Zainteresowanie tematem aborcji w prawicowym internecie jest stosunkowo małe. Wygląda na to, że zwolennicy PiS wcale nie opowiadają się za zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej i są to postulaty tylko ruchu pro-life. Wystarczy porównanie z debatą o ustawie o IPN - prawicowy internet aż kipiał od wpisów. Ustawa antyaborcyjna to ilościowo zaledwie ułamek tamtej

Feminazistki. Właśnie to określenie robi dziś karierę w prawicowym internecie. Odnosi się do kobiet, które protestują przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Przekaz jest następujący: feminazistki, wzorując się na Hitlerze, chcą nakazu mordowania polskich dzieci tylko dlatego, że te mają zespół Downa. W 2016 roku zamordowały już ponad 1000 dzieci.

Aborcja to temat silnie zideologizowany, także językowo, nie jest więc zaskoczeniem, że w prawicowym internecie nie toczy się wokół niego żadna merytoryczna rozmowa. Nowością są bezpośrednie porównania protestujących kobiet do nazistek, których autorytetem jest Hitler. A czasami również Stalin.

Nienawiść wylewa się z wpisów o protestujących kobietach, choć tuż obok można przeczytać informację, że obraz Matki Boskiej Częstochowskiej jest najpiękniejszym obrazem na świecie, a Jan Paweł II to prawdziwy autorytet duchowy. Nie, właściciele takich kont na Facebooku nie uważają tego za sprzeczność.

„Prawicowa jazda obowiązkowa”

Aborcja i ustawa antyaborcyjna to temat najbardziej nośnego społecznie sporu ideologicznego w Polsce od lat 90. Wydaje się, że merytorycznie na ten temat powiedziano już wszystko. Dziś, gdy temat powraca, nadal wywołuje ogromne emocje – masowe wśród przeciwniczek i przeciwników zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, i raczej środowiskowe wśród osób o poglądach prawicowych.

Przed Czarnym Piątkiem w mediach społecznościowych dyskutowali (na prawicy) przede wszystkim działacze ruchów pro-life. Nie był to temat popularny wśród np. wszystkich zwolenników PiS. Zainteresowanie rosło w tej grupie znacznie wolniej niż wśród osób, które nie chcą zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.

Wyglądało to trochę jak „prawicowa jazda obowiązkowa”, uprawiana z poczucia powinności, a nie ze względu na autentyczne emocje.

Trzeba coś na ten temat powiedzieć, strony sporu od dawna są takie same, argumenty też są znane – czym tu się emocjonować?

Większe zainteresowanie pojawiło się dopiero, gdy posiedzenia sejmowych komisji, które miały kontynuować prace nad projektem zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, PiS przesunął nie podając konkretnego terminu.

To pobudziło najbardziej radykalną część użytkowników sieci, oraz aktywistów pro-life, by… uderzyć w PiS. Kaja Godek, liderka ruchów pro-life w Polsce, napisała na Twitterze:

Dodała również, że to lekceważenie obywateli, biskupów i wiernych Kościoła katolickiego oraz dzieci niepełnosprawnych.

„Nadzieja jest w Bogu, a nie w ludziach”, „Taka jest taktyka PiS, kiedy idzie o wartości”, „Aborcja w Polsce rządzonej przez „katolików” nadal legalna. Żeby tylko Kaczyński, Duda i Morawiecki nie zapomnieli w niedzielę iść do Komunii” – odpowiadali jej Twitterowicze.

Czyli dostało się PiS-owi.

Polska – kraj morderczyń dzieci z zespołem Downa    

21 marca przypadał Światowy Dzień Zespołu Downa. Aktywiści ruchów pro-life wykorzystali to do zestawiania informacji o proteście przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej z informacją, że w Polsce zabija się dzieci z zespołem Downa.

Fundacja Pro – Prawo do Życia napisała na FB już kilka dni wcześniej, że w 2016 roku w Polsce zamordowano 1100 dzieci w wyniku legalnej aborcji, a 1044 z nich – z powodu choroby i upośledzenia.

Do tego dodano opis, że zabijane dzieci niejednokrotnie ważą już kilogram, matka wyczuwa ruchy dziecka, a na główce pojawiają się pierwsze włoski…

W Światowy Dzień Zespołu Downa pojawił się post o tym, że w Polsce spośród 1044 chorych zabitych dzieci w 2016 roku, aż 37 proc. to dzieci z zespołem Downa. Do tego obrazek z uśmiechniętą dziewczynką z zespołem Downa.

Przekonujące obrazy, prawda? Co to za kraj, w którym zabija się rocznie ponad 1000 dzieci? Tylko dlatego, że są trochę chore, choć z tą chorobą można żyć szczęśliwie? Mordercy!

Dokładnie taki poziom emocji ma zostać osiągnięty, oraz takie obrazy mają się wyryć w głowach tym, którzy to czytają.

To klasyczna dezinformacja

Brakuje choćby podstawowego uszczegółowienia danych Ministerstwa Zdrowia, np. że w części przypadków u płodów wykryto wiele innych bardzo poważnych chorób, a nie tylko zespół Downa.

Oraz że w 2016 roku urodziło się w Polsce 385 tys. żywych dzieci (najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia), czyli liczba przeprowadzonych aborcji to zaledwie 0,3 proc. wszystkich żywych urodzeń.

Dopiero pokazanie tych danych w kontekście realnie uświadamia, z jakim – jednak marginalnym w Polsce – zjawiskiem mamy do czynienia.

To jednak osłabiłoby ideologiczną moc przekazu, dlatego aktywiści pro-life zestawień nie pokazują. Na ich fanpage’ach i stronach nie znalazłam również dyskusji choćby o tym, jak na zdrowie, także psychiczne, kobiety wpływa urodzenie ciężko chorego dziecka, o którym np. wiadomo, że umrze w niedługim czasie; czy o tym, jak wesprzeć rodziny wychowujące niepełnosprawne dzieci.

Działacze pro-life posługują się językiem budzącym jak najsilniejsze emocje. Aborcja jest zawsze zbrodnią i morderstwem; usuwane są zawsze dzieci, nigdy płody, zaś sam zabieg jest torturowaniem dzieci.

„Wspierać dzieci z zespołem Downa, mordując je” – taki post na fanpage’u Fundacji Pro – Prawo do Życia odnosi się do dwóch publikacji „Gazety Wyborczej”: jedna dotyczyła Światowego Dnia Zespołu Downa, druga – wsparcia dla protestu kobiet w piątek. Zestawienie tych informacji wystarczyło, by napisać, że „Wyborcza” morduje dzieci z zespołem Downa.

Szatan, SS-mani i wojna dobra ze złem

Jednak na tle wpisów na kontach osób indywidualnych oraz niektórych radykalnych prawicowych organizacji, oficjalne strony i fanpage ruchów pro-life i tak są jeszcze wstrzemięźliwe w swoich opiniach.

W mediach społecznościowych przekaz kreują przede wszystkim influencerzy, czyli osoby mające duży wpływ na istotne grupy ludzi. To zazwyczaj osoby publiczne lub organizacje, dlatego najpierw przyjrzyjmy się ich wpisom.

Rafał Ziemkiewicz w tweecie z 21 marca zestawia „aborcjonistów” z SS-manami komentującymi palonych (w krematoriach) Żydów

ONR Brygada Małopolska tweetuje o „codziennym mordzie na niepełnosprawnych”, a Brygada Mazowiecka pisze o „marszu feminazistek”.

Tomasz Terlikowski kwituje protesty przeciwników zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej stwierdzeniem: „Szatan szaleje!”.

Marzena Paczuska stwierdza, że „Czarny Piątek to dzień manifestacji kobiet, które zatraciły kobiecość, wdzięk i radość w życiu. Kobiet, których mężczyźni nie rozumieją i nie chcą.”

Poseł Adam Andruszkiewicz uważa, że mamy do czynienia „ze starciem Cywilizacji. To wojna Dobra ze złem” (ortografia zgoda z oryginałem).

Stanisław Janecki w nazwie „Czarny Piątek” dopatruje się rasizmu

Ich wpisy są radykalne, mocne.

Na kontach osób prywatnych natomiast pleni się klasyczny internetowy hejt.  Z tych wpisów dowiaduję się, że „feminazistki są za karą śmierci dla niewinnych dzieci”, że protestują „lafiryndy, które chcą się pukać bez opamiętania”, że chodzi im o to, „by mogły się gździć na prawo i lewo”.

Przeciwnicy zaostrzenia ustawy czasem polemizują, zwracając uwagę zwłaszcza na to, że prawo do przerwania ciąży w przypadku upośledzenia bądź choroby płodu nie wprowadza obowiązku usuwania ciąży – co sugerują zwolennicy.

Takie argumenty nie są w stanie się jednak przebić.  „Jaka jest bowiem różnica między nakazem a przyzwoleniem w majestacie prawa na zabicie człowieka?” – pyta jedna z Twitterowiczek. I sama odpowiada: „Nie ma żadnej”.

„Smutne. Hitler i Stalin to nic”

W czasie piątkowego protestu i tuż po nim modne w prawicowym internecie jest naśmiewanie się ze zdjęć manifestantów oraz oburzanie się na niektóre transparenty. Transparent „Łapy precz od mojej macicy” pobudza m.in. do takich komentarzy: „Smutne. Hitler i Stalin to nic”, czy „Piekło ich pochłonie”.

Porównanie do Hitlera i Stalina to tegoroczna nowość przekazowa. Popularnością cieszy się infografika z portretem Hitlera i tekstem, iż w czasie II wojny światowej Hitler pozwolił Polkom na aborcję, podczas gdy pod karą śmierci zakazał jej Niemkom

Można znaleźć też wpisy o „pieprzonych feminazistkach z PO, .N i PSL (choć protest w Czarny Piątek był wyjątkowo mało upolityczniony) i apelowaniu do nich: „Spróbujcie tylko zabijać polskie dzieci! Już PO głodziło polskie dzieci – teraz chcecie zabijać?”.

Ci, którym nie starcza porównanie do Hitlera, zestawiają aborcję również z Marksem, Engelsem, Leninem i Stalinem.  A Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny „Super Expressu”, tweetuje w sobotę:

Kluczowi politycy PiS milczeli…

Jednak zainteresowanie tematem aborcji w prawicowym internecie jest stosunkowo niskie. Słowa „feminazistki” użyto w sumie w 1500 postach, podczas gdy tylko 23 marca o strajku kobiet pojawiło się w sieci 3500 wzmianek.

Słowo „aborcja” w piątek 23 marca występuje w prawie 50 tysiącach wpisów, ale znacząca ich większość to wpisy przeciwników zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.

Wygląda to tak jakby aborcja nie była tematem, który rzeczywiście angażuje zwolenników prawicy.

Kiedy w Polsce trwała intensywna dyskusja nad ustawą o IPN, cały prawicowy internet aż kipiał od wpisów na temat Żydów. Ustawa antyaborcyjna  to ilościowo zaledwie ułamek tamtej debaty.

Co ciekawe, mało jest też głosów o ustawie antyaborcyjnej ze strony Kościoła Katolickiego. Głos zabrało na Twitterze dwóch biskupów, włączyło się kilku księży – i tylko tyle. Milczeli też kluczowi politycy PiS-u.

Co to oznacza? Może potwierdzać dane z sondaży, że zwolennicy PiS wcale nie opowiadają się za zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej i są to postulaty ruchu pro-life, a nie całej wielomilionowej prawicowej polskiej społeczności.

Po drugie – zarówno PiS, jak i Kościół katolicki mają chyba świadomość, że zaostrzanie przepisów nie musi być dla nich korzystne. Wydaje się, że znaleźli się między młotem a kowadłem.

Kto wie, być może tak liczny protest w piątek okazał się też dla nich korzystny? Będzie dobrym pretekstem do zawieszenia prac nad ustawą na dłużej nieokreślony czas. A gdyby sytuacja się zmieniła – zawsze można te prace wznowić.

Anna Mierzyńska analizuje funkcjonowanie polityki w sieci, jest specjalistką marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Poprzednio była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza.

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Kilka lat temu była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza. Dla OKO.press pisze jako autor zewnętrzny.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym