0:00
Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaMaciek Jazwiecki / A...
14 stycznia 2021

Gasnący płomień rewolucji? Nie, złość się odkłada, refleksja kumuluje [STRAJK KOBIET]

Okrzyk "wypierdalać" nie przepędził ani władzy PiS, ani hierarchów Kościoła, ani patriarchalnych struktur w polityce, pracy, mediach i rodzinach. Co w tej sytuacji robi Ogólnopolski Strajk Kobiet? O pretensjach i wyzwaniach mówi OKO.press Agnieszka Czerederecka, jedna z liderek ruchu

Wydrukuj

Ogólnopolski Strajk Kobiet staje wobec wyzwania, jakim jest gasnący płomień rewolucji. Ulice, na które w końcu października i w listopadzie wychodziły dziesiątki i setki tysięcy "wkurzonych kobiet i wspierających nas rozumnych mężczyzn", opustoszały.

Okrzyk "Wypierdalać" nie przepędził ani władzy PiS, ani hierarchów Kościoła, ani patriarchalnych struktur w miejscach pracy, w polityce, także opozycyjnej, w mediach i w rodzinach.

Ruch przechodzi do fazy programowej, liderki stawiają na aktywność i samoorganizację. Podkreślają, że są "nieformalną, bezpartyjną inicjatywą kobiet. Nie mamy centrali ani zarządu, tylko helpdesk – ogólnopolski komitet wsparcia (...) W Strajku Kobiet obowiązuje zasada autonomii grup lokalnych. Przy wspólnej akcji obowiązuje nas korzystne minimum – wspólna nazwa, hasło i podstawa identyfikacji wizualnej oraz wsparcie formalne i materialne ze strony helpdesku".

Masa uczestniczek (a także uczestników) zażarcie dyskutuje nad postulatami, żądaniami, profilem ruchu. To pospolite ruszenie myśli zamienia wkurwienie w refleksję, jak walczyć o prawa kobiet, prawdziwą edukację, chronić klimat, jak zatrzymać faszyzację kraju.

Ale padają też zarzuty, że OSK zapomniał o swoim kluczowym haśle - prawie kobiety do przerwania ciąży i tym samym zdradza swoje wartości, odcina się od korzeni.

Toczy się spór o termin "aborcja na żądanie"? Czy to semantyczne nieporozumienie? Różnica czysto taktyczna? Czy faktycznie OSK chce ograniczyć żądania praw reprodukcyjnych?

O sporach, problemach i planach na przyszłość OKO.press rozmawia z Agnieszką Czerederecką, jedną z liderek i aktywistką Strajku Kobiet. Od Czarnego Poniedziałku 3 października 2016 roku współzałożycielką Warszawskiego Strajku Kobiet, organizatorką setek demonstracji, protestów ulicznych, happeningów (na zdjęciu głównym - ostatnia z prawej, obok Marty Lempart i Klementyny Suchanow; zobacz jej sylwetkę w "Alfabecie Buntu" Archiwum Osiatyńskiego).

Bezpośrednio po rozmowie szła na przesłuchanie, wezwana przez policję do Komendy Rejonowej Policji Warszawa I za udział w ulicznych akcjach, m.in. happeningu "Podręczne" pod Trybunałem Konstytucyjnym 21 października 2021 (zdjęcie poniżej). Miała zamiar, jak zawsze, odmówić zeznań. I odmówiła.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Najpierw o starych pretensjach. Skład ogłoszonej przez was 2 listopada 18-osobowej Rady Konsultacyjnej, która miała uporządkować i opracować postulaty protestujących, budził zdumienie. Było tam kilkoro dziadersów i - dodajmy niegrzecznie - babersów, w tym byli politycy. Teraz czytam, że Radę tworzy 800 osób.

Agnieszka Czerederecka, OSK: To nie był "skład Rady Konsultacyjnej", tylko grupa, która na naszą prośbę spotkała się, żeby wesprzeć nas w opracowaniu pomysłu na Radę. Wiadomo było, że to będzie szersze ciało ekspertek i ekspertów.

Teraz jest 800 osób, bo tyle zgłosiło swój udział w pracach 14 zespołów tematycznych, nie umiem powiedzieć, ile z nich jest aktywnych, ale to ogromna energia i takie działania dają ludziom poczucie sprawstwa. Pracują nad programem, wychodząc od postulatów protestów, szukają rozwiązań zgłoszonych problemów.

14 seminariów zadaniowych?

Towarzyszy temu ogromna debata na tzw. loomio, internetowym narzędziu komunikacji na dużą skalę. Znajdują się tam już pierwsze rozwiązania problemów z zakresu praw kobiet, edukacji, klimatu, rynku pracy i świeckiego państwa.

W drugiej połowie stycznia OSK wrzuci następną porcję materiału, którą wypuści Rada Konsultacyjna. Zostało jeszcze dziewięć tematów: zdrowie, psychiatria dziecięca i młodzieżowa, prawa osób LGBTQ+ a także osób z niepełnosprawnościami, kultura. praworządność, prawa zwierząt, propaganda i media oraz No Pasarán, czyli o defaszyzacji Polski.

Ja na przykład działam w zespole praw zwierząt, angażuję się w to od kiedy byłam nastolatką. Wychodzimy od tego, co nam wyszło podczas protestów, i szukamy rozwiązań.

Co z tą aborcją na żądanie?

Wśród opublikowanego zestawu praw kobiet jest 5 tematów. O prawie kobiety do przerywania ciąży mowa tylko w temacie 1 "Precz z pseudowyrokiem Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej" i to w kontekście obowiązującej restrykcyjnej ustawy.

Bo to dopiero pierwsza część prac. Zdajesz sobie chyba sprawę, że napisanie ustawy zajmuje więcej czasu niż kilka tygodni? Na razie proponujemy rozwiązania na teraz. Podkreślamy, że ogłoszone przez panią Przyłębską orzeczenie to pseudo wyrok, sędziowie nie muszą go wykonywać, lekarze także nie muszą się do niego stosować.

Proponujemy petycję do Parlamentu Europejskiego na podstawie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (EKPCz), z uwagi na naruszenie praw podstawowych, takich jak prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego (art. 8), czy wolności myśli sumienia i wyznania (art. 9). Na drugim etapie prac przyjdą ustawodawcze rozwiązania dotyczące aborcji.

Wśród pięciu głównych postulatów na stronie Strajku Kobiet jest "Pełnia praw reprodukcyjnych".

Tak. Pięć postulatów:

  • utrzymania standardów opieki okołoporodowej;
  • dostępu do nowoczesnej bezpłatnej antykoncepcji i zabiegów sterylizacji;
  • dostępu do bezpiecznego przerywania ciąży;
  • dofinansowania in vitro;
  • badań prenatalnych najnowszej generacji.

Sformułowanie "bezpieczne przerywanie ciąży" nie określa, kiedy to powinno być dopuszczalne, czyli nie stawia postulatu dopuszczenia aborcji na żądanie, życzenie czy jako prawo kobiety.

To są przecież nasze postulaty z 2017 roku, kiedy po raz pierwszy się spotkałyśmy po strajku 3 października 2016. Nawiązujemy w nich do haseł argentyńskiej akcji, która teraz właśnie zakończyła się dopuszczeniem aborcji. "Legalna, bezpieczna i darmowa" - Argentynkom się tak udało.

12 listopada 2020 OSK zorganizował konferencję, ogłaszając powstanie inicjatywy "Legalna aborcja bez kompromisów", która ma zbierać podpisy pod legalizacją przerywania ciąży. "Bo taka jest potrzeba społeczna". Można jaśniej?

Ale zalała was fala krytyki, że w hasłach nie ma "aborcji na żądanie".

To jakiś absurd i zresztą ta fejsbukowa plotka została zbadana przez ekspertów jako manipulacja. 23 grudnia 2020 Marta Lempart tłumaczyła, "żeby nie było wątpliwości", że celem jest legalizacja aborcji, taka jak we wszystkich krajach na podobnym poziomie rozwoju. Ale teraz walczymy o bezpieczeństwo dla Polek zagrożonych przez wyrok Trybunału pani Przyłębskiej.

Aborcja jest prawem kobiety. Chodzi o prawo wyboru legalnej, bezpiecznej i darmowej aborcji, inni nazywają to „aborcją na żądanie”. Różnica jest czysto semantyczna, moim zdaniem nie warto się na tym skupiać.

Jak ktoś chce mówić na żądanie, pasuje mu to hasło, niech mówi, choć - jak zauważyła Klementyna Suchanow - tego terminu z upodobaniem używają zwolennicy Kai Godek, by nas dyskredytować. Nam chodzi o niezbywalne prawo kobiety do decydowania, podstawowe prawa człowieka.

Faktem jest, że określenie "na żądanie" daje w sondażach mniejsze poparcie dla praw reprodukcyjnych niż np. pytanie z sondażu OKO.press: "Czy kobieta powinna mieć prawo do przerwania ciąży do 12 tygodnia jej trwania?". Ale faktem jest też, że w waszych postulatach nie ma jasnego zapisu prawa do aborcji.

W naszych postulatach od początku jest postulat legalnej aborcji - tak go zapisałyśmy w 2017 roku w gronie zwykłych kobiet, nie ekspertek, które wtedy po raz pierwszy wyszły, by sprzeciwić się pomysłowi karania za aborcję. Tak to wtedy czułyśmy, to się nie zmieniło. Dzisiaj, po kilku latach Strajku Kobiet,

trzy czwarte osób w Polsce wie, że prawo do aborcji jako wyboru kobiety jest postulatem OSK - taki wynik przynosi ogólnopolski sondaż, jaki zamówiłyśmy.

