12 lipca 2020

Duda: 50,4, Trzaskowski 49,6, ale wynik będzie inny. Trzaskowski za granicą może zyskać 1,4 proc., Duda 0,6 proc.

Wynik sondażu wyborczego Ipsos jest remisowy, dopiero late poll koło północy powie więcej. Głosowanie za granicą, według szacunków OKO.press, Trzaskowski powinien wygrać i zyskać w ogólnym bilansie o 0,8 pkt proc. więcej niż Duda. To by oznaczało minimalne zwycięstwo. Ale poczekajmy choćby do północy

Punktualnie o 21:00 Ipsos w oparciu o exit poll ("sondaż wyjścia" czyli badanie 50 tys. osób opuszczających lokale wyborcze) podał najbardziej oczekiwane liczby w najnowszej historii Polski. Duda: 50,5 proc.; Trzaskowski 49,5 proc.

Od razu trzeba zastrzec, że błąd pomiaru, który jest w głównej mierze wynikiem dużej liczby odmów odpowiedzi ankieterom, wynosi aż 2 pkt proc. Prawdziwy wynik sondażu - i tym samym wyborów - wygląda zatem tak:

Duda: między 48,4 a 52,4 proc.;

Trzaskowski: między 47,6 a 51,6 proc.

Tuż po godz. 21:00 Andrzej Duda wyszedł na scenę w Pułtusku, gdzie miał wieczór wyborczy, i przemawiał, jakby był pewny swego. Zażartował nawet: "Jak państwo wiecie, zawsze mi przybywa poparcia w stosunku do sondaży" i kurtuazyjnie dziękował wyborcom Rafała Trzaskowskiego.

Trzaskowski w Warszawie również podziękował Dudzie za rywalizację: "Przeciwników trzeba w polityce docenić, przeciwnicy są potrzebni, ale nie może być wrogów".

Mówił, że wierzy w zwycięstwo, ale niezależnie od wyników wyborów "już wygraliśmy" i trzeba walczyć dalej: "Obudziło się społeczeństwo obywatelskie, obudziliśmy się wszyscy i dlatego właśnie wygramy".

Polaryzacja i rekord frekwencji

Dynamiczna kampania Trzaskowskiego, który rósł z wiecu na wiec, a z drugiej strony hiperaktywność Dudy wspieranego przez wszystkie siły PiS, na czele z rządem i "Wiadomościami" TVP , które robiły hejterską robotę jeszcze w ciszy wyborczej, doprowadziły do ogromnej mobilizacji obu wielkich elektoratów. Frekwencja w II turze była lepsza niż w I turze, kiedy wyniosła 64,51 proc. Zakładając, że dane z godz. 17:00 (52,1) są prognozą ostatecznej frekwencji, OKO.press ocenia, że sięgnie ona 70,1 proc., czyli pobijemy rekord z II tury Kwaśniewski kontra Wałęsa z 1995 roku (68,4 proc.). 29,359 tys., czyli 20 mln 580 tys.

O 21 Ipsos podał, że frekwencja wyniosła mniej - 68,9 proc., ale także w I turze sondażownia podała mniej niż było ostatecznie (62,9 proc.).

Co mówi exit poll? Jeszcze nic

Remisowy wynik, jaki podał Ipsos, jest kłopotem dla mediów, polityków, opinii publicznej i... samej sondażowni.

Po 18:00 pojawiła się nawet plotka, że Ipsos nie ogłosi w ogóle wyników exit poll, żeby nie wprowadzać w błąd opinii publicznej. W wywiadzie dla OKO.press dyr. Paweł Predko, odpowiedzialny za ten sondaż, mówił: "Są nerwy, bo wynik, jaki podamy może być niekonkluzywny.

Wyjdzie nam np. 50,5 proc. głosów na Rafała Trzaskowskiego i 49,5 proc. na Andrzeja Dudę (lub odwrotnie) i odbiór medialny będzie od razu taki, że wygrał ten lub tamten.

Bez czekania choćby na late poll, który powinien być o godzinę wcześniej niż w czasie I tury, czyli koło północy, opinia publiczna uzna, że mamy już prezydenta i zaczną się komentarze".

Kluczowy problem dla badaczy stanowiły odmowy udziału w sondażu. W eurowyborach 2019 wyborcy PiS odmawiali w takiej skali, że wynik partii w exit poll (42,4 proc.) został zaniżony aż o 3 pkt proc. W wyborach parlamentarnych 2019 Ipsos zastosował korektę i trafił idealnie, co do 0,0 i 0,1 pkt proc. w poparcie PiS i KO. Ale w I turze wyborów prezydenckich znowu w exit poll Duda miał (41,8) o 1,7 pkt proc. mniej niż naprawdę.

Nie wiemy jeszcze, czy potwierdziły się oczekiwania Ipsos, że odmów będzie ok. 10 proc. i w jakiej proporcji badacze rozdzielili "odmowy" między Trzaskowskiego i Dudę. Ipsos próbował to oszacować w trakcie wyborczej niedzieli kierując się charakterystyką osób, które dziś odmawiały (wiek, miejsce zamieszkania, wykształcenie - jeśli podały ankieterowi), ale pozostaje tu spory margines błędu.

Możliwe jest zatem zarówno powtórzenie typowego niedoszacowania kandydata PiS, jak i przeszacowanie go na zasadzie, żeby się znowu nie pomylić.

Jest też dodatkowy problem. Przed niedzielą Ipsos zakładał niższą frekwencję, na poziomie I tury, a to wpływa na model analizy danych.

Za granicą Trzaskowski może zyskać nad Dudą nawet 0,8-0,9 proc. poparcia

519 431 – tyle osób zarejestrowało się do II tury wyborów za granicą. Jaki odsetek tych głosów może pójść w II turze na Andrzeja Dudę, a jaki na Rafała Trzaskowskiego?

Tak wyglądały wyniki w I turze:

Wśród Polonii zdecydowanie wygrał w I turze Rafał Trzaskowski, który zdobył aż 48,13 proc. głosów. Andrzej Duda - zaledwie 20,86 proc. Kandydat opozycji miał 2,3 razy większe poparcie. Duda zwyciężył tylko w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Białorusi i Kazachstanie.

W I turze ważne głosy Polonii stanowiły 83,14 proc. w stosunku do zarejestrowanych 373 918 tys. Jeżeli założymy, że teraz proporcja będzie podobna, to ważne głosy za granicą w II turze odda 431 855 wyborców. To ogromna liczba prawie 2,1 proc. wszystkich głosujących Polek i Polaków.

Liczymy, jak mogą wyglądać wyniki takiej II tury zagranicą. Zakładamy, że przepływy czterech elektoratów na Trzaskowskiego i Dudę będą takie, jak pokazał ostatni sondaż OKO.press z 7-8 lipca (zobacz niżej) i że nowa fala wyborców zagranicznych nie będzie się zasadniczo różniła od tej z I tury.

Przy takich założeniach Trzaskowski, głównie przy pomocy wyborców Hołowni i silnego za granica Biedronia, osiąga w II zagranicznej turze 71 proc. a Duda 29 proc. (to ostrożne wyliczenie, bo jego przewaga rośnie niewiele - 2,4 razy), ale trudno to dokładnie oszacować, bo nie wiemy, jak ostatecznie zagłosują nowi wyborcy. Tak czy inaczej, oznacza to przewagę Trzaskowskiego aż o ok. 40 pkt proc. wyborców zagranicznych. A ponieważ stanowią 2.0 proc. wszystkich głosujących, to Trzaskowski powinien zyskać 1,4 proc. wszystkich głosujących a Duda tylko 0,6 proc.

Różnica wynosi 0,8 pkt proc. - dokładnie tyle, ile przewaga Dudy wg exit poll.

Exit poll i late poll nie obejmą również ponad 1300 obwodów zamkniętych - w szpitalach, domach opieki, zakładach karnych. W samych aresztach i więzieniach przebywa w tej chwili ok. 70 tys. osób. Z cząstkowych danych wynika, że w zakładach karnych zdecydowanie I turę wygrał Rafał Trzaskowski, tradycyjnie PO znajduje większe poparcie więźniów, niż stawiające na zaostrzenie prawa PiS.

O co chodziło w tych wyborach?

Jeszcze w ciszy wyborczej "Wiadomości" TVP - propagandowe ramię PiS pod kierunkiem Jacka Kurskiego - waliło we "władze stolicy" demaskując fakt, że kierowca miejskiego autobusu, który spowodował wypadek był nie tylko narkomanem, ale i gejem. Prezydent Duda też pogrywał na strunie nienawiści do "ideologii LGBT", a także obrażał opozycję twierdząc, że jej rządy (PO-PSL) były gorsze nią koronawirus, ale na koniec kampanii postawił na wychwalania państwa bezpieczeństwa socjalnego. Pytał: kiedy wam było lepiej: czy wtedy gdy rządzili oni, czy teraz za rządów prezydenta Dudy?

Trzaskowski uprościł przekaz: chcemy zmiany, mamy dość. Personalnie atakował Dudę, ale częściej Kaczyńskiego, głosząc, że czas już by prezes wycofał się z polskiego życia publicznego. Jednocześnie starał się wysyłać uspokajające sygnały do elektoratu Dudy głosząc, że będzie dogadywał się z rządem w słusznych prawach, "nawet na złość rządowi". Mocno akcentował wątek samorządowy.

Kampania pokazała, że spór - niezależnie od realnych możliwości działania prezydenta - dotyka zasadniczej wizji państwa.

Czy Polska ma być konserwatywną, tradycyjną i mocno katolicką "republiką" rządzoną twardą ręka przez polityczne centrum i boczącą się na Europę, za to oddaną Stanom Zjednoczonym póki rządzi nimi Donald Trumpa? Czy też zmierzamy w stronę bardziej europejskiego liberalnego modelu, z zaakcentowaniem roli samorządów i społeczeństwa obywatelskiego?

Duda kontra Trzaskowski

Przekaz Andrzeja Dudy przed drugą turą balansował od radykalnej opowieści w obronie rodziny i straszenia Niemcami, którzy rzekomo mieli ingerować w przebieg polskich wyborów, do próby łagodzenia przekazu na ostatniej prostej.

W ramach kampanijnej "krainy łagodności" prezydent dwa dni przed ciszą wyborczą najpierw wyciągnął rękę do wyborców Władysława Kosiniaka-Kamysza i Krzysztofa Bosaka, zapowiadając, że chce być patronem "koalicji polskich spraw" i zapraszając liderów PSL oraz Konfederacji na rozmowy po wygranych wyborach. Jeszcze nie wiadomo

Dzień później, w piątek 10 lipca, do gry weszła małżonka prezydenta Agata Kornhauser-Duda: "Zwracam się do was nie jako prezydentowa, ale jako żona Andrzeja. Dziękuję za każdy uśmiech, dobre słowo, za każde uściśnięcie dłoni. Nawet nie wiecie, jak to jest dla niego ważne" - mówiła Pierwsza Dama na wiecu Rzeszowie.

I przekonywała, że kolejne pięć lat to będzie prezydentura życzliwości. Jednak ton kampanii nie nadawał prezydent z żoną, tylko "Wiadomości" TVP, które codziennie bezwstydnie agitowały za Dudą i atakowały Rafała Trzaskowskiego z niespotykaną brutalnością: że ulega Niemcom, odda polskie pieniądze Żydom, a dzieci przekaże wyznawcom ideologii LGBT, które będą je molestować. Robiły to, w ledwo tylko zakamuflowany sposób, nawet w ciszy wyborczej.

Rafał Trzaskowski skupił się na zarażaniu swoich zwolenników optymizmem, przekonywał ich, że może wygrać i jest na ścieżce do zwycięstwa: wystarczy tylko jeszcze jeden wysiłek, a liczył się będzie każdy głos. To było racjonalne, bo jak pokazywał sondaż Ipsos dla OKO.press, wiara w zwycięstwo wśród elektoratu opozycji była mała.

Kolejnym pomysłem na finisz kampanii Trzaskowskiego był mocny przekaz do wyborców, którzy są zmęczeni wysokooktanowym konfliktem politycznym:

kandydat KO przekonywał, że nie ma już w polityce polskiej Donalda Tuska, czas więc, żeby zniknął z niej również Jarosław Kaczyński, a w domyśle również uzależniony od woli prezesa PiS Andrzej Duda.

Trzaskowski wymykał się również z pułapki zastawionej przez Dudę: dystansował się od wizerunku kandydata elit, na każdym wiecu występując jako głos samorządowców i polski lokalnej - to była ważna oś jego kampanii.

No i motyw przewodni Trzaskowskiego: zmiana, zmiana i jeszcze raz zmiana.

Kandydat KO obiecywał, że będzie tamą, która powstrzyma zapędy skorumpowanej władzy, zarówno te dotyczące łamania procedur demokratycznych, jak i te związane z zawłaszczaniem kolejnych obszarów życia i gospodarki, m.in. spółek skarbu państwa.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne