Francuski parasol atomowy dla Polski? Otóż już go bardziej mamy, niż nie mamy
Jeszcze w tym roku Polska realnie skorzysta z francuskiego odstraszania atomowego. Będzie to bardzo czytelny sygnał wysłany z Warszawy i Paryża prosto do Moskwy
Jeszcze tej wiosny lub w pierwszych miesiącach lata nad północną Polską i Bałtykiem mają zostać przeprowadzone powietrzne manewry z udziałem polskiego i francuskiego lotnictwa.
W scenariuszu znajdzie się symulacja działań, w ramach których polskie myśliwce mają wykrywać, rozpoznawać i wskazywać cele dla francuskich Rafale uzbrojonych w tzw. przedstrategiczne pociski z głowicami nuklearnymi ASMP (Air-Sol Molennę Portée). W trakcie manewrów rolą polskiego lotnictwa ma też być prowadzenie symulowanych uderzeń konwencjonalnych – przede wszystkim pociskami manewrującymi JASSM.
Rusza atomowe odstraszanie
Premier Donald Tusk rozmawiał o tych wspólnych ćwiczeniach wojskowych z elementem nuklearnym podczas poniedziałkowej (20 kwietnia) wizyty prezydenta Francji Emmanuela Macrona w Polsce. Informowało o tym pokrótce Politico, jednak właściwe wnioski chyba jeszcze nie przebiły się w pełni do opinii publicznej.
A powinny.
Bo za sprawą planowanych wspólnych lotniczych manewrów Polska po raz pierwszy realnie skorzysta z francuskich zdolności odstraszania nuklearnego.
Symulacja namierzania przez polskie F-16 celów do ataków atomowych dla francuskich Rafale odbywająca się na potencjalnych pozycjach wyjściowych do uderzenia w kierunku okręgu kaliningradzkiego czy w celu blokady Przesmyku Suwalskiego, to właśnie odstraszanie nuklearne sensu stricto.
Zaznaczmy przy tym, że od początku pełnoskalowego konfliktu w Ukrainie Polska nigdy nie doczekała się analogicznej demonstracji ze strony Stanów Zjednoczonych. Zarówno administracja Donalda Trumpa, jak i ekipa Joe Bidena konsekwentnie odmawiały Polsce udziału w programie Nuclear Sharing, w ramach którego lotnictwa kilku krajów europejskich mogą uzyskać bardzo ograniczony dostęp do głowic z amerykańskiego arsenału atomowego.
Mimo to udział właśnie w tym amerykańskim programie jako jedyne sensowne wyjście dla Polski nadal reklamują niezmordowanie politycy i media prawicy. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy prezydent Stanów Zjednoczonych pełni rolę głównego aktora w teatrze destabilizacji globalnego systemu bezpieczeństwa i otwarcie rozważa opuszczenie NATO przez jego kraj.
Przeczytaj także:
„Ekskluzywna grupa”
Tymczasem sytuacja może w gruncie rzeczy klarować się tak, że zamiast amerykańskiego programu z marzeń Andrzeja Dudy, do którego Amerykanie nie chcieli i nie chcą dać Polsce dostępu, mamy już tak naprawdę inny parasol atomowy rozpostarty nad Polską – ten francuski. I tak, właśnie – już teraz.
Tusk po spotkaniu z Macronem w Gdańsku wyrażał się na ten temat francuskiego parasola nuklearnego tyleż dyplomatycznie, co sugestywnie. „Siłą rzeczy rozmowa o współpracy nuklearnej i w dziedzinie bezpieczeństwa jest dyskretna” – rzucił dziennikarzom.
Były i żarciki: „Szczerze mówiąc, nie marzę o tym, żeby nad Polską latały Rafale z bombami atomowymi, ale mam nadzieję, że nie macie takich planów” – zwracał się Tusk do Macrona.
Padła jednak i konkretna deklaracja: „Postanowiliśmy dołączyć do grupy krajów zaproszonych przez Francję do współpracy. To ekskluzywna grupa złożona z krajów, które rozumieją potrzebę europejskiej suwerenności. Żyjemy w świecie, w którym potrzebujemy potencjału odstraszającego od broni jądrowej” – mówił Tusk.
Oprócz Polski chodzi o Niemcy, Grecję, Holandię, Belgię, Danię i Szwecję.
Na tle pięciu z całej szóstki tych krajów Polska ma jednak szczególną pozycję. Bo wojskowa współpraca naszego kraju z Francją jest już uregulowana traktatowo. W dodatku w sposób, który wydaje się ujmować również kwestię francuskiego parasola atomowego.
Tylko dwa kraje to mają
9 maja zeszłego roku Tusk i Macron podpisali we francuskim Nancy Traktat o wzmocnionej współpracy i przyjaźni między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Francuską.
Tym samym Polska obok Niemiec stała się jednym z zaledwie dwóch krajów Unii Europejskiej, które podpisały tak daleko idące dwustronne umowy o współpracy obronnej z jedyną potęgą nuklearną UE, jaką jest Francja.
Traktat z Nancy zawiera bardzo jednoznaczną klauzulę o udzielaniu sobie przez Polskę i Francję nawzajem pomocy zbrojnej w wypadku agresji z zewnątrz.
„Zgodnie z postanowieniami artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych w przypadku napaści zbrojnej na ich terytorium Strony udzielają sobie nawzajem pomocy, w tym przy zastosowaniu środków wojskowych. Pomoc oraz wsparcie będą realizowane stosownie do zobowiązań, jakie wynikają z artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego i artykułu 42 ustęp 7 Traktatu o Unii Europejskiej” – stanowi 2 punkt 3 artykułu Traktatu z Nancy.
Z NATO i bez NATO
Bardzo specyficzny sens tej klauzuli nadaje jej równoległe odwołanie do tych artykułów Traktatu Północnoatlantyckiego i Traktatu o Unii Europejskiej, które stanowią zobowiązanie do wzajemnej obrony członków obu tych kluczowych dla Europy wspólnot. Oznacza to bowiem wprost, że:
- po pierwsze: wzajemna pomoc miałaby mieć charakter zarówno solidarny, jak i pełnoskalowy – bo właśnie taki ma sens artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego;
- po drugie: decyzja o udzieleniu sobie wzajemnej pomocy przez Polskę i Francję może zostać podjęta i w ramach NATO (na podstawie artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego), i poza strukturą Sojuszu, na podstawie znacznie bardziej ogólnego artykułu 42 Traktatu o UE.
Ergo: ewentualne wspólne odpieranie agresji z zewnątrz przez Polskę i Francję mogłoby się rozpocząć jeszcze zanim uruchomione by zostały skomplikowane procedury decyzyjne wewnątrz Sojuszu Północnoamerykańskiego i/lub UE. Traktat z Nancy w żaden sposób nie ogranicza przy tym zakresu „środków wojskowych”, jakie mogłyby zostać użyte do wzajemnej obrony.
W swym czwartym – poświęconym obronności – artykule Traktat z Nancy zawiera całą listę wzajemnych zobowiązań Polski i Francji do rozwijania potencjału militarnego zarówno własnego, jak i całej Europy. Mowa tam m.in. o „budowie wspólnej kultury strategicznej” i wspólnym rozwijaniu zdolności odstraszania, a także o ułatwionych procedurach tranzytu i rozlokowywania wojsk na terenie obu krajów.
W gruncie rzeczy zatem traktat jest całkowicie wystarczającą podstawą do ewentualnego objęcia Polski przez Francję parasolem atomowym bez żadnych dodatkowych regulacji.
Ile głowic ma Macron
Tym bardziej że owo rozpinanie francuskiego parasola nuklearnego to i tak wyłączna decyzja Francji.
Siły jądrowe Francji są wyłączone ze struktur dowodzenia nuklearnego NATO, czyli z Grupy Planowania Nuklearnego obejmującej USA i Wielką Brytanię oraz pośrednio kraje uczestniczące w amerykańskim programie Nuclear Sharing. Francja jest tym krajem Sojuszu, który ewentualną decyzję o użyciu broni nuklearnej nawet po podstawie artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, podejmowałby całkowicie samodzielnie i w pełni niezależnie od sojuszników – jest to prerogatywa prezydenta Republiki Francuskiej.
Osobną kwestią jest oczywiście to, w jakim stopniu francuski potencjał nuklearny wystarcza, by odgrywać rolę czynnika odstraszania rzeczywiście zdolnego do powstrzymywania Rosji.
Pociski z rodziny ASMP, których pośrednio będą dotyczyć polsko-francuskie ćwiczenia z elementem nuklearnym, są określane we francuskiej doktrynie nuklearnej „przedstrategicznymi”. W zależności od wersji mają zasięg od kilkudziesięciu do 500 km i przenoszą głowice o mocy regulowanej od 100 kt do 300. Nie są to pociski taktyczne w tradycyjnym wczesnozimnowojennym rozumieniu tego określenia – pociski taktyczne miały bowiem być wykorzystywane bezpośrednio na froncie konwencjonalno-nuklearnej wojny.
ASMP skonstruowano natomiast od początku po to, by stanowiły „ostatnie ostrzeżenie” przed użyciem przez Francję strategicznych pocisków nuklearnych o wielkiej mocy. Stąd właśnie określenie „przedstrategiczne”.
Oprócz ASMP Francja ma jeszcze pewien zapas starszych bomb lotniczych – w tym i takie o dużej mocy oraz – to jej główna atomowa siła – nuklearne pociski strategiczne odpalane z okrętów podwodnych. Francuzi nie dysponują natomiast pociskami ziemia-ziemia.
Łącznie Francja ma około 290 głowic jądrowych.
Cena i interes
Jest jeszcze kwestia ceny, która jednak po bliższym przyjrzeniu się jej, może się okazać po prostu kwestią wspólnego interesu. A wspólny interes nie zawsze wiąże się z płaceniem, zwłaszcza gdy jedzie się na jednym wózku.
Tak, Francja rzeczywiście aktywnie zabiega o to, by to francuskie podmioty zostały zaangażowane w budowę drugiej polskiej elektrowni jądrowej – tej, która w latach 2050. miałaby stanąć nad ogromnym i najgłębszym w Polsce jeziorem, które ma powstać w miejscu dzisiejszej bełchatowskiej odkrywki węgla kamiennego.
Są też i mniejsze rzeczy. Wiadomo na przykład, że Polska ma zakupić wojskowego satelitę telekomunikacyjnego od Francji do końca tego roku. Ten sprzęt znacząco wzmocni uzyskane już przez nas kraj zdolności prowadzenia własnego zwiadu satelitarnego (pierwszy polski satelita wojskowy został wystrzelony na orbitę w listopadzie 2025 roku, kolejnych kilka w pierwszych miesiącach tego roku).
Z całą pewnością rozwój polsko-francuskiej współpracy będzie się wiązał również z zakupami zbrojeniowymi dokonywanymi przez oba kraje.
Tymi głównymi – ważniejszymi od pieniędzy – powodami, dla których niemal cała Europa rozmawia już głośno i otwarcia o potrzebie zwiększania i rozwijania europejskiego potencjału nuklearnego, są jednak Władimir Putin i Donald Trump. Pisaliśmy już o tym w OKO.press.
Polsko-francuski układ wojskowy wpisuje się dokładnie w ten trend – i ma być formą odpowiedzi zarówno na narastającą agresję Rosji, jak i na coraz bardziej dwuznaczną rolę, jaką odgrywają Stany Zjednoczone w transatlantyckiej architekturze bezpieczeństwa.

Komentarze