24 września 2022

Dlaczego mamy taki problem z oszczędzaniem energii w domach? Przecież jest wojna [PUŁAPKI MYŚLENIA]

Naszym przekleństwem jest to, że myślimy, że myślimy. Że potrafimy podejmować lepsze decyzje niż inne zwierzęta. Skoro więc myślimy, że nie potrzebujemy oszczędzać, to na pewno tak jest - tłumaczy psycholog, prof. Agata Gąsiorowska

Wiedząc, jak trudno jest ludziom zmienić nawyki, powinniśmy pracować nad sposobami, które ich w tym wspomogą. Sprawią, że nawyki zmienią się automatycznie. Kluczowe jest znalezienie takiej interwencji, która pozwoli ludziom założyć, jaki cel chcieliby osiągnąć, a potem pozwoli im działać automatycznie" - profesor Agata Gąsiorowska opowiada jak działają nasze nawyki, jak podejmujemy decyzje, i co nas może skłonić do oszczędzania energii tej zimy.

Ludzie nie oszczędzają, jeśli się ich do tego nie zmusi

Katarzyna Sroczyńska: Kiedy kilka tygodni temu w ramach badania United Surveys zapytano Polaków, czy zamierzają w nadchodzącym sezonie grzewczym oszczędzać energię, 60 proc. odpowiedziało, nie ma takich planów. Dlaczego, mimo że koszty energii rosną i wszyscy mówią o konieczności oszczędzania w związku z wojną w Ukrainie, nie chcemy oszczędzać?

Dr hab. Agata Gąsiorowska, psycholożką, profesor Uniwersytetu SWPS*: To zachowanie nie jest racjonalne, ale zupełnie mnie nie zaskakuje. Bo my w ogóle, i to nie jako Polacy, ale jako ludzie, nie lubimy oszczędzać.

Oszczędzanie wymaga po pierwsze wysiłku, a po drugie – zmiany nawyków, która oczywiście z tym wysiłkiem jest związana. I to bez względu na to, czy mówimy o oszczędzaniu pieniędzy, wody czy energii.

Nie lubimy zmieniać nawyków i nie lubimy wkładać wysiłku w to, żeby osiągać jakieś cele, jeśli wydaje nam się, że i tak możemy je osiągnąć. W związku z tym ludzie nie oszczędzają, jeśli się ich do tego nie zmusi.

Ten przymus może być wewnętrzny. Na przykład zauważam, że mój budżet zaczyna się kurczyć i w związku z tym sama siebie przymuszam do oszczędzania. Albo zewnętrzny: jest bardziej prawdopodobne, że ludzie zaczną oszczędzać na emeryturę, jeśli w ramach jakichś instrumentów zabierze im się trochę pieniędzy, przeleje na ten cel i nie będą mogli z tego zrezygnować, niż gdyby dostawaliby pieniądze do ręki i sami mieliby je na ten cel przeznaczać.

Prawdopodobnie tak samo jest z oszczędzaniem energii, ale w tym przypadku dochodzi jeszcze jeden element. My dopiero teraz dowiadujemy się, co się dzieje z naszymi rachunkami za prąd czy gaz, albo ile trzeba zapłacić za inne formy pozyskiwania energii, dopiero teraz dostajemy dotkliwą informację na temat tego, jak bardzo te rachunki wzrosną.

Jestem przekonana, że większość ludzi mogła w sierpniu deklarować, że nie zamierza oszczędzać energii, przede wszystkim dlatego, że nie wyobrażali sobie zupełnie tego, co się z tymi rachunkami może stać.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Teoria Opanowywania Trwogi

A czy ma znaczenie to, że o ile pieniądze są konkretne, można ich dotknąć, to energia może się wydawać abstrakcyjna.

W dodatku często nie rozumiemy rachunków, które dostajemy. Czy to jest rachunek za prąd, czy za gaz, mamy tam różne pozycje, które od różnych rzeczy zależą, na przykład opłatę przesyłową, opłatę eksploatacyjną, i tę, która faktycznie zależy od naszego zużycia energii.

I ona jest wyrażona w jednostkach, których sobie nie potrafimy wyobrazić. No bo co to jest kilowatogodzina? Albo kilodżul? Z wodą jest prościej, bo widzimy przełożenie tego, ile się jej z kranu leje, na to, ile za nią płacimy.

Ale nawet jeśli mamy do czynienia z banknotami i monetami, a nie abstrakcyjnymi przelewami, nie zachowujemy się szczególnie racjonalnie.

Nie, bo zawsze kiedy chodzi o wysiłek i zmianę nawyków, nie tylko w kontekście oszczędzania, ale także wtedy, kiedy mowa o aktywności fizycznej czy zdrowym odżywianiu, to choć wiemy, że powinniśmy to robić, to nam się tego robić nie chce.

W wypadku oszczędzania pieniędzy z jednej strony jest przyjemność związana z wydatkiem, z drugiej zachowanie, które nas tej przyjemności pozbawia. Z tego punktu widzenia wszystkie mechanizmy związane z bardziej zrównoważonym funkcjonowaniem, czy to jest oszczędzanie pieniędzy, czy innych zasobów, w tym swojego ciała, są zbudowane na podobnych mechanizmach psychologicznych.

Wróćmy do energii. W kwietniu tego roku w sondażu YouGov dla European Climate Foundation, deklarowaliśmy zdecydowanie większą chęć oszczędzania. Ponad 50 proc. powiedziało wówczas, że aby zmniejszyć zależność od rosyjskich surowców, już skręcili termostaty albo zrobią to jeszcze w tym roku. Prawie 60 proc. włączało ogrzewanie na mniej godzin w ciągu dnia albo było skłonnych to zrobić zimą.

Tę sytuację można by zobrazować badaniem, które opublikowaliśmy kilka lat temu, dotyczącym tego, jak ludzie przesuwają się na osi wydawanie – oszczędzanie w obliczu dramatycznych, egzystencjalnych zagrożeń.

Robiliśmy to badanie w kontekście Teorii Opanowywania Trwogi, która zakłada, że ludzie jako jedyny gatunek zdają sobie sprawę z tego, że są śmiertelni. Ta świadomość generuje tak silną trwogę egzystencjalną, że musieliśmy wypracować sposoby radzenia sobie z nią, nie tylko jako pojedyncze osoby, ale jako społeczeństwo. Musieliśmy ją zepchnąć z pola widzenia, żeby o niej nie myśleć.

Zgodnie z tą teorią na poziomie poszczególnych ludzi taką funkcję pełni przede wszystkim samoocena. Myślimy o sobie dobrze i to nas chroni przed lękiem.

Na poziomie społeczeństw wypracowaliśmy z kolei wartości kulturowe, może to być choćby przywiązanie do tradycji. Ale ponieważ żyjemy w społeczeństwie mocno konsumpcyjnym, to dla części ludzi może to być przywiązanie do konsumpcji. Wiadomo, że pod wpływem silnej trwogi egzystencjalnej, ludzie przesuwają się w stronę konsumpcji.

Zagrożenie zmniejsza konsumpcję

Im bardziej czują się zagrożeni, tym bardziej chcą konsumować?

Tak, szczególnie ci, którzy wierzą, że konsumpcja jest ważna. Ale my przeprowadziliśmy badanie, które częściowo podważało te wyniki. Wcześniej przesuwanie się w stronę konsumpcji mierzono, zadając np. pytanie: czy chciałbyś mieć drogi zegarek? Tyle że to, że ja powiem, że chciałabym mieć bardzo drogi zegarek, to jeszcze nie znaczy, że go kupię. W realnej sytuacji staję przed dylematem: kupić i pozbyć się pieniędzy czy nie kupić, czyli zaoszczędzić.

W naszym badaniu wzbudzaliśmy eksperymentalnie trwogę egzystencjalną i prosiliśmy ludzi, by podejmowali decyzje o zakupach. Sprawdzaliśmy, czy są bardziej chętni do oszczędzania, czy do wydawania.

I okazało się, że pod wpływem trwogi mocno przesuwają się w stronę oszczędzania. Prawdopodobnie spełnia ono wówczas dwie funkcje: po pierwsze umożliwia bezpośrednie zabezpieczenie: skoro zaoszczędzę, to w trudnej sytuacji będę mieć więcej. Ale służy też zabezpieczeniu psychologicznemu: podejmuję działania, które mają ukoić mój ból, sprawić, że na poziomie emocjonalnym będę się lepiej czuć.

A to zakręcanie termostatów, żeby się odciąć od rosyjskiego gazu, o którym pani wspomniała, w kontekście lęku, który wywołała wojna w Ukrainie, spełniało prawdopodobnie jeszcze inną funkcję. To było budowanie poczucia tożsamości z tymi, którzy są po naszej stronie, i poczucia sprzeciwiania się wrogowi.

A dziś w jakiej jesteśmy sytuacji? Czy tak bardzo nadal obawiamy się tego, co się dzieje za nasza wschodnią granicą? Absolutnie nie.

Być może ogłoszenie częściowej mobilizacji w Rosji i kolejne groźby jądrowe zmienią sytuację, ale rzeczywiście chyba się trochę do wojny przyzwyczailiśmy.

Właśnie: to jest kluczowe. Nawet nie to, że Ukraińcy odnoszą sukcesy na froncie, o ile można tak w ogóle powiedzieć. Tylko to, że się przystosowaliśmy do tego, że żyjemy w sytuacji zagrożenia.

Podobnie było w wypadku covidu. Na początku ludzie nie wychodzili z domów. Nie tylko dlatego, że ogłoszono lockdown, ale dlatego, że to, co się działo, było nowe i straszne. Potem się przyzwyczailiśmy, bo nie da się żyć w ciągłym lęku.

Powiedziałabym więc, że to, że deklarowaliśmy gotowość do oszczędzania energii na początku wojny, to była nie tyle racjonalna postawa nakierowana na oszczędzanie, ile deklaracja działań nakierowanych na oszczędzanie, które zbliżają nas do własnej grupy, a jednocześnie wyrządzają szkodę wrogowi. To daje silne psychologiczne benefity.

Czyli nie ma co liczyć na to, że zaczniemy oszczędzać pod wpływem racjonalnych argumentów?

Myślę, że nie. Nasza gadzia i ssacza historia jest znacznie dłuższa niż czysto ludzka, w związku z czym nie jesteśmy w stanie naszych procesów umysłowych sprowadzić wyłącznie do racjonalnego myślenia. I wcale nie powinniśmy. Gdybyśmy chcieli podejmować decyzje tylko na podstawie przetwarzania informacji, które do nas docierają, to nie bylibyśmy w stanie podjąć żadnej.

Informacji dociera do nas tak dużo, że te przedczłowiecze mechanizmy, pozwalające nam na skróty umysłowe, z jednej strony utrudniają nam funkcjonowanie, ale z drugiej - dają możliwość podjęcia jakiejkolwiek decyzji, choćby ona była w ograniczonym stopniu dobra.

Powie Pani więcej o tych przedczłowieczych mechanizmach?

Psycholog Alex Kacelnik, który prowadzi badania na pograniczu świata ludzi i innych zwierząt, badał w jaki sposób ptaki podejmują decyzje w warunkach ryzykownych.

Sprawdzał, jak otwierają pojemniki z pokarmem w zależności od tego, czy tego pokarmu jest dużo, czy mało, i w zależności od tego, jakie jest prawdopodobieństwo, że znajdą tam pokarm, i od tego, czy potrzebują dużo pokarmu, bo jest zima, czy mogą zjeść mniej.

Generalnie rzecz biorąc ptaki szybko się uczyły, ile potrzebują pokarmu w danych warunkach, i ile tego pokarmu jest w których pojemnikach. Zachowywały się bardziej ryzykownie, kiedy miały większe potrzeby, a mniej, kiedy nie potrzebowały zjeść dużo.

Można by więc powiedzieć, że zamiast starać się zachowywać racjonalnie, a racjonalność wiążemy z korą przedczołową, czysto ludzką strukturą mózgu, powinniśmy się raczej wzorować na tych ptakach.

Wiewiórki przeżywają zimę, bo zupełnie nieracjonalnie upychają jedzenie po różnych miejscach, i choć części zapasów nigdy nie znajdują, to to, co znajdą, pozwala im na przetrwanie.

Moim zdaniem, naszym przekleństwem jest to, że myślimy, że myślimy. Że potrafimy podejmować lepsze decyzje niż inne zwierzęta. Że uważamy, że sam fakt bycia człowiekiem predestynuje nas do tego, że będziemy podejmować dobre decyzje. Skoro więc myślimy, że nie potrzebujemy oszczędzać, to na pewno tak jest.

Jeśli nie będzie innego wyjścia

Wspomniała Pani o nadmiarze informacji. Mam wrażenie, że o oszczędzaniu energii dostajemy sprzeczne informacje. Z jednej strony rządzący nas uspokajają i zapewniają, że na pewno starczy nam i energii, i na energię. Z drugiej – muszą jednak sprawić, żebyśmy zaczęli oszczędzać, bo potrzebujemy zmniejszenia zużycia energii – nie tylko z powodu wojny czy uzależnienia od Rosji, ale i z powodu kryzysu klimatycznego.

Jest bardziej prawdopodobne, że ludzie zaczną używać mniej energii, kiedy nie będą mieli innego wyjścia, bo inaczej nie będzie ich stać na zapłacenie rachunków, niż kiedy natężylibyśmy jeszcze narrację dotyczącą kryzysu klimatycznego i powtarzali, jak bardzo jest ważne, byśmy ograniczyli rabunkową gospodarkę, którą jako ludzkość prowadzimy.

Skuteczność presji finansowej będzie większa niż jakichkolwiek kampanii informacyjnych dotyczących kryzysu klimatycznego. Dobrze byłoby to przebadać, ale tego niestety nie da się zrobić.

A czy trwoga egzystencjalna nie powinna się pojawić przy okazji kryzysu klimatycznego?

Może powinna, bo to jest realne zagrożenie życia. Tyle że wydaje się nam ono nienamacalne, odroczone. Nie generuje takiego poczucia strachu jak wojna tuż za granicą.

Z badań Paula Slovica dotyczących tego, jak ludzie postrzegają ryzyko, wynika, że jeśli sytuacja ryzykowna jest odłożona w czasie i nie pojawia się nagle, ale tworzy się w wyniku nawarstwienia wielu małych sytuacji ryzykownych, to ludzie mają skłonność do tego, by to ryzyko bagatelizować.

Czyli palenie papierosów nie jest ryzykowne, bo przecież od jednego papierosa nie umrę. A że za dwadzieścia lat mogę zachorować na raka? Na pewno zdążę coś w tym czasie zaradzić. Podobnie nie doceniamy ryzyka wypadku samochodowego i przeceniamy ryzyko wypadków lotniczych, bo nie bierzemy pod uwagę liczby tych wypadków, ale ich katastroficzność.

Mamy problemy z liczeniem, zwłaszcza ze statystyką i z szacowaniem prawdopodobieństwa.

Myślenie probabilistyczne rzeczywiście przysparza nam wielu trudności. Co to znaczy, że istnieje pięcioprocentowe ryzyko wystąpienia powodzi? To nie są rzeczy, które łatwo jest zrozumieć

Do tego jeszcze dochodzi jeden element: mamy skłonność do przeceniania małych prawdopodobieństw i niedoceniania dużych. Grający w totka myślą często, że mają 50 proc. szans na wygraną: bo albo wygrają, albo przegrają. Z kolei jeśli jakaś rzecz jest bardzo prawdopodobna, ale negatywna, to skłaniamy się ku myśleniu magicznemu: skoro to nie jest zdarzenie pewne, to uda się go uniknąć.

Efekt BTA

Przerabialiśmy to przy okazji kolejnych fali epidemii covidu i przy okazji podejmowania decyzji: szczepić się czy nie szczepić.

Tak, a jeszcze na to wszystko nakłada się powszechny w psychologii społecznej efekt BTA, better then average, czyli lepszy od średniego. Zdecydowana większość ludzi uważa, że powinni zarabiać więcej niż większość, że są w czymś lepsi niż większość, że zachorują ze zdecydowanie mniejszym prawdopodobieństwem niż większość.

Że będą dłużej żyć, no i na pewno poradzą sobie z problemami finansowymi, które nadejdą, gdy energia zdrożeje. A przecież matematycznie to niemożliwe.

Zastanawiające wydały mi się reakcje na plany oszczędzania energii ogłoszone w innych krajach, między innymi w Szwajcarii i we Włoszech. Pojawiły się informacje, że wprowadza się tam wysokie, sięgające 3 tys. euro kary dla tych, którzy będą mieli zimą w mieszkaniach więcej niż 19 stopni. Te informacje okazały się nieprawdziwe: w rzeczywistości chodzi o projekty, a nie o już wprowadzone regulacje, w dodatku przykręcenie termostatów jest tam dopiero jednym z kolejnych kroków w planie, którego podstawą są zachęty do oszczędzania. No ale pojawiły się już komentarze, że u nas to nie przejdzie.

Takie komentarza pojawiają się najczęściej u osób, które wysoko cenią własną wolność, ale już niekoniecznie dbają o wolność innych osób.

Ale myślę, że warto w tym momencie wspomnieć o badaniach nad oddziaływaniami prowadzonymi w paradygmacie nudge, rozpowszechnionych w wielu krajach. Ich pomysłodawcą jest Richard Thaler, nagrodzony w 2017 r. Noblem z ekonomii.

Słowo nudge określa drobne interwencje, które wykorzystują nasze automatyzmy. Zastosowane na wielką skalę mogą spowodować wielką zmianę społeczną. Bywają wykorzystywane w najróżniejszych sytuacjach, od najśmieszniejszych, jak naklejanie na pisuarach użyteczności publicznej kropek, by ułatwić zachowanie czystości.

Czasem polegają na tym, by jakieś czynności się utrudnić. Na przykład w nowoczesnych bateriach jest tak, że jeśli chcemy odkręcić wyjątkowo ciepłą wodę, to musimy przyłożyć więcej siły. Dlaczego? Żeby oszczędzać energię.

Wyobrażam sobie, że gdyby zamontowano takie ograniczniki na termostatach, że aby przestawić z dwójki na trójkę muszę coś dodatkowo wcisnąć, to część osób by tego nie wciskała i zużywalibyśmy mniej energii.

Najtrudniejsze i jednocześnie najważniejsze jest znalezienie takich metod oddziaływania, które wykorzystują nasze skłonności, np. niechęć do wysiłku, albo automatyzmy, i dzięki temu prowadzą do pożądanych zachowań, ale nie mamy poczucia, że jesteśmy do nich zmuszani.

Naukowcy zajmujący się, tak jak Pani, psychologią ekonomiczną, nie tylko badają ludzkie zachowania, ale także projektują społeczne interwencje, wspomagające np. rządy.

Może raczej chcielibyśmy to robić. Ale np. Richard Thaler doradza rządowi Szwecji w projektowaniu systemów emerytalnych, które zachęcają ludzi do skuteczniejszego oszczędzania.

A gdyby także nasz rząd chciał skorzystać z porad psychologów społecznych, to co by Pani doradzała w kwestii oszczędzania energii: co zrobić, żebyśmy zużywali jej mniej?

W idealnym świecie chciałabym, żebyśmy mieli w domu urządzenia, które np. w momencie otworzenia okna automatycznie wyłączają kaloryfer, a kiedy nie ma ruchu, zmniejszają temperaturę.

Wiedząc, jak trudno jest ludziom zmienić nawyki, powinniśmy pracować nad sposobami, które ich w tym wspomogą. Sprawią, że nawyki zmienią się automatycznie. Kluczowe jest znalezienie takiej interwencji, która pozwoli ludziom założyć, jaki cel chcieliby osiągnąć, a potem pozwoli im działać automatycznie.

Jak zbudować nawyk?

Zanim jednak nasze domy staną się inteligentne, mamy do dyspozycji raport przygotowany przez Forum Energii i skierowany do gospodarstw domowych. Zebrali w nim tanie, możliwe do wprowadzenia niemal od ręki sposoby na oszczędzanie energii. Okazuje się na przykład, że w wielu domach pomoże zainstalowanie termostatów. Ale słuchając Pani, dochodzę do wniosku, że najtrudniejsze jest skłonienie ludzi, by tych termostatów używali, kiedy już je zamontują.

Ale nie jest niemożliwe. Podjęcie aktywności fizycznej jest trudne, ale po jakimś czasie wchodzi nam w krew. Szacuje się, że aby zbudować nowy nawyk, potrzeba od trzech do sześciu miesięcy.

A może wielu Polaków deklaruje, że nie będzie oszczędzać, bo uważają, że już nie mają z czego, że mają za mało, żeby oszczędzać.

Nie jest tak, że ci, którzy mają mniej, mniej oszczędzają. Oczywiście, ci, którzy zarabiają więcej, mają większe oszczędności, ale nie ma to nic wspólnego z intencją oszczędzania i z włożonym w to wysiłkiem.

Zamożniejsi często wytykają mniej zamożnym brak zaradności i to, że nie potrafią oszczędzać. Używają tego argumentu jako środka dyscyplinującego.

Łatwo jest oszczędzać, kiedy to oszczędzanie ma charakter tzw. resztowy: zarabiamy na tyle dużo, że wydajemy mniej, niż zarabiamy. George Katona, ojciec psychologii ekonomicznej, mówił w tym wypadku o oszczędzaniu mimowolnym albo resztowym, ale uważał, że to nie jest prawdziwe oszczędzanie, bo nie ma w tym żadnego wysiłku ani nawet intencji.

------

Dr hab. Agata Gąsiorowska* jest psycholożką, prof. Uniwersytetu SWPS, w którym pełni funkcję pełnomocniczki dziekana ds. organizacji i rozwoju oraz jest zastępczynią dyrektora Instytutu Psychologii. Zajmuje się psychologią ekonomiczną i zachowaniami konsumenckimi, a w szczególności psychologicznymi funkcjami pieniędzy. Jest autorką książki „Psychologiczne znaczenie pieniędzy”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne