Komunikat ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii brzmi jak nieśmieszny żart. Wzrost dzietności o 0,14 pkt proc. resort Emilewicz przedstawia jako dobrą wróżbę i sukces. „Dane pozwalają z nadzieją spoglądać na przyszłość demograficzną”. Jest odwrotnie, już w 2018 spadła liczba urodzeń, z dzietnością 1,43 mamy 215 miejsce na świecie, szybko nas ubywa

„Polska liderem poprawy współczynnika dzietności w Unii Europejskiej” – informuje na stronie internetowej i w mediach społecznościowych Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

Według resortu kierowanego przez minister Jadwigę Emilewicz (jednocześnie wiceprezes partii Jarosława Gowina Porozumienie) przyrost 0,14 pkt. procentowych – z 1,29 do 1,43 – w latach 2015-2018 to sukces. I to sukces, który zawdzięczamy rządowi Zjednoczonej Prawicy.


„Za sprawą prowadzonej od 2016 roku polityki prorodzinnej, społecznej i gospodarczej liczba urodzeń rośnie, przełamując wcześniejsze negatywne scenariusze. Powyższe dane pozwalają z nadzieją spoglądać na przyszłość demograficzną i gospodarczą Polski".

Jadwiga Emilewicz, komunikat Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii - 02/09/2019

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta


zbity zegar. Chwilowy i niewielki wzrost urodzeń w 2017 r. załamał się w 2018 roku, program 500+ nie miał głębszego wpływu na decyzje prokreacyjne Polek. Scenariusze są negatywne, nadzieje nieuzasadnione


Po pierwsze: to nic nieznacząca ciekawostka statystyczna

Przyrost o,14 pkt proc. w ciągu trzech lat to nic nieznacząca uciecha statystyczna. Zastępowalność pokoleń w krajach rozwiniętych (takich jak Polska) zapewnia współczynnik dzietności wynoszący 2,1. Innymi słowy, żeby zapobiec gwałtownemu starzeniu się społeczeństwa i wyludnianiu kraju każda „statystyczna kobieta” w Polsce w wieku 15-49 lat powinna mieć przynajmniej dwójkę dzieci (jedynka po przecinku jest bezpiecznikiem, bo zakłada się, że nie każda kobieta w wieku rozrodczym dożyje 49 roku życia plus umieralność).

W 2018 roku dzietność na poziomie 1,43 dała nam 215 miejsce na świecie.

Liczba urodzeń spadła w 2018 roku o 14 tys. w stosunku do 2017, wyraźnie schodząc poniżej granicy 400 tys.

Liczba urodzeń żywych w tysiącach 1980 - 2018

GUS

W ostatnich 10 latach Polska przeskakuje w rankingu w górę lub w dół maksymalnie o kilka pozycji, ale te roszady w żaden sposób nie zmieniają sytuacji demograficznej kraju.

Kolejny spadek liczby urodzeń w 2019 roku (poniżej porównania wyników z I kwartału) pozwala przewidywać, że także współczynnik dzietności spadnie jeszcze niżej.

Żywe urodzenia dzieci w pierwszym kwartale roku (w tys.)

2012-2019

GUS

Po drugie: wcześniejsze prognozy były zaniżone

Ministerstwo chwali się też, że notujemy dużo lepszy wzrost niż przewidywały prognozy demograficzne. Nie oni pierwsi. W 2018 roku zrobił to premier Mateusz Morawiecki.

Zgodnie z prognozą demograficzną GUS z 2014 roku („Prognoza Ludności na lata 2014 – 2050”) liczba urodzeń miała wynieść:

  • w 2014 roku – 360 tys.
  • w 2015 – 355 tys.
  • w 2016 – 350 tys.
  • w 2017 – 345 tys.

Szacunki GUS były zachowawcze. Przy dobrej koniunkturze gospodarczej, stabilnym rynku pracy można było spodziewać się realizacji odroczonych decyzji prokreacyjnych 30-latek (wyż przypadał na lata 1983-1987).

Innymi słowy, należało założyć choćby przejściowy wzrost liczby urodzeń.

Prognoza GUS nie sprawdziła się już w roku jej publikacji (2014), gdy urodziło się 375,2 tys. dzieci (prognoza zakładała 360 tys.). A dalej:

  • w 2015 – urodziło się 369,3 tys. dzieci, o 14 tys. więcej niż założył GUS;
  • w 2016 – urodziło się 382,3 tys. dzieci, o 32,3 tys. więcej niż założył GUS;
  • w 2017 – urodziło się 403 tys. dzieci, czyli o 58 tys. więcej niż założył GUS.

Po trzecie: wzrost nie jest trwały

W komunikacie ministerstwa czytamy, że w Polsce nastąpił silny i trwały wzrost dzietności, a zawdzięczamy go polityce PiS. Politycy lubią chwalić się sukcesami w polityce demograficznej. Robili to m.in. premier Mateusz Morawiecki czy była minister rodziny Elżbieta Rafalska. Problem w tym, że to również nieprawda.

Liczba urodzeń faktycznie podskoczyła powyżej 400 tys. w 2017 roku. Ale jak pisało OKO.press, już w marcu rok 2018 był o 13 tys. gorszy od 2017 –

skończył się z wynikiem 388 tys. urodzeń żywych. I z każdym kolejnym rokiem liczba będzie spadać, bo maleje liczba kobiet w wieku rozrodczym.

Z materiałów przygotowanych dla nas przez prof. Irenę Kotowską z SGH jasno wynika, że spada nie tylko ogólna liczba kobiet (wykres niżej), ale przede wszystkim liczba kobiet w wieku o najwyższej płodności: 25-29 i 30-34 lata.

W stosunku do 2015 roku spadek liczebności tych grup wyniesie odpowiednio:

  • w  2020 – 14 proc i 12 proc,
  • w 2025 – 30 proc. i 24 proc.,
  • w 2030 – 36 proc i 38 proc.

Po czwarte: PiS przecenia swój udział

Chwilowy przyrost w 2017 roku ciężko interpretować wyłącznie jako wynik programu 500 plus, który miał ożywić demografię. Program miał pewien krótkotrwały efekt, który jednak sprowadził się do realizacji odroczonych decyzji prokreacyjnych kobiet urodzonych w wyżu lat 80.

„500 plus” mogło być chwilową zachętą, ale jak już pisaliśmy kobiety podejmowały odwlekaną decyzję o drugim (lub trzecim) dziecku z uwagi przede wszystkim na większe poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia w wyniku poprawy sytuacji na rynku pracy (spadek bezrobocia związany z ustąpieniem recesji).

Ten czynnik – jak odkryliśmy – brał pod uwagę sam ustawodawca w uzasadnienia projektu ustawy „500 plus”. Badając związek między stopą bezrobocia rejestrowanego i współczynnikiem dzietności doszedł to tych samych wniosków – im więcej pracy, tym więcej dzieci.

Nie bez znaczenia były też elementy polityki prorodzinnej wprowadzone pod koniec rządów PO-PSL, m.in.: dłuższe i elastyczne urlopy rodzicielskie, podwyższenie świadczenia rodzicielskiego do 1000 zł (tzw. kosiniakowe), stworzenie Karty Dużej Rodziny czy wyższe ulgi podatkowe na dzieci.

Najważniejsze jest jednak to, że „500 plus” nie sprawdziło się jako narzędzie, które motywuje do rodzenia pierwszego dziecka. I dlatego efekt był tak płytki i krótkotrwały pomimo gigantycznych nakładów.

Po piąte: czeka nas katastrofa demograficzna

Przyrost musiał się szybko wyczerpać, bo zawdzięczamy go głównie rodzinom, które już miały dziecko. Wciąż spada jednak ogólna liczba kobiet, które w ogóle decydują się na dziecko. Z roku na rok przesuwa się też wiek, w którym kobiety decydują się na macierzyństwo.

W 2018 roku średnia wyniosła 28 lat.

Liczba urodzeń pierwszych, drugich i trzecich (2009-2017)

Z badań ekonomistów – m.in. dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztofek z Uniwersytetu Warszawskiego – wynika też, że konsekwencją zmniejszenia ubóstwa i podnoszenia dobrobytu gospodarstw domowych, które decydują się na dzieci, jest mniejsza motywacja do posiadania większej ich liczby. Rodziny są skupione na podnoszeniu statusu materialnego i inwestowaniu w rodzinę.

A to oznacza, że z czasem także liczba osób decydujących się na drugie i trzecie dziecko znacząco zacznie spadać.

Gdy dodamy do tego zatrważające statystyki liczby kobiet w wieku rozrodczym (patrz wyżej) rysuje nam się obraz katastrofy. Szczególnie że rząd PiS nie inwestuje w kluczowe mechanizmy wsparcia macierzyństwa.

Na dziecko decyduje się kobieta, która ma zapewnione bezpieczeństwo pracy, z możliwością elastycznego zatrudnienia na niepełny etat, elastyczne godziny pracy, pracę częściowo w domu. Dlatego rząd powinien wdrożyć politykę, która będzie wspierać aktywizację zawodową kobiet.

Trzeba też rozwijać sieć żłobków i przedszkoli, jednocześnie wprowadzając zapisy, które umożliwią równy podział opieki nad dzieckiem. Takim rozwiązaniem są dłuższe, płatne urlopy tylko dla drugiego rodzica – najczęściej ojca. Zwłaszcza że wciąż małe zaangażowanie ojców w opiekę nad dzieckiem jest istotnym powodem rezygnacji kobiet z kolejnych dzieci.

Po szóste: czekają nas też kłopoty gospodarcze

W Polsce już dziś brakuje rąk do pracy. Według Andrzeja Kubisiaka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, nieobsadzonych miejsc pracy jest dziś ok. 140 tys.

Polskie społeczeństwo szybko się starzeje. Jak wynika z danych Eurostatu odsetek ludności w wieku 65 lat i starszych w latach 2007-2017 wzrósł w Polsce o 3,1 punktów procentowych.

To więcej niż średni wzrost w całej Unii Europejskiej (2,4) i ponad 2 razy więcej niż w Niemczech (1,4), które dzięki imigracji skutecznie korygują niski poziom dzietności.

Także w Polsce to cudzoziemcy mogliby uratować rynek pracy, ale jeśli w polityce państwa nic się nie zmieni to

deficyt pracowników za 10 lat sięgnie miliona.

Więcej o polityce rządu ws. cudzoziemców pisaliśmy tutaj:

OKO pisze o polskiej gospodarce.
Wesprzesz nasze finanse?

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Jacek Doliński

    Nie wiem, czemu akurat pani Emilewicz wypowiada się na temat demografii. Czyżby nikt inny w rządzie nie chciał już sobie robić z gęby cholewy?
    A prawda jest taka, że "500+" nie jest wcale nieskutecznym programem zwiększania dzietności. Gdyby tak było, to najdalej po 3 latach zostałby wstrzymany dla uniknięcia znaczących, a całkowicie zbędnych wydatków z budżetu państwa. "500+" to Ogólnopolski Program Zakupu Głosów i Poparcia dla PiS – i jako taki funkcjonuje doskonale, co widać w każdym sondażu.

  2. Mariusz Was

    Zerowy lub ujemny przyrost naturalny ma i swoje plusy:
    – mniej dzieci mniejszy ślad węglowy
    – automatyzacja zastępuje ludzi
    – jest nas ludzi (a więc i Polaków) na świecie za dużo
    – problemy z wyżywieniem będą mniejsze
    – do pracy zjadą tu emigranci
    – no i budżet odżyje bez idiotycznych "plusów na każde dziecko"

  3. Janusz Janczewski

    Zgadzam sie z p. Mariuszem. Tak niska dzietnosc powinnabyc nasladowana przez wszystkie narody swiata. A szczegolnie w Afryce, Indiach i Chinach. Z tego powinnismy byc dumni ze wyznaczamy pozytywny kierunek zmain w skali globalnej. Przeludnienie na Ziemi niebawem doprowadzi do zaglady gatunku ludzkiego ale niestety i do zaglady wielu innych gatunkow.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press