Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump potwierdził, że USA przeprowadziły w sobotę 3 stycznia 2026 rano atak na Wenezuelę. Prezydent Wenezueli Nicolás Maduro został „schwytany i wywieziony z kraju”. Oto nasza relacja na żywo
Ok. 23:00 wg polskiego czasu amerykańskie media poinformowały, że w bazie lotniczej Stewart na obrzeżach Nowego Jorku wylądował samolot, na którego pokładzie znajdowali się najprawdopodobniej prezydent Wenezueli Nicolás Maduro i jego żona Cilia Flores. Maduro ma zostać przetransportowany śmigłowcem do więzienia Metropolitan Detention Center. W poniedziałek ma odbyć się pierwsza rozprawa w jego sprawie.
A my tymczasem kończymy naszą relację na żywo – w kolejnych dniach również będziemy śledzić dla Państwa wydarzenia związane z amerykańskim atakiem na Wenezuelę.
Rada Bezpieczeństwa ONZ ma się zebrać w poniedziałek 5 stycznia 2026, by omówić atak Stanów Zjednoczonych na Wenezuelę, do którego doszło w sobotę 3 stycznia rano i kwestię uprowadzenia przez amerykańskie siły specjalne prezydenta Nicolása Maduro. Maduro został przetransportowany do Nowego Jorku, gdzie zostaną mu przedstawione federalne zarzuty karne związane z handlem narkotykami i bronią.
O zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ wnioskowała Kolumbia – wspierana w tej sprawie przez Rosję i Chiny.
Po konferencji prasowej Donalda Trumpa w państwowej wenezuelskiej telewizji wystąpiła wiceprezydentka kraju Delcy Rodriguez. Według Trumpa Rodriguez miała zostać zaprzysiężona na prezydentkę po uprowadzeniu przez amerykańskie siły specjalne prezydenta Nicolása Maduro. Rodriguez zaprzeczyła temu jednak, nazywając Maduro „jedynym prezydentem Wenezueli”. Jego pojmanie przez Amerykanów określiła mianem ”porwania" i zaapelowała o jego uwolnienie.
Rodriguez wystąpiła w telewizji ze swoim bratem, przewodniczącym Zgromadzenia Narodowego Jorge Rodríguezem, ministrem spraw wewnętrznych Diosdado Cabello oraz ministrami spraw zagranicznych i obrony – co miało zademonstrować zarówno jedność otoczenia Maduro, jak i fakt, że jego czołowe postacie nadal przebywają w kraju.
Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę i pojmały dyktatora Nicolása Maduro. Zarzuty o narkotyki i broń to tylko przykrywka do tego, by Donald Trump zaczął realizować „doktrynę Donroe”, która zmieni geopolityczne układy – pisze w analizie w OKO.press Szymon Opryszek.
Określenie doktryna Donroe, które bardzo podoba się Trumpowi i jego ludziom, jednoznacznie nawiązuje do XIX-wiecznej amerykańskiej doktryny Monroe, w myśl której Stany Zjednoczone miały utrzymywać kontrolę nad krajami Ameryki Łacińskiej.
Z 40-minutowym opóźnieniem rozpoczęła się konferencja prasowa Donalda Trumpa. Prezydent USA zwołał ją w swojej prywatnej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie.
Trump zaczął od wypowiedzi o użyciu „przytłaczającej amerykańskiej siły militarnej”, z „powietrza, lądu i morza”, i porównał to do innych operacji, które wcześniej zlecił, w tym do ataku na irańskie obiekty nuklearne w czerwcu. „Wiedzieli, że nadchodzimy” – mówił Trump i chwalił się, że w trakcie operacji nie zginął ani jeden amerykański żołnierz.
„Był to jeden z najbardziej zdumiewających ataków, a zarazem najskuteczniejszy i najpotężniejszy pokaz amerykańskiej potęgi i kompetencji militarnych w historii Stanów Zjednoczonych. Żaden naród na świecie nie osiągnąłby tego, co Ameryka osiągnęła wczoraj, a szczerze mówiąc, w tak krótkim czasie. Cały potencjał militarny Wenezueli został pozbawiony mocy, gdy żołnierze naszej armii, współpracując z amerykańskimi organami ścigania, z powodzeniem pojmali Maduro w środku nocy” – w ten sposób Trump zachwycał się akcją zbrojną amerykańskiej armii.
W trakcie konferencji Trump wyraźnie zapowiedział, że Stany Zjednoczone zamierzają „rządzić Wenezuelą”.
„Nie możemy ryzykować, że ktoś inny przejmie Wenezuelę, nie mając na uwadze dobra Wenezuelczyków po dekadach takiego stanu rzeczy. Nie pozwolimy na to” – tak tłumaczył tę ideę Trump. Nie jest jasne, czy chodziło mu o okupację wojskową.
„Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację” – mówił Trump w trakcie konferencji. Nie podał żadnych ram czasowych okresu „rządzenia krajem”.
Zgromadzone u wybrzeży Wenezueli amerykańskie siły szacowane są na około 10 tysięcy żołnierzy. Nie wydaje się to wystarczające do trwałego utrzymania okupacyjnej kontroli nad choćby pojedynczym regionem Wenezueli, nie mówiąc o całym kraju.
Trump mówił jednocześnie, że „nasze ogromne amerykańskie koncerny naftowe, największe na świecie, wkroczą, wydadzą miliardy dolarów, naprawią uszkodzoną infrastrukturę naftową i zaczną zarabiać dla kraju. Jesteśmy gotowi przeprowadzić drugi, znacznie większy atak, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dlatego byliśmy przygotowani na drugą falę ataków”.
Brzmiało to trochę tak, jakby miało to być ultimatum wobec Wenezueli. Być może, zamiast okupować Wenezuelę, Trump zamierza grozić jej wystrzeleniem kolejnych fal rakiet, by w ten sposób „rządzić krajem”.
Towarzyszyła temu jeszcze jedna groźba. „Wszyscy politycy i wojskowi w Wenezueli muszą zrozumieć, że to samo, co stało się z Maduro, spotka i ich, jeśli sprzeciwią się amerykańskim żądaniom, aby kraj miał przywódcę, który służy ludziom” – mówił Trump.
Prezydent USA rzucił też w trakcie konferencji luźne uwagi o przyszłym „partnerstwie” między Wenezuelą a Stanami Zjednoczonymi, które miałoby uczynić Wenezuelczyków „bogatymi, niezależnymi i bezpiecznymi”.
W trakcie konferencji Trump kilkakrotnie obarczał pojmanego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro odpowiedzialnością za prowadzony przez kartele przemyt narkotyków na terytorium USA. Nazywał Maduro dyktatorem i baronem narkotykowym. Zapowiadał, że Maduro i jego żona staną przed amerykańskim sądem.
Zapowiadana na 17:00 wg polskiego czasu konferencja prasowa Donalda Trumpa poświęcona atakowi na Wenezuelę nadal się nie rozpoczęła. Będziemy informować o jej przebiegu.
"Izrael z zadowoleniem przyjmuje obalenie dyktatora, który stał na czele siatki narkotykowej i terrorystycznej i ma nadzieję na powrót demokracji w kraju oraz przyjazne stosunki między państwami” – napisał na portalu X minister spraw zagranicznych Izraela Gideon Saar.
„Prezydent zaproponował wiele rozwiązań, ale przez cały proces jasno wyraził się: handel narkotykami musi się skończyć, a skradziona ropa musi wrócić do Stanów Zjednoczonych. Maduro jest najnowszą osobą, która przekonała się, że prezydent Trump mówi poważnie. Wielkie brawa należą się naszym dzielnym operatorom specjalnym, którzy przeprowadzili naprawdę imponującą operację” – napisał na platformie X wiceprezydent USA J.D. Vance.
Szczególną uwagę zwracają tu słowa o „skradzionej ropie, która musi wrócić do Stanów Zjednoczonych”. W tym samym tonie wypowiadał się równolegle w Fox News prezydent USA Donald Trump.
Słowa o „skradzionej ropie” odnoszą się do długofalowych skutków decyzji władz Wenezueli z 1976 roku o nacjonalizacji przemysłu naftowego. Dotknęło to takie ówczesne amerykańskie firmy, jak Exxon i Mobil (obecnie po fuzji ExxonMobil) – oraz Gulf Oil, obecnie część Chevron, czyli jedynej amerykańskiej firmy naftowej, która nadal działa na terytorium Wenezueli.
W 2007 roku poprzednik Maduro, Hugo Chávez przejął kontrolę nad pozostałymi operacjami naftowymi, które nadal były prowadzone na terytorium Wenezueli przez Amerykanów w ramach prywatnych umów. Chavez żądał przeniesienia większości udziałów (60 procent lub więcej) we wszystkich projektach naftowych w regionie Orinoko do wenezuelskiej korporacji państwowej PDVSA. ExxonMobil i ConocoPhillips odrzuciły nowe warunki umowy, w wyniku czego ich aktywa zostały wywłaszczone, a firmy zostały zmuszone do opuszczenia Wenezueli. Chevron zgodził się na wenezuelskie żądania.
Na terytorium Wenezueli znajduje się tzw. pas naftowy Orinoko. Jest to jeden z najbogatszych na świecie obszarów występowania ciężkiej i bardzo ciężkiej ropy naftowej. W połączeniu z innymi złożami sprawia to, że Wenezuela ma największe potwierdzone badaniami zasoby ropy naftowej ze wszystkich państw będących jej producentami. Na tym nie koniec, bo w Wenezueli znajdują się również szóste co do wielkości na świecie złoża gazu ziemnego, największe złoża złota w Ameryce Łacińskiej, a także złoża rud żelaza, które zajmują 12. miejsce na świecie, złoża boksytu, które zajmują 15. miejsce oraz znaczne złoża diamentów.
Na mniej więcej półtorej godziny przed planowanym na 17 według polskiego czasu wystąpieniem w sprawie ataku na Wenezuelę prezydent USA Donald Trump udzielił wywiadu prawicowej i jednoznacznie wspierającej jego obóz polityczny telewizji Fox News.
W trakcie tej rozmowy Trump ogłosił, że pojmany prezydent Wenezueli i jego żona zostali przewiezieni na okręt desantowy USS Iwo Jima, jeden z amerykańskich okrętów wojennych patrolujących Karaiby. Stamtąd mają zostać przetransportowani do Nowego Jorku.
W tym samym wywiadzie Trump odmówił też udzielenia jednoznacznego poparcia Marii Corinie Machado, wenezuelskiej liderce opozycji, która niedawno otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla.
„Cóż, musimy się temu teraz przyjrzeć” – mówił w Fox News, zapytany o ewentualne wsparcie Machado. „Mają tam wiceprezydentkę, jak pani wie. To znaczy, nie wiem, co to były za wybory, ale, wie pani, wybór Maduro był hańbą” – mówił, zwracając się do dziennikarki Fox News, Trump.
Pytany w Fox News o krytykę ze strony Demokratów za niezwrócenie się do Kongresu z wnioskiem o zgodę na atak, Trump oznajmił, że "Demokraci to słabi, głupi ludzie”.
„Powinni mówić: świetna robota. Nie powinni mówić: »O rany, może to niezgodne z konstytucją«. Wiecie, te same stare bzdury, które słyszymy od lat” – mówił Trump.
Prezydent USA wydawał się być natomiast znacznie mocniej niż konstytucyjnymi wątpliwościami Demokratów zainteresowany ogromnymi wenezuelskimi złożami ropy naftowej. „Mamy największe firmy naftowe na świecie, największe, największe i zamierzamy być w to bardzo zaangażowani” – mówił w Fox News.
Spośród południowoamerykańskich przywódców jednoznacznie radość z powodu ataku Stanów Zjednoczonych na Wenezuelę i pojmania Nicolása Maduro wyraził jedynie prezydent Argentyny, Javier Milei. „Wolność postępuje” – tak skomentował atak w mediach społecznościowych. Milei to jednak zapalony fan Donalda Trumpa i jego uważny polityczny uczeń, jego strategia wizerunkowa jest w sporej mierze oparta na tym, co podpatrzył u prezydenta USA.
Niespecjalnie zmartwione wydają się też władze Gujany, którą dzielą z Wenezuelą wieloletnie spory o przebieg granicy. „Siły obronne Gujany i siły bezpieczeństwa monitorują sytuację, a Gujańczycy mogą być pewni, że rząd podejmuje działania w celu zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom” – poinformował rząd Gujany.
„Trynidad NIE bierze udziału w żadnej z tych trwających operacji wojskowych. Trynidad i Tobago nadal utrzymuje pokojowe stosunki z narodem Wenezueli” – ogłosiło MSZ Trynidadu i Tobago. Położone w pobliżu wybrzeży Wenezueli wyspiarskie państwo popierało wcześniej ostrą politykę antynarkotykową Trumpa. Trynidad i Tobago zgodził się też na instalację na swoim terytorium amerykańskiej stacji radarowej.
Prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva zdecydowanie potępił atak. Stwierdził, że bombardowanie Wenezueli i pojmanie Maduro „przekroczyło niedopuszczalną linię, co stanowi poważną zniewagę dla suwerenności Wenezueli i kolejny niezwykle niebezpieczny precedens dla świata.
„Atakowanie państw, z rażącym naruszeniem prawa międzynarodowego, to pierwszy krok w kierunku świata przemocy, chaosu i niestabilności, w którym prawo silniejszego bierze górę nad multilateralizmem” – napisał Lula w mediach społecznościowych.
Podobną optykę przyjął prezydent graniczącej z Wenezulą i również oskarżanej przez USA o tolerowanie działalności karteli narkotykowych Kolumbii – Gustavo Petro. „Rząd Kolumbii odrzuca agresję na suwerenność Wenezueli i Ameryki Łacińskiej. Konflikty wewnętrzne między narodami są rozwiązywane przez te same narody w drodze pokoju” – stwierdził Petro – i zaapelował o zwołanie w sprawie amerykańskiego ataku specjalnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Co niespecjalnie dziwi, amerykański atak bardzo ostro potępił też prezydent Kuby. „Kuba potępia zbrodniczy atak USA na Wenezuelę i domaga się natychmiastowej reakcji społeczności międzynarodowej. Nasza #ZonaDePaz (”Strefa pokoju„) jest brutalnie atakowana. Terroryzm państwowy przeciwko dzielnemu narodowi Wenezueli i naszej Ameryce. Ojczyzna albo śmierć” – napisał Miguel Díaz-Canel Bermúdez w serwisie X.
Prokurator generalna USA Pam Bondi poinformowała, że obalony przywódca Wenezueli Nicolás Maduro i jego żona Cilia Flores staną przed sądem karnym po otrzymaniu aktu oskarżenia w Nowym Jorku. Bondi zapowiedziała też, że para „wkrótce zmierzy się z całym gniewem amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości na amerykańskiej ziemi i w amerykańskich sądach”.
Równolegle zastępca sekretarza stanu USA Christopher Landau ogłosił w mediach społecznościowych, że Nicolás Maduro został „odsunięty od władzy” i zostanie „osądzony lub ukarany”.
Maduro został oskarżony przez amerykański wymiar sprawiedliwości w związku z korupcją i handlem narkotykami w 2020 roku. Jak dotąd nie było natomiast żadnych informacji o akcie oskarżenia wobec jego żony.
"Nicolásowi Maduro postawiono zarzuty spisku narkotykowo-terrorystycznego, spisku związanego z importem kokainy, posiadania broni maszynowej i urządzeń niszczących oraz spisku w celu posiadania broni maszynowej i urządzeń niszczących przeciwko Stanom Zjednoczonym. Już wkrótce będą musieli zmierzyć się z całym gniewem amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości na amerykańskiej ziemi, w amerykańskich sądach
W imieniu całego Departamentu Sprawiedliwości USA chciałbym podziękować prezydentowi Trumpowi za to, że miał odwagę domagać się rozliczenia w imieniu narodu amerykańskiego, a także złożyć ogromne podziękowania naszym dzielnym żołnierzom, którzy przeprowadzili niesamowitą i niezwykle udaną misję schwytania dwóch domniemanych międzynarodowych handlarzy narkotyków" – napisała Pam Bondi w swym oświadczeniu.
Opublikowany przez The Guardian akt oskarżenia Maduro jest dostępny tutaj:
Prokurator generalny Wenezueli, Tarek William Saab wygłosił w państwowej telewizji oświadczenie potępiające atak Stanów Zjednoczonych. „Niewinne ofiary zostały śmiertelnie ranne, a inne zginęły w wyniku tego zbrodniczego ataku terrorystycznego” – powiedział i wezwał ludzi do wyjścia na ulice „ze spokojem i czujnością”. Saab powtórzył również wcześniejsze żądanie wiceprezydentki kraju i innych urzędników, aby Amerykanie udowodnili, że Nicolás Maduro i jego żona Cilia Flores żyją.
Donald Trump zapowiedział, że wypowie się na temat ataku dopiero o 17 według polskiego czasu.
Rosyjskie MSZ wydało oświadczenia potępiające amerykański atak na Wenezuelę i pojmanie prezydenta kraju.
„Dziś rano Stany Zjednoczone dopuściły się aktu zbrojnej agresji przeciwko Wenezueli. Jest to głęboko niepokojące i godne potępienia. Preteksty użyte do uzasadnienia takich działań są nie do utrzymania. Wrogość ideologiczna zwyciężyła nad pragmatyzmem biznesowym. Potwierdzamy naszą solidarność z narodem wenezuelskim” – czytamy w pierwszym z nich. Drugie odnosi się do pojmania Nicolása Maduro.
„Jesteśmy bardzo zaniepokojeni doniesieniami, że prezydent Wenezueli Nicolás Maduro wraz z małżonką zostali siłą wywiezieni z kraju w trakcie dzisiejszych agresywnych działań Stanów Zjednoczonych. Wzywamy do natychmiastowego wyjaśnienia tej sytuacji. Tego rodzaju działania, jeśli rzeczywiście miały miejsce, stanowią niedopuszczalne naruszenie suwerenności niezależnego państwa, którego poszanowanie jest kluczową zasadą prawa międzynarodowego” – stwierdza MSZ Rosji.
Rosja nieprzerwanie utrzymuje przyjazne relacje z Wenezuelą rządzoną przez Maduro a wcześniej Chaveza – co stanowi kontynuację polityki prowadzonej przez Związek Radziecki. Wenezuela pozostaje największym partnerem Rosji w Ameryce Południowej.
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas poinformowała, że rozmawiała z sekretarzem stanu USA Marco Rubio oraz ambasadorem Unii Europejskiej w Caracas.
Podkreślając, że UE uważnie monitoruje sytuację w Wenezueli, Kallas dodała: „UE wielokrotnie oświadczała, że pan Maduro nie ma legitymacji do rządzenia i broniła pokojowej transformacji politycznej w tym kraju. W każdych okolicznościach należy przestrzegać zasad prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych. Apelujemy o powściągliwość”.
Brak jeszcze wystarczająco szczegółowych informacji, by przedstawić pełny obraz amerykańskiego ataku na Wenezuelę. Z publikacji w mediach społecznościowych i dostępnej dokumentacji fotograficznej i filmowej wynika jednak, że atak rozpoczął się jeszcze w nocy, około 2 według lokalnego czasu (w Polsce dochodziła wówczas 07:00 rano). Najprawdopodobniej Amerykanie przeprowadzili przede wszystkim uderzenia rakietowe i dronowe z okrętów rozmieszczonych wzdłuż wybrzeża Wenezueli, być może wspierane także przez ataki lotnicze.
Wśród celów ataków były z pewnością:
Zaatakowanych obiektów było najprawdopodobniej więcej.
Na nagraniach opublikowanych w mediach społecznościowych zarejestrowano przelot nad Caracas od kilku do kilkunastu śmigłowców CH-47 Chinook. Każda z tych dużych dwusilnikowych maszyn jest zdolna do transportu nawet plutona żołnierzy. Być może właśnie Chinookami przemieszczali się operatorzy sił specjalnych, których zadaniem było pojmanie Nicolása Maduro. Według źródeł amerykańskiej stacji telewizyjnej CBS mieli to być żołnierze superelitarnej jednostki Delta Force.
Z kolejnych oświadczeń najwyższych rangą przedstawicieli wenezuelskiego reżimu wydaje się wynikać, że na terytorium kraju wciąż mogą trwać działania amerykańskich sił specjalnych lub regularnej armii. „Niech nikt nie popada w rozpacz. Niech nikt nie ułatwia życia inwazyjnemu wrogowi” – to słowa jednego z najbliższych współpracowników Maduro, ministra spraw wewnętrznych Diosdado Cabello. Wcześniej w podobnym duchu – wzywając do „oporu przeciwko obecności obcych wojsk” wypowiadał się szef MON Vladimir Padrino. Jeszcze wcześniej władze Wenezueli wzywały obywateli do „powstania” przeciwko najeźdźcom.
Republikański senator ze stanu Utah Mike Lee ogłosił w mediach społecznościowych, że sekretarz stanu USA Marco Rubio poinformował go w rozmowie telefonicznej, że prezydent Wenezueli Nicolás Maduro został „aresztowany przez personel USA w celu postawienia go przed sądem w związku z zarzutami karnymi w Stanach Zjednoczonych”.
Lee dodał, że Rubio „nie przewiduje dalszych działań w Wenezueli” po aresztowaniu Maduro.
Nicolás Maduro został w 2020 roku oskarżony w Stanach Zjednoczonych o korupcję i handel narkotykami, a Departament Stanu ogłosił nagrodę w wysokości 50 milionów dolarów za informacje prowadzące do jego aresztowania lub skazania.
Prezydent USA Donald Trump w bardzo krótkiej (połączenie trwało 50 sekund) rozmowie telefonicznej z dziennikarzem The New York Times był wyraźnie zadowolony z przebiegu ataku na Wenezuelę. „Dużo dobrego planowania i mnóstwo świetnych żołnierzy i świetnych ludzi. To była naprawdę genialna operacja” – mówił Trump. Prezydent USA nie odpowiedział na pytanie, czy zwracał się do Kongresu z prośbą o zgodę na atak. Zapowiedział jedynie, że wyjaśni to na konferencji prasowej zapowiedzianej na 17 wg polskiego czasu.
„Mam informacje o 11 obywatelach Polski przebywających obecnie w Wenezueli” – poinformował premier Donald Tusk. „Wyjechali do Wenezueli mimo wielokrotnych ostrzeżeń ministra spraw zagranicznych, aby nie odwiedzać tego kraju w związku z sytuacją wewnętrzną i ewentualnym konfliktem” – podkreślił szef rządu.
Według premiera polscy dyplomaci pracujący w ambasadzie i konsulacie w Caracas nie są zagrożeni. „Placówka dyplomatyczna w Caracas jest na razie bezpieczna, nic tam się w związku z atakiem nie wydarzyło, ale będziemy oczywiście tę sytuację monitorować i przekazywać wszystkie informacje do opinii publicznej, jak tylko coś nowego się wydarzy” – poinformował Tusk.
Według rzecznika resortu spraw zagranicznych Macieja Wewióra, polscy obywatele przebywający w Wenezueli nie zwracali się dotąd z prośbami o pomoc. „Apelujemy o pozostawanie w bezpiecznych miejscach i unikanie niepotrzebnego ryzyka. Obywateli RP niezarejestrowanych w systemie Odyseusz prosimy o kontakt z placówką” – napisał Wewiór na platformie X.
"Hiszpania wzywa do deeskalacji i umiarkowania oraz do prowadzenia działań zgodnie z prawem międzynarodowym i zasadami Karty Narodów Zjednoczonych. W tym kontekście Hiszpania jest gotowa zaoferować swoje usługi w celu osiągnięcia pokojowego i negocjacyjnego rozwiązania obecnego kryzysu.
Hiszpania potwierdza, że nie uznała wyników wyborów z 28 lipca 2024 roku i zawsze wspierała inicjatywy mające na celu osiągnięcie demokratycznego rozwiązania dla Wenezueli. Podkreśla również, że z zadowoleniem przyjęła i nadal będzie przyjmować dziesiątki tysięcy Wenezuelczyków, którzy musieli opuścić swój kraj z powodów politycznych, i że jest gotowa pomóc w poszukiwaniu demokratycznego, negocjacyjnego i pokojowego rozwiązania dla kraju" – tak brzmi oświadczenie MSZ Hiszpanii.
Hiszpania odgrywa szczególną rolę w kwestii Wenezueli – europejski kraj był tradycyjnym miejscem schronienia dla opozycjonistów uciekających zza oceanu przed represjami ze strony Maduro i jego poprzednika Hugo Chaveza.
Wiceprezydentka Wenezueli Delcy Rodríguez, wypowiadając się w państwowej telewizji, stwierdziła, że miejsce pobytu Nicolása Maduro i jego żony jest nieznane i poprosiła prezydenta Trumpa o okazanie dowodu ich życia. Jeśli oświadczenie Trumpa o „pojmaniu” prezydenta Nicolása Maduro odpowiada prawdzie, według konstytucji Wenezueli władzę w kraju powinna teoretycznie przejąć właśnie Rodríguez. Stany Zjednoczone uważają jednak zarówno Maduro, jak i jego zastępczynię, za rządzących bezprawnie na podstawie sfałszowanych wyborów. Wspierana przez USA wenezuelska opozycja za prawowitego prezydenta kraju uważa startującego w wyborach w 2024 roku i od tamtego czasu w obawie przed represjami ze strony reżimu Maduro przebywającego na uchodźstwie w Hiszpanii Edmundo Gonzaleza-Urrutię.
'
Wenezuela będzie stawiać opór obecności obcych wojsk – ogłosił minister obrony Vladimir Padrino w nagraniu wideo opublikowanym w sobotę rano. Fakt, że to szef MON wzywa armię do stawiania oporu wydaje się być przesłanką uprawdopodobniającą, że prezydent Wenezueli Nicolás Maduro rzeczywiście został pojmany przez Amerykanów. Około 10:30 polskiego czasu ogłosił to w mediach społecznościowych prezydent USA Donald Trump. Słowa o „obecności obcych wojsk” mogą wskazywać również na to, że Amerykanie zajęli niektóre wenezuelskie obiekty o strategicznym znaczeniu.
Agencja prasowa Agence France-Presse (AFP) podaje, że irańskie MSZ w oficjalnym oświadczeniu stwierdziło, że „stanowczo potępia amerykański atak militarny na Wenezuelę i rażące naruszenie suwerenności narodowej i integralności terytorialnej kraju”.
Oświadczenie Iranu opublikowano jeszcze przed wpisem Donalda Trumpa na portalu Truth Social, w którym prezydent USA potwierdził, że Stany Zjednoczone przeprowadziły „atak na szeroką skalę” na Wenezuelę.
We wczesnych godzinach porannych w sobotę 3 stycznia w stolicy Wenezueli Caracas doszło do serii eksplozji. Mieszkańcy miasta widzieli też nisko przelatujące samoloty bojowe. Rząd Wenezueli potwierdził, że Caracas, a także trzy inne stany kraju: Miranda, La Guaira i Aragua, zostały zaatakowane.
Władze Wenezueli oskarżają o atak Stany Zjednoczone, Biały Dom początkowo nie potwierdzał, że to działania amerykańskich sił zbrojnych. Przed 10:00 rano według polskiego czasu agencja Reuters podała jedynie, że dotarła do niej informacja od pragnącego zachować anonimowość urzędnika USA, że to Stany Zjednoczone przeprowadziły w sobotę ataki w Wenezueli.
Po 10:00 rano polskiego czasu prezydent USA Donald Trump zamieścił na swej platformie społecznościowej Truth Social wpis potwierdzający, że atak przeprowadziły siły amerykańskie. Trump twierdzi też, że w trakcie akcji prezydent Wenezueli Nicolás Maduro został „pojmany i wywieziony z kraju”.
„Stany Zjednoczone Ameryki przeprowadziły z powodzeniem zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę i jej przywódcę, prezydenta Nicolása Maduro, który wraz z żoną został pojmany i wywieziony z kraju. Operacja ta została przeprowadzona we współpracy z amerykańskimi organami ścigania. Szczegóły wkrótce. Dzisiaj w Mar-a-Lago odbędzie się konferencja prasowa. Dziękujemy za uwagę! Prezydent DONALD J. TRUMP” – to cała treść tego wpisu.
Zapowiedziana przez Trumpa konferencja ma odbyć się o 11:00 czasu waszyngtońskiego, czyli o 17:00 według czasu polskiego.
„Jedynym celem tego ataku jest przejęcie kontroli nad strategicznymi zasobami Wenezueli, w szczególności ropą naftową i minerałami” – głosi oświadczenie rządu Wenezueli. Władze Wenezuali wezwały mieszkańców kraju i armię do zbrojnego oporu i „powstania” przeciwko najeźdźcom.
Prezydent sąsiadującej z Wenezuelą Kolumbii Gustavo Petro opublikował w serwisie X listę domniemanych celów ataków.
Na liście wymienione są liczne wojskowe, lotniska i budynki rządowe, a także koszary Cuartel de la Montaña w Caracas, czyli baza wojskowa, w której znajduje się mauzoleum mentora obecnego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, Hugo Cháveza. To miejsce stanowiące jeden z symboli wenezuelskiego reżimu i jego ideologii nazwanej od nazwiska wieloletniego dyktatora kraju chavizmem.
Atak Stanów Zjednoczonych na Wenezuelę był spodziewany już od tygodni. Od około sześciu miesięcy trwała polityczna kampania prezydenta USA Donalda Trumpa wymierzona w Wenezuelę i jej rząd.
Trump oskarża – nie bez podstaw zresztą – wenezuelskie władze o współpracę z kartelami narkotykowymi i wspieranie zorganizowanego przemytu narkotyków do Stanów Zjednoczonych na ogromną skalę. W sierpniu Donald Trump zarządził ataki powietrzne na poruszające się po wenezuelskich wodach przybrzeżnych łodzie, których załogi podejrzewane były przez Amerykanów o udział w procederze przemytu narkotyków, uderzenia te w różnym natężeniu kontynuowano przez całą jesień.
W grudniu 2025 Trump ogłosił stan blokady wenezuelskich portów – zatrzymywane przez amerykańską flotę miały być wszystkie statki transportujące towary objęte amerykańskimi sankcjami – przede wszystkim ropę naftową. Pod koniec grudnia z kolei Amerykanie przeprowadzili atak dronowy na jeden z wenezuelskich portów:
O tym, jak wyglądały nastroje mieszkańców Wenezueli przed spodziewanym atakiem USA na ten kraj, opowiadał Miładzie Jędrysik w podcaście OKO.press reporter Tomasz Surdel. „Bardzo wiele osób jest po prostu zrezygnowanych. Jak rozmawiam ze znajomymi, to mówią mi: niech oni już nas zbombardują i niech się to wszystko skończy" – mówił Surdel.
O tym natomiast, skąd naprawdę trafiają do Stanów narkotyki i jakie rzeczywiste cele mogą stać za groźbami Trumpa, który zapowiada interwencję zbrojną w Wenezueli, pisał w OKO.press Szymon Opryszek:
Świat
Nicolas Maduro
Donald Trump
atak na Wenezuelę
Caracas
Delcy Rodríguez
Edmundo Gonzalez-Uruttia
Wenezuela
wojna USA z Wenezuelą
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Komentarze