23 kwietnia 2020

Duda po kłamstwach do władzy. Bez wyborów w maju nastąpi "paraliż państwa" groźniejszy niż epidemia

Duda poszedł dalej niż Kaczyński. "Ci, którzy mówią, że wybory majowe są groźne dla Polaków, powinni zrozumieć jak groźny jest brak wyborów, konsekwencją będzie paraliż państwa. Kraj pogrąży się w chaosie. Opozycji podoba się ta perspektywa, ale dla zwykłych ludzi będzie dramatyczna". Wniosek: trzeba wybrać Dudę, by ratować Polskę. A "pandemia gaśnie"

Zwykle Andrzej Duda jest jak nosiciel wirusa propagandy PiS, który biernie przekazuje go dalej. Tym razem do kanonicznej wersji Jarosława Kaczyńskiego o majowych wyborach (że konstytucja nakazuje ich przeprowadzenie i że są "całkowicie bezpieczne zarówno dla tych, którzy w nich uczestnicą, jak i dla tych, którzy przy nich pracują" - patrz dalej), Duda dorzuca swoje argumenty, jeden wyjątkowo kłamliwy, drugi wyjątkowo groźny. Być może to przygrywka do wariantu rezerwowego wobec majowych wyborów.

Trzeba przeprowadzić wybory w maju, bo inaczej dojdzie do paraliżu państwa

W wywiadzie dla "Gazety Polskiej" 22 kwietnia (cytat za stroną prezydenta) Andrzej Duda wypowiedział zdumiewające zdanie:

Wszyscy ci, którzy mówią, że wybory są groźne dla Polaków, powinni zrozumieć jak groźny jest brak wyborów, bo jego konsekwencją będzie paraliż państwa. Jeśli nie wybierzemy Prezydenta, to kraj pogrąży się w chaosie.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Wywiad Gazety Polskiej,22 kwietnia 2020

Żeby zrozumieć wywód Dudy, trzeba wyjść od obowiązującej w obozie władzy tezy Jarosława Kaczyńskiego, że nie ma powodu, by wprowadzać stan nadzwyczajny, w szczególności stan klęski żywiołowej.

Zgodnie z Konstytucją te wybory powinny się odbyć. Chyba, że zostałby wprowadzony stan nadzwyczajny. Do tego muszą być spełnione pewne warunki, te warunki w tym momencie nie są spełniane.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Kaczyński wychodząc z fałszywej przesłanki (nie ma powodów by ogłaszać stan klęski żywiołowej), stwierdza, że obowiązują konstytucyjne terminy przeprowadzenia wyborów.

Duda idzie jednak dalej, stosując metodę, która można by określić jako reductio ad horrendum, czyli pokazując straszliwe wręcz konsekwencje przełożenia wyborów w wyniku wprowadzenie stanu klęski żywiołowej.

Odroczenie wyborów miałoby bowiem konsekwencje znacznie groźniejsze niż pandemia. Byłoby:

  • "bardzo poważnym naruszeniem zasad demokracji";
  • oznaczałoby zerwanie "ciągłości władzy", a "zapewnienie bezpieczeństwa państwu i obywatelom wymaga zachowania ciągłości władzy";
  • "Jeśli nie wybierzemy Prezydenta, to kraj pogrąży się w chaosie. Wybory to nie tylko święto demokracji, to przede wszystkim nasz obowiązek zapewnienia sobie skutecznego działania państwa".

Skąd takie dramatyczne ostrzeżenia i ten histeryczny ton?

"6 sierpnia kończy się kadencja prezydencka. Bez przeprowadzonych wyborów nie będzie w Polsce Prezydenta i tym samym nie będzie podmiotu politycznego, który kończy proces ustawodawczy. Będą potrzebne nowe przepisy – potrzebne do walki z epidemią czy wywołanym przez nią kryzysem gospodarczym, nowe rozwiązania pomocowe, ale nie będą mogły wejść w życie".

Czy wprowadzenie stanu klęski żywiołowej pozbawiłoby Polskę głowy państwa? Przedłużenie to przedłużenie

Rozumowanie Dudy sprawdzała już w OKO.press Maria Pankowska. Wbrew temu co mówi Duda, w razie wprowadzenia stanu klęski żywiołowej jego kadencja zostałaby przedłużona. Gwarantuje to art. 228 ust. 7 Konstytucji RP:

„W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu (...) nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu".

Oznacza to, że kadencja prezydenta Dudy trwałaby nadal, także po 6 sierpnia, aż skończy się stan nadzwyczajny i minie jeszcze 90 dni. Prezydent mógłby dalej podpisywać wszelkie ustawy, rozwiązania pomocowe itp.

Art. 228.

1. W sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej. 2. Stan nadzwyczajny może być wprowadzony tylko na podstawie ustawy, w drodze rozporządzenia, które podlega dodatkowemu podaniu do publicznej wiadomości. 3. Zasady działania organów władzy publicznej oraz zakres, w jakim mogą zostać ograniczone wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie poszczególnych stanów nadzwyczajnych, określa ustawa. 4. Ustawa może określić podstawy, zakres i tryb wyrównywania strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela. 5. Działania podjęte w wyniku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego muszą odpowiadać stopniowi zagrożenia i powinny zmierzać do jak najszybszego przywrócenia normalnego funkcjonowania państwa. 6. W czasie stanu nadzwyczajnego nie mogą być zmienione: Konstytucja, ordynacje wyborcze do Sejmu, Senatu i organów samorządu terytorialnego, ustawa o wyborze Prezydenta Rzeczypospolitej oraz ustawy o stanach nadzwyczajnych. 7. W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny

Prezydent bezzasadnie twierdzi, że przedłużenie nie mogłoby wykroczyć poza 6 sierpnia, czyli koniec jego kadencji.

Art. 228 p. 7 mówi wyraźnie o przedłużeniu kadencji, właśnie w związku z tym, że w razie klęski żywiołowej nie mogą się odbyć wybory. Przedłużenie - żeby pan prezydent zrozumiał - polega na tym, że coś trwa dłużej niż miało trwać. Miało trwać do 6 sierpnia, ale zostaje przedłużone i trwa dłużej.

Twórcy konstytucji chcieli zabezpieczyć państwo przed zagrożeniem, które rysuje Duda: gdy stan nadzwyczajny uniemożliwia przeprowadzenie wyborów i upływa kadencja parlamentu czy prezydenta, a wyborów nie można zrobić. Wtedy przedłużona zostaje kadencja tych organów.

A co po zakończeniu stanu klęski plus 90 dni? Albo dalej Duda, albo Witek

Problem powstałby w momencie, gdy - np późną jesienią 2020 - skończy się stan nadzwyczajny plus 90 dni i dopiero wtedy będzie można przeprowadzić wybory prezydenckie, czyli także ogłosić ich nowy termin.

Czy wtedy Duda automatycznie przestaje być prezydentem?

Jak tłumaczył OKO.press prof. Piotr Tuleja, kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego UJ oraz sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, możliwa jest taka interpretacja konstytucji, że Duda zostaje na stanowisku.

Zapis o "odpowiednim przedłużeniu" kadencji prezydenta można interpretować tak, że trwa ona tak długo, aż nie zostanie wybrany nowy prezydent”. „To podstawowe założenie racjonalnego prawodawcy, które prezydent, jako prawnik, chyba zna" - mówił Tuleja.

Racjonalny prawodawca wprowadził zapis art. 227 ust. 7, aby uniknąć luki prawnej, jaka mogłaby powstać zanim wybrany zostanie nowy prezydent. Gdyby jednak prezydent Duda uznał - np. późną jesienią 2020 - że po ustaniu stanu nadzwyczajnego + 90 dni przestanie być prezydentem może, a nawet powinien zrzec się swego urzędu ostatniego 90. dnia po ustaniu stanu nadzwyczajnego.

Powinien, bo z art. 126 Konstytucji wynika, że to on jest gwarantem ciągłości państwa. "Jako gwarant ciągłości państwa i jego instytucji, jeśli miałby obawę, że jego urząd zostanie nieobsadzony, powinien zrzec się urzędu, żeby zastąpił go Marszałek Sejmu” – podkreślał Tuleja.

Art. 126. Konstytucji RP

1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej.

2. Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.

3. Prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach

Na mocy art. 131 konstytucji kompetencje prezydenta przejąłby wtedy Marszałek Sejmu i zarządził wybory prezydenckie" - mówił OKO.press prof. Tuleja. Czyli Dudę zastąpiłaby Elżbieta Witek (chyba, że nastąpiłaby zmiana na tym stanowisku). Naruszenie ciągłości władzy PiS nie byłoby nadmiernie odczuwalne.

Art. 131. Konstytucji RP.

1. Jeżeli Prezydent Rzeczypospolitej nie może przejściowo sprawować urzędu, zawiadamia o tym Marszałka Sejmu, który tymczasowo przejmuje obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej. Gdy Prezydent Rzeczypospolitej nie jest w stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu, wówczas o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka Sejmu. W razie uznania przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Trybunał Konstytucyjny powierza Marszałkowi Sejmu tymczasowe wykonywanie obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej.

2. Marszałek Sejmu tymczasowo, do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej, wykonuje obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej w razie:

  • śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej,
  • zrzeczenia się urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej,
  • stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze,
  • uznania przez Zgromadzenie Narodowe trwałej niezdolności Prezydenta Rzeczypospolitej do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia, uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego,
  • złożenia Prezydenta Rzeczypospolitej z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu.

3. Jeżeli Marszałek Sejmu nie może wykonywać obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej, obowiązki te przejmuje Marszałek Senatu.

4. Osoba wykonująca obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej nie może postanowić o skróceniu kadencji Sejmu

Duda szykuje argumentację pod stan wyjątkowy?

Andrzej Duda już wcześniej powtarzał tezę Kaczyńskiego, że konstytucja po prostu nakazuje przeprowadzenie wyborów.

Konstytucja tutaj stwarza niestety bardzo twarde ramy. Patrząc na art. 131 ust. 1 i 2 można powiedzieć, że nie stwarza miejsca do tego, by wybory prezydenckie mogły się nie odbyć.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Rozwijając apokaliptyczną wersję skutków nie przeprowadzenia wyborów w maju, Duda może uczestniczyć w przygotowaniu ogniowym rezerwowego wariantu PiS, o jakim pisze "Wyborcza". Jeśli opozycji udałoby się zablokować majowy termin wyborów, to - jak ostrzegają posłowie PiS - Jarosław Kaczyński mógłby wprowadzić stan wyjątkowy. PiS stwierdziłby, że opozycja sprowokowała "kryzys konstytucyjny".

W Polsat News prezydent Duda już oskarżał opozycję, że się waha jak postąpić z majowymi wyborami:

"Niektórzy deklarują, że się z nich wycofają, że je bojkotują. Mamy do czynienia ze specyficzną sytuacją, kiedy widać ewidentnie, że są tacy politycy, którzy dążą jak gdyby do zaburzeń na tej scenie politycznej".

Umacniał przekaz: "Trudno mi sobie wyobrazić, że do wyborów prezydenckich mogłoby nie dojść". I dalej: "Rozumiem, że intencją rządu, ale i parlamentarzystów, większości posłów, jest chronienie w jak największym stopniu - z jednej strony - zdrowia i życia Polaków, co jest dla mnie oczywiste i całkowicie zrozumiałe, ale z drugiej strony także chronienie tego ładu ustrojowego i porządku konstytucyjnego".

Kłamstwo nr 2. Epidemia już gaśnie, wybory niczym nie grożą

Powtarzając, że wybory korespondencyjne są bezpieczne Duda korzysta z opinii najwyższego autorytetu Jarosława Kaczyńskiego, tak jak scholastycy w Średniowieczu odwoływali się do Biblii a czasem do Arystotelesa. Prezes PiS już przesądził, że:

Przy takim sposobie przeprowadzenia wyborów nie ma najmniejszego zagrożenia dla zdrowia ludzi. To wybory całkowicie bezpieczne zarówno dla tych, którzy w nich uczestnicą, jak i dla tych, którzy przy nich pracują.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Ale Duda poszedł znowu o krok dalej niż Kaczyński.

Jesteśmy, mam nadzieję, w trakcie gasnącej już pandemii koronawirusa
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Takie stwierdzenie jest dla Głowy Państwa podwójnie kompromitujące. Po pierwsze jest jawnie fałszywe, co potwierdzają nawet wypowiedź ministra zdrowia, który wielokrotnie zapewniał, że epidemia nie jest jeszcze w odwrocie. "Mogę powiedzieć z całą pewnością, że jesteśmy jeszcze przed szczytem zachorowań" - powiedział PAP Łukasz Szumowski 23 kwietnia. Po drugie, jest nieodpowiedzialne, bo może osłabiać dyscyplinę w przestrzeganiu rygorów i ograniczeń w sytuacji epidemii.

Jak informowało OKO.press, rząd korzysta z eksperckich opinii, z których wynika, że do wygaszania epidemii daleko. Bazowy wskaźnik reprodukcji epidemii R nie schodzi w Polsce poniżej 1. Inne źródła potwierdzają, że R = 1,2, co jest oznaką niebezpiecznej skali wzrostu zakażeń. Pisaliśmy, że sytuacja może być poważniejsza, bo Polska wciąż robi mało testów, zwłaszcza w porównaniu z krajami, które skuteczniej od nas radzą z epidemią, jak Czechy czy Austria.

Dla Czech R wynosi obecnie 0.98, dla Niemiec 0.79, Szwajcarii 0,68 a Austrii Austrii 0,42,.

Wartość R poniżej 1 oznacza, że osób zakażonych zaczyna ubywać, czyli zdrowiejących jest więcej niż nowych zakażeń. Najlepszy wynik ma Austria i ona właśnie zaczęła na większą skalę zmniejszać ograniczenia nałożone na gospodarkę.

Dedykowane Dudzie wykresy. Polska i sześć innych krajów

Współczynnik R jest abstrakcyjną miarą. Bardziej obrazowe będą wykresy pokazujące liczbę aktywnych przypadków, czyli ludzi, którzy zostali zakażeni i nie wyzdrowieli (a także nie umarli).

Przełomowy dla epidemii jest moment, w którym nowych zachorowań jest mniej niż nowych wyzdrowień, wtedy "aktywnych przypadków" ubywa. I można powiedzieć słowami Dudy, że epidemia zaczyna gasnąć.

Pokażemy wykresy "aktywnych przypadków" dla sześciu krajów zwracając uwagę, po jakim czasie doszło do przesilenia, czyli szczytu zachorowań, po którym chorych zaczyna ubywać. Liczymy od dnia, w którym w danym kraju pojawiło się 100 zakażeń.

W Chinach takim punktem zwrotnym był dzień 18 lutego, po około miesiącu od chwili, gdy pojawiło się 100 zakażonych osób (o ile można wierzyć statystykom chińskim z początku epidemii).

W Czechach krzywa zagięła się już 12 kwietnia, czyli w 30 dni od 13 marca, kiedy pojawiło się 100 zakażeń (dzień przed Polską). Szczyt jest jeszcze niewyraźny:

Wyraźniejsze spadki aktywnych przypadków wystąpiły już w Szwajcarii (po 26 dniach; 5 marca - 31 marca), Austrii (także po 26 dniach; 8 marca do 3 kwietnia) i w Niemczech (po 37 dniach; od 1 marca do 6 kwietnia)

A Polska? Krzywa rośnie i rośnie

Polska krzywa aktywnych przypadków w niczym nie przypomina powyższych wykresów i nie widać, by epidemia gasła. 20 kwietnia, gdy prezydent ogłaszał gaśnięcie epidemii wyglądała ona tak:

Kłamstewko o tym, że na epidemii Duda traci a konkurenci zyskują

Na tym tle niewinne są kłamstewka prezydenta o kampanii wyborczej:

"Jeżeli popatrzymy na samą kwestię kampanii, to mnie najbardziej dotknął ten zakaz wprowadzony jakichkolwiek spotkań o charakterze publicznym, dlatego że te spotkania z wyborcami, które ja tak bardzo lubię, zawsze uważałem za moją mocną stronę. Ja zawsze lubiłem kontakt bezpośredni z ludźmi, lubiłem się z nimi spotykać, słuchać tego, co mają do powiedzenia.

W moim przekonaniu to ja najbardziej na tym tracę"

"Niektórzy nawet uśmiechają się do mnie i mówią, że jeżeli ktoś prowadził kampanię wyborczą przez ten czas ostatnio, to byli to moi konkurencji, a nie ja".

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne