0:00
Prawa autorskie: Roman Bosiacki / Agencja GazetaRoman Bosiacki / Age...
02 kwietnia 2020

Dramat schronisk dla bezdomnych. Przyjmować i ryzykować zakażenie czy zostawiać ludzi na ulicach

Ośrodki dla osób bezdomnych pękają w szwach, a warunki, które tam panują, są proepidemiczne. Ludzie tłoczą się na wieloosobowych salach, często mają dostęp do jednej łazienki. Dla tych, którzy się nie zmieścili, wciąż nie ma miejsc do przebycia kwarantanny. Już dziś wiadomo, że część spędzi epidemię w przestrzeniach publicznych. Bez jedzenia i bieżącej wody

Wydrukuj

17 marca, Wrocław. Do noclegowni dla osób w kryzysie bezdomności przy ul. Małachowskiego trafia osoba zakażona koronawirusem. Ewakuowano 150 osób.

18 marca z noclegowni w Lesznie wyjeżdża karetka do szpitala zakaźnego w Poznaniu. Mężczyzna ma objawy koronawirusa. Sanepid wstrzymuje się z decyzją o kwarantannie. 21 marca wszyscy etatowi pracownicy (poza kierownikiem) składają zwolnienia lekarskie.

19 marca do noclegowni i izby wytrzeźwień w Groszowicach (woj. opolskie) trafia obcokrajowiec z podejrzeniem koronawirusa. 90 osób - kadra i osoby przebywające w ośrodku - na kilkanaście godzin zostaje zamkniętych w ośrodku. Wynik testu: negatywny.

"Jeszcze nie wydarzyła się tragedia, ale jesteśmy od niej o krok"

— mówi OKO.press Adriana Porowska, prezeska Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej.

Ścisk, jedna toaleta, nie ma czym dezynfekować

Schroniska, noclegownie i ośrodki dla osób w kryzysie bezdomności, podobnie jak DPS-y, to miejsca szczególnie czułe na transmisje wirusa. Dopiero 29 marca, ponad trzy tygodnie od wykrycia pierwszego przypadku zakażenia wirusem SARS-CoV-19 w Polsce, wojewodowie stworzyli szczegółowe wytyczne mówiące o konieczności kwarantanny dla każdej nowej osoby, która przychodzi do schronisk z ulicy.

Wcześniej, 18 marca, po dramatycznych apelach organizacji pozarządowych, wojewodowie wydali zalecenie o przygotowaniu miejsc kwarantanny zbiorowej na wypadek pojawienia się choroby.

Część schronisk i noclegowni przekształciła się całodobowe ośrodki pobytu. Reszta np. ogrzewalnie, w których ruch był wahadłowy, musiały zamknąć się całkowicie.

Większość ośrodków po zimie nawet bez epidemii pęka w szwach. Teraz sytuacja jest dramatyczna. „Rozmawiałam z wirusologiem, który potwierdził nasze obawy: noclegownie i ośrodki nie mają szans być zabezpieczone.

Na wieloosobowych salach tłoczą się ludzie, często mają dostęp do jednej łazienki czy stołówki.

Zgodnie z zaleceniami specjalistów łóżka powinny być rozstawione 1,5 metra od siebie, a w ośrodkach musi być nieustanna dezynfekcja wszystkich powierzchni” — opowiada Adriana Porowska i dodaje, że to nie jedyny problem. „Dostaliśmy sygnały np. z Białegostoku, że jak poszła informacja, że ośrodki się zamykają, to przybyło tak dużo ludzi, że zabrakło jedzenia. Noclegownia przyjęła na całodobowy pobyt ponad 100 osób, a nadal mają tylko jedną kucharkę".

Kwarantanna? Miejsce dla mniej niż 10 proc. potrzebujących

W nowych wytycznych wojewodowie stawiają sprawę kategorycznie. Każdy, kto chce trafić do ośrodka, musi przejść zalecaną przez Sanepid 14-dniową kwarantannę. Pytanie: gdzie?

"Przychodzą do nas pytać o miejsce, ale odbijają się. Dziś wybór jest między jednym a drugim życiem: narażać tych, którzy już są w ośrodkach, czy skazać innych na tułaczkę?"

— mówi dyrektorka Misji.

Warszawski magistrat planuje stworzyć miejsce kwarantanny dla 100 osób. To mniej niż 10 proc. potrzebujących. Z oficjalnych statystyki Ministerstwa Rodziny wynika, że

na warszawskich ulicach żyje 1,5 tys. osób, a po zamknięciu placówek tymczasowego pobytu może być ich jeszcze więcej.

Braki próbują uzupełniać organizacje pomocowe. Warszawski ośrodek prowadzony przez Monar przeorganizował prace noclegowni. 40 miejsc będzie służyło jako miejsce kwarantanny. 2 kwietnia zamyka się na dwa tygodnie, by przejść bezpieczną izolację. Wiadomo jednak, że nie wszyscy znajdą schronienie na czas epidemii.

Jak myć ręce, gdy nie ma dostępu do bieżącej wody?

Magda Wolnik ze Wspólnoty Sant'Egidio, która od lat wychodzi na warszawskie ulice, mówi, że w opustoszałych miastach ciężej znaleźć pomoc. „Galerie handlowe, dworce, lotniska są zamknięte.

Nie ma gdzie się ogrzać, podładować telefon, poprosić o gorącą wodę, skorzystać z toalety. Nie ma ludzi, których można poprosić o coś do jedzenia. Część osób staje przed widmem głodu.

Dostęp do jadłodajni i gorących posiłków został ograniczony. Niektórzy wciąż rozdają żywność, ale potrzebujących jest coraz więcej".

Osoby w kryzysie bezdomności nie mają ani środków do dezynfekcji, ani dostępu do bieżącej wody. „Wirusolog mówił, że wystarczy woda i mydło. Dlatego na spotkaniu online organizacji pomocowych z magistratem padła propozycja postawienia toi-toi i umywalek w kilku punktach miasta” — mówi Adriana Porowska.

Epidemia utrudnia też podstawowy kontakt. Potrzebny jest sprzęt ochronny (maseczki i rękawiczki), którego notorycznie brakuje, a wymóg zachowania dystansu psuje zaufanie budowane przez lata.

„Nie chcemy, żeby ktokolwiek został sam, w poczuciu strachu i odrzucenia. Dlatego cały czas wychodzimy na ulice, przygotowujemy coraz bardziej obfite paczki żywności, do których dołączamy informacje o niezbędnych środkach bezpieczeństwa i miejscach, w których można szukać pomocy” — mówi Magda Wolnik.

„My nie przygotowujemy się na dwu czy trzytygodniową kwarantannę. Ośrodki i inicjatywy takie jak nasze, muszą przejść w awaryjny tryb pracy na kilka miesięcy, być może do końca roku” — dodaje Porowska.

Las Vegas stolicą bezduszności?

Z zabezpieczeniem osób w kryzysie bezdomności próbują poradzić sobie też inne kraje. W Amsterdamie podjęcie decyzji o zamknięciu tymczasowych miejsc schronienia w ciągu dnia, wypchnęło tysiące ludzi na ulice.

Za to w Paryżu zastosowano wprost odwrotną strategię. Osoby w kryzysie bezdomności stłoczono w niedziałającym gimnazjum, co pracownicy społeczni nazwali dosadnie „absurdem".

Najbardziej dojmujący obrazek płynie jednak z Las Vegas w Stanach Zjednoczonych, gdzie za tymczasowe schronisko, posłużył parking samochodowy. Miasto twierdziło, że to idealne miejsce by zachować zalecany dystans i właściwa odpowiedź na kolejne zakażenia w noclegowniach.

Parking w Las Vegas, przerobiony na miejsce izolacji dla osób w kryzysie bezdomności, Źródło: Getty Images/Twitter

Pierwszą konsekwencją lockdownu, dla tych, którzy zostali na ulicach, jest głód. Jednak eksperci zwracają uwagę, że osoby w kryzysie bezdomności są wielokrotnie bardziej podatne na zakażenie koronawirusem:

nie mają bezpiecznego miejsca, by poddać się samoizolacji czy kwarantannie, dużo się przemieszczają, są pozbawione dostępu do podstawowych produktów odkażających, bieżącej wody, opieki zdrowotnej, a wielu z nich jest schorowanych.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie epidemia dziś rozwija się najszybciej, na ulicach żyje 500 tys. ludzi. W państwach Unii Europejskiej i w Wielkiej Brytanii szacuje się, że jest to około 700 tys. osób. W Polsce w kryzysie bezdomności pozostaje ponad 30 tys. osób.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne