powietrzne posiadają bowiem prawie trzy tysiące samolotów, z czego:
Oprócz tego, zarówno siły powietrzne, jak i lotnictwo morskie posiadają dużą flotę maszyn wczesnego ostrzegania (latających radarów). Jest ich łącznie aż 78 – co czyni z Chin posiadacza drugiej co do wielkości floty takich samolotów (na pierwszym miejscu, bez zaskoczenia są USA posiadające łącznie 98 maszyn).
Oprócz lotnictwa Chiny posiadają rozbudowane siły rakietowe. Są to zarówno międzykontynentalne pociski balistyczne bazowania lądowego, jak również pociski balistyczne Dongfeng – DF-21 i DF-26, zdolne także do zwalczania okrętów. Uzupełniają one inne tradycyjne zdolności zwalczania okrętów oferowane przez pociski manewrujące i okręty podwodne.
Posiadanie szerokiej gamy środków rażenia oznacza, że przeciwnik może być atakowany na różne sposoby, bronią o różnej charakterystyce – słabną wtedy szanse na skuteczną obronę, a rosną szanse na skuteczny atak.
Hipotetycznie liczbę nosicieli rakiet można zwiększyć także środkami niekonwencjonalnymi, na przykład uzbrajając statki handlowe, jednak jest to przedsięwzięcie bardziej skomplikowane niż tylko umieszczenie kontenerów z bronią na statku.
Ten cały, pobieżnie przedstawiony zasób środków walki oznacza w wymiarze politycznym jedno. Chiny konsekwentnie budują zdolności do projekcji siły. Oznacza to, że mogą podejmować w przyszłości interwencje zbrojne choćby w Afryce czy Azji – wysyłając na wzór amerykański grupy uderzeniowe z lotniskowcami i dużymi okrętami desantowymi, osłaniane przez fregaty i niszczyciele, wspomagając przychylne Chinom rządy lub ugrupowania.
Najważniejszy jednak jest wzrost możliwości działań na samym Pacyfiku
Mogą one przybrać postać morskiej blokady Tajwanu, a więc doprowadzenia do ustępstw przez spowodowanie katastrofy gospodarczej lub bezpośredniej inwazji.
Ponadto posiadanie dużej floty nawodnej i podwodnej oraz lotniskowców, lotnictwa i arsenału rakiet przeciwokrętowych oznacza, że możliwe staje się podjęcie działań w obliczu amerykańskiej interwencji – i podjęcie próby zablokowania tej interwencji poprzez ataki na bazy lądowe oraz amerykańskie lotniskowce.
Tempo rozwoju potencjału Chin, zwłaszcza w obliczu problemów z rozbudową amerykańskiego potencjału, doprowadziło wręcz do pojawienia się tezy mówiącej o oknie czasowym, w którym Chiny będą w stanie dokonać inwazji na Tajwan.
Ta koncepcja zyskała wręcz slangową nazwę „okna Davidsona” od nazwiska admirała US Navy Philipa S. Davidsona, który określił przedział czasowy jako „następne sześć lat” podczas przesłuchania przed senacką komisją ds. sił zbrojnych w roku 2021. Nie oznacza to, że do inwazji w 2027 roku dojdzie, jest to tylko termin publicystyczny.
Hipotetycznie, nawet gdyby do konfliktu doszło, jego wynik nie zależy tylko od samego uzbrojenia. Szybka rozbudowa chińskich sił zbrojnych, jaka miała miejsce w ostatnich dekadach, nie musi przełożyć się bezpośrednio na jakość kształcenia kadr i poziom wyszkolenia. Nie można nie mieć na uwadze, że chińska flota i lotnictwo nie brały od dekad udziału w żadnym konflikcie zbrojnym, Amerykanie z kolei mają za sobą wbudowane w kulturę organizacyjną doświadczenie bojowe z przeszłości.
Ponadto sam scenariusz wojny o Tajwan musi zakładać szereg zmiennych jak choćby włączenie się Japonii czy Korei Południowej do konfliktu, czy możliwość korzystania przez USA z baz w Japonii. Ilustruje to gra wojenna think-tanku CSIS, która przyniosła – w zależności od warunków brzegowych – zróżnicowane, choć głównie optymistyczne rezultaty.
Wiele niewiadomych wiąże się także z samym przebiegiem inwazji. Operacje desantowe zawsze są skomplikowane, a ta byłaby skomplikowana szczególnie. Ponadto byłaby to operacja, której Tajwan spodziewa się od osiemdziesięciu lat i buduje swoje siły zbrojne właśnie w tym celu. Możliwy jest więc atak zarówno na siły w rejonach ześrodkowania i załadunku, podczas przejścia morzem, samego desantu (a liczba dogodnych miejsc do lądowania i rozwinięcia natarcia w głąb lądu zawsze jest ograniczona) oraz wreszcie walk na wyspie.
Nie można też nie mieć na uwadze, że inwazja oznacza ryzyko zniszczenia tego, co stanowi o znaczeniu Tajwanu, a więc potencjału przemysłowego, zwłaszcza w branży elektronicznej i zasobów kadr. Można tego uniknąć poprzez blokadę, ale to również oznacza ryzyko konfrontacji zbrojnej, gdy Tajwan i prawdopodobnie także Stany Zjednoczone podejmą działania w celu ochrony wolności żeglugi.
Kolejnymi czynnikami jest także ewoluujący potencjał zarówno USA, jak i państw sojuszniczych. Przykładowo niedawne działania na Bliskim Wschodzie, podczas których okręty US Navy strącały zarówno pociski przeciwokrętowe, jak i balistyczne, były testem systemów, które będą użyte w razie potrzeby na Pacyfiku – i to testem zdanym pozytywnie.
W ostatnich latach amerykańska marynarka zdecydowała się wykorzystać już używane na okrętach pociski SM-6 do uzbrojenia samolotów, uzyskując pocisk powietrze-powietrze o bardzo dużym, szacowanym na setki kilometrów zasięgu. Jest to broń idealna do zwalczania choćby samolotów wczesnego ostrzegania czy nosicieli pocisków manewrujących.
Powtórzmy więc: już teraz można prognozować, że hipotetyczna wojna powietrzno-morska na Pacyfiku będzie skutkować dużymi stratami. Jednak będą to straty po obu stronach i ostateczny wynik starcia nie jest przesadzony z góry – nawet patrząc zarówno na liczebność chińskiej armii jak i jej dynamiczną modernizację.
Nie jest więc wykluczone, że do nowej wojny na Pacyfiku nie dojdzie nigdy, a zarówno Chiny, jak i ich rywale poprzestaną na wyścigu zbrojeń i prężeniu muskułów.
Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego
Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego
Komentarze