Choć wiele krajów zachodnich krytykowało Maduro, komentarze po amerykańskiej akcji w Wenezueli są powściągliwe. Pojawiają się wezwania USA o poszanowanie prawa międzynarodowego. Ostrymi krytykami Trumpa są Chiny. Demokraci w USA mówią o naruszeniu prawa – o militarnej akcji nie wiedział Kongres. Nie wiadomo też, jak USA chcą teraz zarządzać Wenezuelą
Maduro jest oskarżony przez amerykańską prokuraturę o wieloletnie prowadzenie przemytu kokainy do USA, w tym w ramach współpracy z organizacjami uznanymi przez USA za terrorystyczne: kolumbijskimi bojówkami FARC i ELN, meksykańskimi kartelami Sinaloa i Zetas oraz wenezuelskim gangiem Tren de Aragua. Jeśli zostanie uznany za winnego, grozi mu kara od 30 lat więzienia do dożywocia.
Maduro byłby trzecim przywódcą obcego państwa, który odpowie przed amerykańskim sądem za przemyt narkotyków. Pierwszym był prezydent Panamy Manuel Noriega, którego aresztowano w 1990 roku, również w wyniku amerykańskiej inwazji na ten kraj. Drugim – były prezydent Hondurasu Juan Orlando Hernandez, skazany na 45 lat więzienia za wspieranie przemytu kokainy do USA. W listopadzie 2025 Hernandez został ułaskawiony przez prezydenta Trumpa, który twierdził, że był on ścigany z pobudek ideologicznych przez administrację jego poprzednika Joe Bidena.
Rządy Hiszpanii, Brazylii, Chile, Kolumbii, Meksyku i Urugwaju wydały 4 stycznia wieczorem wspólne oświadczenie. Potępiają „niebezpieczny precedens” ustanowiony atakiem USA na Wenezuelę. Odnosząc się do twierdzenia administracji Trumpa, że Stany Zjednoczone będą „rządzić” Wenezuelą i nadzorować produkcję ropy naftowej, sześć rządów wyraziło również zaniepokojenie „w związku z jakąkolwiek próbą kontroli, administrowania lub zewnętrznego przywłaszczenia zasobów naturalnych, lub strategicznych”.
To kolejna skoordynowana reakcja po ataku Trumpa na Wenezuelę – po wczorajszym oświadczeniu Kai Kallas, przedstawicielki UE ds. zagranicznych, podpisanym dziś przez 26 państw członkowskich UE – wszystkich z wyjątkiem Węgier.
"Wyrażamy głębokie zaniepokojenie i sprzeciw wobec jednostronnych działań wojskowych na terytorium Wenezueli, które naruszają fundamentalne zasady prawa międzynarodowego. W szczególności:
Działania te stanowią niezwykle niebezpieczny precedens dla pokoju i bezpieczeństwa regionalnego oraz zagrażają ludności cywilnej.
Powtarzamy, że sytuacja w Wenezueli musi zostać rozwiązana wyłącznie pokojowo, poprzez dialog, negocjacje i poszanowanie woli narodu wenezuelskiego we wszystkich jej przejawach, bez ingerencji z zewnątrz i zgodnie z prawem międzynarodowym.
Potwierdzamy, że tylko włączający proces polityczny, kierowany przez Wenezuelczyków, może doprowadzić do demokratycznego i trwałego rozwiązania, szanującego godność człowieka.
Potwierdzamy, że Ameryka Łacińska i Karaiby to strefa pokoju, zbudowana na wzajemnym szacunku, pokojowym rozwiązywaniu sporów i nieinterwencji, i apelujemy o jedność regionalną, ponad różnicami politycznymi, w obliczu wszelkich działań zagrażających stabilności regionu.
Wzywamy również Sekretarza Generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych i państwa członkowskie odpowiednich mechanizmów wielostronnych do wykorzystania swoich dobrych usług w celu przyczynienia się do deeskalacji napięć i utrzymania pokoju w regionie.
Wyrażamy nasze zaniepokojenie wszelkimi próbami kontroli, administrowania lub zewnętrznego przywłaszczenia zasobów naturalnych lub strategicznych, które są niezgodne z prawem międzynarodowym i zagrażają politycznej, gospodarczej i społecznej stabilności regionu".
W rozmowie telefonicznej z „The Atlantic” 4 stycznia Donald Trump pogroził tymczasowej przywódczyni Wenezueli, wiceprezydentce Delcy Rodríguez, że „jeśli nie postąpi słusznie, zapłaci bardzo wysoką cenę, prawdopodobnie wyższą niż Maduro”.
Pozostali w Wenezueli przedstawiciele rządu zadeklarowali 4 stycznia lojalność wobec Maduro. Wiceprezydentka Rodríguez, która pełni również funkcję ministry ds. ropy naftowej, objęła tymczasowe stanowisko przywódcy za zgodą Sądu Najwyższego Wenezueli, choć stwierdziła, że Maduro pozostaje prezydentem. Ze względu na powiązania z sektorem prywatnym Rodríguez uchodziła za najbardziej pragmatyczną członkinię bliskiego kręgu Maduro. Publicznie jednak zaprzeczyła zapewnieniom Trumpa o gotowości do współpracy ze Stanami Zjednoczonymi.
Wcześniej w wywiadzie dla NBC sekretarz stanu USA Rubio powiedział, że Amerykanie nie uznają nikogo z dotychczasowych władz Wenezueli, gdyż są to władze nielegalne.
Jak pisze „The Atlanctic”, podczas naszej rozmowy telefonicznej Trump, który właśnie przybył do swojego klubu golfowego w West Palm Beach, był w wyraźnie dobrym nastroju i potwierdził, że Wenezuela może nie być ostatnim krajem podlegającym amerykańskiej interwencji.
„Absolutnie potrzebujemy Grenlandii” – powiedział, opisując wyspę – część Danii, sojusznika NATO – jako „otoczoną przez rosyjskie i chińskie statki”.
Omawiając przyszłość Wenezueli, Trump zasygnalizował wyraźne odejście od wyrażanej poprzednio niechęci do zmiany reżimu. „Wiesz, odbudowa tego kraju i zmiana reżimu, jakkolwiek to nazwiesz, jest lepsza niż to, co masz teraz. Gorzej już być nie może” – powiedział.
Trump nie wyjaśnił, dlaczego jego zdaniem obalenie prezydenta Wenezueli i próba zaprojektowania sposobu rządzenia tym krajem różni się zasadniczo od inwazji Stanów Zjednoczonych na Irak, obalenia Saddama Husajna i podjęcia działań na terenie tego kraju. Powiedział jedynie: „Nie brałem udziału w Iraku. To był Bush. Musicie zadać to pytanie Bushowi, bo nigdy nie powinniśmy byli wkraczać do Iraku. To zapoczątkowało katastrofę na Bliskim Wschodzie”.
Surowy ton, jakim Trump zwrócił się do Rodríguez, kontrastował z pochwałami, jakie wyraził wobec niej 3 stycznia, kilka godzin po tym, jak siły zbrojne USA zaatakowały Caracas i schwytały Maduro oraz jego żonę Cilię Flores. Wtedy Trump powiedział na konferencji prasowej, że Rodríguez miała prywatnie wyrazić chęć współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, które, jak oświadczył Trump, będą tymczasowo „rządzić” jej krajem.
Wcześniej, w rozmowie z „The New York Post”, amerykański przywódca stwierdził, że obecność wojsk USA w Wenezueli nie będzie konieczna, jeśli Rodríguez „zrobi to, czego chcemy”.
Tymczasem ważni republikanie w USA, w tym sam Rubio oraz przewodniczący komisji senackich senatorowie Tom Cotton i Jim Jordan wycofali się z twierdzeń Trumpa z sobotniej konferencji prasowej w sobotę, że Stany Zjednoczone „będą rządzić” Wenezuelą w okresie przejściowym. Politycy zasadniczo mówili, że USA będą tylko „wywierać presję na wenezuelskie władze, aby spełniły żądania USA”.
Po dosyć wstrzemięźliwych komunikatach w sprawie Wenezueli Moskwa oddała głos znanemu z najbardziej brutalnych wystąpień byłemu prezydentowi Miedwiediewowi. Ten nie tylko zapowiedział, że podobny los z rąk Trumpa wkrótce spotka inne państwa, ale pogroził światu wojną atomową. „Rosja jest gotowa bronić się, także poprzez działania wyprzedzające”. Putin jak zwykle w sytuacjach nagłych i dramatycznych milczy. Ale do komentowania sytuacji został upoważniony Miedwiediew.
Stało się to już po tym, jak sekretarz stanu Marco Rubio ogłosił (patrz niżej), że akcja w Wenezueli wymierzona była we wrogów USA, do których zaliczył: Iran, Hezbollah, Chiny i Rosję.
Miedwiediew zawsze wypowiada się brutalnie i wulgarnie, więc przez jakiś czas się w sprawach USA nie wypowiadał (latem jeden z jego wpisów na X tak rozsierdził Trumpa, że ogłosił wysłanie okrętów atomowych do wybrzeży Rosji). Od kilku dni retoryka władz Rosji jest ostrzejsza i pasuje do niej Miedwiediew. Moskwa zaczęła straszyć Ukrainę i Europę „krwawym odwetem” za swoje cierpienia wywołane wojną Putina w Ukrainie.
Teoretycznie atak Trumpa na Wenezuelę mógłby służyć jako dowodów na to, że Rosja może na swojej półkuli robić to, co chce – jak USA na swojej. Ale u Miedwiediewa tak nie jest: są pogróżki poczucie żalu, że Trump Putina zdradził. I żal, że Rosja nie może postąpić z Ukrainą tak jak Trump z Wenezuelą.
„Działania USA przeciwko Wenezueli, w tym pojmanie przywódcy republiki, Nicolasa Maduro, stanowią agresję i naruszenie prawa międzynarodowego. Gdyby sytuacja ta dotknęła inny, potężniejszy kraj, mogłoby to doprowadzić do wojny” – powiedział wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew, odpowiadając na pytania agencji TASS.
„Próba uzasadnienia amerykańskiej agresji na Wenezuelę twierdzeniem, że przywódca republiki, Nicolas Maduro, jest nielegalny, nie wytrzymuje krytyki”.
„Amerykanom chodzi tylko o bogactwa naturalne Wenezueli – tak jak o bogactwa naturalne Ukrainy czy Rosji”.
„Ekipa Trumpa jest surowa i cyniczna w promowaniu interesów swojego kraju. Porwanie Maduro nie miało nic wspólnego z narkotykami, tylko z ropą naftową, i otwarcie się do tego przyznają. Rządy siły są z pewnością silniejsze niż zwykła sprawiedliwość, ale to, czy potrafią rządzić Wenezuelą zdalnie, pozostaje wielkim pytaniem”.
„Po wydarzeniach w Caracas dla wszystkich jest jasne, że żaden kraj, który w jakikolwiek sposób nie spodoba się Stanom Zjednoczonym, nie może czuć się bezpiecznie. Zwłaszcza Dania i jej Grenlandia”.
„Po wydarzeniach w Wenezueli z łatwością wyobrażam sobie podobną operację mającą na celu pojmanie przywódców innych państw, w tym kanclerza Niemiec Friedricha Merza”.
„Jankesi, którzy stworzyli już podobny »precedens« z Maduro, mogliby go powtórzyć z banderowskimi bękartami. Z pewnością istnieją ku temu o wiele większe przesłanki”.
„Rosja, jako największa potęga nuklearna świata, jest zdolna do obrony siebie i swoich sojuszników oraz jest gotowa do działań, w tym prewencyjnych”. „Pieniądze i dyplomacja nie mają takiego znaczenia dla bezpieczeństwa narodowego jak broń jądrowa – ta obecnie jest najlepszą gwarancją”.
Rosyjska telewizja przypomina słowa Putina z zeszłego roku, że najważniejsza dla Rosji jest jej nowoczesna broń i armia. O operacji w Wenezueli rosyjskie media mówią „trumpowska awantura”. Pokazują ze zgrozą, jak prezydenta Wenezueli amerykańscy agenci prowadzą skutego kajdankami. Opowiadają, jak dramatyczne warunki panują w nowojorskim centrum detencyjnym, gdzie trafił Maduro.
Jednocześnie propaganda Kremla nie może powstrzymać się od krytyki Europy. Ale teraz nie za to, że nie dosyć entuzjastycznie popiera Trumpa w sprawie Ukrainy, ale że mu się nie dość wyraźnie sprzeciwia w sprawie Wenezueli.
Szykowany na tymczasowego zarządcę Wenezueli sekretarz stanu Marco Rubio wyjaśnił w rozmowie z amerykańskimi mediami w programie „Meet the Press” stacji NBC News, że USA „nie prowadzą działań militarnych” w Wenezueli, wobec czego nie było potrzeby informować o nich Kongresu USA. W Wenezueli nie ma przecież amerykańskiego wojska. Choć tego, że zostanie tam wprowadzone później, wykluczyć nie można.
Rubio nazwał atak na Wenezuelę „operacją organów ścigania”. „Mam na myśli, że toczymy wojnę z organizacjami handlującymi narkotykami. To nie jest wojna z Wenezuelą” – powiedział Rubio. O operacji policyjnej nie można było informować Kongresu, bo przecież informacja by wyciekła przed czasem.
Rubio powiedział też, że operacja w Wenezueli skierowana była przeciw wrogom USA:
„Nie możemy pozwolić, by Wenezuela stała się centrum operacji Iranu, Rosji, Hezbollahu, Chin i kubańskich agentów wywiadu, którzy kontrolują ten kraj. Nie możemy na to pozwolić” – powiedział.
Pytany, czy to on rzeczywiście rządzi Wenezuelą, odparł, że „spodziewa się zmian w Wenezueli”, przy czym „najpilniejsze” będą te, „które leżą w narodowym interesie USA”.
Rubio stwierdził też, że w Wenezueli nie ma obecnie prawowitych władz. I nie chodzi tylko o Maduro, ale o władze w ogóle, łącznie z wiceprezydentką Rodríguez. Ale w Wenezueli „są ludzie, którzy naprawdę mogą dokonać zmian”. „Stany Zjednoczone zachowają wiele środków nacisku, aby zapewnić ochronę naszych interesów, na wypadek, gdyby [ci ludzie] nie podjęli właściwych decyzji”.
Jeśli chodzi o ekipę Trumpa, to jej „najważniejszym celem jest Ameryka”. „Dbamy o Wenezuelę, chcemy, by odniosła sukces w przyszłości, ale naszym priorytetem jest Ameryka. Koniec z narkotykami, koniec z gangami” – powiedział Rubio.
Zapowiedział, że USA przebudują przemysł naftowy Wenezueli, aby bogactwo „trafiło do ludzi”. Podstawą prawną tych działań mają być amerykańskie nakazy sądowe. „To wysiłek zespołowy całego aparatu bezpieczeństwa narodowego naszego kraju, który realizuje tę politykę, a jej celem jest doprowadzenie do zmian w Wenezueli, które przyniosą korzyści Stanom Zjednoczonym, przede wszystkim dlatego, że dla nich pracujemy, ale wierzymy również, że przyniosą korzyści narodowi Wenezueli, który ogromnie ucierpiał”.
Zapytany, czy Stany Zjednoczone będą teraz atakować rząd Kuby, Rubio odpowiedział, że „rząd Kuby stanowi ogromny problem”, a zapytany, czy jego wypowiedź oznacza odpowiedź twierdzącą, Rubio odparł: „Myślę, że mają duże kłopoty”.
Stany Zjednoczone, kierując się doktryną powstrzymywania komunizmu „za wszelką cenę” oraz ochroną własnych interesów politycznych i gospodarczych, wielokrotnie ingerowały w sprawy wewnętrzne państw regionu. Zarówno bezpośrednio militarnie, jak i poprzez działania wywiadowcze, wsparcie dla zamachów stanu czy lokalnych reżimów powiązanych z radykalną prawicą – pisze Krzysztof Katkowski. Wylicza te interwencje i pokazuje ich skutki:
„Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną zmianę władzy” – powiedział Donald Trump w sobotę podczas konferencji prasowej w Mar-a-Lago. W wystąpieniu nie padły jednak szczegóły na temat tego, jak Stany Zjednoczone będą przewodzić krajowi Ameryki Łacińskiej, poza tym, że ma to być grupa, w skład której prawdopodobnie wejdą sekretarz stanu Marco Rubio, sekretarz obrony Pete Hegseth i przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Dan Caine.
Jak podaje w niedzielę Bloomberg, kluczową rolę w tej grupie odegrać ma Marco Rubio.
Jeszcze 28 grudnia 2025 Trump delegował Rubio do specjalnej grupy roboczej mającej negocjować pokój w Ukrainie.
Tymczasem w sobotę Izba Konstytucyjna Sądu Najwyższego Wenezueli orzekła, że pod nieobecność Nicolása Maduro obowiązki prezydenta tymczasowo przejmuje wiceprezydentka Delcy Rodríguez. Bliska współpracowniczka Maduro ma w świetle orzeczenia „zagwarantować ciągłość administracyjną i kompleksową obronę suwerenności narodu”. Amerykańskie media podają, że Rodríguez została w sobotę zaprzysiężona jako tymczasowa prezydentka. Nieco zamieszania wprowadził tego samego dnia jej telewizyjny występ, w którym polityczka nazwała Maduro „jedynym prezydentem Wenezueli”, a jego pojmanie przez Amerykanów określiła mianem „porwania” i zaapelowała o jego uwolnienie.
Jak podają źródła New York Times’a bliskie wenezuelskiego rządu, ten pokaz lojalności wobec Maduro był strategią PR-ową mającą uspokoić zwolenników reżimu, w tym armie i paramilitarne grupy. Rodríguez miała zostać wybrana przez Amerykanów na następczynię (przynajmniej tymczasową) Maduro już kilka tygodni temu. Polityczka, która zajmowała rozmaite pozycje zarówno w administracji Hugo Chaveza, jak i administracji Maduro, w ostatnich latach odpowiedzialna była za kwestie gospodarcze oraz związane z wydobyciem ropy.
„Rodríguez zdołała ustabilizować wenezuelską gospodarkę po latach kryzysu i powoli, ale systematycznie zwiększać wydobycie ropy naftowej w kraju w obliczu zaostrzających się sankcji USA. To osiągnięcie przyniosło jej nawet powściągliwy szacunek niektórych amerykańskich urzędników” – czytamy w tekście.
Jeszcze w sobotę Donald Trump publicznie wykluczył możliwość przejęcia w Wenezueli władzy przez Marię Corine Machado, wenezuelską liderkę opozycji, która niedawno otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla. Relacje Machado z Waszyngtonem sięgają dekad wstecz, polityczka wspierała także w ostatnich miesiącach operacje amerykańskiej administracji na Karaibach. Trump nazwał Machado „bardzo miłą kobietą”, ale zaznaczył, że „bardzo ciężko” byłoby jej przejąć władzę w kraju, ponieważ nie ma wystarczającego poparcia.
„Przypominamy, że Stany Zjednoczone i Królestwo Danii są bliskimi sojusznikami i powinny kontynuować współpracę w tym zakresie – napisał na X ambasador Danii w USA Jesper Møller Sørensen. Tak skomentował wpis żony doradcy Trumpa Steve'a Millera, która opublikowała mapę Grenlandii w amerykańskich barwach z napisem ”wkrótce".
"Bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych jest również bezpieczeństwem Grenlandii i Danii. Grenlandia jest już członkiem NATO. Królestwo Danii i Stany Zjednoczone współpracują w celu zapewnienia bezpieczeństwa w Arktyce. Królestwo Danii znacznie zwiększyło swoje wysiłki na rzecz bezpieczeństwa w Arktyce – tylko w 2025 roku przeznaczyliśmy 13,7 mld USD, które mogą zostać wykorzystane w Arktyce i na Północnym Atlantyku. Ponieważ poważnie traktujemy nasze wspólne bezpieczeństwo.
I tak, oczekujemy pełnego poszanowania integralności terytorialnej Królestwa Danii" – skomentował to Sørensen.
Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen, komentując mapę wyspy w barwach flagi USA, opublikowaną przez żonę urzędnika Białego Domu, stwierdził, że zdjęcie wyraża brak szacunku, podkreślając, że nie ma powodu do paniki.
Następnie głos zabrała premierka Danii Mette Frederiksen: „Muszę to powiedzieć Stanom Zjednoczonym bardzo jasno: twierdzenie, że Stany Zjednoczone powinny przejąć kontrolę nad Grenlandią, jest absolutnym absurdem”.
New York Times, powołując się na anonimowego wysokiego rangą wenezuelskiego urzędnika, podał, że w wyniku amerykańskiej operacji w Wenezueli zginęło ok. 40 osób, w tym wojskowi i cywile.
W tekście opisany jest amerykański atak w Catia La Mar koło lotniska Caracas, gdzie rakiety uderzyły w budynek mieszkalny, poważnie go uszkadzając. Na miejscu zginęła 80-letnia kobieta, kolejna osoba doznała groźnych obrażeń.
W sobotę Donald Trump przekazał w wywiadzie dla Fox News, że w operacji nie zginął żaden amerykański żołnierz. Redakcji New York Times’a udało się potwierdzić w anonimowym źródle, że kilkoro żołnierzy zostało jednak rannych. Uszkodzeniu w wyniku postrzału miały ulec także amerykańskie helikoptery.
AKTUALIZACJA: po południu podano, że liczba zabitych wynosi 80 i może wzrosnąć.
Biały Dom poinformował firmy naftowe, że jeśli chcą otrzymać odszkodowanie za aktywa przejęte w Wenezueli w 1976 i 2007 roku, muszą odbudować wenezuelską infrastrukturę naftową – podaje „Politico”. Trump ogłosił na konferencji prasowej w Mar-a-Lago, że USA zamierzają sprzedawać wenezuelską ropę innym krajom i zwiększyć te dostawy. Potem jednak „New York Time” napisał, że USA utrzymają na razie ograniczenia w eksporcie wenezuelskiej ropy naftowej, aby utrzymać wpływy nad Wenezuelą. Obniżenie światowych cen ropy uderzyłoby w źródła finansowania wojny najeźdźczej Rosji w Ukrainie. Spadek cen ropy uczyniłby jednak nieopłacalnymi inwestycje amerykańskie w wenezuelską ropę.
Urzędnicy administracji w ostatnich tygodniach przekazali przedstawicielom firm naftowych, że jeśli chcą odszkodowania za swoje platformy wiertnicze, rurociągi i inną zajętą własność, muszą być gotowi na natychmiastowy powrót do Wenezueli i znaczne inwestycje w odbudowę jej zniszczonego przemysłu naftowego – pisze „Politico”.
Przedstawiciele branży twierdzą jednak, że przesłanie administracji nadal budzi niepokój, bo „nie jest jasne, kto będzie rządził krajem w dającej się przewidzieć przyszłości”, a „infrastruktura jest obecnie w tak złym stanie, że nikt w tych firmach nie jest w stanie odpowiednio ocenić, co jest potrzebne, aby była sprawna”.
Prezydent Donald Trump zasugerował w sobotnim wystąpieniu, że spodziewa się, iż amerykańskie firmy zainwestują ogromne pieniądze w Wenezuelę: „Nasze ogromne amerykańskie firmy naftowe, największe na świecie, wejdą tam, wydadzą miliardy dolarów, naprawią bardzo uszkodzoną infrastrukturę, infrastrukturę naftową i zaczną zarabiać pieniądze dla kraju” – powiedział Trump.
Administracja jak dotąd nie przedstawiła swojego długoterminowego planu dla Wenezueli. Nie wiadomo nawet, czy taki plan w ogóle istnieje – komentuje Bob McNally, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego i energii prezydenta George’a W. Busha (obecnie kieruje firmą konsultingową Rapidan Energy Group, zajmującą się energetyką i geopolityką).
Centralnym zmartwieniem kadry kierowniczej amerykańskiego przemysłu jest to, czy administracja będzie w stanie zagwarantować bezpieczeństwo pracowników i sprzętu, który firmy będą musiały wysłać do Wenezueli, w jaki sposób firmy będą opłacane, czy ceny ropy wzrosną na tyle, aby wenezuelska ropa stała się opłacalna, oraz status członkostwa Wenezueli w kartelu eksporterów ropy OPEC. Ceny referencyjne ropy w USA wynosiły 57 dolarów za baryłkę, co stanowi najniższy poziom od zakończenia pandemii, na zamknięciu sesji w piątek.
Produkcja ropy naftowej w Wenezueli spadła do mniej niż jednej trzeciej z 3,5 mln baryłek dziennie, jakie wydobywano w latach 70. ubiegłego wieku, a infrastruktura umożliwiająca dostęp do 300 mld baryłek rezerw uległa pogorszeniu w ciągu ostatnich dwóch dekad.
Chevron, jedyna duża firma naftowa, która nadal działa w Wenezueli na podstawie specjalnej licencji wydanej przez rząd USA, poinformowała w sobotę, że „wciąż koncentruje się na bezpieczeństwie i dobrostanie swoich pracowników, a także na integralności swoich aktywów”.
Za to Evanan Romero, konsultant ds. ropy naftowej z Houston zaangażowany w działania mające na celu sprowadzenie amerykańskich producentów ropy z powrotem do Wenezueli, ogłosił, że wydarzenia w sobotę przygotowały grunt pod „bardzo szybki” powrót amerykańskich firm naftowych.
Nie jest jasne, w jakim stopniu administracja Trumpa mogłaby przyspieszyć inwestycje w Wenezueli – powiedział kolei Landon Derentz, analityk ds. energii w Atlantic Council, który pracował w administracjach Obamy, Trumpa i Bidena. – Wielu uważa Wenezuelę za inwestycję długoterminową, biorąc pod uwagę obecne niskie ceny ropy naftowej na poziomie 50 dolarów za baryłkę i ogromne inwestycje kapitałowe niezbędne do modernizacji infrastruktury. Nie widzę niczego, co dawałoby mi poczucie, że to doskonała okazja.
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer jest wzywany przez opozycję do potępienia ataku na Wenezuelę. Został zapytany o amerykańską operację podczas wywiadu dla stacji BBC w niedzielę.
Lider Partii Pracy zapewniał, że „od zawsze był zwolennikiem prawa międzynarodowego”, ale odmówił potępienia wenezuelskiej operacji, twierdząc, że musi najpierw porozmawiać z Donaldem Trumpem i sojusznikami.
„Chcę zebrać wszystkie istotne fakty i po prostu nie mamy teraz pełnego obrazu – sytuacja szybko się zmienia” – stwierdził.
Prezydent Francji Emmanuel Macron skomentował wydarzenia Wenezueli jeszcze w sobotę.
"Naród Wenezueli uwolnił się dziś od dyktatury Nicolása Maduro i może się tylko cieszyć.
Przejmując władzę i depcząc podstawowe wolności, Nicolás Maduro poważnie podważył godność własnego narodu.
Nadchodząca transformacja musi być pokojowa, demokratyczna i z poszanowaniem woli narodu wenezuelskiego. Życzymy, aby prezydent Edmundo González Urrutia, wybrany w 2024 roku, mógł szybko zapewnić tę transformację" – napisał Macron na Twitterze (X).
Prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził, że przekazanie władzy „musi odbyć się pokojowo, demokratycznie i z poszanowaniem woli narodu wenezuelskiego”. Dodał, że ma nadzieję, iż González – kandydat opozycji w wyborach prezydenckich w 2024 roku – będzie w stanie zapewnić przekazanie władzy.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz stwierdził, że kwestia legalności operacji USA jest „skomplikowana” i że należy stosować ogólne przepisy prawa międzynarodowego. Ostrzegł, że „nie można dopuścić do powstania niestabilności politycznej w Wenezueli”.
Sekretarz Generalny ONZ António Guterres powiedział, że jest „głęboko zaniepokojony faktem nieprzestrzegania zasad prawa międzynarodowego” – powiedział jego rzecznik. Był „głęboko zaniepokojony” atakami, które stworzyły „niebezpieczny precedens”.
Minister spraw zagranicznych Kanady Anita Anand powiedziała: „Kanada wzywa wszystkie strony do poszanowania prawa międzynarodowego i popieramy naród Wenezueli oraz jego pragnienie życia w pokojowym i demokratycznym społeczeństwie”. Dodała, że Kanada nawiązuje kontakty z partnerami międzynarodowymi.
Minister spraw zagranicznych Norwegii Espen Barth Eide stwierdził, że „prawo międzynarodowe jest uniwersalne i wiążące dla wszystkich państw”. „Amerykańska interwencja w Wenezueli nie jest zgodna z prawem międzynarodowym”.
Za to premier Izraela Beniamin Netanjahu pogratulował Trumpowi „odważnego i historycznego przywództwa na rzecz wolności i sprawiedliwości”.
Specjalną operację Trumpa w Wenezueli krytykują politycy Partii Demokratycznej.
„To, że Maduro jest brutalnym, nielegalnym dyktatorem, nie zmienia faktu, że działanie to było zarówno bezprawne, jak i nierozsądne. Widzieliśmy już ten film. Wojny o zmianę reżimu lub ropę, sprzedawane jako siła, ale zamieniające się w chaos, którego cenę płacą amerykańskie rodziny” – napisała na portalu X (Twitter) Kamala Harris, była wiceprezydentka USA i konkurentka Trumpa w kampanii wyborczej w 2024 roku.
"Nie chodzi tu o narkotyki ani demokrację. Chodzi o ropę i pragnienie Donalda Trumpa, by odgrywać rolę regionalnego mocarza. Gdyby zależało mu na którymkolwiek z nich, nie ułaskawiłby skazanego handlarza narkotyków ani nie zepchnąłby na boczny tor legalnej opozycji Wenezueli, jednocześnie dążąc do układów z kolesiami Maduro.
Prezydent naraża wojska na ryzyko, wydaje miliardy, destabilizuje region i nie oferuje żadnej władzy prawnej, żadnego planu wyjścia ani żadnych korzyści w kraju" – dodała.
Senator Bernie Sanders opublikował stanowisko, w którym wskazuje, że prezydent nie ma prawa samodzielnie zdecydować o wciąganiu Stanów Zjednoczonych w wojnę, „nawet w wojnę przeciwko skorumpowanym i brutalnym dyktatorom jak Maduro”. Sanders wezwał Kongres do głosowania nad operacją wojskową Donalda Trumpa na podstawie Ustawy o uprawnieniach wojennych.
„Atak Trumpa na Wenezuelę uczynią Stany Zjednoczone i świat mniej bezpiecznym. To bezczelne pogwałcenie prawa międzynarodowego daje zielone światło wszystkim narodom na ziemi, które pragną zaatakować inne państwo, by przechwycić jego zasoby lub zmienić jego rządy. To ta potworna logika siły, którą Putin wykorzystuje dla usprawiedliwienia swojego brutalnego ataku na Ukrainę”.
Sanders odwołał się także do Doktryny Monroe, na którą wprost powoływała się administracja Trumpa, a która mówi o prawie Stanów Zjednoczonych do dominacji w tej półkuli. "Oni mówią otwarcie o kontroli nad wenezuelskimi złożami ropy, największymi na świecie. To czysty imperializm. Przywołuje to najciemniejsze karty historii interwencji USA w Ameryce Łacińskiej, które pozostawiła po sobie straszliwe dziedzictwo. To będzie i powinno być potępione przez świat demokratyczny.
Lider Demokratów w Senacie Chuck Schumer opublikował stanowisko, w którym również podkreśla, że decyzja administracji Trumpa nie miała autoryzacji Kongresu:
„Administracja trzykrotnie zapewniała mnie, że nie dąży do zmiany władzy w Wenezueli ani podejmowania tam operacji militarnej. Najwyraźniej nie są szczerzy w stosunku do amerykańskich obywateli (...) „Administracja musi natychmiast poinformować Kongres na temat swoich celów i tego, jak zamierza zapobiec humanitarnej oraz geopolitycznej, która wciągnie nas w kolejną niekończącą się wojnę albo taką, która zamieni jednego skorumpowanego dyktatora w drugiego”. Do faktu, że Kongres nie był powiadomiony o zamiarach administracji względem Wenezueli odnosił się w sobotę sekretarz stanu USA Marco Rubio.
„Natychmiast po tym skontaktowaliśmy się z członkami Kongresu (...) To po prostu nie jest misja, o której można powiadomić z wyprzedzeniem, ponieważ zagraża to samej misji”.
„Stany Zjednoczone muszą natychmiast uwolnić prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro i jego żonę Cilię Flores, którzy, według prezydenta USA Donalda Trumpa, zostali pojmani i wywiezieni z kraju” – zakomunikowało chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. „Chiny wzywają Stany Zjednoczone do zapewnienia bezpieczeństwa osobistego prezydenta Maduro i jego żony, natychmiastowego uwolnienia prezydenta Maduro i jego żony, zaprzestania prób podważania władzy politycznej Wenezueli oraz rozwiązania problemów poprzez dialog i negocjacje”.
„Rosja będzie nadal wspierać politykę Caracas, mającą na celu ochronę interesów narodowych i suwerenności kraju”, oświadczył za to minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow w rozmowie telefonicznej z wiceprezydentką Wenezueli Delcy Rodríguez Gómez.
Zaś były prezydent, znany z brutalnego języka Dmitrij Miedwiediew zauważył: „powiedzmy wprost »naszym towarzyszom ze słonecznego Pindostanu«: teraz nie mają nawet formalnie czego zarzucić naszemu krajowi”.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze