Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plFot. Patryk Ogorzale...

Ustalmy najpierw fakty, dlaczego w ogóle zajmujemy się największą w Polsce giełdą kryptowalut Zondacrypto.

Nie ma pieniędzy

Po pierwsze dlatego, że media donoszą, że jej klienci od jakiegoś czasu mają problem z odzyskaniem pieniędzy.

Wiemy to tylko właśnie z doniesień medialnych (sprawę opisują bardzo szczegółowo redakcje „Gazety Wyborczej” oraz Wirtualnej Polski i money.pl), a nie z oficjalnych informacji jakichś instytucji państwa, ponieważ Zondacyrpto polskiemu nadzorowi nie podlega.

Firma zarejestrowana jest w Estonii, a prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie zawetował ustawę dotyczącą kryptowalut (1 grudnia 2025 r. oraz 12 lutego 2026 r.), która miała dać Komisji Nadzoru Finansowego uprawienia kontrolne również wobec podmiotów działających w Polsce na zagranicznych licencjach.

Nie ma bitcoinów

Po drugie dlatego, że dziennikarskie śledztwo money.pl ujawniło, że:

  • z Zondacrypto wyparowało już 99 proc. zasobów bitcoinów (to wnioski z raportu szwajcarskiej firmy analitycznej Recoveris AG wykonanej dla money.pl i Wirtualnej Polski, która wykorzystała modele sztucznej inteligencji do śledzenia transakcji);
  • 35 proc. pracowników zostało zwolnionych;
  • dodatkowo Zondacrytpo już miesiące temu przestała płacić przynajmniej niektórym sponsorowanym przez siebie klubom piłkarskim, a jednocześnie z giełdy Zondacrytpo wypłacono do innej giełdy Kraken (to jedna z największych i najbardziej zaufanych giełd na świecie) ponad 76 mln zł.

Nie dyskutujemy z tymi medialnymi doniesieniami, tym zajmą się śledczy. I powinni to być specjaliści, którzy rozumieją działanie giełd kryptowalut, ponieważ dla laika sprawa nie jest prosta.

Prezes Zondacrypto, Przemysław Kral, na zarzuty Szymona Jadczaka z wp.pl odpowiedział na łamach NaTemat, podważając metologię raportu Recoveris AG:

„Łatwo powiedzieć, że wyparowało 99 proc. bitcoinów, jeżeli mówi się tylko o hot wallet. Absolutnie nie zbadano naszych cold walletów ani tego, co się na nich znajduje. Ta informacja jest bardzo krzywdząca i absolutnie nieprawdziwa.”

Trudno to zweryfikować, nie będąc specjalistą od mechaniki tego rynku, a dodatkowo dane z tzw. cold wallet są dostępne jedynie nadzorowi estońskiemu, w Polsce zatem nikt nie może zweryfikować, czy rzeczywiście są tam zdeponowane odpowiednie środki, a firma nie traci płynności finansowej, tylko ma przejściowe kłopoty techniczne – jak tłumaczy jej prezes.

Są za to przelewy dla fundacji polityków

Po trzecie piszemy o tym dlatego, że kilka dni temu, przed posiedzeniem rządu 8 kwietnia, sam premier Donald Tusk ujawnił nowe, polityczne wątki.

„Na przełomie października i listopada 2025 roku, prezentuję teraz informację, jaką otrzymałem od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, miesiąc przed głosowaniem weta prezydenta w sprawie regulacji rynku kryptowalut, Przemysław Kral, prezes zarządu Zondacrypto, dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji.” – mówił premier.

Ujawnił wówczas, że 450 tys. zł wpłacono Fundacji Instytut Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobro. Część z tych środków przeznaczono na prawników obrońców Dariusza Mateckiego i księdza Michała Olszewskiego.

Dodatkowo, według słów premiera, inna spółka związana z Zondacrypto i Przemysławem Kralem – Expofer Servis Hous – zrealizowała przelew na kwotę 70 tys. euro na rzecz fundacji Dobry Rząd posła Przemysława Wiplera. Poseł grozi za to premierowi pozwem.

A na to wszystko włącza się Prokurator Generalny i jeszcze tego samego dnia informuje, że śledczy zbadają informacje o możliwym niewłaściwym funkcjonowaniu giełdy Zondacrypto. Sprawę mają prowadzić śledczy ze śląskiego wydziału Pionu Zamiejscowego Prokuratury Krajowej, którzy prowadzą już śledztwo w prawie zaginięcia Sylwestra Suszka – założyciela giełdy BitBay, która z kolei jest poprzednikiem Zondacrypto. Suszek zaginął 10 marca 2022 r. Jak pisze money.pl, według nieoficjalnych ustaleń prokuratury został uprowadzony i nie wiadomo, czy nadal żyje. Rodzina uważa, że nie.

Uwaga na samospełniające się proroctwo

Zanim opowiem tę mroczą kryminalną historię, wyjaśnię jeszcze, dlaczego wracam do Amber Gold. Zupełnie nie dlatego, że skala zaistniałych w tamtej aferze strat finansowych klientów jest jakoś porównywalna z ewentualnymi, hipotetycznymi stratami klientów Zondacrypto. Nie należy w przypadku Zondacrypto w taki sposób szacować strat, ponieważ spółka działa, nie jest postawiona w stan upadłości ani likwidacji oraz nie postawiono jej żadnych formalnych zarzutów.

Należy również podkreślić, że gdyby formułowane medialnie oskarżenia nie zostały potwierdzone przez śledczych, a spółka rzeczywiście ma jedynie chwilowe kłopoty techniczne, a nie problemy płynnością na wzór piramidy finansowej tuż przed zawaleniem, to medialna burza, która się wokół Zondacrypto rozpętała, i tak może jej zaszkodzić. To jak samospełniające się proroctwo.

W czym zatem Zondacrypto przypomina Amber Gold, jeśli nie w tym?

Wielkie obietnice zysków składane przez szemrane towarzystwo

Po pierwsze, obietnice wysokich zysków. Amber Gold właściwie od początku powinien budzić czujność, bo oferował klientom zysk w wysokości nawet 16 proc., podczas gdy na lokacie w banku można było zarobić ok. 6 proc. Giełdy kryptowalut z zasady mamią wysokim zyskiem – nie wchodźmy dalej w szczegóły.

Po drugie, obie firmy, mimo, że oferowały wiele, pojawiły się w pewnym sensie znikąd. Nie stała za nimi duża instytucja, czy stabilny inwestor. W przypadku Amber Gold nigdy nie dowiedzieliśmy się, skąd drobny oszust, który miał na koncie już sześć wyroków za wyłudzanie pieniędzy (jakimś cudem wszystkie w zawieszeniu) miał pieniądze na uruchomienie naprawdę dużego biznesu w 2009 r. Takie pytanie zadało sobie ABW w 2011 r., kiedy Amber Gold zainwestował ok. 200 mln zł w stworzenie własnych linii lotniczych OLT Express. Nie znalazło odpowiedzi.

W przypadku Zondacrypto, źródło pieniędzy również jest podejrzane. Żeby to wyjaśnić, wróćmy do początków tej firmy. Powstała ona w 2014 r. jako BitBay, a jej głównym twórcą i wieloletnim prezesem był wspomniany już Sylwester Suszek. Trzy lata później sięgnęła szczytu swej świetności, bo obsługiwała prawie milion zarejestrowanych klientów, a jej obroty osiągnęły 1,5 mld dol.

Jeszcze w tamtym momencie giełda BitBay zarejestrowana była w Polsce, a główna baza mieściła się w Piekarach Śląskich. Jednak Komisja Nadzoru Finansowego wpisała spółkę na listę ostrzeżeń publicznych, w efekcie czego polskie banki przestraszyły się i zaczęły wypowiadać jej umowy rachunków.

Suszek zdecydował więc o przeniesieniu jurysdykcji operacyjnej na Maltę, ale bynajmniej nie oznaczało to końca kłopotów. W 2020 r. dziennikarze „Superwizjera” TVN zarzucili firmie, że pieniądze na jej uruchomienie pochodzą ze źródeł kryminalnych, a dokładnie wyłudzeń podatku VAT, w co zamieszane miały być osoby z kręgów zorganizowanych grup przestępczych, w tym człowiek w przeszłości skazany na 18 lat więzienia za współudział w zabójstwie.

BitBay dopadają kłopoty, dlatego Sylwester Suszek podejmuje decyzję o restrukturyzacji firmy i rebrandingu w 2021 r., jednak ostatecznie to nie on ją przeprowadza do końca, bo w marcu 2022 r. ślad po nim ginie. Zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach po spotkaniu biznesowym w bazie paliwowej w Czeladzi, która – jak twierdziły media – była związana z ludźmi oskarżanymi o kierowanie mafią paliwową. Władzę w firmie jako prezes przejął jej dotychczasowy prawnik Przemysław Kral, który przeniósł ją ponownie, tym razem do Estonii.

Miliony na promocję

Po trzecie, Zondacrypto i Amber Gold łączy agresywny marketing i milionowe wydatki na PR i reklamę – takie zupełnie przeskalowane i nieadekwatne do młodych spółek znikąd. Amber Gold postawił właśnie na media oraz na własną linię lotniczą, która dodatkowo miała uwiarygodnić i rozpromować pierwotny biznes. „Wprost” policzył, że Amber Gold i OLT Express w ciągu trzech lat od 2009 r. do 2012 r., kiedy została ogłoszona upadłość, na autopromocję w mediach wydały 96 mln zł.

Co gorsze, ostatnie reklamy Amber Gold pojawiały się w dziennikach jeszcze w lipcu 2012 r., a w czasopismach w sierpniu 2012 r., choć już wówczas pojawiały się pierwsze sygnały o nieprawidłowościach, a spółka przestała wypłacać pieniądze klientom na początku sierpnia 2012 r.

Z kolei Zondacrypto zainwestowała przede wszystkim w marketing sportowy i jest sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz olimpijskiej reprezentacji Polski – była to kontrowersyjna decyzja Radosława Piesiewicza, prezesa PKOL, nominata PiS.

Ambasadorami byli Wojciech Szczęsny, Katarzyna Niewiadoma, zwyciężczyni Tour de France kobiet z 2024 r. czy legenda Juventusu Turyn Giorgio Chiellini. Zonda sponsorowała też m.in. kluby Juventus FC, Atalantę BC, a w Polsce Raków Częstochowę, Pogoń Szczecin i Tour de Pologne.

Choć od reklamy w mediach też nie stroniła. Jak podawał branżowy serwis wirtualnemedia.pl, między kwietniem a grudniem 2025 r. Zonda kupowała w TV Republika ponad 550 spotów reklamowych miesięcznie, a w listopadzie 2025 r. nawet niemal 700. To właśnie prawicowa TV Republika była kluczowym partnerem medialnym Zondy.

Należy jednak dodać, że TV Republika nagle wstrzymała emisję jej reklam w lutym 2026 r. Był to moment, którym media sportowe jako pierwsze zaczęły pisać o tym, że Zonda nie wywiązuje się ze swoich umów sponsorskich, a kluby nie dostają kolejnych obiecanych transz pieniędzy już od miesięcy. Już wtedy pojawia się pierwsze spekulacje, że być może to oznacza, że Zonda jest niewypłacalna.

I również już wtedy prezes Zondacrypto Przemysław Kral wyjaśniał, że to jedynie efekt problemów technicznych, awarii, a w ogóle to kluby nie dostają transz pieniędzy, bo same złamały zapisy umów sponsorskich.

Po czwarte, każda z tych spraw ma kontekst polityczny, albo przynajmniej taki im się nadaje. Amber Gold przykleiło się do Donalda Tuska, a Zondacrypto do Karola Nawrockiego.

Przeczytaj także:

Wielka polityka w tle

W przypadku Amber Gold spekulowano, że założyciel firmy Marcin Plichta musi mieć jakieś mocne plecy, skoro mógł założyć tak wielki biznes w branży finansowej, a miał na koncie już sześć wyroków za oszustwa finansowe właśnie i przy siódmej sprawie nikt nie patrzył mu dokładnie na ręce.

Prawnicy zastanawiali się, jak to możliwe, że każdy z tych wyroków był wydawany w zawieszeniu. Jeden – to normalne. Drugi – zdarza się. Ale potem o wyrokach w zawieszeniu zwykle nie ma już mowy. Śledztwo jednak niczego nie wykazało. Niedopatrzenie.

Jednak media próbowały się doszukiwać przyczyny w tym, że urzędujący wówczas na stanowisku premiera Donald Tusk miał związek z Amber Gold. Ta nić łącząca został znaleziona w osobie Michała Tuska, syna premiera, który współpracował z OLT Express.

Szybko okazało się, że był tam tylko zewnętrznym doradcą. Na co dzień pracował w gdańskim porcie lotniczym, pojawiły się zarzuty, że niezgodnie z prawem przekazywał OLT Express tajne informacje handlowe dotyczące gdańskiego lotniska, ale prokuratura po kilku miesiącach umorzyła śledztwo uznając, że nie znalazła żadnych dowodów na to, aby Michał Tusk mógł działać na szkodę portu lotniczego.

I na tym polityczne paliwo do sklejenia Tuska z Amber Gołd się wypala. Owszem, być może Marcin Pilcha chciał użyć syna premiera jako swego rodzaju polisy ubezpieczeniowej do szachowania polityka, ale jak widać, na niewiele się zdało machanie nazwiskiem „Tusk”, którym próbowano oznaczyć jedną cegieł tej piramidy.

Inaczej jest z Zondacrypto. Firma ta przyklejona jest do prezydenta Nawrockiego, polityków PIS i Konfederacji raczej klejem Super Glue niż szkolnym w sztyfcie, którym sklejono Tuska z Amber Gold.

27 maja 2025 r. w Jasionce pod Rzeszowem odbywa się prawicowa konferencja CPAC Polska, której głównym sponsorem jest Zondacrypto. Cel konferencji? Udzielenie poparcia Karolowi Nawrockiemu przez zagranicznych gości pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów. Główną gwiazdą byli Kristi Noem, była już aktualnie sekretarz bezpieczeństwa w administracji Donalda Trumpa oraz Corey Lewandowski, były szef jego kampanii.

W konferencji brali też udział urzędujący jeszcze prezydent Andrzej Duda, były premier Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek, a Konfederację reprezentowali Przemysław Wipler i Witold Tumanowicz.

Podczas tej konferencji Karol Nawrocki złożył jasną deklarację, że nie podpisze ustawy regulującej rynek kryptowalut i tym samym stał się obrońcą tego rynku z obietnicą rozłożenia nad nim parasola ochronnego, gdy zostanie prezydentem.

We wrześniu 2025 r. w Waszyngtonie zorganizowano z kolei Polish-American Strategic Industries Summit, który pojechała transmitować duża ekipa TV Republika, a wszystko to sponsorowała Zondacryto, której prezes Przemysław Kral był obecny na miejscu i mógł osobiście słuchać podziekowań od organizatorów.

Prezes Kral na przestrzeni miesięcy zmieniał zdanie, czy jest przeciwko ustawie regulującej rynek kryptowalut, bo to jego zdaniem zdaniem polska implementacja unijnego rozporządzenia MiCA to nadregulacja, a przepisy proponowane przez rząd idą znacznie dalej niż wymaga UE, czy jednak nie ma nic przeciwko. Zmiana zdania zależała od tego, czy byliśmy przed wetem prezydenta w sprawie tej ustawy czy już po.

A weta były dwa. Pierwsze było 1 grudnia. 5 grudnia premier Donald Tusk na zamkniętym posiedzeniu próbował przekonać posuw do odrzucenia tego weta, ujawniając im informacje o możliwych powiązaniach Zondacrytpo z grupami przestępczymi i finansowaniu przy pomocy giełdy rosyjskich ośrodków szpiegowsko-propagandowych. To nic nie dało. Konfederacja i PiS na odrzucenie weta prezydenta nie pozwoliły.

Sławomir Mentzen zresztą bardzo głośno publicznie opierał się uchwaleniu nadzoru na rynkiem kryptowalut w formie proponowanej przez rząd i przyznawał, że bezpośrednio apelował do prezydenta o odrzucenie przepisów, a nieco mniej medialnie wylewny w tej sprawie Przemysław Wipler w Kanale Zero mówił tak:

"Największa giełda, jedna z największych w naszym regionie, dawny BitBay, dzisiaj Zonda, wyniosła się z Polski. Powinniśmy zbudować takie prawo, aby mieć najbardziej konkurencyjny rynek w Europie. Wymaga to sensownej regulacji i dobrego, przyjaznego tej branży regulatora, żeby takie firmy jak Zonda, ale i inne, mogły prowadzić działalność w Polsce.”

Na tamto lokowanie produktu „Zonda” przez posła dziś można spojrzeć nieco inaczej po tym, jak premier Tusk publicznie podał do wiadomości 8 kwietnia, że spółka związana z Zondacrypto i Przemysławem Kralem zrealizowała przelew na kwotę 70 tys. euro na rzecz fundacji posła Przemysława Wiplera.

W każdym razie, w międzyczasie było jeszcze drugie weto prezydenta w sprawie kryptowalut – 12 lutego 2026. Dotąd Sejm jeszcze nie zagłosował w sprawie jego odrzucenia, ale sprawy nabrały tempa, gdy w pierwszych dniach kwietnia media rozpętały burzę wokół Zondacrypto, a premier ujawnił ustalenia ABW sprzed miesięcy. Politycy przyspieszyli i zaplanowali głosowanie na czwartek 16 kwietnia.

Na wyniki tego głosowania opinia publiczna będzie patrzyła zapewne inaczej niż podczas poprzedniej próby odrzucenia weta, bo wątki kryminalne wokół Zondacrytpto są już bardziej powszechnie znane, doniesienia o problemach z płynnością spółki niepokojące, a relacje polityków z Zondacrypto mocno wstydliwe – mówiąc delikatnie.

I tak się wszystko może zawalić po 1 lipca

Z Amber Gold poszło szybko. Pierwsze medialne doniesienia, które rozpoczęły proces zawalania się piramidy, były na przełomie lipca i sierpnia 2012 r., już 13 sierpnia same władze spółki ogłosiły jej likwidację, a sąd ogłosił upadłość likwidacyjną 20 września tego samego roku. To zaledwie dwa tygodnie lub 1,5 miesiąca z hakiem od wybuchu afery w mediach – w zależności, którą z tych dwóch dat uznać za koniec Amber Gold.

Co stanie się z Zondacrypto i czy opóźniające się wypłaty pieniędzy dla klientów nieuchronnie prowadzą do tego samego – nie wiemy. Ale kres tej giełdy może zostać wyznaczony jeszcze w inny sposób.

Ireneusz Sudak w „Gazecie Wyborczej” pytał niedawno, czy to ostatnie miesiące Zondacrypto? Chodzi o to, że Zondacrypto nie uzyskała jeszcze unijnej licencji MiCA, ma jedynie lokalną licencję wydaną przez estoński urząd ds. Informacji Finansowej. Do 1 lipca 2026 r. musi uzyskać europejską licencję MiCA w jakimkolwiek kraju UE, żeby móc działać na terenie całej Unii. Prezes Kral już kilka miesięcy temu informował, że o tę licencję spółka wystąpiła, ale poza Polską, nadal jednak jej nie ma i proces ten się wydłuża, napotykając najwyraźniej na jakieś turbulencje.

Dodać należy, że uzyskanie licencji dostawcy usług w zakresie kryptoaktywów wymaga od osób zasiadających w organach licencjonowanego podmiotu nieposzlakowanej opinii – jak pisał niedawno money.pl. Obecne kłopoty Zondacrypto tę opinię mogą zszargać do reszty.

Gdyby tak było, to oznaczałoby formalny koniec działalności Zondacrypto 1 lipca 2026 r. To prawie trzy miesiące od wybuchu medialnych doniesień na temat kłopotów tej giełdy z wypłatami dla klientów i prawie pięć miesięcy od pierwszych sygnałów, że kluby sportowe nie dostają zakontraktowanych pieniędzy. I tak całkiem długo.

Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.

Komentarze