0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Stosunki polsko-ukraińskie są w stanie spektakularnej, rozwijającej się na naszych oczach katastrofy. Nawrocki odbiera Order Orła Białego Zełenskiemu, ten odsyła go kurierem, a do obecnego prezydenta Ukrainy dołączają poprzedni – Kuczma, Juszczenko, Poroszenko – i jest to bardzo nietypowa dla nich jedność. Decyzję prezydenta Polski w typowy dla siebie degeneracki sposób celebruje były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Spór Polski i Ukrainy z ekscytacją relacjonują rosyjskie propagandowe media (co z kolei relacjonuje dla Was w OKO.press niezawodna Agnieszka Jędrzejczyk). Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy, która ma się odbyć za parę dni, jest poważnie zagrożona, Ukraińcy mieszkający w Polsce drżą o swoją przyszłość.

Jak znaleźliśmy się w tym miejscu? Kiedy nastąpił krytyczny moment, w którym ten karambol stał się nieunikniony?

Konfederatyzacja Polski

Ten tekst publikujemy w naszym cyklu „Widzę to tak”, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Odpowiedzi może być oczywiście kilka, ja proponuję taką: zaczęło się, gdy głosami szowinistycznych, antyukraińskich wyborców obu Konfederacji na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej wybraliśmy nacjonalistę, który w politycznym narzędziowniku ma dramatycznie ubogi zestaw przekazów: czołobitną przymilność (wobec rozchwianego wodza zza oceanu), nastroszony performance urażonej dumy (wobec wszystkich innych) oraz atak. W polityce międzynarodowej takie ubóstwo środków jest przepisem na awanturę: to tak, jakby do operacji chirurgicznej wysłać drwala.

Przeczytaj także:

Owszem, decyzja Zełenskiego, by nazwać jedną z jednostek wojskowych imieniem “bohaterów UPA”, musiała wywołać reakcję w Polsce – z całą pewnością strona ukraińska nie powinna być tym zaskoczona. Wiadomo przecież, jak ważną funkcję w polskiej polityce ma historia narodowych krzywd i tragedii wojennych.

Kluczowa jest jednak forma tej reakcji.

Misterny plan wymierzony w Polaków? Bzdura

Wbrew powszechnemu u nas przekonaniu decyzja Zełenskiego wcale nie była wymierzona w Polaków: UPA jest w Ukrainie przede wszystkim symbolem heroicznej walki z rosyjskim imperializmem. Nie wierzę w jakiś kunsztowny plan, który rzekomo miał stać za decyzją Zełenskiego, a który od paru tygodni intensywnie rozważają polscy publicyści – to polonocentryczna fantazja.

Rzeczywistość jest zapewne dużo bardziej prozaiczna: skład kancelarii Zełenskiego się zmienił, uwikłanego w aferę korupcyjną Andrija Jermaka zastąpił dotychczasowy szef wywiadu wojskowego Kyryło Budanow, głos wojska – jednostki wojskowe same wnioskują o konkretnych patronów – stał się jeszcze silniejszy. Nieformalny ukraińsko-polski deal ws. nazw związanych z UPA przestał obowiązywać, ale nie tylko po stronie naszego sąsiada. Nawrocki “walkę z banderyzmem”, cokolwiek to właściwie znaczy, wziął na sztandar swojej prezydentury.

W sumie więc trochę przypadku, trochę zmiany priorytetów, trochę – całkiem zrozumiałej – zmiany poczucia własnej siły.

A skąd się bierze ta ostatnia zmiana, widzieliśmy w ubiegłym tygodniu, gdy ukraińskie drony uderzyły w moskiewską rafinerię, a mieszkańcy stolicy Rosji dokumentowali obrazy jak z apokaliptycznego horroru: wybuchy, słupy czarnego dymu i padająca z nieba czarna maź.

Teatr nadętego absurdu

Polska mogła odpowiedzieć na decyzję Zełenskiego na wiele sposobów, które wyrażają sprzeciw, ale nie rujnują całkowicie relacji między państwami. Groźba odebrania Orderu Orła Białego przyznanego prezydentowi Ukrainy, ale też całemu narodowi ukraińskiemu, nie była jednym z nich. Ta odpowiedź za zręczną może uchodzić tylko w wyobraźni człowieka, który kibolską bójkę w lesie uważa za formę szlachetnej rywalizacji sportowej. Zapewniła zapewne chwilowy wyrzut adrenaliny i dopaminy Nawrockiemu i jego zwolennikom (za inspirację do tego opisu dziękuję Mateuszowi Zimmermanowi, dziennikarzowi Onetu), ale skutki tej awantury są fatalne: tracimy dobre relacje z krajem, który jest kluczowy dla naszego bezpieczeństwa.

Warto zapamiętać ten moment i wspominać go, ilekroć prawica będzie mówić o chłodnych kalkulacjach i realpolitik wznoszącej się ponad emocje.

Niestety, epidemia tego obłędu wyszła już poza prawicę. Oglądając występy polityków różnych opcji nie da się nie zauważyć, że prawie wszyscy przyjęli płaczliwy ton urażonej godności i surowe groźby za najlepszą odpowiedź na ten kryzys. Tak wygląda w praktyce realizacja postulatu, aby WSZYSCY POLSCY POLITYCY MÓWILI JEDNYM GŁOSEM, bo interes narodu rzekomo tego wymaga. I mówią: skryptem wydestylowanym z pseudoanaliz opinii w sieci wygenerowanych przez AI.

Rosyjskie boty rządzą Polską

Ale tu dodam coś jeszcze, bo to kluczowy kontekst. Infrastruktura rosyjskiej wojny kognitywnej latami podsycała niechęć pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Ocean brudnej treści zalał polski internet – jest on dziś miejscem, w którym np. informacja o śmierci ukraińskich dzieci albo o pozbawieniu ciężko chorej uchodźczyni dostępu do bezpłatnej ochrony zdrowia jest witana salwą rechotu. Skonstruowanie tej maszyny do siania nienawiści kosztowało niewątpliwie sporo, ale opłaciło się:

fałszywe narracje o Ukraińcach i Ukrainie zaczęły kształtować polską politykę – nie tylko na nacjonalistycznej prawicy. Polskie państwo okazało się bezradne wobec tego ataku.

Dziś więc powszechna jest np. fałszywa wiara, że Polska wciąż nadzwyczajnie pomaga Ukrainie i Ukraińcom w Polsce i ponosi z tego powodu duże ciężary – to mantra Donalda Tuska. Prawda jest dokładnie odwrotna. Rosja ma swoje imperialne i artykułowane wprost zamiary także wobec nas, ale to ukraińscy – nie polscy – żołnierze walczą i giną w boju z tym Behemotem i jest to warte nieskończenie więcej, niż nasza pomoc. Która, nawiasem mówiąc, była co prawda spora na początku pełnoskalowej wojny, ale w ostatnich latach jest już bardzo niewielka.

Podobnie fałszywa jest opowieść o kosztach przyjęcia ukraińskich uchodźców – w rzeczywistości zasilili oni polską gospodarkę, a rządzący w ponadpartyjnej zgodzie odcinają teraz pomoc dla tych najsłabszych – starszych i schorowanych. Pisaliśmy o tym w OKO.press wielokrotnie i tego dotyczy nasza zbiórka.

O tym, jak potężna jest infrastruktura dezinformacji w polskiej sieci mówiła Agnieszka Lichnerowicz podczas debaty o polskich mediach, którą zorganizowaliśmy z okazji 10. urodzin OKO.press:

Na zdjęciu Bartosz Kocejko-Szukalski
Bartosz Kocejko-Szukalski

Wicenaczelny OKO.press, wcześniej kierował działem społeczno-gospodarczym. Redaktor, czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej. W redakcji od 2017 roku. Pochodzi z Prabut w woj. pomorskim, mieszka w Warszawie na Grochowie i bardzo mu się tam podoba.

Komentarze