W samej istocie Strajku Kobiet jest przekaz, że aborcja to sprawa kobiet, bo to nasze ciała, nasza ciąża, nasza decyzja. W jakimś wywiadzie zwróciłam się wirtualnie do Ziobry: Jak będzie pan kobietą, to pogadamy.

Stop Bzdurom i aktywistka tego ruchu Margot stawia wam jednak zarzut pominięcia głównego postulatu. Pełnią rolę jastrzębi w ruchu?

Na temat Stop Bzdurom nie będę się wypowiadać, jako Strajk Kobiet nie zajmujemy stanowiska wobec działalności innych organizacji. Jest wolność, każdy robi to, na czym mu zależy i jak potrafi.

Wśród 14 tematów rzuca się w oczy brak gospodarki morskiej... Ale na poważnie, nie za szeroko to zakreśliłyście? Na fali rewolucyjnego wzmożenia postanowiłyście zmienić wszystko. "Idziemy po wolność, idziemy po wszystko", takie było wasze hasło 13 grudnia 2020.

OK, ale my takie wątpliwości jako Strajk Kobiet mamy już za sobą. W 2016 roku zaczynałyśmy od obrony prawa przed inicjatywą Kai Godek. W 2017 roku toczyłyśmy z innymi batalię o sądy, wtedy pod Sejmem stanął namiot Strajku Kobiet obok namiotu OSA [Stowarzyszenie Obywatele Solidarnie w Akcji - red.], uznałyśmy, że sądy to też nasza sprawa.

Od samego początku walczyłyśmy o edukację, nie tylko seksualną. OSK - w wielu miastach, często razem z aktywistkami wywodzącymi się z KOD i Obywateli RP, podejmował inne protesty. Organizowałyśmy też blokady antyfaszystowskie.

Polski ruch feministyczny nie ogranicza się tylko do praw reprodukcyjnych. Takie jesteśmy od lat i widać, że ludzie to rozumieją, skoro zdecydowali się do nas dołączyć i powierzyć nam swoje sprawy. Bo Polska jest kobietą.

A nie martwi cię, że rewolucja gaśnie?

To kwestia perspektywy. Dla wielu ludzi wielkie jesienne protesty to była obywatelska inicjacja.

Jestem w Strajku Kobiet od 2016, nie raz już przeżywałam wzloty i upadki, amplitudę raz w górę, raz w dół.

Ogromne protesty 2016 r. zatrzymały plany Kai Godek i Kaczyńskiego, ale potem był spadek nastrojów. 28 marca 2018 poprowadziłyśmy 90 tys. ludzi spod Sejmu na Nowogrodzką, a potem energia siadła.

Był mocny protest rodzin osób z niepełnosprawnością w Sejmie, ja wspierałam go na zewnątrz budynku przez 40 dni, i też się rozładowało.

Nie można żyć cały czas na wysokim C, bo człowiek zwariuje, ale mobilizujemy się szybko, gdy potrzeba. I to doświadczenie się odkłada, kumuluje, kształtują się postawy. A obecne protesty jeszcze się nie zakończyły.

Ludzie młodzi, a zwłaszcza kobiety przed 40-tką, masowo opuściły PiS

Dla wielu osób ostatnie protesty były odkryciem, że ta władza powinna "wypierdalać". I to w nich zostanie.

Co dalej? Będziecie tak sobie czekać, aż fala się znowu podniesie?

Dzięki za złośliwe pytanie (śmiech). Pewnym utrudnieniem było zakażenie koronawirusem kilku z nas, w tym Marty Lempart i Klementyny Suchanow.

Jak opublikują wyrok TK Przyłębskiej, to trzeba będzie znowu wyjść na ulice, jesteśmy w stanie zmobilizować się w kilka godzin.

To akurat moja domena, ja odpowiadam w OSK za organizację protestów. Sama biorę udział nawet w małych happeningach jak "Podręczne", za co zresztą mam zarzuty. Najbliższy zryw będzie też potrzebny, kiedy Sejm ma obradować nad wrzutką o mandatach 20 stycznia. Bo taka ustawa dekretująca państwo policyjne uderza we wszystkie protesty.

Liczysz na opublikowanie wyroku TK? Bo to byłby impuls dla ruchu?

Coś ty.

Mam nadzieję, że nie opublikują tego skandalicznego „wyroku” w ogóle, do końca swojej kadencji, ze strachu przed reakcją kobiet.

A jak ta władza przeminie, w najgorszym razie w wyborach 2023, ale może wcześniej, to kolejne rządy - jak przystało na europejskie państwo - dadzą kobietom pełne prawa reprodukcyjne.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne