Prawa autorskie: Adrianna Bochenek / Agencja GazetaAdrianna Bochenek / ...
02 grudnia 2021

Europejskie Igrzyska za miliony od Sasina? Kraków chce zrobić interes, rząd wciąż zmienia obietnice

Kraków chciałby zorganizować europejską „małą olimpiadę”. Problemem są środki, które na organizację Igrzysk Europejskich zobowiązał się zapewnić rząd. Centralne władze zaczynały od pułapu powyżej miliarda złotych. Z tej puli wyparowała już ponad połowa obiecanych pieniędzy.

Pierwsze Igrzyska Europejskie odbyły się w 2015 roku. Europejski Komitet Olimpijski (EOC) najwyraźniej pozazdrościł swoim odpowiednikom z innych kontynentów. Jedynie Europa nie miała do tamtej pory swojej „małej olimpiady”. Organizacja pierwszej edycji przypadła Baku w Azerbejdżanie – geograficznie znajdującemu się w Azji, formalnie będącemu jednak członkiem EOC. Cztery lata później zawody odbyły się w Mińsku.

Obie stolice o możliwość urządzenia imprezy ubiegały się bez konkurencji — dla autorytarnych reżimów (Azerbejdżan i Białoruś sąsiadują ze sobą w rankingu demokracji The Economist — odpowiednio 146 i 148 miejsce) to okazja do PR-owego przedstawienia.

Teraz do listy miast-gospodarzy, również jako jedyny kandydat, chce dołączyć Kraków.

Kraków może, ale nic nie musi

Ale czy rzeczywiście chce? Podczas rozmowy z Januszem Koziołem z krakowskiego magistratu odnoszę wrażenie, że raczej „może, ale nie musi”.

Urzędnicy ze stolicy Małopolski mają nadzieję, że na organizacji zawodów wyjdą jak młoda para na fundowanym przez rodziców ślubie – nie dopłacą, a nawet zarobią.

Problem w tym, że rodzice z Warszawy (w tym przypadku rządowi oficjele) woleliby wyprawić skromniejsze przyjęcie i zapłacić jedynie za część atrakcji. Młodzi za to mogą znaleźć się pod kreską.

„Od początku powtarzamy, że Igrzyska nie powinny odbyć się na koszt mieszkańców” – mówi uczestniczący w rozmowach na linii Kraków-Warszawa Kozioł. „Jeśli rządowe gwarancje nie będą dla nas wystarczające, Kraków nie podpisze umowy na organizację Igrzysk”.

Urzędnik zaznacza, że to wcale nie miejskie władze wpadły na pomysł organizacji imprezy w stolicy Małopolski.

„Poprosił o to jeden z przedstawicieli władz EOC, a podczas spotkania w Warszawie szef Europejskiego Komitetu Olimpijskiego Nils Nygaard powiedział Prezydentowi Majchrowskiemu, że bez Krakowa ten pomysł na Igrzyska w Polsce nie ma racji bytu. Przedstawiciele Komitetu mają nadzieję, że Kraków pomoże w dalszym rozwoju Igrzysk, które po edycjach w Baku i Mińsku postrzegane są różnie. Na przykład Mińsk organizacyjnie przygotował się świetnie, ale impreza nie była zbyt atrakcyjna sportowo”.

Obietnice Sasina

Igrzyska w takim wypadku muszą być zrobione porządnie. Dlatego od 2020 roku trwają negocjacje w kwestii ich finansowania. Po stronie rządowej dowodzi nimi wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Na początku wydawało się, że rozmowy pójdą gładko. Mówiło się, że władze centralne na IE mogą wyłożyć nawet ponad miliard złotych. Takie środki mogłyby pokryć koszty imprezy z nawiązką – przynajmniej jeśli wierzyć podawanym przez polityków szacunkom. W 2019 roku marszałek województwa małopolskiego Witold Kozłowski stwierdził, że organizacja IE pochłonie 150-200 mln. Po dwóch latach liczba ta jest już jednak nieaktualna – twierdzi lider krakowskiej Platformy Obywatelskiej, Aleksander Miszalski, podając kwotę 400 mln złotych.

„W 2020 roku, podczas pierwszego spotkania dotyczącego Igrzysk w Rzymie, przedstawiliśmy listę koniecznych inwestycji. Wtedy zaakceptował ją wicepremier Jacek Sasin. Potem z ministrem aktywów państwowych korespondował prezydent miasta Jacek Majchrowski. Również wtedy nie było negacji naszych warunków. Zaczął się jedynie spór, co powinno być pierwsze: czy podpisanie umowy host city, którą potwierdzilibyśmy organizację imprezy, czy udzielenie rządowych gwarancji. A przecież żadna jednostka samorządowa bez zabezpieczonych środków nie podejmie takiego zobowiązania” – przekonuje Kozioł.

Nie starczy nawet na tramwaje?

Dalsze rozmowy pokazały, że zastrzeżenia rządu dotyczące dotacji ze skarbu państwa sięgają dalej. Negocjacje dotyczą teraz głównie inwestycji pozasportowych i tych, których nie da się dokończyć przed ceremonią otwarcia Igrzysk. Magistrat namawia centralne władze do wyłożenia pieniędzy między innymi na duże projekty komunikacyjne.

„Miastu zależy na wsparciu: rozbudowy ul. Okulickiego, zakupu 60 tramwajów typu Lajkonik 2, budowy węzła komunikacyjnego Opatkowice (w trakcie realizacji), budowy Trasy Balickiej oraz dokończenia przebudowy ul. Buszka w obrębie miasteczka studenckiego, w którym planowana jest wioska igrzysk” – czytamy na oficjalnej stronie magistratu.

Rząd wolałby z kolei ograniczyć się do sfinansowania inwestycji absolutnie niezbędnych do przeprowadzenia zawodów: między innymi przebudowy miejskiego stadionu przy ulicy Reymonta czy rozbudowy toru kajakarskiego w ośrodku „Kolna”.

Wygląda na to, że przez ostatni miesiąc atmosfera wokół negocjacji wyraźnie zgęstniała. Na początku listopada wiceprezydent miasta Andrzej Kulig poinformował, że centralne władze godzą się na dofinansowanie Igrzysk kwotą około pół miliarda złotych. Stwierdził wtedy, że negocjacje zmierzają „ku szczęśliwemu końcowi”.

Pod koniec miesiąca przedstawiciele Urzędu miasta podawali już zupełnie inne informacje. Okazało się, że na IE z państwowego budżetu mogą dostać już tylko 350 mln. Chaos informacyjny wokół negocjacji w ostatnich dniach narasta. Media donoszą, że niektóre z inwestycji w ramach wsparcia IE mogłyby być wsparte w ramach „Polskiego Ładu”, całość dotacji wyniosłaby około 500 mln złotych, a magistrat musiałby dopłacić 100 mln z własnej kieszeni. Krytycy pomysłu organizacji imprezy podnoszą więc alarm, że Igrzyska mogą nie tylko się nie opłacić, ale nawet nie zwrócić.

Ustawa jest, ale brak w niej konkretów

Wątpliwości może budzić również treść ustawy o wsparciu Igrzysk przegłosowanej w listopadzie 2021 przez Sejm. Niewiele w nim konkretów dotyczących finansów. Pojawia się jedynie suma 160 mln złotych, które dostanie spółka powołana do organizacji Igrzysk – choć opozycyjna poprawka zakładała, że państwo wesprze ją kwotą 550 mln.

W rozporządzeniu dołączonym rząd wymienia obiekty sportowe, których budowę lub modernizację może wesprzeć. Chodzi między innymi o Stadion Miejski w Krakowie, boisko do koszykówki drużyn trzyosobowych przy obiektach KS Cracovia czy Halę Lodową w Krynicy-Zdroju. Problem w tym, że do dokumentu nie trafiły żadne konkretne kwoty przyporządkowane do poszczególnych inwestycji.

„Nadal uważamy, że rząd powinien wesprzeć Kraków kwotą około 1,3 mld złotych. Może się wydawać, że to bardzo dużo, jednak uważamy, że przez wiele lat nasze miasto cierpiało na braku dotacji z budżetu centralnego” – komentuje Kozioł.

Wszystkie kwoty ze wstępnych szacunków i rządowych dokumentów mogą robić wrażenie. Kraków wypada jednak skromnie w porównaniu z poprzednikami z Azerbejdżanu. Igrzyska w Baku w 2015 roku pochłonęły 6,5 miliarda dolarów. Za te pieniądze powstała między innymi główna arena zawodów, czyli stadion na 68 tys. widzów. Ceremonię otwarcia (jej koszt zamknął się nieco poniżej 100 mln dolarów) uświetniła Lady Gaga, śpiewając „Imagine” Johna Lennona. Mniej wydał reżim Aleksandra Łukaszenki – szacunki mówią o równowartości 440 mln złotych.

Krótka pamięć Majchrowskiego?

Niepewność centralnego finansowania imprezy to tylko jeden z problemów, które mogą przesądzić o wycofaniu się Krakowa z funkcji „host city”. Magistrat najwyraźniej próbuje zapomnieć, jak wyszedł na poprzedniej próbie zorganizowania Igrzysk – przekonuje część mieszkańców i działających lokalnie polityków.

Chodzi o pomysł magistratu z 2012 roku. Krakowskie władze postanowiły wtedy, że będą ubiegać się o organizację Zimowych Igrzysk w 2022 roku. Przeciwko idei wystąpili aktywiści zrzeszeni w inicjatywie Kraków Przeciwko Igrzyskom. Jej członkowie przekonywali, że miasta nie stać na organizację imprezy. O ogromnych kosztach, którymi nie chciało chwalić się miasto, donosili również dziennikarze. Kształt kosztorysu krakowskich igrzysk ujawniła „Gazeta Krakowska”. Jak się okazało, magistrat musiałby zapłacić za organizację imprezy 21 mld złotych. Mieszkańcy zaczęli domagać się rozpisania referendum. W 2014 roku niemal 70 proc. głosujących opowiedziało się przeciwko ugoszczeniu sportowców w Krakowie.

Zdaniem Łukasza Maślony, radnego z klubu Kraków dla Mieszkańców, wynik z 2014 roku powinien dalej być wiążący dla władz.

„Może Jacek Majchrowski zapomniał już, jakie jest zdanie krakowian? W sprawie metra, którego budowę mieszkańcy »zlecili« prezydentowi w tym samym referendum, można również odnieść takie wrażenie" – zauważa Maślona. Rzeczywiście, sprawa budowy pierwszej linii krakowskiego metra idzie powoli, choć za jego powstaniem opowiedziało się 55 proc. mieszkańców. Pierwsze przymiarki do inwestycji pokazują, że bardziej opłacalne może być wpuszczenie tramwajów w tunele.

Krakowianie sprzeciwiający się kolejnej propozycji organizacji wielkiej imprezy sportowej utworzyli inicjatywę Mieszkańcy Przeciw Igrzyskom. Dołączył do niej również radny Maślona. Jej członkowie mają nadzieję, że powtórzą sukces aktywistów z 2014 roku. Inni krytycy pomysłu organizacji imprezy zwracają uwagę na inwestycje niszczycielskie dla środowiska.

„Przede wszystkim Trasa Balicka, która jest prawie od 20 lat oprotestowywana, ze względu na zagrożenie dla cennego przyrodniczo zadrzewienia” – komentuje Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na rzecz Ochrony Przyrody. Odnosi się w ten sposób do pomysłu budowy nowej trasy z północy miasta na lotnisko w Balicach. „Drugą inwestycją jest budowa nowej ulicy Buszka. Obecnie jest to wąska uliczka pomiędzy ogrodami działkowymi, która ma zostać poszerzona, aby zapewnić dojazd do osiedla mieszkaniowego”.

„Znamienne jest to, że w oficjalnych dokumentach nie ma żadnej informacji o jakichkolwiek zyskach. Na niszowej imprezie, która nie ma żadnej wagi z punktu widzenia kalendarza wydarzeń sportowych” – komentował z kolei Krzysztof Kwarciak ze Stowarzyszenia Ulepszamy Kraków.

Prestiż Igrzysk? To impreza dla wtajemniczonych

I rzeczywiście, do tej pory Igrzyska Europejskie nie przyciągały największych gwiazd sportu ze Starego Kontynentu. Do tej pory brakowało w niej wielu kluczowych olimpijskich dyscyplin, w tym większości lekkiej atletyki i najpopularniejszych gier zespołowych. Kibice za to mogli obserwować zawodników plażowej piłki nożnej czy akrobacji na trampolinie. Do orientacyjnego programu krakowskich Igrzysk dodano z kolei między innymi rugby siedmioosobowych drużyn i letnią odmianę skoków narciarskich na igielicie.

„Igrzyska Europejskie do tej pory nie sprawiały, że kibicom w Europie szybciej biło serce. Ich prestiż jest nieporównywalny choćby z mistrzostwami Europy w poszczególnych dyscyplinach” - wyjaśnia Przemysław Pozowski ze sportowej redakcji radia Tok FM.

Jak mówi, w poszczególnych reprezentacjach zdarzały się utytułowane nazwiska. Z Polski wystąpiły między innymi Maja Włoszczowska (kolarstwo MTB, dwukrotna wicemistrzyni olimpijska) i Marta Walczykiewicz (kajakarstwo, wicemistrzyni olimpijska z 2016 roku), ale o medale było nieporównywalnie łatwiej, niż na największych światowych imprezach.

„Przykładem może być boks, gdzie medale wywalczyły Karolina Koszewska i Sandra Drabik. Na Igrzyskach Olimpijskich ostatnim takim sukcesem pozostaje medal Wojciecha Bartnika z Barcelony z 1992 roku” - mówi nam Pozowski.

Mimo to obie edycje europejskich zawodów były do tej pory transmitowane w 39 europejskich krajach i kilkunastu państwach z innych kontynentów. Prawa do pokazywania pierwszej edycji wykupiła nawet wiodąca amerykańska stacja sportowa ESPN. Europejska impreza w obu przypadkach została jednak wepchnięta w ramówki pomiędzy wydarzenia o uznanej marce – sąsiadowała między innymi z finałami koszykarskiej NBA, tenisowym Wimbledonem czy najsłynniejszym kolarskim klasykiem Tour de France.

„Z igrzyskami Europejskimi jest trochę jak z piłkarską Ligą Narodów - są w kalendarz sportowy wciśnięte trochę na siłę, jeszcze go zagęszczają, a sportowcy nie traktują ich na równi z najważniejszymi imprezami i nie przygotowują specjalnie na nie formy. Z drugiej strony dają sportowcom możliwość olimpijskiej kwalifikacji, zapisania sobie w CV medalowego sukcesu, a miastom organizatorom sprawdzenia się w roli organizatora czy rozbudowy infrastruktury sportowej” – twierdzi Pozowski przewidując, że krakowskie Igrzyska, podobnie jak wcześniejsze edycje, zainteresują głównie pasjonatów.

Kraków ma nadać imprezie prestiżu

Miasto stara się jednak, by zmienić wizerunek imprezy. Do Polski najlepszych atletów ma przyciągnąć nie tylko możliwość kwalifikacji na „dużą olimpiadę”, ale i nadanie niektórym z zawodów rangi mistrzostw Europy.

„Europejski Komitet Olimpijski chce przy naszej pomocy wypromować swoją imprezę, a my przy tej okazji chcemy nadrobić pewne zaległości w dofinansowywaniu Krakowa. Chcemy dać coś w zamian mieszkańcom i będziemy starali się ich przekonać do idei Igrzysk” – mówi urzędnik. Podkreśla przy tym, że władze nie będą mieć problemu z jej akceptacją wśród ogółu mieszkańców, a protestują „politycy i aktywiści”.

Dlatego Kozioł twierdzi, że o odrzuceniu organizacji IE przez miasto mogą zdecydować przede wszystkim finanse. Nadal oczekuje na dwa osobne dokumenty określające skalę rządowego wsparcia dla inwestycji oraz samej organizacji IE. Trudno mu odpowiedzieć na pytanie o datę końca negocjacji. Według przedstawicieli Mieszkańców przeciw Igrzyskom nie warto przywiązywać się do ich rezultatów – nawet jeśli Warszawa zapewni, że są one ostateczne.

„Nie wierzę w gwarancje składane naszemu miastu przez ministra Jacka Sasina, którego zdolności organizacyjne są - w najgorszym znaczeniu tego słowa – legendarne” – kwituje Łukasz Maślona.

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne