Co roku z powodu mrozu umiera kilka milionów ludzi, a z powodu upałów – kilkaset tysięcy. Im będzie więc cieplej, tym mniej ludzi zginie, prawda? Po pierwsze: nieprawda. Po drugie: zagrożenia wywołane przez rosnącą temperaturę są o wiele większe.
Gdy rekordowe temperatury nadeszły w czerwcu do Wielkiej Brytanii, służby meteorologiczne wydały czerwone alerty dla znacznej części wysp. Oznacza to, że przez upał zagrożone było zdrowie nawet zdrowych osób.
W Polsce również zagrożeni są ci, którzy mogą myśleć, że gorąco im niestraszne. Podczas weekendowego (27-28 czerwca) maratonu rowerowego w podwarszawskich Markach dwóch kolarzy nie dojechało do mety. Mężczyźni zmarli, choć byli doświadczonymi rowerzystami (jeden miał 30 lat, drugi 71), a większość trasy prowadziła przez las. Jeden z nich został odnaleziony jeszcze w niedzielę, poszukiwania drugiego trwały kilkanaście godzin.
W Sanoku, w jednym z zakładów produkcyjnych, 29 czerwca zmarł 52-latek. Pracownicy relacjonowali, że na hali było bardzo gorąco.
Nie wiemy oczywiście, w jakim stopniu do tych zgonów przyczynił się upał. Wiemy natomiast, że ludzkość przystosowała się do życia w stabilnym klimacie i określonych temperaturach. To dzięki tym optymalnym warunkom rozwinęliśmy nasze rolnictwo, nasze miasta, naszą cywilizację. Nauczyliśmy się też, że gdy jest zimno, to należy się ciepło ubrać i ogrzać mieszkanie. Ludzie mimo to umierają z mrozu nie dlatego, że nie wiemy, jak temu zaradzić, ale dlatego, że nie każdy jest w stanie. Zabija więc poniekąd nie tyle mróz, ile bieda i nierówności społeczne.
I o ile niemal każdy z nas może się ogrzać, tak niewiele z nas może się ochłodzić. Klimatyzację w Polsce ma nieco ponad 7 proc. gospodarstw domowych, a w UE – ok. 20 proc. Autobus, szkoła i miejsce pracy raczej ogrzeją ludzi w mroźny, zimowy dzień, ale zbyt często nie ochłodzą podczas letniego skwaru. No i przy wyjściu na zewnątrz zimą możemy założyć czapkę. Czapki chłodzącej dla robotnika podczas letnich upałów na razie nie wymyślono.
To problem uniwersalny, dotyczący wielu krajów stworzonych z myślą o przetrwaniu chłodu, a nie gorąca. „Wielka Brytania została zbudowana pod klimat, który dziś już nie istnieje i który w nadchodzących latach będzie coraz bardziej odległy” – pisze komitet ds. zmiany klimatu w Wielkiej Brytanii, gdzie kryzys klimatyczny już teraz wyrządza straty rzędu 2 proc. PKB rocznie.
Polska również nie jest przygotowana na cieplejszy klimat. Ekstremalne zjawiska atmosferyczne – jeśli nie ograniczymy zmiany klimatu, a adaptacja wciąż będzie lekceważona – mogą nas kosztować 2,2 proc. PKB w połowie XXI w. Jak na razie na oba cele Polska przeznacza jednak zaledwie 0,2 proc. PKB.
— Już dziś ponosimy realne straty postępującej zmiany klimatu, choć w debacie publicznej często wciąż traktujemy ją jako temat przyszłości. Bez inwestycji w odporność i adaptację Polska będzie nie tylko biedniejsza, ale też mniej bezpieczna i coraz bardziej bezradna wobec skutków zjawisk, których można było uniknąć — komentuje Aleksander Śniegocki z Instytutu Reform, który raport na ten temat opracował wraz z fundacją ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.
Gdy w mediach społecznościowych publikowałem materiały o upałach, większość komentujących nie miała problemu z wyciągnięciem wniosków. Takie są efekty zmiany klimatu, a im większe globalne ocieplenie i im więcej betonu w miastach zamiast drzew, tym bardziej cierpimy.
Większość to jednak nie wszyscy. „I komu to przeszkadza? I tak latacie na wakacje do Turcji czy Egiptu szukać słońca. Jeszcze kilkanaście lat temu to wszyscy narzekali, jak w Polsce zimno, a jak jest ciepło, to jeszcze gorzej” – napisał jeden z komentujących.
Inny przytoczył zaś badanie z prestiżowego czasopisma medycznego „The Lancet”. Główny wniosek, który przywołał? Z ponad 70 mln zgonów odnotowanych w kilkunastu dużych krajach około 7,3 proc. było związanych z zimnem, a tylko do 0,4 proc. przyczynił się upał. Proporcje są więc ewidentne: 18:1 na rzecz mrozu.
Warto dodać, że obie osoby ukryły się pod pseudonimami, jedna nie ma żadnego opublikowanego posta w historii, a druga – zaledwie dwa. Jest więc duża szansa, że nie są to profile prawdziwych użytkowników. Niemniej takich komentarzy przy okazji upałów pojawiło się znacznie więcej. Bez względu na to, czy stoją za nimi trolle, boty czy rosyjska propaganda, wpływają one na to, co inni mogą myśleć o zagrożeniach związanych ze zmianą klimatu.
Dlaczego więc taka logika jest błędna?
Po pierwsze – wspomniane badanie z „The Lancet” uwzględnia tylko kilkanaście krajów. Nie ma wśród nich żadnego z Afryki, a z Ameryki Południowej jest tylko jedno państwo. A to kontynenty, gdzie rosnące temperatury w połączeniu z powszechną biedą stanowią ogromne zagrożenie dla ludzi. Po drugie – przytaczane opracowanie pochodzi z 2015 r. Ówczesne proporcje 18:1 dziś wynoszą już 9:1.
Na przykład badanie w „The Lancet” z marca 2025 r. przyjrzało się ponad 5 mln zgonów z powodu zbyt wysokich lub zbyt niskich temperatur na całym świecie. I tak odpowiadały one za 9,4 proc. zgonów w latach 2000-2019, przy czym mróz za 4,6 mln (8,5 proc.) a upały za 490 tys. (0,9 proc.).
Proporcje odwracają się jednak, i to szybko, bo pojawiające się coraz częściej upały zagrażają życiu bardziej niż zimno.
Pokazuje to na przykład badanie z Barcelony, które objęło lata 2000–2018. W tym czasie z powodu zimna zginęło 10,8 tys. osób, a z powodu gorąca – 560. Jeśli wczytamy się w dane dokładniej, to okaże się, że w chłodne dni z przyczyn sercowo-krążeniowych umiera o 50 proc. więcej osób, a w upalne – o 240 proc. więcej. „Gdyby bardzo gorące dni występowały częściej, nadmiar zgonów związanych z upałami byłby znacznie wyższy” – piszą naukowcy w komentarzu zamieszczonym w „The Lancet”.
To samo dotyczy Polski. Pod koniec lutego media pisały, że z powodu mrozu zmarło w naszym kraju 50 osób. Tymczasem podczas rekordowo upalnego lata w 1994 r. tylko w dziesięciu największych miastach w kraju zmarło… niemal 1100 osób, czytamy w opracowaniu na stronie Climate ADAPT. Uśredniając, podczas gorących lat ginie w Polsce trzy razy więcej osób niż podczas lat ze średnimi temperaturami.
Raport IPCC lutego 2022 r. wykazał zaś, że jeśli temperatura globu wzrośnie o 3 st. C (realne w drugiej połowie XXI w.),
fale upałów w Polsce będą zabijać do 3 tys. osób rocznie.
Gdyby dziś tyle ludzi umierało z zimna, mówilibyśmy o tragedii i niemożliwej do zaakceptowania słabości decydentów. Z kolei w najnowszym raporcie „The Lancet: Countdown” z 2025 r. podano, że globalnie liczba zgonów z powodu upałów wzrosła w latach 2012-2021 o 66 proc. względem dwóch ostatnich dekad wieku XX. Czyli z 335 do 546 tys. rocznie. Jeśli nic się nie zmieni, już za kilkadziesiąt lat upały będą zabijać częściej niż mróz.
„Obecnie niskie temperatury nadal odpowiadają za większość zgonów związanych z temperaturą, ale prognozuje się, że wzrost śmiertelności z powodu upału przewyższy liczbę zgonów związanych z zimnem w większości regionów, jeśli nie zostaną podjęte pilne działania adaptacyjne i łagodzące skutki zmiany klimatu” – piszą naukowcy.
Ekstremalne temperatury zagrażają też stabilności systemu energetycznego i podwyższają ceny na rynku energii. Z powodu niskiego stanu wody w rzekach we Francji ograniczono pracę elektrowni jądrowych, podobne ograniczenia w przypadku atomu wprowadziły też Węgry, a w przypadku elektrowni gazowych – Wielka Brytania.
W Polsce takich problemów uniknęliśmy, a przyczyniło się do tego rozwiązanie wspierające ochronę klimatu, czyli fotowoltaika.
— Rozwój fotowoltaiki umożliwia bezpieczniejsze funkcjonowanie systemu w słoneczne, gorące dni. To w lecie 2015 r., jeszcze przed wybuchem fotowoltaicznego boomu, mieliśmy w Polsce do czynienia po raz ostatni z ograniczeniami w dostawach prądu dla przemysłu — mówi OKO.press Michał Grabka, analityk energetycznego think-tanku Instrat.
W Polsce ze względu na upał PKP odwołały jednak w poniedziałek ponad 130 pociągów. Cierpi też zarówno uprawa roślin, jak i hodowla zwierząt, co przełoży się na wzrost cen w sklepach.
„Koszty produkcji rolniczej rosną z powodu konieczności intensywnego nawadniania pól, strat w hodowlach oraz droższego transportu w chłodniach. Konsumenci zapłacą więcej za większość produktów spożywczych” – wyjaśnia Koalicja Klimatyczna.
Lista powiązanych z kryzysem klimatycznym problemów się wydłuża:
Kluczowe są też perspektywy na przyszłość.
Wspomniany wyżej scenariusz globalnego ocieplenia o 3 st. C względem epoki przedprzemysłowej może przynieść Polsce nawet
10 razy większe straty wywołane przez powodzie rzeczne i błyskawiczne niż dziś.
Z kolei już w latach 30. XXI wieku na południu Starego Kontynentu mogą pojawiać się megasusze trwające przez pół dekady. Te trwające nawet dekadę mogą występować już w latach 40.
Takie megasusze są wyjątkowo ekstremalne, bo zdecydowanie zbyt małe opady występują przez cały rok, a do tego bardzo rozległe — obejmą nie tylko jeden fragment kraju, co znaczną część południa Europy. Z takimi wyzwaniami zmagają się już Stany Zjednoczone, a trwające przez dekady susze wyraźnie osuszyły kluczowe zbiorniki i rzeki na południowym zachodzie tego kraju.
Zakładanie, że europejskie czy globalne problemy nie wpłyną na Polskę, jest naiwnością. Najpierw pandemia, a następnie wojna w Ukrainie i Iranie powinny być już wystarczającą lekcją, że Polska nie leży na innej planecie.
Czy zmiana klimatu sprawi, że z powodu zimna będzie umierało mniej osób? Sprawi. Czy oznacza to, że świat, Europa i Polska będą zdrowsze, bezpieczniejsze i przyjemniejsze do życia? Jak przed chwilą wspomnieliśmy, naiwność jest niewskazana.
Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.
Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.
Komentarze