"Lewica jest potrzebna polskiej demokracji. Jest potrzebna dla równowagi polskiego systemu politycznego, jest potrzebna dla obrony interesów pracowniczych" – mówił Aleksander Kwaśniewski podczas odsłonięcia pomnika Ignacego Daszyńskiego. "Daszyński miał odwagę powiedzieć bardzo jasno: Polska będzie demokratyczna, świecka i wolna" – mówił Adrian Zandberg

O godzinie 13.00 przy warszawskim placu Na Rozdrożu, w dzień setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości zebrali się przedstawiciele niemal wszystkich lewicowych sił w Polsce. Pod sceną powiewały flagi SLD, Razem, Zielonych, obecny był również Ruch Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza, Komitet Obrony Demokracji i przedstawiciele PSL.

„Lewica jest potrzebna polskiej demokracji”  mówił prezydent Aleksander Kwaśniewski. „Lewica jest potrzebna dla równowagi polskiego systemu politycznego, lewica jest potrzebna dla obrony interesów pracowniczych, interesów tych, którzy nie wybili się na tę niepodległość tak, jak powinni przez ostatnie lata”.

„Daszyński to ośmiogodzinny dzień pracy, Daszyński to związki zawodowe, to prawo do strajku, to ubezpieczenia społeczne”  przypomniał przewodniczący OPZZ Jan Guz.

„W 1918 roku Polska nie urodziła się z fałszywej narodowej jedności”  mówił Adrian Zandberg z Razem, nawiązując do Marszu Niepodległości, w którym politycy PiS szli razem ze skrajną prawicą. „Polska urodziła się z wielkiego sporu. Czy będzie to Polska demokratyczna, ludowa? Czy będą to znowu rządy szlachty, arystokracji i kościoła? Czy będzie to Polska, która stoi po stronie słabszych, czy Polska, która akceptuje wyzysk?

Czy będzie to Polska świecka, wielokulturowa, czy też znowu będzie to Polska rządzona przez przesądy, szowinizm i nienawiść? Daszyński miał odwagę powiedzieć bardzo jasno: Polska będzie demokratyczna, świecka i wolna. I za tę odwagę jesteśmy mu winni pamięć”.

Pomnik wielkiego socjalisty na jeden dzień (?) połączył lewicę.

„Pod bagnetami izby nie otworzę”

Uroczystość odsłonięcia pomnika Ignacego Daszyńskiego poprowadził Jerzy Wenderlich, przewodniczący komitetu budowy pomnika. Przywitał zwolenników wybudowania pomnika ponad podziałami i powiedział, że „spełnia się marzenie”.

„Panie premierze, panie marszałku, za chwilę odsłonimy pomnik, który jest hołdem rodaków dla twoich pełnych humanizmu myśli, dla twojej niepodległościowej działalności, dla prawości twoich zachowań, dla odwagi, dla sprawiedliwości i demokratycznych wartości, którym hołdowałeś i których w swojej działalności strzegłeś”  zwrócił się bezpośrednio do Daszyńskiego.

„Kiedy premier Daszyński kierował pracami Sejmu, a było to 31 października 1929 roku, do Sejmu wprowadzono stu uzbrojonych żołnierzy i pod tą presją próbowano zmusić go, żeby otworzył obrady. Wtedy, w jego prawości i niezłomności padły te słowa, które do dziś pamięta historia: »Pod bagnetami, karabinami i szablami, izby ustawodawczej nie otworzę«”.

Przybliżył historię powstania pomnika  pierwszy od Wenderlicha usłyszał o tym pomyśle nieżyjący już Tomasz Kalita, rzecznik SLD, założyciel Centrum im. Ignacego Daszyńskiego. Wśród zasłużonych dla budowy pomnika Wenderlich wymienił zmarłego już profesora Krzysztofa Dunin-Wąsowicza, szefa PPS-u Bogusława Gorskiego, prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego i Włodzimierza Czarzastego („nie wiedziałem, że może pracować jak samochód, który ma 200 koni mechanicznych”), ale też ludzi z innych obozów politycznych Ryszarda Terleckiego („dobrze nam się współpracowało”), Małgorzatę Kidawę-Błońską, a także wicepremiera Piotra Glińskiego.

„Jak widzicie, to grono, które tworzyło ten komitet, było rzeczywiście ponad podziałami. Można tak pracować w Polsce? Można!”  mówił Wenderlich.

List od prezydenta Dudy odczytał Wojciech Kolarski, podsekretarz stanu w kancelarii prezydenta. Prezydent w liście napisał, że „skłania głowę przed patriotycznymi zasługami Ignacego Daszyńskiego”, podziękował inicjatorom i twórcom pomnika i nazwał go „wybitną postacią naszej historii” i „niestrudzonym działaczem na rzecz polskiej wolności i sprawiedliwości społecznej”. Po tym przemówieniu Wenderlich zaprosił na scenę przewodniczącą rady Warszawy Ewę Malinowską-Grupińską, dzięki czemu na scenie pojawiła się pierwsza kobieta. Dysproporcja płci pośród mówców i tak była jednak rażąca.

Kwaśniewski o jedności

Prezydent Aleksander Kwaśniewski nazwał postawienie pomnika Daszyńskiemu „aktem dziejowej sprawiedliwości” po czym przeczytał część przemówienia dotyczącą życiorysu Daszyńskiego. Dużo mocniej wybrzmiały jego późniejsze słowa, które wygłaszał bez kartki:

„Przesłanie, które warto dzisiaj wypowiedzieć to to, o porozumieniu na lewicy. Porozumienie ponad istniejącymi podziałami, różnicami zdań, programowymi koncepcjami. Ponieważ tylko wspólnie lewica może odegrać tę rolę, o której myślał i którą tworzył Ignacy Daszyński, o której marzyłby, gdyby był dzisiaj razem z nami.

Lewica jest potrzebna polskiej demokracji. Lewica jest potrzebna dla równowagi polskiego systemu politycznego, jest potrzebna dla obrony interesów pracowniczych. Interesów tych, którzy nie wybili się na tę niepodległość tak, jak powinni przez ostatnie lata.

Lewica jest potrzebna w polskiej polityce także po to, żeby w polskiej polityce było więcej dialogu i umiejętności działania w interesie wspólnym, ponad podziałami  tak, jak czynił to, jak uczył, Ignacy Daszyński”.

Podziękował serdecznie przewodniczącemu komitetu, Jerzemu Wenderlichowi i podkreślił, że oklaski należą się również ministrowi Glińskiemu, który przyczynił się do powstania pomnika. Podziękował też za wsparcie w ciągu 10 lat prezydentury i za konstytucję, która jest „fundamentem polskiej demokracji i polskiego państwa prawa”, co wywołało okrzyki „konstytucja” , głównie ze strony przedstawicieli Komitetu Obrony Demokracji.

Gliński zaprasza do Sejmu

„Ignacy Daszyński był przedstawicielem tej pięknej, polskiej, lewicowej legendy szklanych domów, przedwojennego PPS i myślenia o ideałach lewicowych w połączeniu z demokracją i niepodległością Polski. Dlatego jest wspaniałym symbolem na czasy dzisiejsze, bo to jest postać, która łączy” mówił Piotr Gliński, zaproszony przez Wenderlicha do zabrania głosu.

Minister nie uniknął gafy. Opowiedział o otwarciu wystawy portretów marszałków II Rzeczpospolitej sprzed kilku dni: „Na tą uroczystość szedłem na sztywnych nogach, bo na ogół portrety upamiętniające polityków (mniej lub bardziej znanych) dziwnie wyglądają. Ale zwyciężyła sztuka, na siedem portretów sześć jest niezwykle udanych, artystycznie ciekawych. Jednym z najbardziej udanych jest portret Ignacego Daszyńskiego. Zapraszam państwa… oczywiście pewnie jakieś procedury obowiązują… do Sejmu.”

Na te słowa zebrani zareagowali śmiechem i był to jedyny moment, gdy ludzie pod niewielką sceną byli wyraźnie przeciwko temu, co mówili przemawiający. Poza tym jednak obecność ministra Glińskiego została przyjęta dobrze.

Wizje dzisiejszej lewicy

Przewodniczący OPZZ Jan Guz stwierdził, że to wielki dzień dla lewicy, bo „Daszyński to ośmiogodzinny dzień pracy, Daszyński to związki zawodowe, to prawo do strajku, to ubezpieczenia społeczne”.

Adrian Zandberg podkreślił, że Daszyński sto lat temu „pchnął Polskę w stronę demokracji” i że wówczas ośmiogodzinny dzień pracy i równe prawa wyborcze dla wszystkich nie były oczywiste. Był pierwszą osobą, która nawiązała do Marszu Niepodległości. Stojąc zaraz przez wicepremierem Glińskim powiedział:

„Czasem słychać nawoływania do narodowej jedności. Ja muszę uczciwie powiedzieć, że kiedy słyszę je od polityków idących pod rękę z brunatnymi bojówkarzami, to brzmią mi one fałszywie”.

Spotkało się to z bodaj najsilniejszym aplauzem podczas całego zgromadzenia.

Mówił też, że Polska nie narodziła się z „fałszywej, narodowej jedności”, ale z ostrego sporu o jej kształt pomiędzy ówczesnymi stronnictwami politycznymi. Z programu politycznego Daszyńskiego wyciągnął trzy postulaty, które dziś wciąż czekają na wprowadzenie.

  • udział pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwami;
  • silna spółdzielczość;
  • nowoczesna, bezpłatna i świecka edukacja.

Szczególnie ostatni postulat spotkał się z dużym aplauzem.

Włodzimierz Czarzasty, podobnie jak Zandberg, mówił o wyzwaniach przed dzisiejszą lewicą, ale skupił się na zupełnie innych sprawach: obronie Unii Europejskiej oraz polskiej praworządności.

„Przed polską lewicą jest taka droga: albo porozumiemy się, zaczniemy ze sobą mądrze rozmawiać, będziemy wymieniać ze sobą zdania, czasami różne, stworzymy blok, który uzyska wielkie wsparcie społeczne, albo lewica będzie miała o wiele mniej do powiedzenia, niż ma do powiedzenia teraz. Apeluję do wszystkich partii, do wszystkich stowarzyszeń, do swoich współtowarzyszy z SLD Lewica Razem. Do pana Adriana Zandberga i partii Razem, do Zielonych, do przedstawiciela Roberta Biedronia. Chcę wam powiedzieć jedną rzecz:

jak to schrzanimy dzisiaj, jak Ignacy Daszyński nam nie pomoże, to będzie tylko nasza wina. Spróbujmy to zrobić razem. Kiedyś powiedziałbym: wspólnie. Dzisiaj mówię: zróbmy to razem”.

Ostatnia przed złożeniem kwiatów pod pomnikiem przemawiała Ewa Malinowska-Grupińska. Powiedziała, że pomnik jest piękny, oraz poinformowała, że powstanie również pomnik Korfantego. Dodała również:

„Mówimy tutaj o odzyskaniu niepodległości, wspaniale, że ten pomnik jest odsłaniany właśnie dzisiaj. Ale

pamiętajcie państwo, że to jest również setna rocznica uzyskania przez kobiety praw wyborczych [silny aplauz]. Cieszę się, że reprezentuję tutaj kobiety, ale chciałabym, żeby było nas więcej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce i zmywa naczynia.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym