Prawa autorskie: Piotr Skórnicki / Agencja GazetaPiotr Skórnicki / Ag...
04 lipca 2020

Połowa zagłosuje na Trzaskowskiego, ale tylko 1/3 wierzy, że wygra. Kochamy klęski? [sondaż OKO.press]

Wyborcy Trzaskowskiego są jak kibice reprezentacji, którzy chcą zwycięstwa, ale w nie nie wierzą? Fałszywa metafora. Ilu by kibiców nie przyszło na stadion, to mecz grają piłkarze. Tutaj jest inaczej: grę toczą wyborcy, im bardziej chcą, by wygrał Trzaskowski, tym większe ma szanse

Z racjonalnego punktu widzenia to niezwykle zaskakujący wynik. W lipcowym sondażu Ipsos dla OKO.press padł remis: 49 proc. osób zapowiedziało, że II turze wyborów poprze Rafała Trzaskowskiego, a 48 proc., że Andrzeja Dudę. Ale pytanie, kto te wybory wygra daje ogromną przewagę Dudzie: 59 do 32 proc. Szokująca rozbieżność.

Kolega z redakcji skomentował, że to tak, jak z polską piłką: nawet najwięksi fani reprezentacji, pytani, kto wygra rozkładają ręce. Ale różnica jest zasadnicza:

chęci kibiców nic mają nic do rzeczy, ilu by ich nie przyszło na stadion, to mecz grają piłkarze. Tutaj jest inaczej: grę toczą wyborcy, im bardziej chcą, by wygrał Trzaskowski, tym większe Trzaskowski ma szanse.

Dlatego warto zastanowić się, skąd płynie pesymizm zwolenników kandydata opozycji. Ale najpierw pokażemy, jak mocne jest przekonanie, że to Duda wygra. Dominuje nawet w grupach, który zdecydowanie popierają Trzaskowskiego. Z drobnymi wyjątkami.

Młodzi rzadko głosują na Dudę, ale i tak sądzą, że wygra

Polityczną linią podziału jest dziś w Polsce 50 lat:

  • ludzie "50 minus" chcą głosować na Trzaskowskiego w 59 proc., a na Dudę w 37 proc.,
  • "50 plus" od Trzaskowskiego (39 proc.) wolą Dudę (59 proc.).

Patrząc z perspektywy wyborców Trzaskowskiego wygląda to tak, jak na wykresie poniżej: pomarańczowy kolor oznacza chęć głosowania, zielony (kolor nadziei), wiarę, że Trzaskowski wygra.

Uwaga! Na wykresach i w opisie wyników pomijamy niewielkie odsetki osób wahających się.

Nawet w najbardziej antypisowskiej ("antydudowej") grupie wyborców 18-29 lat, w której Trzaskowski ma 66 proc. poparcia, a Duda tylko 29 proc., dominuje wyborczy pesymizm: aż 60 proc. sądzi, że wygra Duda, wiarę w sukces swego kandydata wyraża ledwie 35 proc.

W grupie 60 plus, gdzie Duda dominuje (60 do 39 proc.) wiara w sukces Trzaskowskiego jest niewiele mniejsza (28 proc.).

Z maturą na Trzaskowskiego, ale bez wiary w zwycięstwo

Podobnie jest z wykształceniem. Tutaj polityczną granicą jest w Polsce matura. Obywatele i obywatelki bez matury głosują na Dudę aż w 67 proc. (na Trzaskowskiego w 31 proc.). Po maturze proporcje się odwracają: na Trzaskowskiego - 59 proc., na Dudę - 37 proc.

Jak widać, nieco wyraźniej niż w przypadku wieku

wiara w sukces Trzaskowskiego rośnie wraz z wykształceniem, ale znacznie wolniej niż chęć głosowania na niego.

Nawet w grupie osób po licencjacie czy magisterce, gdzie Trzaskowski wygrałby wybory 68 do 28 proc. równo połowa sądzi, że zwycięzcą będzie jego rywal, a w kandydata opozycji wierzy ledwie 42 proc.

Tylko mieszkańcy metropolii wierzą w sukces Trzaskowskiego

Jedyną grupą socjoekonomiczną, w której większość oczekuje, że wygra Trzaskowski, a nie Duda są mieszkańcy metropolii, miast ponad 500 tys. mieszkańców (53 proc. do 41 proc). I tutaj jednak nadzieja nie dogania pragnień, bo przewaga deklaracji wyborczych na Trzaskowskiego jest ponad trzykrotna (76 do 21 proc.). Oznacza to, że jedna trzecia wyborców Trzaskowskiego np. z Warszawy nie wierzy w jego wygraną.

Na wsi przekonanych, że wygra Duda (68 proc.) jest prawie trzy razy więcej niż tych, którzy sądzą, że jednak Trzaskowski (24 proc.). To matecznik Dudy. Ale w miastach do 20 tys., które zawsze były niemal tak samo propisowskie, wiara w zwycięstwo kandydata Kaczyńskiego jest mniejsza: ledwie 38 w porównaniu z 36 proc. Trzaskowskiego.

Kobiety za Trzaskowskim, ale też słabo wierzą, że wygra

W sondażu zaznaczyły się wyraźne różnice genderowe:

kobiety chcą bardziej Trzaskowskiego (53 proc.) niż Dudę (45 proc.), mężczyźni wolą kandydata PiS (51 proc.) niż opozycji (44 proc.).

Każda z płci wybrałaby sobie zatem innego prezydenta i to z bezpieczną przewagą 7-8 pkt proc., ale wiara w zwycięstwo Trzaskowskiego jest podobnie niska: spodziewa się go 34 proc. kobiet i 32 proc. mężczyzn.

A może wyborcy opozycji nie wiedzą, że jest ich dużo? Bzdura

Dlaczego tak jest? Pierwsza hipoteza: może wyborcy opozycji nie wiedzą, że inni myślą tak jak oni i sądzą, że są w mniejszości? Wtedy ich brak wiary w zwycięstwo Trzaskowskiego byłby racjonalny.

Tyle, że to nie możliwe. W epoce baniek internetowych i mediów tożsamościowych każde z nas aż za dobrze wie, że ludzi, którzy myślą tak jak ja jest wielu, a nawet może nam się wydawać, że wręcz nie ma innych. Poglądy dzielą czasem rodziny (i wtedy na świętach nie rozmawia się o polityce), ale to raczej wyjątki: żyjemy w jednolitych politycznie stadach, a mechanizmy FB wzmacniają ten efekt.

Sondaż potwierdza, że w świecie realnym takim w miarę jednolitym opozycyjnym środowiskiem są największe miasta. Szansa spotkania w warszawskim metrze zwolennika Dudy wynosi 1:5, czyli jeśli w wagonie jedzie 50 osób, może to być około 10 osób. 40 chce głosować na Trzaskowskiego, ale tylko 26 osób wierzy w jego wygraną.

Ludzie znają też sondaże, które są niezwykle popularne (może nawet zbyt popularne, biorąc pod uwagę jakość niektórych z nich i sposób ich prezentacji w mediach). Większość wskazuje na remis, pełną równowagę sił przed II turą. W trzech ostatnich badaniach Ipsos dla OKO.press wyniki Trzaskowski kontra Duda w II turze wyglądają tak:

  • 49 proc. do 48 proc. (30 czerwca - 1 lipca);
  • 47 proc. do 43 proc. (22-23 czerwca);
  • 46 proc. do 46 proc. (16-17 czerwca).
Skąd zatem to przekonanie wyborców opozycyjnych, że mój głos - i wielu innych, których znam osobiście lub poprzez media - się nie liczy, a w każdym razie liczy się mniej?

Elektoraty mają więcej nadziei, ale też za mało. Efekt I tury?

Nie bez znaczenia mogą być wyniki I tury. Atutem Dudy jest wygrana, choć wynik 43,5 proc. jest słabszy niż zapowiadano. Wszyscy pozostali wyborcy doświadczyli jednak porażki, nawet jeśli wynik był lepszy niż można było oczekiwać.

Pada też argument, że tylko raz kandydat z drugiego miejsca wygrał w Polsce wybory prezydenckie, w dodatku był to Lech Kaczyński.

Brat bliźniak prezesa PiS w 2005 roku przegrał I turę z Donaldem Tuskiem (33,1 do 36,3 proc.), ale odrobił stratę z nawiązką. Wygrał 54 do 46 proc., głównie dzięki potężnej porcji głosów Andrzeja Leppera, który miał w I turze ich ponad 15 proc.

Argument z sukcesem Lecha Kaczyńskiego można łatwo odwrócić. Za Trzaskowskim, poza jego własnymi wyborcami z I tury (30,5 proc.) stoi w ogromnej większości elektorat Szymona Hołowni (13,9 proc. w I turze). Same te dwie potężne grupy, silnie antypisowskie i "antydudowe", stanowią razem 44,4 proc., czyli więcej niż wyborcy Dudy. Do tego dochodzą mniejsze opozycyjne elektoraty Biedronia i Kosiniak-Kamysza. Jak analizowaliśmy, Duda osiąga remis tylko dzięki wyborcom, którzy deklarują udział w II turze, ale w pierwszej nie głosowali. I jak pokazał Michał Danielewski, każdy wynik jest możliwy, m.in. w zależności od drobnych zmian mobilizacji elektoratu Bosaka czy Biedronia.

Wydawałoby się, że fala mobilizacji będzie niosła zwolenników Trzaskowskiego, który późno, ale z wielkim impetem wszedł w kampanię. Ten efekt występuje: aż 70 proc. wyborców z I tury ma nadzieję na jego prezydenturę. Ale czy to na pewno "aż"? Głosować chce na niego 100 proc., czyli

co trzeci wyborca Trzaskowskiego nie wierzy w wygraną! Wśród wyborców Dudy sceptyków prawie nie ma (wierzy w sukces 93 proc.).

Wyborcy Hołowni także są na wyborczej fali, ich kandydat startując od zera osiągnął świetny wynik. Według sondażu OKO.press aż w 86 proc. chcą głosować na Trzaskowskiego. Ich nadzieja na sukces jest jednak mniejsza - 50 proc., a 40 proc. obstawia zwycięstwo Dudy.

Błędne koło braku nadziei. Jak je przerwać?

Rzecz w tym, że niewiara w sukces może demobilizować. Oczywiście można głosować z poczucia obywatelskiego obowiązku, z lojalności wobec swego otoczenia, z sympatii do kandydata, a także ze złości czy oburzenia na to, co robił prezydent Duda i cały PiS. W sondażu OKO.press z lutego 2020 aż 39 proc. deklarowało, że zagłosuje na dowolnego kandydata, byle by Duda nie został prezydentem.

Ale poczucie, że może się nie udać - jakby nie było nieracjonalne - może zachwiać motywacją.

I toczy się błędne koło: niewiara w sukces, który według sondaży jest obecnie równie prawdopodobny jak porażka, działa jak samospełniająca się przepowiednia.

Nie jest zadaniem OKO.press podpowiadanie politykom, co powinni zrobić, a zwłaszcza, jak to zrobić. Wyniki, które przedstawiamy pokazują, że deficyt nadziei mają wszyscy, ale szczególnie dwie grupy, które silnie popierają Trzaskowskiego: młodsi wyborcy i kobiety.

Z tego punktu widzenia arogancja czy nawet pycha prezentowana przez Dudę ("ma się tę moc") oraz podkreślanie dostojeństwa sprawowanego urzędu - jakby karykaturalnych nie przybierały form - mogą mieć nawet podprogowy efekt odbierania nadziei na porażkę obecnego prezydenta.

Skuteczność w ostatnim tygodniu kampanii, która zadecyduje o ostatnich przesunięciach nastrojów i wyniku wyborów zależeć będzie w dużej mierze od tego, na ile uda się Trzaskowskiemu przekonać wyborców, że może te wybory wygrać, i pokaże, że sam w to wierzy.

"Yes, we can" hasło i piosenka Baracka Obamy, która dała mu prezydenturę w 2009 roku, pozostaje uniwersalnym przepisem na sukces.

Wróćmy teraz do pytania o źródła opisywanego zjawiska "więcej chęci niż nadziei".

Wyuczona bezradność, czyli pięć przegranych wyborów (2015 - 2019)

Wyuczona bezradność, badana od 50 lat przez psychologów społecznych na zwierzętach, dzieciach (nawet niemowlętach) i dorosłych, to stan rezygnacji, a nawet apatii i zaniechania starań, jaki powstaje w sytuacji powtarzającego się doświadczenia braku kontroli nad tym, co jednostkę spotyka, zwłaszcza, gdy są to doświadczenia negatywne.

Od czasu, gdy PiS zremisował z PO wybory do PE w 2014 roku (po 19 mandatów i 32 proc. poparcia), partia Kaczyńskiego wygrała pięć wyborów z rzędu:

  • prezydenckie Duda z Komorowskim w 2015 roku (51,5 do 48,5);
  • parlamentarne 2015 zdobywając na skutek zbiegu okoliczności przy dość przeciętnym wyniku (37,6 proc.) większość w Sejmie;
  • samorządowe w 2018 (PiS przegrał w miastach, ale wygrał w województwach, powiatach i gminach);
  • do Parlamentu Europejskiego w 2019 (26 mandatów wobec 25 opozycji);
  • do Sejmu 2019 (43,6 proc. i znowu minimalna większość 235 mandatów).

Przed 2014 rokiem Kaczyński przegrywał wybory za wyborami, ale działa tu zasada świeżości: niedawne porażki lepiej się pamięta niż wcześniejsze sukcesy. I nie ma znaczenia, że wygrane były minimalne, a w 2019 efekty sukcesu wynikały z dużej liczby (aż 18 proc.) głosów, które nie przełożyły się na mandaty.

Ale w wyborach parlamentarnych 2019 PiS przegrał wybory do Senatu, co uruchomiło nową dynamikę polityczną. W badaniach psychologów powtarza się wynik, że wystarczy pojedyncze doświadczenie kontroli, by zasadniczo osłabić czy wręcz odwrócić efekt wyuczonej bezradności.

Efekt rządów PiS. "I co mi zrobisz?"

Nadzieję na sukces opozycji może też paradoksalnie osłabiać to samo, co mobilizuje do głosowania przeciwko PiS czy Dudzie, czyli arogancja władzy, ostentacyjne niereagowanie na krytykę, nieprzestrzeganie reguł demokratycznej gry, poniżanie i dehumanizowanie przeciwników.

Tę władzę stać nawet na sfałszowanie wyników - myśli wielu wyborców (dopisek: ten wątek pojawia się często w komentarzach do tego tekstu), co dodatkowo odbiera nadzieję.

Warto jednak przypomnieć, że rząd PiS poniósł szereg spektakularnych porażek przede wszystkim w polityce zagranicznej, poczynając od kompromitacji w wyborach na przewodniczącego Rady Europejskiej, gdy delegacja Beaty Szydło zgłosiła Jacka Saryusza-Wolskiego jako kontrkandydata Donalda Tuska, przegrywając głosowanie 1 do 27. Sondaż OKO.press pokazał jak zachwiały się wtedy notowania PiS.

W ten sposób każda - nawet w oczywisty sposób kłamliwa i bezczelna wypowiedź czy decyzja - może wzmagać poczucie bezradności, jak zachowanie szatniarza z "Misia": "Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?". Z drugiej strony, w rolę szatniarza ostatnio wcielił się m.in. prezes NIK żelazny Marian Banaś.

Ale rzecz może być głębsza.

"Naprawdę umiemy żyć dopiero w klęsce"?

W znacznej części inteligencki elektorat opozycji ma w historycznej pamięci pewną skłonność do ulegania nastrojom fatalistycznym. Jest ona zapewne utrwalona przez ostatnie dwa, trzy stulecia serii spektakularnych porażek narodowych, które znalazły kulturowy wyraz w formie romantycznego mesjanizmu. Elementem jest tu rozpamiętywanie własnych cierpień, co pokazał sondaż OKO.press z 2019 roku, w którym aż 74 proc. badanych uznało, że "Polacy doświadczyli więcej zła i cierpień w swojej historii niż inne narody".

"W 1989 roku Polska pisała historię Europy, zamykała epokę Jałty. Dlaczego nie potrafiliście uczynić ze zwycięstwa Solidarności pięknego mitu założycielskiego i chwalić się nim na całym świecie? Czy naprawdę żyć umiecie dopiero w klęsce?" - dziwił się słynny historyk i humanista europejski Timothy Garton Ash w wykładzie, jaki na nasze zaproszenie wygłosił w czerwcu 2019 na Konferencji im. Wiktora Osiatyńskiego.

Cytował piękny wiersz Adama Zagajewskiego, napisany jeszcze w stanie wojennym:

"Naprawdę umiemy żyć dopiero w klęsce

Przyjaźnie pogłębiają się,

miłość czujnie podnosi głowę.

Nawet rzeczy stają się czyste.

(...) Ciemne sylwetki wrogów odcinają się

od jasnego tła nadziei. Rośnie

męstwo. Oni, mówimy o nich, my – o sobie,

ty, o mnie. Gorzka herbata smakuje

jak biblijne przepowiednie. Oby

nie zaskoczyło nas zwycięstwo.

Ostatnie 31 lat polskiej historii - mimo wszystkich zakrętów, błędów i porażek - stanowi dowód, że umiemy żyć także w sukcesie, co nie znaczy, że jako więźniowie psychologii historycznej tego sukcesu nie zmarnujemy.

Sondaż telefoniczny CATI Ipsos dla OKO.press, na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków N= 1017 osób, 30 czerwca – 1 lipca 2020

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne