Drobiarze kolonizują Podlasie. Mieszkańcy nie chcą przemysłowej hodowli kur
Jeśli ktoś chce się cieszyć na Podlasiu czystym powietrzem i naturą, to powinien się pospieszyć. Fermy przemysłowe wyrastają tu jak grzyby po deszczu i wszystko wskazuje na to, że trend ten nie tylko się utrzyma, ale też kurników, w których hoduje się setki tysięcy kurczaków, będzie tu coraz więcej
Szutrowa droga prowadzi do drewnianego domu, położonego malowniczo wśród łagodnych wzniesień pokrytych łąkami, polami i zagajnikami. Kolonia wsi Chmielowszczyzna na Wzgórzach Sokólskich, 50 km na północny wschód od Białegostoku. Wzgórza Sokólskie zostały docenione w plebiscycie magazynu „National Geographic Traveler” i otrzymały tytuł „Cud Polski 2025”.
Mieszkają tu Renata Szewczyk-Sawoń i Lech Sawoń. Lech odziedziczył dom po dziadkach i po pandemii sprowadził się z żoną na ojcowiznę. Teraz, kiedy zainwestowali w remont domu i poczynili kroki w celu zajęcia się rolnictwem regeneratywnym, nad ich wymarzonym miejscem do życia zawisły czarne chmury – kilkaset metrów od ich domu sąsiad chce wybudować przemysłowe kurniki na 130 tys. kur.
W podobnej sytuacji znajduje się Piotr Sawicki, prowadzący agroturystykę Chata Knyszewicze – dopieszczony chutor, w którym zadbał o każdy detal nawiązujący do białoruskiej historii tych terenów, czyli zachodniej Grodzieńszczyzny. A także Agnieszka Prymaka, właścicielka Zielskiej Kolonii, gdzie uprawia i przetwarza rośliny, również mieszkanka Knyszewicz. Siedzimy razem przy drewnianym stole w obejściu Sawoniów, a ja słucham o planowanej inwestycji.

Komentarze