Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Michal Ryniak / Agencja Wyborcza.plFot. Michal Ryniak /...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

W czwartek 26 lutego 2026 w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyło się posiedzenie w sprawie rozwiązania zorganizowanego przez antyaborcyjną Fundację Życie i Rodzina Kai Godek zgromadzenia przed szpitalem św. Wojciecha w Gdańsku. Fundacja zaskarżyła decyzję przedstawicieli Urzędu Miasta Gdańsk, zgodnie z którą zgłoszone na 18 stycznia 2026 roku zgromadzenie przy gdańskim szpitalu na Zaspie zostało rozwiązane przed czasem. Zdaniem skarżących urzędnicy postąpili nieprawidłowo. Antyaborcjoniści twierdzą, że prowadzili manifestację z zachowaniem norm i wywiązywali się z obowiązków ciążących na nich jako organizatorach.

Podczas manifestacji działacze organizacji Kai Godek prezentowali wizerunek Adolfa Hitlera i zdjęcia zakrwawionych martwych płodów, blokując dojście do szpitala osobom niebiorącym udziału w proteście – odwiedzającym, rodzicom z dziećmi czy potencjalnie potrzebującym pomocy medycznej.

Na zdj. wcześniejsza demonstracja pod szpitalem na Zaspie w Gdańsku. 21 grudnia 2025.

Po ponad godzinie zgromadzenia, nad którymi organizatorzy zdawali się mieć jedynie pozorną kontrolę oraz otrzymaniu oświadczenia od dyżurujących tego dnia w szpitalu lekarzy, którym wydarzenie utrudniało niesienie pomocy pacjentkom, przedstawiciel prezydent Gdańska zdecydował o rozwiązaniu zgromadzenia. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Przeczytaj także:

Fundamentalistyczni działacze chcą protestować co miesiąc

Kolejna manifestacja antyaborcyjnych działaczy odbyła się 15 lutego. Zwolennicy ograniczania praw kobiet ponownie rozstawili przy placówce medycznej drastyczne bannery, prowadzili uporczywe modlitwy i stwarzali hałas, przed którym dziecko jednej z manifestujących antyaborcjonistek wyraźnie próbowało się chronić, zasłaniając uszy. Widać to podczas dostępnej w mediach społecznościowych fundacji relacji video.

Tym razem jednak, mimo łudząco podobnego biegu wydarzeń, zgromadzenie nie zostało rozwiązane przed czasem.

Kaja Godek zapowiedziała, że podobne demonstracje będą organizowane przed szpitalem na gdańskiej Zaspie każdego miesiąca, dopóki pracujący w tamtejszym oddziale ginekologiczno-położniczym lekarze nie przestaną przeprowadzać legalnych, zgodnych z obowiązującym prawem i kontraktem placówki z Narodowym Funduszem Zdrowia, ratujących zdrowie i życie kobiet, aborcji.

Organizacje prokobiece w roli przyjaciela sądu

Przed posiedzeniem Fundacja Widzialne wraz z kolektywem Legalna Aborcja przygotowały opinię przyjaciela sądu (amicus curiae). Organizacje zauważyły w niej, że przebywające w szpitalu osoby często znajdują się w położeniu, w którym każdy dodatkowy stres – a więc również ten spowodowany drastycznymi, uciążliwymi demonstracjami pod szpitalnymi oknami – może skutkować pogorszeniem stanu zdrowia i negatywnie wpłynąć na proces leczenia.

Zwróciły uwagę na to, że szpital oraz jego najbliższe otoczenie nie powinny mierzyć się z sytuacjami zakłócającymi dostęp do opieki i wywołującymi dyskomfort.

Podobne stanowisko złożyła Fundacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA.

Częściowo blokowali wejście do szpitala

Czwartkowe posiedzenie było efektem skargi, którą Fundacja Życie i Rodzina wniosła po decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia z 18 stycznia. OKO.press było w gdańskim sądzie i obserwowało wydarzenia na żywo.

Sąd przesłuchał czterech świadków. Zeznania były spójne – mimo że składające je osoby nie słyszały tego, co mówili ich poprzednicy.

Jako pierwsza zeznawała urzędniczka z Urzędu Miasta Gdańska, która obserwowała zgromadzenie. Zauważyła, że manifestujący częściowo blokowali wejście do szpitala.

Wspomniała o opisanych w uzasadnieniu decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia trudnościach w odróżnieniu osób biorących udział w proteście od tych, które – przynajmniej teoretycznie – uczestniczyli w rozpoczętym w tym samym miejscu zgromadzeniu spontanicznym. Jedni i drudzy nosili identyczne kamizelki z nazwą fundacji Godek.

W pewnym momencie miało dojść do serii przekrzykiwań między antyaborcjonistami a znajdującą się nieco dalej od szpitala kontrmanifestacją. Urzędniczka podkreśliła, że kontrmanifestacja nie przemieszczała się – również wtedy, gdy zmierzający w jej kierunku manifestujący w kamizelkach krzyczeli, że “znajdzie się kij na lewacki ryj”.

Jej zdaniem uczestnicy antyaborcyjnego zgromadzenia chcieli pobudzić kontrmanifestantów do działania. Byli agresywni słownie. Wykrzykiwali na zmianę hasła takie jak „mordercy dzieci”, „feministki głupie baby”, „lewactwo, lewactwo, to się leczy” czy „precz z lewacką propagandą”.

W odpowiedzi na zadane przez adwokata Mateusza Sarnata, prawnika Fundacji Życie i Rodzina, pytanie o to, czy przedstawiciele prezydent Gdańska złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa lub wykroczenia zaprzeczyła, jednak dodała, że trwają prace w tej sprawie.

Antyaborcjoniści dążyli do konfrontacji

Bardzo podobne zeznania złożył również inny urzędnik Urzędu Miasta Gdańska, który 18 stycznia obserwował zgromadzenie. Zauważył, że organizatorom wydarzenia kilkukrotnie zwracano uwagę na nieprawidłowości w jego przebiegu.

Wspomniał sytuację, w której postronna kobieta podeszła do niego, mówiąc, że „skandaliczne jest, że tego rodzaju banery, wizerunki rozdartych płodów i Hitlera są przez to zgromadzenie prezentowane w przestrzeni publicznej”. Dodała, że czuje się tym zbulwersowana.

Zapytany przez reprezentującą prezydent Gdańska mecenaskę Katarzynę Sroczyńską, po co manifestujący się przemieszczali, odpowiedział zdecydowanie: po to, by wywołać chaos lub reakcję ze strony kontrmanifestantów.

Następnie zeznawały jeszcze dwie osoby – świadkowie powołani w odpowiedzi na odwołanie od decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia. Jeden z nich – obecny na zgromadzeniu z ramienia policji – zeznał, że manifestujący dążyli do konfrontacji.

Jego zdaniem antyaborcjoniści początkowo celowo blokowali wejście do szpitala. Mieli się z tym nie kryć.

W sprawie złożono obfity materiał dowodowy w formie video – w tym między innymi dwugodzinne nagranie dołączone przez Urząd Miejski.

Aktywistki rozczarowane pominięciem kwestii bezpieczeństwa pacjentek

Aleksandra Łoboda z Fundacji Widzialne komentuje: “Po wysłuchaniu argumentów świadków i świadkiń nie mamy wątpliwości, że zgromadzenie Fundacji Życie i Rodzina naruszało w sposób rażący zapisy Ustawy o zgromadzeniach. Miasto Gdańsk miało bezsporne podstawy do rozwiązania go.

Uczestnicy i uczestniczki manifestacji blokowali dostęp do wejścia do szpitala; wykrzykiwali obraźliwe hasła. Nie stosowali się do poleceń służb i administracji. Co najważniejsze: realnie utrudniali dostęp do godnej, niezakłóconej opieki zdrowotnej. To zagrożenie życia i zdrowia jest dla nas najgorsze.

Zgromadzenia antyaborcyjne powodują, że pacjentki – często w bardzo trudnych sytuacjach zdrowotnych – słuchają obraźliwych komentarzy pod adresem swoim i personelu medycznego. Nie godzimy się na to”.

Podobnego zdania są aktywistki z kolektywu Legalna Aborcja, które dodają: “Niestety, w swoich wystąpieniach przedstawiciele miasta Gdańsk nie skupili się na podkreśleniu, że głośne, utrudniające wejście do szpitala, operujące makabrycznymi obrazami demonstracje pod szpitalem przede wszystkim stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa i komfortu pracy personelu oraz zdrowia pacjentek i pacjentów.

Jesteśmy tym zawiedzione, ponieważ to właśnie bezpieczeństwo placówki leczniczej i ochrona zdrowia osób pacjenckich są tymi dobrami, które powinny być bezwzględnie chronione przez przedstawicieli miasta.”

Neo-sędzia nie uwzględnił amicusa

Jedno z największych zaskoczeń tego dnia miało miejsce pod koniec posiedzenia, gdy okazało się, że sąd nie wyraża zgody na przedstawienie przez przedstawicielkę Fundacji Widzialne stanowiska i rekomendacji w sprawie.

Nie wziął również pod uwagę złożonych odpowiednio wcześnie pism organizacji pozarządowych. Prowadzący sprawę neo-sędzia Michał Jank uznał, że takie działanie nie ma umocowania prawnego.

Jak komentuje Maja Pietrusiewicz, prawniczka i członkini zarządu Fundacji Widzialne: “W mojej opinii decyzja sądu o nieuwzględnieniu amicusa jest niezasadna. Sąd stwierdził, że opinia nie jest dowodem w sprawie. W ocenie Fundacji amicus nie jest dowodem. Jest jedynie niezależną opinią organizacji pozarządowej specjalizującej się w danej tematyce.

My, jako Fundacja Widzialne, w swoim statucie mamy wypisane cele; w tym cel działania na rzecz społeczeństwa obywatelskiego oraz ochronę i promocję zdrowia; w tym zdrowia publicznego. Mając to na uwadze, umocowuje nas to w pełni do występowania w tym postępowaniu.

Pomimo nieuwzględnienia pisemnej opinii, wniosłam dziś o możliwość przedstawienia jej w formie ustnej. To również nie zostało zaakceptowane przez sąd. Uważam, że takie działanie jest wykluczeniem strony społecznej”.

Zgromadzenie utraciło pokojowy charakter

Pod koniec posiedzenia adwokat fundacji Godek twierdził, że prezentowany podczas zgromadzenia wizerunek Adolfa Hitlera był szokujący, jednak w rzeczywistości… sprzeciwiał się nazizmowi. Przekonywał, że przedstawiciele prezydent Gdańska dążyli do ograniczania swobód obywatelskich i szukali pretekstu do rozwiązania zgromadzenia.

Reprezentująca organ miejski mecenaska Skoczyńska stanowczo się temu sprzeciwiła. W trakcie swojej mowy końcowej argumentowała, że „Nie jest tak, że prezydent Gdańska chce ograniczyć komukolwiek wolność. Wręcz przeciwnie”. Zauważyła, że władze miasta dążą do tego, by każde zgłoszone zgromadzenie odbyło się w sposób zgodny z prawem i – co istotne – bezpieczny. Dodała:

„Dynamika i chaos zgromadzenia dawał przedstawicielowi organu podstawy do tego, by sądzić, że zgromadzenie pokojowy charakter utraciło”.

Sąd nie wydał postanowienia w sprawie. Ostateczny wynik zostanie ogłoszony 2 marca o godzinie 13:15.

Prawo do zdrowia i bezpieczeństwa ważniejsze od prawa do zgromadzeń

Bezpośrednio po posiedzeniu przed budynkiem sądu odbyła się konferencja prasowa, w której poza przedstawicielkami Fundacji Widzialne wzięły udział także lokalni działacze i działaczki – między innymi osoby reprezentujące partię Razem i Lewicę.

Ewa Graczyk jedna z kontrmanifstantek sprzeciwiających się działaniom antyaborcjonistów, mówiła: “To jest niezwykle ważna sprawa. My, występując przeciwko tak zwanym obrońcom życia, bronimy prawa. Bronimy prawa, żeby ono mogło być realizowane. Aborcje, które są robione w szpitalu na Zaspie, są legalne.

Nie można zastraszać kobiet, które boją się o swoje życie”.

Cyprian Mrzygłód z Nowej Lewicy skomentował: “Dla nas ta sprawa jest jednoznaczna. My jako Lewica wzięliśmy odpowiedzialność od strony formalnej za kontrmanifestację do manifestacji, która została rozwiązana; o której toczy się proces. Tutaj kontrast był oczywisty.

Z naszej strony było pilnowanie, żeby wszystko przebiegało zgodnie z prawem; żeby nie było żadnych uciążliwości dla lekarzy, dla pacjentów i osób odwiedzających. Żeby faktycznie chronić to życie i zdrowie, które na sztandary sobie wznosi skrajna prawica. [...] Mamy nadzieję, że sąd jednak podtrzyma decyzję miasta Gdańska”.

Weronika Waligórska reprezentująca pomorski oddział partii Razem dodała: “To, co się dzieje na Zaspie, to jest wyłącznie spektakl, który z obroną życia nie ma nic wspólnego. [...] Zaledwie kilka dni temu cały oddział wraz z pacjentkami; wraz z kadrą, musiał być ewakuowany ze względu na groźby karalne kierowane pod kątem pacjentek i lekarzy”.

Podkreśliła, że obecna sytuacja odbija się na wszystkich, którzy potrzebują pomocy, przytaczając historię przebywającej w olsztyńskim Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym Leli walczącej o zgodną z prawem aborcję. Dodała, że lekarze z Olsztyna również poddawani są antyaborcyjnej presji Kai Godek grożącej zgłoszeniem legalnie przeprowadzonego zabiegu do prokuratury.

“Niezależnie od wyroku sądu wzywamy służby do egzekwowania przepisów. [...] Prawo do zdrowia i bezpieczeństwa pacjentów oraz kadry medycznej jest ważniejsze od prawa do zgromadzeń”.

;
Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze