Prawa autorskie: Adrianna Bochenek / Agencja GazetaAdrianna Bochenek / ...
21 czerwca 2020

Duda: PO-PSL byli gorszym wirusem niż koronawirus. Prezydent dehumanizuje konkurencję

Polska PiS jest najlepsza na świecie, a Polska PO-PSL to katastrofa. W opowieści o gospodarce Duda i jego sztab nie tylko idą w stronę megalomanii, ale też zwykłych fantazji. Jednak prezydentowi najwyraźniej przestała to wystarczać. "Byli gorszym wirusem niż koronawirus" - powiedział dziś o poprzednikach

PiS w kampanii wyborczej stale proponuje nam opowieść o fatalnej polityce gospodarczej poprzedników i swoich własnych dokonaniach, które wyniosły Polskę na topowe pozycje na świecie. Dziś cegiełkę do tej opowieści dołożył Andrzej Duda. Zrobił to w skandaliczny sposób.

"Spójrzcie państwo na karty historii" - mówił prezydent podczas spotkania na krakowskim rynku. "Popatrzcie państwo, że 2015 roku, kiedy przejmowaliśmy władzę od koalicji PO-PSL, bezrobocie wynosiło ponad 9 procent. W najgorszym czasie, momencie pandemii koronawirusa bezrobocie wzrosło do 6 procent, czyli było niższe niż wtedy, kiedy oni rządzili. Byli gorszym wirusem niż koronawirus".

W Polskiej polityce niestety zdarzały się już podobne retoryczne wybryki ("gorszy sort", "dożynanie watahy", "mordy zdradzieckie"), ale ostatnie dni to tournée sztabu Dudy po odczłowieczającym, skrajnie prawicowym języku, czego przykładem jest niesłychanie groźna nagonka na osoby LGBT. Przykłady wypowiedzi samego prezydenta i ludzi związanych z jego kampanią zebraliśmy m.in. tutaj:

Słowa wypowiedziane dziś na krakowskim rynku to kontynuacja tej toksycznej poetyki.

Gdyby Duda był zwykłym obywatelem i używał takiego języka mówiąc o nielubianych przez siebie politykach, można by mu wybaczyć. Ale Duda nie jest zwykłym obywatelem - jest władzą, o czym chętnie zapomina. Używając takiego języka, Duda łamie też demokratyczny obyczaj, który nakazuje głowie państwa elementrany szacunek do opozycji. To obyczaj, który umożliwa trwanie demokracji i pokojową zmianę władzy.

Dziś 21 czerwca na rynku w Krakowie Andrzej Duda w warstwie retoryki w skandaliczny sposób dehumanizował więc konkurencję polityczną. A w warstwie faktów o gospodarce? Najkrócej mówiąc: uprawiał demagogię. O odczłowieczaniu oponentów przez prezydenta będziemy jeszcze pisać, w tym tekście zajmiemy się tą drugą kwestią.

Europejski lider wzrostu

Najpierw podstawowy fakt: ostatnie dekady to okres ogromnego sukcesu makroekonomicznego Polski. Od 2005 roku wybory wygrywały tylko PiS i PO. Za stan gospodarki odpowiadają obie.

W kwestii wąsko rozumianej gospodarki (wyłączając z niej politykę społeczną, która wymaga osobnego omówienia, bo tu różnice są trochę większe) obie partie mogłyby sobie podać ręce i opowiadać o wspólnym sukcesie.

Profesor Marcin Piątkowski, ekonomista i autor książki "Europejski lider wzrostu" mówił w wywiadzie dla Kultury Liberalnej:

"Główne partie mają w kwestiach gospodarczych podobne programy wyborcze, które niczego fundamentalnie nie zmieniają. Nasza gospodarka płynie w tak silnym rozwojowym nurcie i jest tak konkurencyjna, że trzeba by się naprawdę napracować, żeby to zepsuć".

Piątkowski w swojej głośnej książce chwali zresztą - z pewnymi zastrzeżeniami, dotyczącymi m.in. uśmieciowienia rynku pracy - właściwie wszystkie rządy po 1989 roku.

Taki przekaz dla kampanii wyborczej byłby jednak samobójczy (choć miejmy nadzieję, że równie samobójczy okaże się dehumanizujący język).

Pięć lat temu mieliśmy opowieść o „Polsce w ruinie”. Według PiS rządy PO-PSL były dla gospodarki naszego kraju katastrofalne. Dziś PiS dalej trzyma się tej opowieści, zestawiając z rządami swoich poprzedników swoje pięć lat rządów. Jak PiS i sztab Dudy prezentują swoje rządy w sferze gospodarczej podczas kampanii wyborczej?

Polska mistrzem świata

Dobrym przykładem jest wypowiedź Patryka Jakiego 18 czerwca dla Radia Maryja:

„Za rządów Zjednoczonej Prawicy średnio Polska cieszyła się jednym z największych wzrostów gospodarczych na świecie. Płaca minimalna wzrosła do najwyższego poziomu w historii. Bezrobocie spadło i było najniższe od lat”.

Dokładnie te same argumenty ten sam polityk przedstawiał dzień wcześniej w Radiu Plus.

To też echo tego, co Andrzej Duda mówi swoim zwolennikom na wiecach wyborczych. Rzeczywiście wzrost gospodarczy Polski w latach 2017-2019 był bardzo dobry. Trzy lata wzrostu powyżej 4 proc. to pierwszy taki przypadek od lat 2006-2008. Ale to nie wystarczy. Prezydent i Patryk Jaki mówią: jesteśmy jednymi z najlepszych na świecie.

Największy wzrost jest w biednych państwach

Na świecie są dziesiątki krajów rozwijających się, które są na dużo niższym poziomie gospodarczym niż Polska. To przede wszystkim kraje globalnego południa, gospodarczo zapóźnione lub odbudowujące się po wojnie czy kataklizmie. Libia w 2012 roku po międzynarodowej interwencji militarnej miała według Banku Światowego wzrost gospodarczy na poziomie 123 proc. Następnie kraj przeżył kilka lat głębokiej recesji, a w 2017 roku wzrost wyniósł 26,7 proc.

To dla polskiej gospodarki nieosiągalne wyniki – i dobrze. Nie występują w normalnych warunkach gospodarczych. W 2019 roku według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego Polska była pod tym względem na 58. miejscu. Na czele – między 9 a 11 proc. wzrostu – Sudan Południowy, Rwanda, Libia, Dominika i Etiopia. Życzymy tym krajom jak najlepiej, ale z pewnością nie jest to towarzystwo, z jakim chcielibyśmy zestawiać Polskę w kontekście gospodarczym.

Warto natomiast porównywać Polskę do krajów Europy środkowo-wschodniej, które mają podobną historię gospodarczą. Polska jest na tle Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii czy Ukrainy stosunkowo silną gospodarką, bo po krótkiej recesji na początku lat 90. poradziła sobie znacznie lepiej od reszty. W ostatnich latach rozwijamy się podobnie, ale zbieramy owoce lepszego startu. W 2018 roku według Banku Światowego Polska miała najwyższy wzrost wśród tych krajów.

Płaca minimalna najwyższa w historii? Jak co roku

Patryk Jaki mówi też: płaca minimalna wzrosła do najwyższego poziomu w historii. Oczywiście ma racje. Ale tak samo było za rządów PO-PSL, SLD i każdego innego rządu, bo płaca minimalna jest regularnie podnoszona.

Natomiast spojrzenie na stosunek płacy minimalnej do średniego wynagrodzenia opowiada zupełnie inną historię.

Między 2008 a 2015 rokiem ten stosunek wzrósł o 6,7 punktu procentowego. Do 2017 wzrósł jeszcze o dwa punkty, potem spadał. Oznacza to, że wzrost płacy minimalnej za PiS nie był nadzwyczajny - po prostu starał się dotrzymać tempa wzrostu płac. A te rosły szybko, bo sytuacja gospodarcza była bardzo dobra - lepsza niż za czasów poprzedniej ekipy rządzącej.

Rząd PO-PSL w pierwszej kadencji natrafił na największy międzynarodowy kryzys gospodarczy od lat 1929 roku a w drugiej na silne spowolnienie w latach 2012-2013. Mimo tego, również wtedy polskie wyniki gospodarcze wyróżniały się na tle Europy. Stąd słynna „zielona wyspa”, o której mówił Donald Tusk – Polska w kryzysie po 2008 roku była jedynym krajem Unii Europejskiej, który nie wpadł w recesję. W 2013 roku, najgorszym pod względem wzrostu gospodarczego roku w ostatniej dekadzie (1,6 proc. według GUS, 1,6 proc. według Banku Światowego), Polska zajmowała siódme miejsce w Unii według danych Banku Światowego. W 2016 roku – dziewiąte, a w kolejnych – trzecie i drugie, ale w kryzysowym roku 2009 – pierwsze.

Widać więc, że na tle Europy Polska może pochwalić się stosunkowo silną i stabilną gospodarką, zdolną do wzrostu powyżej europejskiej średniej, bez względu na to czy rządzi PiS czy PO. Pisze o tym prof. Marcin Piątkowski w swojej książce „Europejski lider wzrostu. Polska droga od ekonomicznych peryferii do gospodarki sukcesu”. W wywiadzie dla OKO.press autor książki mówił, że „Polska pokazała przez ostatnie 30 lat, że jest jedną z najsilniejszych nowo wschodzących gospodarek Europy”.

2 mln bezrobotnych Trzaskowskiego

Rząd PO-PSL przeżył dwa kryzysy, PiS trafił teraz na swój pierwszy. Jak w kampanii mówi o tym, jak sobie z nim radzi? Oczywiście nawiązując do PO. W środę 17 czerwca na konferencji prasowej premier Morawiecki mówił:

„Nie byliśmy głusi, nie byliśmy odporni na wezwania do ratowania miejsc pracy, my te miejsca pracy uratowaliśmy; w czasach rządu PO, w którym wiceministrem był kandydat KO na prezydenta Rafał Trzaskowski, bezrobocie było powyżej 2 mln osób”.

Ta wypowiedź została dziś powtórzona przez Andrzeja Dudę, który na dokładkę postanowił odczłowieczyć swoją konkurencję polityczną.

Słowa Morawieckiego są problematyczne kilku powodów. Po pierwsze Rafał Trzaskowski jest tutaj wymieniony tylko dlatego, że jest kandydatem PO na prezydenta i głównym kontrkandydatem Andrzeja Dudy. Gdyby startowała Małgorzata Kidawa-Błońska, premier ją obarczyłby odpowiedzialnością za dwa miliony bezrobotnych. Trzaskowski w latach 2009-2013 był posłem w Parlamencie Europejskim. Gdy był w rządzie od listopada 2013 do listopada 2015, bezrobocie spadało. Ale czy spadało, czy rosło, Trzaskowski miał z tym niewiele wspólnego. Był ministrem administracji i cyfryzacji, a następnie wiceministrem spraw zagranicznych. Od wejścia Trzaskowskiego do rządu do zaprzysiężenia rządu Beaty Szydło – równe dwa lata – bezrobocie spadło o 3,6 pkt proc. W kolejnych dwóch latach – o 3,3 pkt proc. Po prostu od 2013 roku do dziś sytuacja polskiej gospodarki poprawiała się w dobrym, równym tempie.

Źródło wykresu: Wikimedia Commons

Na spadek bezrobocia w latach 2004-2008 duży wpływ miało otwarcie europejskich rynków pracy na Polaków po wejściu do Unii Europejskiej. Kolejne lata to wzrost, ze względu na dwa kryzysy w polskiej gospodarce spowodowane przede wszystkim sytuacją globalną. Od stycznia 2014 bezrobocie regularnie spada. Wyraźnie widać, że trendy na polskim rynku pracy przekraczają granice państwowe i kadencje kolejnych rządów.

Inne problemy, wspólny sukces

Dzisiejszą sytuację trudno jest porównać do kryzysów z lat 2008-2009 i 2012-2013. Główne powody są dwa: po pierwsze ten kryzys dopiero się zaczął. Nie wiemy, jakie będą jego długofalowe skutki. Obecnie ekonomiści zakładają, że bezrobocie nie powinno przekroczyć 10 proc. w tym roku. Tarcza finansowa PFR jest też narzędziem, które rzeczywiście pomaga firmom utrzymać miejsca pracy. Rząd wpompowuje w gospodarkę miliardy złotych. Ale nie działa w próżni. Dziś jest to europejski konsensus. Tak jak 10 lat temu niemal wszystkie rządy wzbraniały się przed takim działaniem (a jeśli już się na nie decydowały, to po krótkim czasie zmieniały kurs na katastrofalną w skutkach politykę nadmiernych oszczędności), tak teraz wszyscy szybko zdecydowali, że trzeba wydać dużo pieniędzy i się zadłużyć. Polska gospodarka nie działa w próżni – ani dziś, ani za rządów PO.

Natomiast z rządową tarczą antykryzysową jest wiele problemów, o czym wielokrotnie w OKO.press pisaliśmy. To m.in. brak jakiejkolwiek pomocy bezrobotnych. Ocenić skuteczność tych narzędzi i reakcję rządu będziemy mogli dopiero po faktycznym zakończeniu kryzysu.

I tutaj pojawia się drugi problem: obecny kryzys został wywołany przez odpowiedź na pandemię koronawirusa, czego nie można było przewidzieć. A jest to zjawisko nowe, więc nie wiemy, jak będzie wpływać na nasze życie społeczne i gospodarcze za trzy czy sześć miesięcy. Wcześniejsze kryzysy miały zupełnie inny charakter i nie było w nich tak nagłego tąpnięcia. Według danych GUS w maju liczba zarejestrowanych bezrobotnych zwiększyła się o prawie 90 tys. osób. To wzrost, jakiego w ostatnich 10 latach nie było. Przedstawiciele rządu sami tłumaczyli, że wiele osób jeszcze nie zdążyło lub nie mogło się zarejestrować. PiS więc, zamiast rzetelnie opowiadać o dobrych wskaźnikach gospodarczych za swoich rządów woli iść w stronę przesady i retorycznej wojny z PO.

Natomiast premier Mateusz Morawiecki, były doradca premiera Donalda Tuska, musi doskonale zdawać sobie sprawę z wszystkich problemów i manipulacji w kampanijnej opowieści PiS o gospodarce.

Jak zauważono na Twitterze, w 2014 roku Morawiecki, wówczas prezes zarządu BZ-WBK, pisał: "W roku 2014 rozwój polskiej gospodarki przekroczył oczekiwania i to mimo oddziałujących na nią niekorzystnych czynników. Nie zawiódł motor w postaci popytu wewnętrznego, który przejął rolę eksportu jako stymulatora wzrostu. W tych warunkach za wielki sukces można uznać utrzymanie dynamiki PKB znacząco powyżej poziomu 3 proc.

Udostępnij:

Bartosz Kocejko

Redaktor OKO.press. Kieruje działem społeczno-ekonomicznym. Czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej.

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne