Po zamknięciu rządowego programu dofinansowania in vitro za pomoc niepłodnym parom wzięły się niektóre miasta. Taki program przyjął niedawno Gdańsk. O in vitro w Warszawie na razie cicho, ale za to Marszałek Województwa Mazowieckiego przeznaczył 300 tys. zł na leczenie niepłodności metodami naturalnymi, czyli naprotechnologią

Gdańsk stawia na in vitro

Radni z Gdańska zdecydowali, że miasto dofinansuje procedurę in vitro dla par z niepłodnością. Przyjęto „Program wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska” na lata 2017-2020. Na ten cel przeznaczono 1,1 mln zł rocznie (na 2017 r. 500 tys. zł). W każdym roku miasto dofinansuje ok. 200 procedur in vitro (5 tys. zł dopłaty do jednej procedury).

Miejskie programy dofinansowania in vitro przyjęto w ostatnich miesiącach także w Łodzi, Częstochowie i Sosnowcu. Jest też duża szansa, że program przyjmie Bydgoszcz (otrzymała pozytywną ocenę Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji) i Szczecin. W lutym uchwałę o dofinansowaniu in vitro odrzucił Wrocław.



A mazowieckie na naprotechonologię

W Warszawie decyzji jeszcze nie ma. W 2016 r. miejski projekt partii Razem przepadł m.in. głosami PO. W styczniu 2017 r. Platforma zmieniła zdanie i złożyła własny projekt dofinansowania proceduy in vitro, który teraz ocenia  AOTMiT.

Na warszawskie in vitro czekać nie chciał Marszałek Województwa Mazowieckiego, Adam Struzik (PSL). W grudniu 2016 r. ogłosił konkurs na realizację „Programu wsparcia leczenia niepłodności mieszkańców województwa metodą naprotechnologii na lata 2017–2019”. Konkurs wygrał Mazowiecki Szpital Bródnowski.

W latach 2017 – 2019 z programu ma skorzystać ok. 120 par – kobiety w wieku 18-40 i mężczyźni w wieku 18-65. Urząd przeznaczył na ten cel 300 tys. zł. Na razie o programie nie wiadomo nic więcej.

Podczas spotkania w Urzędzie Marszałkowskim urzędnicy mazowieccy oraz pracownicy szpitala uzasadniali konieczność wprowadzenia programu. Obie strony kładły nacisk na wykorzystanie „metod naturalnych”:

„Proces polega na możliwości zachodzenia w ciążę przy wykorzystaniu naturalnych metod, oczywiście korzystając ze zdobyczy techniki, takich jak histeroskopia, ale głównie w oparciu o naturalne metody poczęcia” – mówił Krzysztof Cendrowski ze szpitala bródnowskiego.



Choć program jest skierowany do par, to kobiety okazały się ważniejszą grupą docelową:

„Myślę, że szpital bródnowski ma wszystkie dane ku temu, by jak najlepiej przygotować młode kobiety przede wszystkim do dbania o siebie. To jest taki proces, który ma pokazać, że pewne symptomy można wyleczyć na etapie dobrej diagnozy” mówiła Elżbieta Lanc (PSL), członkini zarządu Województwa Mazowieckiego.

Tym sposobem PSL niespodziewanie wspiera PiS w walce zapłodnieniem pozaustrojowym.

AOMiT ocenia negatywnie

Problemem jest jednak to, że podobny projekt leczenia niepłodności za pomocą naprotechnologii („Program wsparcia leczenia niepłodności mieszkańców Województwa Mazowieckiego metodą naprotechnologii na lata 2016-2018”) w kwietniu 2016 r. negatywnie oceniła Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. I uzasadniła to tak:

„Główną przesłanką za negatywna opinią Prezesa Agencji jest fakt, że naprotoechnologia nie stanowi opcji terapeutycznej dla osób borykających się z problemem niepłodności, zwłaszcza w przypadkach, gdy niepłodność ta jest związana ze zmianami fizjologicznymi w obrębie narządów rodnych kobiety lub niepłodnością męską.

Naprotechnologia jako metoda opierająca się na naturalnej regulacji poczęcia może stanowić metodę wspomagająca rozród u par, u których wykluczono niepłodność związaną z czynnikami fizjologicznymi”.

Co więcej, „zakłada się, że do programu włączane będą pary ze stwierdzoną niepłodnością po niepowodzeniu wcześniejszego leczenia. Jednak ostatni etap programu zakłada badanie przyczyn tej niepłodności. Podjęcie takich działań w przedstawionej kolejności wydaje się być niezasadne i nielogiczne”.



Agencja zaznacza, że korzystanie z naprotechnologii może być korzystne w leczeniu niepłodności u par, które nie mogą doczekać się dziecka, ale nigdy się nie badały i nie podejmowały leczenia. Innymi słowy, na etapie diagnozy przyczyn problemów z zajściem w ciążę.

Choć nie wiadomo, czy dofinansowany program na lata 2017-2019 różni się od tego na lata 2016-2018 (ocenionego powyżej),

można jednak stwierdzić, że łączy je metoda, czyli naprotechnologia. A ta, zdaniem rządowej agencji, nie stanowi ona „opcji terapeutycznej” dla wielu niepłodnych par.

Jednocześnie w ostatnich miesiącach agencja wydała jeszcze kilka opinii dotyczących programów leczenia niepłodności. Dwa ocenione pozytywnie dofinansowywały in vitro dla mieszkańców Bydgoszczy i Łodzi.

Negatywna opinia dotycząca naprotechnologii nie jest niczym niezwykłym. Zgodziłaby się z nią większość środowiska naukowego, dla którego naturalne metody mogą być jedynie częścią etapu diagnostyki, ale nie metodą leczenia niepłodności. Zdaniem prof. Mariana Szamatowicza naprotechnologia nie może zastąpić in vitro choćby dlatego, że nic nie pomoże na niedrożność jajowodów, zaawansowaną endometriozę lub problem z niepłodnością u mężczyzny.

Akceptowana przez Kościół katolicki „naturalna metoda leczenia niepłodności” pomaga zdiagnozować problem danej pary. Polega głównie na dokładnej obserwacji kobiecego cyklu i określeniu przyczyny trudności z zajściem w ciążę.

Dzieci z in vitro

W czerwcu 2016 r. nowe kierownictwo Ministerstwo Zdrowia zamknęło wdrożony przez rząd PO-PSL program dofinansowania z budżetu państwa procedury in vitro dla par z problemem niepłodności. Dlatego też posłowie Nowoczesnej i PO, oraz działacze partii Razem składają w miastach wnioski o dofinansowanie in vitro przez samorządy miejskie.

Z informacji rządu wynika, że w czasie całego programu wdrożonego przez PO-PSL (od lipca 2013 do czerwca 2016) urodziło się 5285 dzieci.

Jak wynika z raportu „Medycyna wspomaganego rozrodu” opracowanego przez Sekcję Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego na podstawie informacji od 33 klinik (najlepsze z dostępnych badań)

w 2011 r. wykonano 15 340 zabiegów in vitro, z czego powstały 4873 ciąże.

Można szacować, że obecnie w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego rodzi się w Polsce nawet 8-10 tys. dzieci, co oznaczałoby 2-3 proc. wszystkich.


Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!