Facebook usunął lub zablokował wiele stron prawicowych i nacjonalistycznych. Na prawicy zawrzało. Reduta Dobrego Imienia oskarża korporację o stosowanie cenzury i łamanie konstytucji. Nieprawda, Facebook nie naruszył prawa. Ale nie znaczy to, że monopolista komunikacji społecznościowej powinien tak postępować

Opinia „Oka” w skrócie: Facebook nie naruszył konstytucji i nie złamał prawa. Te zarzuty są absurdalne. Ale wywieranie wpływu na debatę publiczną przez potężną korporację – monopolistę może mieć złe konsekwencje dla wolności.


29 października z serwisu społecznościowego zniknęły fanpage’e Marszu Niepodległości (ok. 250 tys. fanów), Ruchu Narodowego (170 tys.) i Młodzieży Wszechpolskiej (80 tys.). Facebook zablokował też profile działaczy tych organizacji, m.in. Roberta Winnickiego, prezesa Ruchu Narodowego, a także wielu sympatyków.

Konto zawieszono także posłowi partii Kukiz ‘15, Markowi Jakubiakowi. Podobno za publikację zdjęcia zachęcającego do wzięcia udziału w tegorocznym Marszu Niepodległości. Oburzony Jakubiak zapowiedział wytoczenie procesu firmie:

Jestem przede wszystkim Markiem Jakubiakiem, który jest obywatelem Polski, i będę brał udział w przedsięwzięciach narodowych według własnych przekonań, bo ja jestem u siebie, i nie będzie nikt mi mówił, gdzie ja mam iść, a gdzie mam nie iść.

Nie wiadomo, co dokładnie przesądziło o blokowanie profili. W sieci pojawiają się wypowiedzi osób podających się za użytkowników zbanowanych kont. Podobno facebook karał narodowców za prezentowanie symboli, które uznał za sprzeczne z wartościami demokratycznymi (np. symbole partii neofaszystowskich i nacjonalistycznych). Niewykluczone, że chodzi o symbol ONRu – tak przynajmniej sugeruje wpis Marszu Niepodległości na Twitterze.

Sprawa jest dla prawicy niebagatelna – Marsz Niepodległości jest imprezą wspieraną zarówno przez polityków PiS , jak i powiązane z partią prawicowe media.

5 listopada 2016 w Warszawie odbędzie protest uliczny, którego celem jest przekonanie Marka Zuckerberga i innych akcjonariuszy firmy do racji polskich narodowców.

Prawica: cenzurują nas!

W rozmowie z „Dziennikiem Narodowym” Robert Bąkiewicz ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości (organizatora marszu 11 listopada) powiedział:

Protestujemy przeciwko nasilającej się cenzurze administracji portalu społecznościowego Facebook. Monopolista ten (…) promuje środowiska lewicowe i liberalne, jednocześnie ograniczając lub eliminując ze swojej przestrzeni treści narodowe, patriotyczne i katolickie.

Protestował także publicysta Rafał Ziemkiewicz. List otwarty wystosowała do firmy organizacja „Reduta Dobrego Imienia”.

To co w Polsce wyprawia Facebook jest właśnie cenzurą prewencyjną, ponieważ FB blokując profile użytkowników, których wypowiedzi uznał za „niedopuszczalne dla społeczności FB” uniemożliwia im wyrażanie poglądów.

Reduta przypomina, że polska konstytucja zabrania stosowania cenzury.

Ale FB nie jest instytucją publiczną, tylko firmą prywatną – i ze swoich serwisów może wyrzucić każdego, jeśli tylko zechce.

Facebook: złamali regulamin

Przedstawicielstwo FB w Polsce odpowiada: profile zawieszono, bo ich użytkownicy naruszali regulamin.

Facebook wspiera wolność wypowiedzi. Gorąco zachęcamy ludzi do angażowania się w debaty na naszej platformie, gdyż rozumiemy, jak ważną rolę spełniają one w naszej społeczności. Jednak wolność wypowiedzi musi współgrać z powszechnym poczuciem bezpieczeństwa na Facebooku. Ustaliliśmy zasady, które pomagają ludziom zrozumieć jakimi treściami można się dzielić na Facebooku, co z kolei pomaga budować środowisko, w którym ludzie czują się zmotywowani, by traktować innych z szacunkiem i empatią.

Facebook ma prawo do ograniczeniu dostępności usługi dla konkretnych osób. Wynika to zarówno z samego regulaminu, jak i prawa unijnego. UE nie tylko wspiera działania portalu dążące do walki z mową nienawiści (rozumianej jako odbieranie godności osobom i grupom ze względu na ich konkretne cechy), ale także inicjuje wspólne kampanie ją zwalczające.

Facebook prowadzi politykę zwalczania mowy nienawiści w Europie co najmniej od czerwca. Wtedy to razem z Microsoftem, Youtube i Twitterem firma zobowiązała się walczyć z agresywnymi i często nielegalnymi aktami komunikacji w sieci. Było to związane z reakcją części internautów na tzw. kryzys uchodźczy. Kasowane były przede wszystkim wpisy i profile nawołujące do przemocy wobec migrantów.

Problem nie jest nowy – narodowcy byli już “karani” przez Facebooka usunięciem lub zawieszeniem kont w maju 2015  przy okazji protestów antyuchodźczych. Facebook bywa także regularnie oskarżany o “cenzurę” w USA, ostatnio przez obóz Donalda Trumpa.

Interwencja rządu?

“Prześladowanie” narodowców nie dotyczy – na szczęście dla nich – całego Internetu. Na twitterze Stowarzyszenie Marsz Niepodległości “zaczepiło” ministrę cyfryzacji Annę Strężyńską. Ta odniosła się do problemu pisząc ze swojgo profilu: “fb jest poza jurysdykcją. Prosilam o rozmowy na odpowiednim szczeblu w ich strukturze.”. “Podała” też wiadomość dalej, do ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka.

Być może dlatego Facebook przywrócił część skasowanych stron – równie arbitralnie, jak je wcześniej skasował.

Facebook nie jest wolnym forum wymiany myśli. Ma za sobą długą historię współpracy z rządami różnych krajów. Ostatnio, w maju 2016 r. zablokował dostęp do stron wyśmiewających rodzinę królewską tajskim internautom. W Tajlandii grozi za to proces za obrazę majestatu – i nawet 15 lat więzienia.

To wskazuje na ryzyko, że na politykę informacyjną FB wpływ mogą mieć sami politycy.

Decyzję o przywróceniu strony Marszu Niepodległości uzasadniał Richard Allan, odpowiedzialny za politykę publiczną FB.  Allan podkreślił, że decyzja o usunięciu stron wynikała, z tego, że na plakatach promujących na Facebooku Marsz Niepodległości umieszczono symbol Falangi, który jest zakazany „na naszej platformie z powodu historycznych odniesień do mowy nienawiści”. Ponieważ jednak – jak wskazał – Marsz Niepodległości jest legalnym, zarejestrowanym wydarzeniem, „zdecydowaliśmy się zezwolić” na udostępnianie plakatów mimo tego, że zawierały symbol Falangi.

Prawica ma sporo racji 

Nie ma obecnie w Polsce prawa, które zakazywałoby właścicielom portali odbierać dostęp do korzystania z usługi na podstawie nieprzestrzegania regulaminu. Jak słusznie zauważyła ministra Streżyńska, państwo polskie nie ma prawnego ani realnego wpływu na działania Facebooka.

Użytkownik, akceptując regulamin, zawiera umowę z firmą, na podstawie której korzysta z konta w serwisie. Facebook zastrzega sobie możliwość zaprzestania dostarczania usługi. 

Reduty Dobrego Imienia używa jednak następującego argumentu:

FB jest prywatną korporacją i jak komuś się nie podoba, to może nie korzystać. Jednakże, ze względu na pozycję dominującą, FB nie jest już „zwykłą prywatną korporacją” ponieważ ma przemożny wpływ na życie publiczne.

Innymi słowy – FB ma tak dominującą pozycję na rynku, że obowiązują go inne reguły. Ta opinia ma sens. FB „wolno mniej” właśnie dlatego, że jest tak potężny. Można sobie wyobrazić sytuację, w której FB zmienia regulamin i usuwa profile nadmiernie lewicowe, np. dlatego, że naruszają uczucia religijne polskiego odbiorcy.

Z drugiej strony, nie można FB odmówić prawa do ingerencji, gdy łamane są zasady i pojawiają się np. akty mowy nienawiści. Ale ingerencje – nawet daleko idące -powinny dotyczyć konkretnych wypowiedzi, czy nawet wybranych osób, a nie całych narzędzi komunikacji dużych grup społecznych. Zwłaszcza, że prawie natychmiast FB się z nich wycofuje podając nieprzekonujące wyjaśnienia i narażając się na podejrzenie, że zdecydowały naciski polityczne.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym