0:00
19 maja 2020

Drakońska kara dla artystów: 10 tys. zł za list do Sejmu. Pismo dostarczyli zamaskowani policjanci

Kolejny przykład sankcji za krytykę władzy PiS podczas epidemii. Policja nie miała zastrzeżeń do artystycznej akcji pod Sejmem, ale i tak wystąpiła do Sanepidu o ukaranie twórców. Sanepid do wniosku się przychylił, teraz artyści muszą zapłacić ogromną karę

Wydrukuj

Dwóch artystów biorących 6 maja udział w akcji List zostało ukaranych karą administracyjną w wysokości 10 tys. złotych. Michał Frydrych i Paweł Onufry Żukowski dowiedzieli się o tym z pism od Państwowej Inspekcji Sanitarnej (sanepidu), które otrzymali od policji w weekend.

To sankcja za przejście spod Poczty Głównej do Sejmu z ogromnym, ręcznie namalowanym listem zaadresowanym do parlamentu. Akcja była powtórzeniem gestu pioniera polskiej awangardy Tadeusza Kantora z 1967 roku.

Dziesięcioro artystów postanowiło nawiązać do pracy sprzed pół wieku, by zaprotestować przeciwko narażaniu społeczeństwa na niebezpieczeństwo m.in. poprzez organizację wyborów w czasie pandemii.

Grupa twórców porozumiała się w internecie, a patronat nad akcją objęła aktywna na polu polskiej sztuki współczesnej od 2002 roku Fundacja Bęc Zmiana.

Wydarzenia miały miejsce w dniu, kiedy Sejm miał ostatecznie przegłosować tzw. ustawę pocztową, dającą ministrowi Jackowi Sasinowi i obozowi władzy pełną kontrolę nad głosowaniem korespondencyjnym w wyborach prezydenckich, które miały odbyć się 10 maja.

Według urzędników artyści nie przestrzegali minimalnej odległości 2 metrów między pieszymi, wprowadzonej rządowym rozporządzeniem z 31 marca.

Pozwolili nam iść dalej

„W sobotę pismo dostarczyli zamaskowani funkcjonariusze, legitymowali mnie we własnym domu. Nie zgadzam się z tą karą. Nasze działania były przygotowane w oparciu o zasadę dwóch metrów, wszyscy mieliśmy maseczki. Pismo z Fundacji Bęc Zmiana potwierdzało, że jesteśmy w pracy” – mówi Frydrych. Obok Żukowskiego towarzyszyło mu jeszcze 8 artystów i artystek, którzy rotacyjnie zmieniali się w niesieniu listu.

Artyści podkreślają, że w żadnym momencie towarzyszący im funkcjonariusze policji nie upomnieli ich, że łamią obowiązek zachowania wymaganej odległości. Widać to na powyższym filmie OKO.press, relacjonującym wydarzenie na żywo. Funkcjonariusze wylegitymowali artystów oraz towarzyszących im dziennikarzy, potwierdzili zgodność danych z fundacji z dokumentami. Następnie pozwolili iść dalej.

Wątpliwości mieli za to funkcjonariusze z kordonu otaczającego Sejm (przypomnijmy, że warty i barierki stoją tam od czasu obywatelskich protestów przeciw łamaniu praworządności przez PiS w 2016 roku).

Po naradzie dwóch grup policjantów, jeden z funkcjonariuszy, którzy wcześniej nie widzieli w zachowaniu artystów łamania przepisów, zdecydował o ukaraniu ich mandatami w wys. 500 zł. Artyści ich nie przyjęli, choć - jak pokazuje przykład uczestnika „Strajku Przedsiębiorców” opisywany przez „Gazetę Wyborczą” - mandat nie wyklucza późniejszej kary administracyjnej z sanepidu.

Policjanci nie musieli wnioskować o karę

Pod budynek Sejmu artyści doszli kwadrans po godzinie 18:00. Tymczasem pismo z sanepidu wyraźnie stwierdza, że artyści mieli nie przestrzegać rządowych przepisów o godzinie 17:10. To wtedy, 10 minut po rozpoczęciu akcji, do maszerujących podeszła po raz pierwszy policja.

„Rozumiem, że odległości między osobami są zachowane?” – pyta funkcjonariusz prowadzący interwencję? Dostaje wyczerpującą odpowiedź: artyści zmierzyli wcześniej, że są od siebie oddaleni dokładnie na odległość 2,36 m. Poucza zatem, by uczestnicy stosowali się do przepisów ruchu drogowego.

kara epidemia

Jak informował OKO.press mec. Paweł Osik z kancelarii Pietrzak, Sidor & Wspólnicy, policjanci wcale nie musieli wnioskować do Sanepidu o karę.

„Decyzję podejmuje konkretny policjant. Wiele zależy od tego, jakie dostał dyspozycje od swojego komendanta, co wie, co usłyszał w mediach, czy zna przepisy. I od tego, czy mu się chce” – mówił.

Z jakiegoś powodu, gdy w grę wchodzą wypowiedzi będące nie w smak władzy, policjanci decydują się często na najsurowszą formę kary.

Jak informuje OKO.press Komenda Stołeczna Policji, w przypadku uczestników i uczestniczek Strajku Kobiet 14-16 kwietnia, czyli podczas głosowania nad fundamentalistycznymi projektami ustaw dot. zakazu edukacji seksualnej i utrudnienia dostępu do legalnej aborcji, „pod Sejmem RP i w okolicach Ronda Dmowskiego sporządzono łącznie 97 notatek i wszystkie przesłano do Państwowej Inspekcji Sanitarnej, z wnioskami o ukaranie”.

Co więcej, ktoś w sanepidzie zdecydował, że taka kara się należy. Na podstawie ogólnych przepisów postępowania administracyjnego (art. 189f k.p.a.) Sanepid może odstąpić od nakładania kary przede wszystkim w dwóch przypadkach:

  • waga naruszenia prawa jest znikoma, a obywatel przestał naruszać prawo;
  • za to samo zachowanie została nałożona już inna prawomocna kara, czyli np. grzywna.

Mimo wystosowanych pod koniec kwietnia próśb o wyjaśnienie, co zawiera w podobnym przypadku wniosek o ukaranie, jaką argumentację stosują policjanci oraz w jaki sposób ustalana jest wysokość kary, ani policja, ani Inspekcja Sanitarna nie udzieliły OKO.press odpowiedzi.

Adwokatki Beata Siemieniako i Monika Buchlińska, niezależnie od siebie, radzą artystom napisać odwołanie od decyzji do Państwowego Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego za pośrednictwem organu, który decyzję o ukaraniu wydał (w tym wypadku Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w m.st. Warszawie). Najlepiej dostarczyć pismo osobiście.

Hasło: Żyć nie, umierać. Adresat: Sejm

Czternastometrowy list-transparent z hasłem „Żyć nie, umierać” (Adresat: Sejm RP. Nadawca: Suweren) trafił do rąk polityków opozycji. Znaczenie hasła rozwija interpunkcja.

„Wierzymy, że wyobraźnia wyzwalana przez sztukę, objawia się, gdy wymyka się z muzeum prosto na ulicę, na komisariat policji, do szpitala. Nie zgadzamy się na bezprawną organizację wyborów kosztem bezpieczeństwa obywatelek i obywateli! Podczas gdy partia rządząca próbuje przegłosować korzystną dla siebie ustawę, na szali stawiane są wasze i nasze życia” - mówili organizatorzy.

Według Andrzeja Pałysa, historyka sztuki, który przyszedł pod Sejm przyglądać się akcji, „to jedno z najciekawszych wydarzeń artystycznych ostatnich lat, które zapisze się w kartach polskiej historii sztuki”.

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Jego opinię poznamy we wtorek. RPO już wcześniej krytykował ograniczenie konstytucyjnego prawa do zgromadzeń, szczególnie w obliczu luzowania ograniczeń związanych z epidemią COVID-19. 18 maja zaapelował do Mariusza Kamińskiego, szefa MSWiA, o odmrożenie wolności gromadzenia się.

Ograniczenia wolności obywatelskich wprowadzone przez rząd Mateusza Morawieckiego w trakcie pandemii koronawirusa zostały wprowadzone z obejściem konstytucyjnych przepisów o stanach nadzwyczajnych.

Udostępnij:

Agata Całkowska

Dziennikarka, dokumentalistka, wydawczyni telewizyjna i radiowa.

Maciek Piasecki

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. W OKO.press relacjonuje na żywo protesty i sprawy sądowe aktywistów. W 2020 r. relacjonował demokratyczny zryw w Białorusi. Stypendysta programu bezpieczeństwa cyfrowego Internews.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne