03 września 2021

Facebook udostępnił policji dane antysemickiego hejtera. Akt oskarżenia już w sądzie. Grożą mu dwa lata

To przełom - od dziś hejterzy w sieci nie będą mogli czuć się całkowicie bezkarni. Hejter grożący w internecie redaktorce portalu jewish.pl stanie przed sądem. Facebook udostępnił jego dane policji i prokuraturze

Sprawę ataku na nią redaktorka portalu jewish.pl Katarzyna Markusz opisała tutaj. Mieszkaniec Nowego Sącza - występujący pod własnym i autentycznym, jak się okazało, imieniem i nazwiskiem! - prześladował ją hejterskimi wiadomościami na Facebooku.

Markusz je ignorowała - do momentu, w którym hejter posunął się do gróźb. „Uznałam, że to przesada i że trzeba coś z tym zrobić” - mówi OKO.press. „W ciągu kilku miesięcy ciągle coś do mnie pisał”.

27 lipca 2020 roku o 22:12 napisał (przepraszamy za wulgaryzmy, ale cytujemy):

„Wypierdalaj z Polski żydowska kurwo za to co oskarżasz Polskę mordę bym ci rozjebał córko kurwy i psa”.

Zgłosiła sprawę na policję w sierpniu 2020 roku.

„Na początku policja nie chciała przyjąć zgłoszenia. Policjant mówił, że to bez sensu, ponieważ Facebook i tak nie udostępni danych hejtera, a oni nie będą mogli go ścigać. Zawsze mógł powiedzieć, że to nie jego konto”

- mówi OKO.press Katarzyna Markusz.

Kiedy kilka miesięcy później Łukasz B. napisał do niej powtórnie, Markusz zgłosiła sprawę ponownie — mailem. Poskarżyła się także na nieprzyjęcie zgłoszenia wcześniej.

Tym razem zostało przyjęte. Okazało się, że nie tylko Facebook, ale i firmy teleinformatyczne udzieliły prokuraturze informacji pozwalających na postawienie sprawcy zarzutów. Pod koniec sierpnia 2021 roku prokuratura skierowała akt oskarżenia do sądu.

Za stosowanie gróźb karalnych Łukasz B. może zostać skazany na grzywnę, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do 2 lat.

Cel ataku nacjonalistów

„Dostaję bardzo dużo hejterskich wiadomości” - mówi OKO.press Markusz.

Redaktorka portalu jewish.pl - pisząca m.in. o współudziale Polaków w Zagładzie - jest często celem agresji w internecie.

W lutym 2021 Markusz została przesłuchana na policji w Sokołowie Podlaskim. Ktoś złożył na nią doniesienie, że „obraża naród polski”.

Zdanie, które spowodowało oskarżenie, napisała w artykule dla „Krytyki Politycznej”. Brzmiało: „Czy doczekamy dnia, w którym polska władza również przyzna, że niechęć do Żydów była wśród Polaków nagminna, a polski współudział w Zagładzie jest faktem historycznym?”.

W lipcu 2021 OKO.press pisało, że „Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu” — organizacja, za którą stoi Dariusz Matecki, polityk Solidarnej Polski, bloger i spamer — złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie wypowiedzi Markusz (a także posłanki Klaudii Jachiry i prof. Jana Grabowskiego).

Media prawicowe żyły wówczas oburzeniem po wpisie Markusz na Twitterze:

„Dla Polaków nie powstały nigdy obozy masowej zagłady, w czasie wojny mogli chodzić po ulicach, pracować, żyć. Nikt ich nie zabijał za to, że są Polakami. Polskich Żydów zginęło 90 proc., a etnicznych Polaków 10 proc.”.

Wpis Markusz w większości był prawdziwy. „Dla Polaków nie powstały obozy masowej zagłady, takie jak Majdanek czy Treblinka, które służyły wyłącznie zabijaniu” — pisaliśmy wówczas w OKO.press.

Nieprawdą jest jednak to, że Polaków „nie zabijano za to, że są Polakami”. Niemcy np. rozstrzeliwali zakładników i mordowali etnicznych Polaków w wielu różnych innych okolicznościach. Mordowali np. planowo i systematycznie przedstawicieli polskiej inteligencji tylko za to, że byli polskimi inteligentami, chociaż oczywiście skala represji wobec Polaków była nieporównywalna do tej, której poddani byli Żydzi.

Za groźby, nie za mowę nienawiści

„Zaskoczyło mnie to, że sprawa w końcu trafiła do sądu” — mówi OKO.press Katarzyna Markusz. „Facebook, ten internetowy gigant, na pewno nie musiał reagować. Zdecydował się na współpracę z prokuraturą w Polsce".

Warto zwrócić uwagę, że sprawa dotyczy gróźb karalnych, a nie mowy nienawiści. (O art. 256 kodeksu karnego nakładającego karę do 2 lat więzienia na osoby „nawołujące do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość” OKO.press pisało obszernie tutaj.)

Wielokrotnie pisaliśmy, że prokuratura i policja bardzo niechętnie ścigają jednak za mowę nienawiści. Rządząca prawica uważa je za ideologicznie nacechowane. Np. w lutym 2019 roku prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił w wywiadzie:

„Odrzucam pojęcie «mowy nienawiści», które przy tej okazji próbuje się wprowadzać. To pojęcie, za pomocą którego próbuje się wprowadzić jednostronną cenzurę dotyczącą tylko prawicy. Można grać «Klątwę», można wzywać do zamordowania mnie, a nie można, w skrajnych przypadkach, cytować Pisma Świętego”.

Jacek Mazurczak, były główny specjalista ds. monitorowania przestępstw z nienawiści w MSWiA w latach 2014-2016, tłumaczył wówczas prezesowi PiS, jak polskie prawo rozumie mowę nienawiści.

Katarzyna Markusz nie odpowiada wprost na pytanie, czy chce, żeby sprawca poszedł do więzienia.

„Myślę, że nie pójdzie do więzienia, ale samo to, że będzie musiał przed sądem odpowiadać za to, co zrobił, to ważne i to duży krok. Wcześniej zgłaszałam ks. Jacka Międlara za jego hejterskie wypowiedzi. Prokuratura nie chciała nawet przyjmować zgłoszenia, zasłaniając się wolnością słowa”

- mówi redaktorka Jewish.pl.

„Jakakolwiek kara spotka tego człowieka, będzie właściwa. Ludzie, którzy wysyłają hejterskie wiadomości muszą wiedzieć, że można ich namierzyć. Ślad pozostanie i nie pozostaną anonimowi” - dodaje.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne