0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Kadr z materiału Komendy Głównej Policji.Kadr z materiału Kom...

W środę, 27 maja, Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała o najnowszych ustaleniach w śledztwie dotyczącym fałszywych zgłoszeń alarmowych, w tym zgłoszenia dotyczącego siedziby TV Republika oraz posesji domu Jarosława Kaczyńskiego. Postępowanie prowadzone jest razem z Centralnym Biurem Zwalczania Cyberprzestępczości.

Na tym etapie wiadomo już, że oszukańcze alarmy angażująca służby ratownicze oraz inne instytucje publiczne, wywoływała grupa kilkunastu młodych osób. Jej członkowie nawiązali ze sobą kontakt w internecie. Nie znali się osobiście, porozumiewali się za pomocą komunikatorów. Mimo braku osobistego kontaktu młodzi ludzie stworzyli dobrze zorganizowaną siatkę, realizującą przestępcze działania.

„Grupa szybko zbudowała swoją hierarchię, która motywowała do tego, aby się w niej piąć, ale również pozwalała na kontrolę wykonywania poleceń kierownictwa” – podkreśliła prokuratura w komunikacie.

Przeczytaj także:

Oszukiwali służby ratownicze

Seria fałszywych alarmów rozpoczęła się w pierwszej połowie maja w Polsce.

Doszło co najmniej do kilkunastu interwencji funkcjonariuszy policji w reakcji na zgłoszenia alarmowe, które okazały się nieprawdziwe.

Zgłaszający informowali o podłożeniu ładunków wybuchowych, pożarach i o innych sytuacjach, związanych z zagrożeniem życia lub zdrowia osób przebywających pod podawanym przez oszustów adresem.

W kolejnych dniach w zgłoszeniach oszuści zaczęli podawać adresy podmiotów publicznych i osób pełniących publiczne funkcje, na przykład adres TV Republika. Na podstawie fałszywego alarmu policja weszła też do prywatnego mieszkania redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza. Oszuści zgłaszali, że właśnie tam zagrożone jest życie dziecka, chociaż była to nieprawda.

Strażacy w mieszkaniu matki prezydenta

Inne zgłoszenie dotyczyło podłożenia ładunków wybuchowych w ogrodzie przy domu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Aż wreszcie 23 maja wieczorem straż pożarna weszła siłowo do — jak się później okazało — mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego. Lokal nie był objęty ochroną SOP. Dlatego Straż Pożarna, która otrzymała informację o pożarze pod wskazanym adresem, nie wiedziała, że nieruchomość należy do rodziny prezydenta Polski.

Ratownicy po przybyciu na miejsce co prawda nie zauważyli śladów ognia, ale wtedy dostali drugie zgłoszenie – o zagrożeniu życia osoby, znajdującej się w mieszkaniu. Weszli więc do lokalu, wyważając drzwi. Jednak ten okazał się pusty.

Po tych akcjach pojawiły się oskarżenia, że siłowe wejścia do lokali są motywowane politycznie.

Służby tłumaczą jednak, że reakcje ratowników nie miały nic wspólnego z polityką. Były natomiast zgodnymi z procedurami reakcji na informacje o zagrożeniu życia i zdrowia.

Dwóch podejrzanych

24 maja premier Donald Tusk zwołał specjalną odprawę, a służby zobowiązały się do złapania sprawców w ciągu kilkudziesięciu godzin. Jak dziś ujawniono, już wtedy policja miała zidentyfikowanego pierwszego podejrzanego. Zatrzymano go 21 maja.

Dwudziestoletni mężczyzna usłyszał zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej.

To on miał powiadamiać służby o sytuacjach zagrożenia życia, chociaż żadnego zagrożenia nie było. Śledczy twierdzą, że wywołał kilka fałszywych alarmów. Każdy z nich był tak zwanym „zgłoszeniem kaskadowym”, wysyłanym do kilkudziesięciu podmiotów publicznych jednocześnie. Mężczyzna nie przyznał się do winy.

Natomiast 24 maja zatrzymano drugiego dwudziestolatka. Ten jest podejrzany o kierowanie grupą przestępczą, odpowiedzialną za fałszywe alarmy. Mężczyzna częściowo przyznał się do popełnionych czynów.

Jeden z zatrzymanych, jak poinformowała „Rzeczpospolita”, był już wcześniej objęty postępowaniem. W 2025 r. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymało grupę przestępczą, która była podejrzewano o wywołanie ponad 380 fałszywych alarmów, kierowanych do ponad półtora tysiąca obiektów. Sprawcy tłumaczyli wówczas, że chcieli przetestować sprawność polskich służb.

W komputerze jednego ze zidentyfikowanych wówczas cyberprzestępców znaleziono tysiące adresów mailowych obiektów użyteczności publicznej, ale także polityków. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, ów podejrzany nie trafił wtedy do aresztu. Mógł więc kontynuować swoją działalność.

Możliwe kolejne aresztowania

Śledczy na tym etapie nie chcą podawać szczegółów postępowania, między innymi ze względu na możliwość pojawienia się naśladowców.

Nie informują również, czy istnieje związek między oszustami a rosyjskimi służbami.

Hipotezy o tym, że fałszywe alarmy to element rosyjskiej wojny hybrydowej, pojawiały się wielokrotnie w ostatnich dniach. Dziś nic ich jednak nie potwierdza.

Nie ma również informacji, by służby ustaliły sprawców fałszywego alarmu w mieszkaniu matki prezydenta Karola Nawrockiego. Te osoby wciąż pozostają nieznane.

Trzecia osoba, o której aresztowaniu informował w środę rano minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński, prawdopodobnie nie jest jednak powiązana z fałszywymi zgłoszeniami.

Śledztwo trwa, policja zapowiada kolejne zatrzymania.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze