0:00
0:00

0:00

Tadeusz, młody (26 lat) aktywista z grupy „Cień mgły" – to oddolny ruch poparcia Strajku Kobiet” - jeździ czasem na demonstracje z żółtą, dmuchaną kaczką na masce auta. Plastikowe zwierzątko ma czerwoną błyskawicę. W kuprze. Z taką ozdobą - i razem z Katarzyną Augustynek znaną jako Babcia Kasia - ruszył w poniedziałek 3 maja 2021 na przejażdżkę pod dom Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu.

"Chcieliśmy zobaczyć, ile tam jest policji i pokazać im kaczuszkę" – tłumaczy Babcia Kasia. Gdy przez pół godziny objeżdżali okolice domu prezesa Prawa i Sprawiedliwości, wiele par mundurowych oczu śledziło ich tour – policja zgromadziła tam znaczne siły tego dnia.

Z nagrań wynika, że w okolicy willi prezesa PiS stało osiem transporterów policji, pojazd do rejestrowania zdarzeń/ demonstracji, kilka radiowozów oraz więźniarka. "Identyczną byłam wywożona z ulicy Waryńskiego" – przypomniało się Babci Kasi.

Nie wiadomo, ile tam krążyło nieoznakowanych pojazdów Komendy Stołecznej Policji. Zapytaliśmy KSP o siły, jakie zgromadzili tego dnia pod domem Kaczyńskiego, ale rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak odmówił nam udzielenia tych informacji. TVN24 ujawnił, że nawet 40 funkcjonariuszy codziennie pilnuje domu prezesa.

Prawdopodobnie przyczyną dużego zgromadzenia sił 3 maja było zapowiadane grillowanie „pod oknami prezesa” - tydzień wcześniej Strajk Przedsiębiorców już taki happening tam przeprowadził. Jednak 3 maja był spokój.

Przeczytaj także:

Do ciuciubabki zapraszamy

Podróż powrotna aktywistów z Żoliborza obfitowała w wiele sytuacji rodem z komedii Stanisława Barei. Do mercedesa aktywistów już na Mickiewicza – ulicy z domem prezesa - przyczepił się pierwszy, nieznakowany pojazd policji - granatowy Hyundai. Na pobliskim pl. Wilsona aktywiści kilka razy okrążyli rondo, by się upewnić, że są śledzeni. Hyundai i radiowóz podążali wiernie za mercedesem. Gdy Tadeusz przeglądał później nagrania z kamer samochodowych, zauważył, że już wcześniej ich śledzili – pasażer Hyundaia zakrywał twarz, a kierowca gapił się na aktywistów.

Przed Placem Bankowym w centrum Warszawy złapał ich radiowóz drogówki, pędzący na sygnale. Tadeusz zapytał, czemu tak śpieszyli akurat za nimi. "Kontrola trzeźwości. Rutynowa" - usłyszał od mundurowych. Ale nie zaczęli od badania alkomatem, a od kaczki na masce.

"Czy to nie zasłania?" - pytał się policjant.

"Nie".

"Może jednak przeszkadza. Proszę ją zdjąć" – nakazał mundurowy z drogówki. Zagadka pościgu na sygnale rozwiązała się.

Auto i dokumenty mundurowi przeglądali dokładnie. Doczepili się do kawałka przeźroczystej taśmy na rejestracji. Gdy drogówka zakończyła kontrolę, od razu na ogonie aktywistów zawisnął kolejny podejrzany pojazd – Opel Astra. "Drogówka prawdopodobnie miała nas zatrzymać do ich przyjazdu" – uważa teraz Tadeusz.

Aktywiści zaczęli się bawić ze śledzącymi - dawali się wyprzedzić, kluczyli, a nieoznakowany pojazd zawracał, doganiał ich, parkował na moment, by ruszyć i ponownie jechać na ich ogonie.

Wkrótce zaczął się wymieniać z Hyudaiem, który aktywiści już znali – raz jedno, raz drugie auto podążało za mercedesem z Babcią Kasią. Gdy aktywiści robili nawrotki, zmuszając policyjne pojazdy do analogicznych manewrów, które ich zdradzały, dołączył trzeci pojazd – Kia Ceed.

Podjechali pod Belweder na spacer. Gdy podchodzili, przy bramie wjazdowej stał jeden policjant. 65-letnia Katarzyna Augustynek stanęła z Tadeuszem jak babcia z wnuczkiem. Spokojnie, bez transparentów, czy wznoszenia haseł. Już po chwili podszedł cały oddział policji i ustawił się szpalerem przed parą aktywistów.

"Poczułem się jak terrorysta" – wspomina Tadeusz.

"A ja ubaw miałam po pachy" – Katarzynę Augustynek sytuacja rozśmieszyła.

Wisienka na tajniackim torcie

W Dolinie Służewieckiej na granicy Mokotowa i Ursynowa, do śledzących dołączył Peugeot. Wszystkie 3 podejrzane pojazdy zmieniały pasy grzecznie dokładnie tak, jak mercedes aktywistów. Gęsiego. Wtedy dopiero Tadeusz zauważył, co łączy wszystkich tajniaków w tych autach – niebieskie maseczki, lekko połyskujące w świetle.

Tadeusz zaczął robić manewry tuż przed linią ciągłą. Te zmuszały śledzące ich auta do łamania przepisów – przejeżdżania na ciągłej. I robili to, a aktywista część udokumentował na swojej kamerze. Auta krążyły za nimi także na rondach po kilka razy, wjeżdżały w ślepe uliczki, zawracały. Na dwupasmowej trasie srebrna Kia nie zdążyła wbić się tuż za mercedesem z aktywistami, więc jechała wolno, ale lewym pasem – do wyprzedzania. A za nim ciągnął się sznur samochodów. Aktywiści upewniali się takimi działaniami, że dane auto ich śledzi.

Gdy zajechali na stację benzynową niektóre, auta wjechały za nimi. Panowie z Kia odjechali, gdy Tadeusz podszedł z telefonem i zastukał w szybę, by ich nagrać. Przejechali na drugą stronę stacji i stamtąd ponownie uciekli, gdy aktywista zbliżył się do nich. Skoda – kolejny, podejrzany pojazd z dwójką smutnych panów w niebieskich maseczkach – odjechała, gdy tylko Tadeusz zaczął wyjmować telefon. "Biegł za nimi tak, że jakiś człowiek pytał się, czy coś się stało" – wspomina Augustynek.

W sumie na stację benzynową na ul. Rodowicza na Ursynowie podjechały za nimi cztery auta. Nie tankowały, nikt nie wychodził, za to odjeżdżali, gdy aktywiści się do nich zbliżyli.

Na koniec tych zabaw wisienka na torcie – aktywiści robili kółka na małej zawrotce ślepej uliczki na Ursynowie. Nieoznakowana granatowa Kia zaparkowała więc obok, czekając, aż wyjadą. Wtedy mercedes zablokował tajniaków.

Babcia Kasia przyłożyła piorun do dachu i zastukała w szybę. Tadeusz nagrywał. "Jeden miał bluzę z napisem »Bandits«. Mówiłam im, że to dobrze, bo są bandytami. Chowali głowy w kapturach" – opowiada.

Po tej akcji nieoznakowane wozy odpuściły. W drodze do domu aktywiści testowali jeszcze, czy ktoś za nimi jedzie, ale już nic nie zauważyli. Zabawa w ciuciubabkę z sześcioma nieoznakowanymi pojazdami policji trwała 2,5 godziny.

Dlaczego tak bardzo ich śledziła policja?

"Bo przyjechaliśmy z kaczką" – uważa Babcia Kasia.

"Może z nudów - nie mieli nic do roboty, bo pod domem Kaczyńskiego nie zjawili się demonstrujący" – sądzi Tadeusz.

Przesłaliśmy do KSP Warszawa listę nr rejestracyjnych aut, które śledziły mercedesa aktywistów. Zapytaliśmy które z nich, NIE są pojazdami policji. Rzecznik KSP odmówił nam udzielenia tych informacji. Czemu w ogóle samochód aktywistów z Babcią Kasią był śledzony? "Nic mi o tym nie wiadomo" – napisał nadkom. Sylwester Marczak.

To nie pierwszy raz, gdy policja jest przyłapywana na śledzeniu aktywistów tzw. opozycji ulicznej. Lotna Brygada Opozycji wielokrotnie pokazywała w filmach produkcji Wolne Media, jak policja za nimi jeździ, też w nieoznakowanych pojazdach. Czasem nawet w trzy auta. OKO.press opisywało, jak przyczepa Brygady prawie zawsze jest śledzona i notorycznie obserwowana, jeśli tylko ruszy się poza Miasteczko Wolności pod Sejmem.

Obywatele RP tak często narzekali na śledzenie ich przez służby, że zaczęli swoich tropicieli nagrywać, aby ich skompromitować.

Nawet gdy aktywiści dostarczali niezbitych dowodów na śledzenie przez policję - nagrywali np. umundurowanych policjantów w nieoznakowanych autach, które za nimi jeździły – rzecznik prasowy KSP, Sylwester Marczak wszystkiego się wypierał: "To tylko próba stworzenia sensacji" – przekonywał.

"Policja nie jest od tego, by śledzić przeciwników obecnej władzy. A jest do tego wykorzystywana" – tak w 2017 r w programie TVN24 „Czarno na Białym” mówił były policjant, opisując rozkazy, jakie dostawali.

W 2018 roku OKO.press ujawniło taśmy z nagrań operacyjnych policji. Dowodziły one, że dosłownie setki tajniaków śledziły nie tylko członków młodzieżowych organizacji, ale też aktywistów opozycji ulicznej (głównie Obywateli RP) a nawet i parlamentarnej – np. Ryszarda Petru. Ówczesny lider Nowoczesnej wytoczył policji proces, sąd uznał w 2019 roku, że mundurowi inwigilowali go „dla jego dobra”.

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze